Naturalnym pragnieniem każdego chrześcijanina jest przebywanie w bliskości Boga. Różnie wyobrażamy sobie, jak może się to stać, ale wszyscy intuicyjnie wiemy, że jest to właściwe… nie – jest to najlepsze miejsce dla każdego z nas Robe d’Occasion Spéciale

Od dziecka byłem uczony, by starać się być zawsze blisko Boga. Potem ktoś mi nawet wskazał biblijny werset o tym mówiący:

„Lecz moim szczęściem być blisko Boga. Pokładam w Panu, w Bogu nadzieję moją, aby opowiadać o wszystkich dziełach twoich” (Ps 73:28).

A jeszcze później odkryłem, że chyba niewłaściwie rozumiałem to pojęcie bliskości Boga w moim życiu.

Każdy z nas jest naturalnym egoistą, szukającym w pierwszym rzędzie własnej korzyści. Dlatego i ja przez wiele lat rozumiałem wspomnianą ideę przebywania w pobliżu Boga następująco: jak będę w bliskim związku z Bogiem, trwając w Jego Słowie i w modlitwie, to On będzie mi bliski w tym wszystkim, co będzie moim udziałem: w moich troskach, problemach, dylematach, służąc mi pomocą, wsparciem i dodając otuchy.

Ale to by znaczyło, że nie tyle ja jestem blisko Boga, ile Bóg jest blisko mnie. A przecież miało być odwrotnie. W końcu zrozumiałem. To nie ja mam „ściągać” Boga do swojego życia, aby On się w nie angażował, ale jeśli chcę naprawdę być blisko Niego, to powinienem szukać Go tam, gdzie On w danym momencie jest. Tam, gdzie w danej chwili działa. Przecież to takie oczywiste: to ja idę za Jezusem, a nie usilnie ciągnę Go za sobą. Inaczej mówiąc, moje życie z egocentrycznego ma się zmienić w chrystocentryczne.

Bardzo trudno jest nam dokonać takiej zmiany, bo ciężko jest się nam rozstać z przeświadczeniem, że nasze pragnienia, odczucia i potrzeby nie są najważniejsze. Trudność sprawia nam też pogodzenie się ze świadomością, że to nie my sprawujemy kontrolę nad tym, co ma się dziać w naszym życiu i kiedy ma to mieć miejsce. No i jeszcze jedno: lubimy spokój i poczucie stabilizacji. Tymczasem bycie blisko Boga to życie w ciągłym ruchu, bo Bóg jest tym, który nie przestaje działać. To jest życie dla tych, którzy lubią wyzwania. Ale dla nikogo nie jest to zadanie ponad siły, bo

„ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają” (Iz 40:31).

Tak naprawdę wszystko zaczyna się od tego, jak postrzegamy Boga w swoim życiu. Czy to ma być nasz „prywatny Bóg”, rodzaj ducha opiekuńczego, niejako zobowiązany przychodzić nam z pomocą, wspierać nas i błogosławić. A może jednak ma to być Pan naszego życia, który mówi nam:

„Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Mt 11:28),

ale także:

„Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16:24).

Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy z nas, stworzony na obraz Boga, najbardziej naturalnie czuje się w sytuacji tworzenia, niekoniecznie w znaczeniu artystycznym – nie każdy ma do tego talent. Jednak każde dzieło, którego efektem jest zwiększenie ilości dobra na świecie, nawet w najbardziej prozaiczny sposób, jest właśnie tym aktem tworzenia, do którego zostaliśmy powołani. Być blisko Boga to idąc za Nim, docierać tam, gdzie tego dobra najbardziej brakuje. To także – przyłączać się do tego, co Bóg inicjuje, by ten deficyt skutecznie pomniejszać.

I dlatego w życiu blisko Boga nie chodzi o to, by zapewnić sobie i swoim bliskim możliwie największy poziom bezpieczeństwa, dostatku i błogosławieństwa, zaprzęgając do tego Boży Majestat. Przeciwnie, to życie polegające na rezygnacji z tego, co łatwe i wygodne na rzecz tego, co dobre i słuszne. Jeśli naprawdę zależy nam na szukaniu Boga, to On będzie właśnie tam.

„Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane (Mt 6:33). Właśnie w takiej kolejności

Włodek Tasak

Artykuł pochodzi z serwisu http://zgory.com

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz