Błogosławieństwa Jezusa

„BŁOGOSŁAWIENI UBODZY W DUCHU, ALBOWIEM ICH JEST KRÓLESTWO NIEBIOS” MAT. 5,3

Słowa te zabrzmiały w uszach zdziwionych słuchaczy jako wieść nadzwyczajna. Były one przeciwieństwem nauki kapłanów, bowiem nie schlebiały dumie i nie podsycały ambitnych dążeń żydowskiego kapłaństwa. Nowy Nauczyciel posiadał niespotykaną dotychczas siłę ducha, całkowicie panującą nad ludem. Miłość promieniowała z Jego postaci, a słowa płynęły z ust „jak deszcz, który pada na łąkę skoszoną, jak ulewa zraszająca ziemię” PS. 72,6. Słuchacze wyczuli w Nim umiejętność czytania tajemnic dusz ludzkich i zbliżania się do nich z miłą tkliwością. Każda wypowiedź Mistrza otwierała serca wpływowi nauki, której znaczenie objawił Duch Święty, a która tak bardzo potrzebna jest ludzkości wszystkich czasów.

W czasach Chrystusa religijni przewodnicy Izraela byli pewni posiadania duchowych darów. Modlitwa faryzeusza: „Dziękuję Tobie, Boże, że nie jestem jako inni ludzie” — wyrażała ogólne mniemanie faryzeuszy, że są lepsi od innych ludzi, a to nastawienie duchowe podzielała również większa część ludu izraelskiego. W rzeszy otaczającej Zbawiciela byli jednak i tacy, którzy zdawali sobie sprawę ze swego duchowego ubóstwa. Kiedy boska potęga Chrystusa objawiła się przy cudownym połowie ryb, Piotr przypadł do nóg Zbawiciela i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny” ŁUK. 5,8.

Tak samo wśród ludu zebranego na górze znajdowały się szczere dusze, które w świętej obecności Jezusa czuły, że są pożałowania godne, nędzne i biedne, i ślepe, i nagie OBJ. 3,17, że tęsknią za „zbawienną łaską Bożą” TYT. 2,11. I właśnie w tych ludziach słowa Chrystusa wzbudziły nadzieję — pojęli, że życie ich znajduje się pod opieką pełną błogosławieństw.

Pierwsze błogosławieństwo dotyczące ubogich w duchu Jezus ofiarował ludziom będącym zdania, że „są bogaci i niczego nie potrzebują” OBJ. 3,17. Nic dziwnego, że nie przyjęli ofiarowanego sobie cennego daru. Albowiem kto uważa siebie za doskonałego i jest zadowolony ze swego stanu duchowego, ten nie odczuwa potrzeby skruchy, nie korzysta z łaski i sprawiedliwości Chrystusa. Pycha nie odczuwa żadnej potrzeby i zamyka serce przed Nim i Jego błogosławieństwami. W sercu takiego człowieka nie ma dla Jezusa miejsca. Kto uważa siebie za bogatego i czcigodnego, ten nie umie prosić z wiarą i nie otrzymuje błogosławieństwa Bożego. Czuje się syty i odchodzi próżny: Kto zdaje sobie sprawę, że sam nie jest w stanie wyzbyć się grzechu lub wykonać jakiejkolwiek sprawiedliwej czynności, będzie należycie cenił pomoc Chrystusa, chętnie udzielającego jej każdemu. A taki człowiek należy do grona ubogich w duchu, których Jezus nazywa „błogosławionymi”.

Zanim Chrystus okaże grzesznikowi swe przebaczenie, wzbudza w jego duszy żal i skruchę. Uświadomienie sobie własnych grzechów jest sprawą Ducha Świętego. Oddziaływanie Ducha Świętego polega na tym, że człowiek widzi wyraźnie, iż nie przedstawia sobą nic dobrego, a wszystko, co dotychczas czynił, było splamione grzechem i własnym „ja”. Taki człowiek jest podobny do celnika, nie mogącego śmiało spojrzeć w niebo i wołającego w pokorze ducha: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Jedynie w takim stanie świadomości człowiek otrzymuje błogosławieństwo Boże. Dla skruszonych istnieje odpuszczenie, ponieważ Chrystus jest „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” JAN 1,29. Obietnica Boża brzmi: „Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją” IZ. 1,18. „A dam wam serce mięsiste. Mojego ducha dam do waszego wnętrza i uczynię, że będziecie postępować według moich przykazań (…) i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” EZECH. 36,26-28.

Udziałem ubogich w duchu jest królestwo niebieskie. Królestwo to nie jest wszakże — jak sądzili niektórzy słuchacze Chrystusa — doczesnym królestwem ziemskim, lecz królestwem ducha, królestwem miłości. Znakiem panowania Chrystusa w nas jest podobieństwo do Syna Człowieczego. Prawdziwi wyznawcy Chrystusa są ubogimi w duchu, pokornymi, którzy dla sprawiedliwości cierpią prześladowanie i „ich jest królestwo niebieskie”. Wprawdzie zbawcze dzieło nie jest w nich jeszcze ukończone, ale jest rozpoczęte, a ten początek czyni ich zdolnymi „do uczestniczenia w dziedzictwie świętych w światłości” KOL. 1,12.

Wszyscy znający ubóstwo swej duszy i wiedzący, że nie ma w nich nic dobrego, mogą otrzymać sprawiedliwość i siłę od Jezusa Chrystusa, mówiącego: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni”. Chrystus zapewnia zmianę naszego ubóstwa duchowego na bogactwo swojej łaski. Jako grzesznicy nie jesteśmy warci miłości Bożej. Chrystus zawsze podnosi nas z upadku, jeśli z całym oddaniem zwrócimy się do Niego. Przeto jeżeli przyjdziemy do Chrystusa w stanie naszego ubóstwa, jako słabi, bezradni i biedni, to bez względu na to, jak grzeszne jest nasze życie i jak dalece godne ubolewania położenie duchowe — zawsze Zbawiciel wyjdzie nam naprzeciw, obejmie miłościwymi ramionami, okryje białą szatą swej własnej sprawiedliwości i tak zaprowadzi do Ojca. Chrystus zwraca się do Boga i prosi Go za nas: „Ojcze, nie bacz na te zbłąkane dzieci, lecz na Mnie, a ja proszę za nimi”. I chociaż szatan wiedzie z Bogiem spór o nasze dusze, chociaż oskarża nas o grzechy i żąda naszych dusz jako swej zdobyczy, krew Chrystusa przemawia za nami z większą potęgą. „Jedynie w Panu jest zbawienie i moc, (…) wszelkie potomstwo Izraela uzyska w Panu zbawienie i chlubić się nim będzie” IZ. 45,24.25.

„BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY SIĘ SMUCĄ, ALBOWIEM BĘDĄ POCIESZENI” MAT. 5,4

Smutek, o jakim tu mowa, wynika ze szczerego żalu za popełnione grzechy. Jezus powiedział: „A gdy ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” JAN 12,32. Grzesznik musi być najpierw pociągnięty do krzyża na Golgocie, bowiem patrząc na ukrzyżowanego Jezusa pozna swój grzeszny stan. Ujrzy wtedy, że dla jego grzechów Pan chwały musiał być ubiczowany i umęczony. I dojdzie do przekonania, że całe jego życie było pasmem niewdzięczności i buntu; pojmie, że w owym czasie, kiedy odpychał najlepszego Przyjaciela i gardził najcenniejszym darem niebios, był miłowany szczerze i serdecznie. Dojdzie do przekonania, że zawzięcie trwa w swych grzechach, powtórnie krzyżuje Syna Bożego i zwiększa Jego cierpienia. Zauważy, że jest on oddzielony od Boga szeroką, ciemną i głęboką przepaścią grzechu, a wówczas jego serce napełni się smutkiem. Toteż smucący się będą pocieszeni. Bóg objawia nam nasze winy w tym celu, abyśmy mogli zwrócić się do Chrystusa, bo tylko On może uwolnić z niewoli grzechu i obdarzyć wolnością dzieci Boże. Pójdźmy więc ze skruchą do stóp krzyża Chrystusowego i złóżmy tam dźwigany ciężar grzechów, aby doznać błogosławionej ulgi.

Słowa Zbawiciela zawierają pocieszenie dla cierpiących i upośledzonych. Nasze smutki nie pozostaną bez odpowiedzi, albowiem Bóg „nieumyślnie trapi i zasmuca synów ludzkich” TRENY 3,33. Natomiast jeśli dopuszcza próby lub cierpienia, to jedynie „dla naszego dobra, abyśmy mogli uczestniczyć w jego świętości” HEBR. 12,10. Najbardziej ciężkie, gorzkie doświadczenia stają się dla wierzących błogosławieństwem. Należy podkreślić, że nieszczęście zatruwające radość ziemską jest właśnie środkiem wychowawczym, kierującym naszą uwagę ku niebu. Wielu ludzi nigdy nie poznałoby Chrystusa, gdyby nie smutek i cierpienie, jakie nakłoniły ich do szukania pociechy u Niego. Tak więc próby życia są pomocnikami Bożymi, ponieważ oczyszczają i uszlachetniają charakter ludzki. Owo rzeźbienie, polerowanie, dopasowywanie, wypalanie, cyzelowanie — to proces bardzo bolesny, ale człowiek, który go doświadczył, staje się żywym kamieniem w świątyni niebieskiej. Z nieużytecznego materiału Mistrz nie korzysta, nie poświęca mu ani pracy, ani zainteresowania. Jego uwagę zwraca materiał przydatny. Największy grzesznik szczerze smucący się swymi grzechami może stać się istotą świętą.

Bóg pomaga wszystkim ufającym Mu. Jego wierni zdobędą cenne doświadczenia życiowe i naukę oraz odniosą wiele zwycięstw. Ojciec niebieski nie jest nigdy obojętny względem ludzi smutnych. Kiedy Dawid szedł na Górę Oliwną, „wstępując i płacząc, mając głowę przykrytą i idąc boso”, Bóg z tkliwością spoglądał na niego. Jak wiemy, Dawid był ubrany w wór — biczowało go własne sumienie. Te zewnętrzne i wewnętrzne oznaki pokory świadczyły o pewnej przemianie duchowej. W głębokim uniżeniu i ze łzami w oczach przedstawił Bogu swą sprawę i został wysłuchany. Dawid nigdy nie był droższy nieskończenie miłującemu Bogu jak wtedy, kiedy dręczony przez własne sumienie błagał Go o ratowanie życia, na które czyhali wrogowie zbuntowani przez własnego syna. Pan powiedział: „Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się” OBJ. 3,19. Chrystus podnosi i uszlachetnia skruszone, smutne serce i duszę, aby człowiek stał się Jego mieszkaniem. Są jednak i tacy, którzy w czasie utrapienia zachowują się podobnie jak Jakub; dopiero o świcie Jakub poznał, że walczył przez całą noc z Aniołem Przymierza. A gdy bezradny padł na ziemię i rozpłakał się serdecznie, wtedy otrzymał od Boga tak bardzo upragnione błogosławieństwo. Nieraz dzieje się tak i z nami. Ile razy karzącą rękę Boga uważamy za rękę nieprzyjaciela? A ponieważ otacza nas ciemność, walczymy z prawami Bożymi, nie znajdujemy w tej walce ani pocieszenia, ani wyzwolenia. Wreszcie nadchodzi moment, że brak nam już sił do tego bezcelowego zmagania. Uczmy się rozumieć, że przykre doświadczenia są dla nas dobrodziejstwem, nie odrzucajmy chłoszczącej ręki Bożej ani nie zniechęcajmy się, gdy Bóg nas strofuje.

„Szczęśliwy to człowiek, którego Bóg smaga (…) Wyzwoli cię z sześciu utrapień, a w siódmym nie dotknie cię zło” JOB 5,17.19. Jezus uzdrawia cierpiących, a swoją obecnością rozjaśnia życie wszędzie tam, gdzie panuje ucisk, ból i cierpienie. Nie chce, abyśmy przygnębieni chodzili ze zbolałym sercem. Pragnie, abyśmy oczy podnieśli ku niebu i rozradowani patrzyli w Jego boskie oblicze. Zbawiciel stoi tuż przy cierpiących i smutnych, których oczy są tak zalane łzami, że nie potrafią Go dojrzeć. Z całą gotowością chce im podać dłoń i czeka, aby pozwolili Mu kierować swoim życiem. Jezus rozumie nasze smutki i doświadczenia, bo umiłował nas miłością wieczną. Codziennie możemy rozmyślać o Jego miłości i z całą ufnością polegać na niej w chwilach ciężkich i bolesnych. On uwolni nasze dusze od codziennych trosk i kłopotów i obdarzy nas swoim pokojem. Wszyscy, którzy cierpicie i jesteście smutni, nie traćcie nadziei i pamiętajcie o słowach apostoła: „Zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza” 1 JANA 5,4.

Błogosławieni i ci, którzy płaczą wraz z Jezusem współczując cierpiącemu światu i smucąc się z powodu grzechów, gdyż smutek taki jest daleki od samolubstwa. Jezus był mężem troski, ubolewał nad upadkiem duchowym ludzkości i znosił mękę, jakiej nie może wyrazić ludzki język. Patrząc na przestępstwa ludzkie, Chrystus przeżył wielką udrękę serca. Gnębił Go przeogromny smutek, gdy widział wielkie rzesze odrzucające Jego pomoc i gardzące życiem wiecznym. Tego samego uczucia doznają prawdziwi naśladowcy Chrystusa, podobnie traktowani przez świat czy nosicieli zła i ciemności. Obecnie uczniowie Jezusa, mający udział w Jego miłości, również muszą przejść cierpienia i ratować zgubionych. Ale dzieląc cierpienia Chrystusa, będą też współuczestnikami Jego chwały. Złączeni ze swym Mistrzem razem z Nim piją kielich goryczy i smutku, razem z Nim będą się też radować. Chrystus, dlatego że cierpiał, może pocieszyć zasmuconych. Zna wszystkie bóle ludzkości, a ponieważ sam cierpiał będąc kuszony, może i tych, którzy są w pokusach ratować. Przywilej takiej służby posiada każda dusza ludzka, pragnąca naśladować Chrystusa. „Bo, jak liczne są cierpienia Chrystusowe wśród nas, tak też i przez Chrystusa obficie spływa na nas pociecha” 2 KOR. 1,5. Pan darzy smutnych szczególną łaską, dającą umiejętność zdobywania serc i dusz do królestwa Bożego. Miłość Chrystusa jest balsamem kojącym ból i drogą zbawienia dla ludzi nieszczęśliwych i smutnych. „Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy (…) pociesza nas we wszelkim utrapieniu naszym, abyśmy tych, którzy są w jakimkolwiek utrapieniu, pocieszyć mogli taką pociechą, jaką nas samych Bóg pociesza” 2 KOR. 1,3.4.

„BŁOGOSŁAWIENI CISI, ALBOWIEM ONI POSIĄDĄ ZIEMIĘ” MAT. 5,5

Każde błogosławieństwo jest wynikiem doświadczenia chrześcijańskiego, stale wzrastającego. Chrześcijanie, uczący się cierpienia w szkole Chrystusowej, smucący się z powodu swoich grzechów i pragnący posiadać Jezusa w całej pełni, nauczą się również od Niego wielkiej cnoty łagodności.

Cierpliwość i pokora wobec zła nie były uważane przez pogan i Żydów za zalety. Podyktowanej przez Ducha Świętego wypowiedzi o Mojżeszu, że był on najpokorniejszym człowiekiem na ziemi, ludzie żyjący w czasach Chrystusa nie uważali za pochwałę; do pokory Mojżesza odnosili się raczej ze współczuciem lub lekceważeniem. Chrystus natomiast zaliczył cichość do rzędu cnót otwierających drogę do królestwa Bożego i sam objawił ją we własnym życiu i charakterze. Jezus, jako jedyny posiadający chwałę Ojca, „chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu. Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” FILIP. 2,6-8. Pokorne znoszenie doświadczeń było przez Chrystusa dowodem, że nie przyszedł On na ziemię jako król żądający hołdu, lecz jako sługa usługujący innym. W Jego zachowaniu nie było bigoterii ani zimnej surowości. Zbawiciel świata miał naturę więcej niż anielską, z Jego boskim majestatem ściśle związane były pokora i łagodność, przyciągając do Niego ludzi dobrej woli.

Jezus wyparł się samego siebie — to było widoczne we wszystkich Jego czynach. Wszystko poddał woli Ojca, dlatego mógł na końcu swej służby powiedzieć: „Ja cię uwielbiłem na ziemi; dokonałem dzieła, które mi zleciłeś, abym je wykonał” JAN 17,4. Nam zaś mówi: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca” MAT. 11,29. „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie” MAT. 16,24. Samozaparcie oznacza po prostu wyparcie się pysznego i samolubnego „ja”. Pozwólmy więc Chrystusowi panować w naszym sercu. Patrząc na samozaparcie i na dobroć Chrystusa, powiemy sobie tak, jak to powiedział Daniel, gdy ujrzał „podobnego Synowi Człowieczemu”: „Twarz moja zmieniła się do niepoznania i nie miałem żadnej siły” DAN. 10,8. Pycha, nasza wątpliwa chluba, okaże się wówczas w świetle nauki Chrystusa jako skutek działania szatana. Natura ludzka stale walczy o zdobycie jak największej sumy wrażeń i zawsze jest skłonna do kłótni, ale uczeń Chrystusa wolny jest od wszelkich pożądań — od pychy i chęci postawienia na swoim; nie dąży również do osiągnięcia przemijającej popularności. Dlatego też jego dusza żyje w spokoju, bo znajduje się całkowicie pod kierownictwem Ducha Świętego. Uczeń Chrystusa nie zdobywa za wszelką cenę miejsc najwyższych i nie ma ambicji, aby inni go podziwiali. Miejscem najwyższym dla niego będzie miejsce u nóg Zbawiciela, który go prowadzi i strzeże. Apostoł Paweł powiedział po zdobyciu takiego doświadczenia: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” GAL. 2,20.

Z chwilą, gdy do serca przyjmiemy Chrystusa jako stałego gościa, pokój Boży przewyższający rozum ludzki napełni naszą duszę i nasz umysł. Zbawiciel ludzkości prowadził życie pełne pokoju, mimo to napotykał na wiele trudności. Prześladowany przez swych wrogów powiedział: „Ten, który mnie posłał jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba” JAN 8,29. Do nas również zwraca się Chrystus ze słowami: „Pokój zostawiam wam; mój pokój daję wam” JAN 14,27. „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” MAT. 11,29. Pokoju Chrystusowego pochodzącego z doskonałej łączności z Bogiem nie może zakłócić ani zniszczyć żadna burza gniewu ludzkiego czy szatańskiego. Chrystusowe jarzmo pokoju i pokory jest lekkie, tym bardziej należy je nieść dla uczczenia Boga i ku poprawie ludzkości.

Miłość egoistyczna, samolubna niszczy nasz spokój. Dopóki istnieje w nas własne „ja” jako treść oderwana od Boga, dopóty będziemy stać na straży tego „ja”, aby inni ludzie nie znieważyli go i nie skrzywdzili. Dzieje się natomiast odwrotnie, jeśli nasze „ja” przestaje istnieć, a życie zespala się z Chrystusem, wtedy to nie bolą nas żadne zniewagi i krzywdy. Stajemy się głusi na zarzuty, ślepi na wzgardę i lekceważenie. Albowiem, jak przepięknie mówi apostoł Paweł:

Miłość jest cierpliwa,
miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości,
miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się.
Nie postępuje nieprzystojnie,
nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego.
Nie raduje się z niesprawiedliwości,
ale się raduje z prawdy;
Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy,
wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi.
Miłość nigdy nie ustaje. 1 KOR. 13,4-8

Szczęśliwość wypływająca ze źródeł ziemskich jest tak zmienna, jak zmienne są okoliczności jej powstawania. Natomiast pokój w Chrystusie jest trwały, bo nie jest zależny od zmiennych okoliczności życiowych ani od stanu majętności ziemskiej i liczby przyjaciół. Chrystus jest źródłem wody żywota. Szczęśliwość pochodząca od Niego nigdy nas nie zawiedzie. Jeżeli w domu rodzinnym mieszka łagodność Chrystusowa, cała rodzina jest szczęśliwa, bo łagodność nie dopuści do kłótni, irytacji i swarów — przeciwnie: będzie nieustannym siewcą pokoju i radosnego nastroju. Pamiętajmy, że łagodność daje nam wstęp do boskiej rodziny w niebie. Bez porównania lepiej jest dla nas, gdy cierpimy wskutek fałszywych oskarżeń, niż kiedy żywimy w sobie chęć odwetu. Duch nienawiści i zemsty pochodzi od szatana, źródła wszelkiego zła, a pielęgnowanie w sobie tego zła przynosi nieszczęście. Tak więc tajemnica otrzymania błogosławieństw Chrystusowych polega na pokorze serca i łagodności, które wynikają ze stałego obcowania z Jezusem, wszak On „pokornych ozdabia zbawieniem” PS. 149,4.

Cisi odziedziczą ziemię, czyli będą panować nad nią bez obawy utracenia jej. Ziemia obiecana pokornym nie będzie podobna do obecnej ziemi okrytej cieniem śmierci i przekleństwa, bo „oczekujemy, według obietnicy, nowych niebios i nowej ziemi” 2 PIOTRA 3,13. Na nowej ziemi zakwitnie pełna sprawiedliwość. Nie będzie na niej rozczarowań, smutku, grzechu i choroby, nie będzie serc złamanych, narzekań i śmierci, ponieważ panowanie nad nią obejmie Zbawiciel świata, Lekarz duszy i Siewca pokoju.

„BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY ŁAKNĄ I PRAGNĄ SPRAWIEDLIWOŚCI, ALBOWIEM ONI BĘDĄ NASYCENI” MAT. 5,6

Sprawiedliwość w tym pojęciu oznacza to samo, co świętość, podobieństwo z Bogiem, który jest „miłością” 1 JANA 4,16. Jest to zgodność z prawem Bożym, ponieważ „wszystkie przykazania jego są sprawiedliwe” PS. 119,172, a „wypełnieniem (…) zakonu jest miłość” RZYM. 13,10. Tak więc sprawiedliwość jest miłością, a miłość jest żywotem i światłością Boga. Sprawiedliwość Boża jest ucieleśniona w Chrystusie i staje się naszym udziałem przez przyjęcie Chrystusa. Sprawiedliwości nie można uzyskać przez uciążliwe zabiegi ani też przez własne zasługi, bądź przez dary czy ofiary. Jest ona darem Bożym dla każdej łaknącej i spragnionej duszy. Pan woła: „Nuże, wszyscy, którzy macie pragnienie, pójdźcie do wód, a którzy nie macie pieniędzy, pójdźcie, kupujcie i jedzcie! Pójdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia wino i mleko!” IZ. 55,1. „Ich sprawiedliwość ode mnie pochodzi — mówi Pan” IZ. 54,17. „Oto imię, którym je będą nazywać: Pan sprawiedliwość nasza” JER. 33,16.

Żadne ludzkie działanie nie jest w stanie zaspokoić głodu i ugasić pragnienia duszy ludzkiej. Jedynie Chrystus woła: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” OBJ. 3,20. „Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi nigdy łaknąć nie będzie, a kto we mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” JAN 6,35. Jak pożywienie potrzebne jest organizmowi do utrzymania energii życiowej, tak potrzebny jest Chrystus jako Chleb Niebieski do utrzymania naszego duchowego życia i sił do wykonania dzieł Bożych. Jak organizm nieustannie przyjmuje pokarm dla podtrzymania życia i siły, tak dusza musi być stale w łączności z Chrystusem, być Jemu poddana i od Niego całkowicie zależna.

Jak znużony pielgrzym na pustyni szuka źródła, aby zaspokoić dręczące pragnienie, tak chrześcijanin będzie pragnął czystej wody, której źródłem jest Chrystus. Gdy poznamy doskonałość charakteru naszego Zbawiciela, powstanie w nas pragnienie całkowitej przemiany i odnowy na podobieństwo Jego czystej postawy. Im bardziej poznamy Boga, tym wyższe będzie nasze pojęcie o charakterze, tym gorętsze i pragnienie odzwierciedlenia Jego podobieństwa. Boski czynnik przenika człowieka wtedy, gdy dusza pragnie Boga, a tęskniące serce może wołać: „Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, bo w nim pokładam nadzieję moją” PS. 62,6.

Świadomość braków duszy oraz łaknienie i pragnienie sprawiedliwości są dowodem działania Chrystusa w naszym sercu, abyśmy Go szukali, by przez Ducha Świętego dokonał w nas tego, czego sami dla siebie nie jesteśmy w stanie uczynić. Nie musimy zaspokajać naszego pragnienia u płytkich strumieni, gdy przed nami znajduje się wielka Krynica, z której bogactwa wód możemy do woli czerpać, jeśli tylko wzniesiemy się nieco wyżej na ścieżce wiary. Słowo Boże jest źródłem życia i kto śpieszy do tego zdroju, tego z pewnością Duch Święty zaprowadzi do Zbawiciela. Znane prawdy ujrzymy w nowym świetle, a wersety Pisma Świętego nabiorą nowego znaczenia; wyjaśni się stosunek innych prawd do dzieła zbawienia i poznacie, że Chrystus, ów Boski Nauczyciel, stoi u waszego boku i was prowadzi.

Jezus woła: „Kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu” JAN 4,14. Komu Duch Święty objawi prawdę, ten przeżyje najpiękniejsze doświadczenia i gorąco zapragnie podzielić się z innymi ludźmi radosnymi sprawami, jakie mu objawiono. Będzie miał zawsze coś nowego do powiedzenia o charakterze i dziele Chrystusowym; będzie poczuwał się do obowiązku opowiadania o łaskawej miłości Chrystusa nie tylko tym, którzy Go miłują, ale i tym, którzy Go jeszcze nie poznali.

„Dawajcie, a będzie wam dane” ŁUK. 6,38, bo Słowo Boże, to „krynica ogrodu, to studnia wody żywej, która spływa z Libanu” P.n.P. 4,15. Serce, które raz skosztowało miłości Chrystusowej, będzie jej pragnąć coraz więcej, a w miarę obdarzania nią bliźnich czerpać z niej będzie bezgranicznie. Każde objawienie się Boga w duszy ludzkiej zwiększa jej zdolność poznawczą i miłość. Nieustannym pragnieniem serca jest: „więcej znać Boga”, a Duch Święty odpowiada: „daleko więcej” RZYM. 5,9.10. Gdyż Bóg z upodobaniem „potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy” EFEZ. 3,20. Chrystus, który sam wyrzekł się wszystkiego dla zbawienia ludzkości, otrzymał Ducha Świętego bez miary. Podobnie będzie z każdym Jego naśladowcą, który Mu odda serce na mieszkanie, Pan bowiem nakazał: „Bądźcie pełni Ducha” EFEZ. 5,18. Przykazanie to jest zarazem obietnicą spełnienia. „Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości, i macie pełnię w nim” KOL. 2,9.10. Bóg wylał swą miłość nieograniczenie, jak deszcz ożywiający i odświeżający ziemię, o sprawiedliwości zaś mówi: „Spuśćcie niebiosa rosę z góry; a obłoki niech sączą sprawiedliwość! Niech się otworzy ziemia i niech wyrośnie zbawienie, a niech też wzejdzie sprawiedliwość!” IZ. 45,8. „Gdy biedacy i ubodzy szukają wody, a nie ma jej, gdy ich język usycha z pragnienia, Ja, Pan, ich wysłucham, Ja, Bóg Izraela, ich nie opuszczę. Sprawię, że wytrysną rzeki na gołych miejscach i krynice wśród dolin, obrócę pustynie w kałuże wód, a ziemię suchą w źródła” IZ. 41,17.18. „A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską” JAN 1,16.

„BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI, ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ” MAT. 5, 7

Serce ludzkie jest z natury zimne, nieczułe, bez miłości. Jeżeli odznacza się miłosierdziem i przebaczeniem, to tych wartości nie czerpie z siebie, lecz otrzymuje je od Ducha Bożego, wywierającego nań swój wpływ. „Miłujmy więc [Boga], gdyż On nas przedtem umiłował” 1 JANA 4,19. Bóg jest źródłem wszelkiego miłosierdzia. Imię Jego jest „miłosierny i łaskawy” 2 MOJŻ. 34,6. Nie postępuje z nami tak, jak na to zasłużyliśmy i nie pyta, czy jesteśmy godni Jego miłości, lecz obdarza nas nią z całą hojnością.

Bóg nie jest mściwy i nie chce karać, lecz pragnie zbawić. Surowość zaś objawiająca się w Jego czynach służy jedynie ku ratowaniu upadłych. Bóg pragnie ulżyć ludzkości w jej cierpieniach. On „nie pozostawia w żadnym razie bez kary”, lecz oddala wszelkie winy. Ludzie miłosierni są uczestnikami natury Bożej i dzięki tej zalecie miłość Boża objawia się w nich. Miłość ta, wypełniając serca, nie pozwala potępiać innych, odwrotnie — pobudza do ratowania grzeszników. Obecność Boga w nas równa się nigdy nie wysychającemu źródłu. Gdzie mieszka Bóg, tam jest miłosierdzie. Dobry chrześcijanin nigdy nie zastanawia się, czy dany grzesznik godzien jest pomocy, lecz stara się mu dopomóc, jeśli ten o tę pomoc się zwraca. W ubogich i wzgardzonych widzi dusze, za które na krzyżu umarł Jezus, by je ratować.

Miłosierni to ci, którzy mają litość nad biednymi, cierpiącymi i uciśnionymi. Job mówi o sobie: „Bo uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna (…) Byłem ojcem dla biednych i rozpatrywałem sprawę nieznajomego” JOB 29,12.16. Życie wielu ludzi jest twardą walką — cierpią niedostatek i nie widzą nic, za co mogliby dziękować Bogu. Toteż każde uprzejme słowo, serdeczne spojrzenie i współczucie okazane przez nas, jest dla nich tym, czym łyk zimnej wody dla spragnionego. Każde okazanie dobra sprawia im ulgę, czyni życie znośniejszym i bardzo często wiedzie do Chrystusa. Wszystko, co dobrego czynimy innym, jest wyrazem miłości Chrystusowej dla zgubionej i cierpiącej ludzkości.

Miłosierni dostąpią miłosierdzia. „Kto jest dobroczynny, będzie wzbogacony; a kto innych pokrzepia, sam będzie pokrzepiony” PRZYP. 11,25. W duszy miłosiernego człowieka panuje pokój. Ciche zadowolenie jest udziałem pragnących dobra innych ludzi. Duch Święty przejawia się w dobrych uczynkach — porusza serca nieczułe, wzbudza w nich miłość i delikatność. A co zasiejemy, to będziemy zbierać. „Błogosławiony ten, który zważa na biednego, wyratuje go Pan w czasie niedoli! (…) Pan pokrzepi go na łożu boleści” PS. 41,2.4. Kto życie swoje oddał Bogu na służbę dla Jego dzieci, ten zjednoczył się z Panem wszechświata. Życie takiego człowieka łączy się złotym pasmem obietnic Bożych z życiem Boga. Pan go nie opuści w godzinie utrapienia i nędzy. Człowiek miłosierny zawsze znajdzie opiekę u miłosiernego Zbawiciela i przejdzie do żywota wiecznego.

„BŁOGOSŁAWIENI CZYSTEGO SERCA; ALBOWIEM ONI BOGA OGLĄDAĆ BĘDĄ” MAT. 5,8

Izraelici tak skrupulatnie przestrzegali przepisów rytualnej czystości, że stały się one dla nich wielkim ciężarem. Umysł przeładowały reguły, ograniczenia oraz lęk przed zewnętrznym zanieczyszczeniem, natomiast na plamy duszy spowodowane nieczystymi myślami, chciwością i zawziętością wrażliwi nie byli. Jezus nie czynił z czystości rytualnej warunku wejścia do swego królestwa, za to wskazywał na konieczność czystości serca. „Mądrość, która jest z góry, jest przede wszystkim czysta” JAK. 3,17.

Do królestwa Bożego nie wejdzie nic nieczystego: wszyscy jego mieszkańcy muszą już tutaj posiadać czyste serca. Toteż uczeń Chrystusa uprzejmie obchodzi się z ludźmi, unika nieczystych myśli i plugawych słów. Bowiem tam gdzie mieszka Chrystus, a mieszka w sercach czystych, nie ma miejsca na nieczystość. I po tym poznajemy ucznia Chrystusowego, że w życiu swym przejawia czystość myśli i serca, że cechuje go szlachetność obyczajów. Słowa Jezusa: „Błogosławieni czystego serca” — mają jeszcze głębsze znaczenie: człowiek ma być czysty nie tylko w tym, co świat rozumie jako czystość pod względem zmysłowym, lecz ma być wolny od samolubstwa i fałszu. W uczuciach nie może być próżni, na miejsce usuniętych wad winny zjawić się pokora, bezinteresowność i inne cnoty.

Tylko równy może ocenić równego. O ile nie kierujecie się w życiu zasadami bezinteresownej miłości, która jest zasadą charakteru Bożego, to nie jesteście w stanie poznać Boga. Serce wprowadzone w błąd przez szatana uważa Boga za tyrana, za istotę mściwą, i przypisuje miłościwemu Stwórcy samolubne cechy ludzkie, a nawet szatańskie. „Mniemałeś, żem tobie podobny” — mówi Pan PS. 50,21. Często postanowienia Opatrzności są interpretowane jako wyraz samowoli i zemsty. W podobny sposób postępuje się również i z Pismem Świętym — ową przebogatą skarbnicą Jego łask. Jego wspaniałe, niebosiężne prawdy nie znajdują należytego poważania. Nawet Chrystus jest dla większości ludzi „jako korzeń z suchej ziemi”, nie mający w sobie nic pociągającego IZ. 53,2. Kiedy Jezus, jako Bóg w ciele ludzkim, żył wśród ludzi, mówili do Niego uczeni w Piśmie i faryzeusze: „Czyż nie mówimy słusznie, że jesteś Samarytaninem i masz demona?” JAN 8,48. Nawet uczniowie Chrystusa byli tak dalece zaślepieni samolubstwem własnych serc, że tylko z trudem zrozumieli Tego, który przybył objawić im miłość Ojca. Oto dlaczego Chrystus kroczył osamotniony przez świat. Tylko w niebie był w pełni zrozumiany.

Kiedy Chrystus przyjdzie powtórnie w całej swej boskiej wspaniałości, wtedy grzesznicy nie będą w stanie znieść Jego blasku. Światłość Jego obecności, stanowiąca źródło życia dla miłujących Go, dla grzeszników stanie się przyczyną śmierci. Owo przyjście Pana jest dla nich „straszliwym oczekiwaniem sądu i żaru ognia” HEBR. 10,27. Gdy On się zjawi będą chcieli ukryć się przed obliczem Tego, który umarł dla ich odkupienia. Ale ci, których serca zostały oczyszczone przez zamieszkanie w nich Ducha Świętego, doznają przemiany. Mogą oglądać Boga. Mojżesz był ukryty w rozpadlinie skały, gdy Pan mu się objawił w swej wspaniałości. Podobnie i my — będąc ukryci w Chrystusie możemy oglądać miłość Bożą.

Przez wiarę widzimy Go już teraz. W naszych codziennych przeżyciach dostrzegamy Jego dobroć, współczucie i przejawy Jego opatrzności. Boga poznajemy po charakterze Jego Syna. Duch Boży udostępnia naszemu umysłowi i sercu prawdę o Bogu i o tym, którego On posłał. Ludzie czystego serca widzą Boga w nowym świetle jako swego Odkupiciela, a podziwiając czystość charakteru i bogactwo miłości pragną odzwierciedlić Jego obraz. Widzą Go jako swego Ojca, który pragnie wziąć w objęcia pokutującego syna, i to sprawia im niewymowną radość. Kto ma czyste serce, ten poznaje swego Stwórcę w Jego czynach ukazywanych przez piękno przyrody i wszechświata. W Jego pisanym Słowie widzą jeszcze dokładniej objawioną łaskę, dobroć i miłosierdzie. Prawdy Boże, niedostępne dla mędrców, są objawione maluczkim. Piękno i znaczenie prawdy, niewidoczne dla filozofów, stają się coraz bardziej zrozumiałe dla tych, którzy z dziecięcą ufnością pragną poznać i pełnić wolę Bożą. Poznajemy prawdę, gdy sami stajemy się uczestnikami natury Bożej. Ludzie o sercach czystych żyją już na ziemi w obecności Boga. A gdy osiągną stan swej nieśmiertelności, będą Go oglądać twarzą w twarz, tak jak Adam, który obcował i rozmawiał z Nim w Raju. „Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz” 1 KOR. 13,12.

„BŁOGOSŁAWIENI POKÓJ CZYNIĄCY, ALBOWIEM ONI SYNAMI BOŻYMI BĘDĄ NAZWANI” MAT. 5,9

Chrystus jest „Księciem Pokoju” IZ. 9,6. Jego misją jest przywrócenie na ziemi i w niebie pokoju utraconego przez grzech. „Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” RZYM. 5,1. Kto godzi się wyrzec grzechu i otworzyć serce Chrystusowi, ten staje się uczestnikiem niebiańskiego pokoju. Tak więc źródłem pokoju między ludźmi jest tylko Chrystus, którego łaska działająca na serce gasi wrogość, łagodzi spory i napełnia duszę miłością. Kto ma pokój z Bogiem i swymi bliźnimi, ten nie może się czuć nieszczęśliwym. Nie masz bowiem w jego sercu ani zazdrości, ani złej podejrzliwości; nie ma tam żadnej nienawiści. Człowiek, w którego sercu panuje zgodność z Bogiem, staje się uczestnikiem niebieskiego pokoju i promieniuje jego błogosławionym wpływem. Duch pokoju niby rosa odświeży serce znękane walkami tego świata.

Naśladowcy Chrystusa są posłami pokoju Bożego na świecie. Każdy, kto przez cichy, mimowolny wpływ świątobliwego życia objawia miłość Chrystusową, każdy, kto słowem lub czynem nakłoni drugiego do wyrzeczenia się grzechu i przyjęcia Chrystusa — jest czynicielem pokoju. „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani”. Duch pokoju jest dowodem ich łączności z niebem. Otacza ich niebieska wonność Chrystusowa. Przyjemna atmosfera ich życia oraz miły charakter świadczą przed światem, że są dziećmi Bożymi. Otoczenie dostrzega, że przebywają z Chrystusem. „Każdy, kto miłuje, z Boga się narodził” 1 JANA 4,7. „Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego (…) Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi” RZYM. 8,9.14.

„Będzie reszta Jakuba wśród wielu ludów jak rosa, która pochodzi od Pana, jak obfite deszcze na zieleń, która nie czeka na ludzi ani nie pokłada nadziei w synach ludzkich” MICH. 5,6.

BŁOGOSŁAWIENI, KTÓRZY CIERPIĄ PRZEŚLADOWANIE Z POWODU SPRAWIEDLIWOŚCI, ALBOWIEM ICH JEST KRÓLESTWO NIEBIOS” MAT. 5,10

Jezus nie robi swoim naśladowcom żadnej nadziei na zdobycie na ziemi sławy, bogactwa lub beztroskiego życia, lecz udziela im przywileju naśladowania Go drogą wyrzeczenia i znoszenia obelg ze strony świata, który się na nich nie poznał. Gdy Chrystus przyszedł zbawić świat, natrafił na sprzeciw zjednoczonych sił wrogów Boga i człowieka. Przeciwko Księciu pokoju wystąpili w zbrodniczym sprzysiężeniu ludzie i źli aniołowie. Jakkolwiek każde Jego słowo i czyn tchnęły boską litością, to jednak Jego odmienny sposób postępowania wywoływał ostrą opozycję. Ponieważ nie pobłażał namiętnościom ludzkiej natury, wzbudzał przez to zacięty opór i wrogość przeciwko sobie. Tak będzie się dziać ze wszystkimi, którzy chcą żyć pobożnie w Jezusie Chrystusie. Między sprawiedliwością a grzechem, miłością a nienawiścią, prawdą a błędem istnieje nieustanna walka. Jeżeli ktoś okazuje miłość Chrystusową i piękno świątobliwości, to odstręcza od szatana jego podwładnych, a wówczas szatan podejmuje walkę obronną. Prześladowania i obelgi oczekują wszystkich, którzy są napełnieni Duchem Chrystusowym. Sposób prześladowań może ulegać zmianom z biegiem czasu, ale zasada — duch leżący u podstaw — jest ten sam, który od czasu Abla niszczył wybranych Pańskich.

Jeśli tylko człowiek usiłuje żyć w zgodzie z Bogiem, to od razu pozna, że zgorszenie krzyża jeszcze nie ustało. Księstwa, moce i złe duchy są przeciwne wszystkim posłusznym prawom niebieskim. Dlatego prześladowania zamiast smutku powinny być powodem radości dla uczniów Chrystusa, gdyż są dowodem naśladowania Mistrza. Pan nie przyrzeka swemu ludowi zabezpieczenia przed prześladowaniami, lecz obiecuje mu coś o wiele większego. Mówi On: „A ile dni twoich, tyle niech będzie wygody twojej” 5 MOJŻ. 33,25. A do apostoła woła: „Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości” 2 KOR. 12,9. Jeśli dla Chrystusa musisz znosić żar pałającego pieca, Jezus będzie u twego boku, jak ongiś przy boku trzech młodzieńców w Babilonie. Kto miłuje Zbawiciela, będzie się radować z każdej sposobności, w której może wraz z Nim znosić upokorzenia i obelgi. Miłość do Pana przemienia cierpienia za Jego sprawę w słodycz.

Duch ciemności zawsze prześladował dzieci Boże, dręczył je i zabijał, jednak ginąc stawały się one zwycięzcami. Wierność ich dla Pana była świadectwem, że jest z nimi ktoś, kto jest potężniejszy od szatana. Chociaż mógł dręczyć ciało i zabijać je, to jednak nie był w stanie odebrać żywota wiecznego z Chrystusem, żywota ukrytego w Bogu. Mógł wprawdzie szatan wrzucać do lochów więziennych, ale nie mógł złamać ducha. Prześladowani mogli spoglądać poza ciemność na przyszłą wspaniałość i wołać: „Utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić” RZYM. 8,18. „Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały” 2 KOR. 4,17.

Doświadczenia i prześladowania odsłaniają chwałę — charakter — Boga w Jego wybrańcach. Zbór Boży, znienawidzony i prześladowany przez świat, jest wychowywany i wdrażany w dyscyplinę w szkole Chrystusowej. Kroczy wąską ścieżką na ziemi i jest oczyszczany w ogniu utrapień. Naśladuje Chrystusa przez staczanie ciężkich walk, przez wyrzeczenia i gorzkie rozczarowania. A te przykre doświadczenia stanowią dlań lekcję poglądową grozy i nieszczęścia spowodowanego przez grzech i uczą patrzeć nań z odrazą. Przez uczestnictwo w cierpieniach Chrystusowych ma zapewniony udział w Jego chwale. Prorok w wizji ogląda triumf ludu Bożego i woła: „I widziałem jakby morze szkliste zmieszane z ogniem, i tych, którzy odnieśli zwycięstwo nad zwierzęciem i jego posągiem, i nad liczbą imienia jego; ci stali nad morzem szklistym trzymając harfy Boże. I śpiewali pieśń Mojżesza, sługi Bożego, i pieśń Baranka, mówiąc: Wielkie i dziwne są dzieła twoje, Panie Boże Wszechmogący; sprawiedliwe są drogi twoje, Królu narodów” OBJ. 15,2.3. „To są ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i wyprali szaty swoje, i wybielili je we krwi Baranka. Dlatego są przed tronem Bożym i służą mu we dnie i w nocy w świątyni jego, a Ten, który siedzi na tronie osłoni ich obecnością swoją” OBJ. 7,14.15.

„BŁOGOSŁAWIENI JESTEŚCIE, GDY WAM ZŁORZECZYĆ I PRZEŚLADOWAĆ WAS BĘDĄ” MAT. 5,11

Szatan już od swego upadku posługiwał się sposobami zwodniczymi. Podobnie jak przedstawił Boga w fałszywym świetle, tak przez swoich agentów oczernia dzieci Boże. Zbawiciel mówi: „Zniewagi urągających tobie spadły na mnie” PS. 69,10. W podobny sposób urągania spadają na uczniów Chrystusowych. Nigdy też tak okrutnie nie oczerniano nikogo na ziemi, jak właśnie Syna Bożego. Wyszydzano Go i wyśmiewano z tego powodu, że był posłuszny zakonowi Bożemu. Nienawidzono Go bez przyczyny. On jednak zachował się spokojnie w obliczu swoich nieprzyjaciół. Uważał bowiem, że znoszenie oszczerstw i złorzeczeń będzie również udziałem Jego naśladowców. Radził więc swoim uczniom, jak mają zachowywać się wobec złości szatańskiej i zalecał wytrwałość w prześladowaniach. Zapewne, potwarz może zaszkodzić dobremu imieniu człowieka, ale jednak nigdy nie splami jego charakteru; takiego człowieka Bóg ma w swojej opiece. Jeżeli wystrzegamy się grzechu, to żadna potęga ludzka ani szatańska nie może splamić naszej duszy. Człowiek, który oddał swe serce Bogu, pozostanie zawsze takim samym w czasie największego utrapienia i w najbardziej szczęśliwych okolicznościach życia, kiedy wydaje się, że Bóg jest przychylny. Nawet wtedy, gdy słowa i czyny jego są fałszywie przedstawiane przez innych ludzi, nie przejmuje się, ponieważ ma na uwadze ważniejsze sprawy, podobnie jak Mojżesz; który „trzymał się (…) tego, który jest niewidzialny, jak gdyby go widział” HEBR. 11,27.

Chrystus wie wszystko, co ludzie błędnie myślą i fałszywie przedstawiają. Dzieci Jego mogą spokojnie i ufnie znosić największe obelgi i wzgardę, ponieważ nie ma żadnej rzeczy tajemnej, która by nie wyszła na jaw. A ci, którzy wielbią Boga, będą uwielbieni przez Niego w obliczu aniołów i ludzi. „Gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą — mówił Jezus — (…) radujcie i weselcie się” MAT. 5,11.12. I wskazał na proroków, którzy przemawiali w imieniu Bożym, jako na „przykład w cierpieniu i wzór cierpliwości” JAK. 5,10. Abel jako pierwszy chrześcijanin spośród dzieci Adama umarł śmiercią męczeńską. Henoch, który pielgrzymował z Bogiem, nie miał uznania u ludzi. Noego wyszydzano jako fanatyka i krzykacza. „Inni zaś zostali zamęczeni na śmierć, nie przyjąwszy uwolnienia, aby dostąpić lepszego zmartwychwstania. Drudzy zaś doznali szyderstw i biczowania, a nadto więzów i więzienia; byli kamienowani, paleni, przerzynani piłą, zabijani mieczem. Błąkali się w owczych i kozich skórach, wyzuci ze wszystkiego, uciskani, poniewierani’’ HEBR. 11,35-37.

Wybrani posłowie Boży byli we wszystkich czasach przedmiotem szyderstwa i prześladowania, wszakże dzięki ich utrapieniom szerzyła się znajomość Boga. Każdy uczeń Chrystusa powinien kroczyć tą samą drogą, pomnażając dzieło i wiedząc, że wróg nie może nic uczynić przeciwko prawdzie, raczej działa na jej korzyść. Bóg chce, by prawda była widoczna, żeby ludzie badali ją i omawiali, chociażby na skutek wystąpień przeciwko niej. Umysły ludzkie muszą doznać wstrząsu; każdy spór i obelga, każdy zamach na wolność sumienia, są w rękach Boga środkami budzenia drzemiących umysłów.

Jakże często widziano tego rodzaju rezultaty w życiu sług Bożych. Kiedy na rozkaz Wysokiej Rady ukamienowano szlachetnego Szczepana, nie zaszkodziło to bynajmniej sprawie ewangelii. Światło niebiańskie rozjaśniające oblicze męczennika, jego wzruszająca litość wyrażona w przedśmiertnej modlitwie były ostrymi strzałami wymierzonymi przeciwko obłudzie świętoszków Wysokiej Rady. Niedługo potem z prześladującego faryzeusza stał się Saul narzędziem niesienia imienia Chrystusowego do „pogan i królów, i synów izraelskich”. Później, jako apostoł Paweł, będąc już w wieku sędziwym, pisał ze swego więzienia w Rzymie: „Niektórzy wprawdzie głoszą Chrystusa z zazdrości i przekory, inni natomiast w dobrej myśli; jedni z miłości, wiedząc, że jestem tu, aby bronić ewangelii, drudzy zaś głoszą Chrystusa z kłótliwości, nieszczerze, sądząc, że wzmogą przez to ucisk więzów moich. Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze” FILIP. 1,15-18. Uwięzienie Pawła dało rozgłos ewangelii — dla Chrystusa pozyskano dusze nawet w pałacu cesarskim. Usiłowania szatana, aby zniszczyć „nasienie nieskazitelne” — Słowo Boże „trwające na wieki” — przyczyniają się do rozsiewania go w sercach ludzkich. Albowiem przez prześladowanie i lżenie dzieci Bożych zostanie uświetnione imię Jezusowe, a dusze doznają zbawienia.

Wielka będzie zapłata dla tych, co świadczyli o Chrystusie, znosząc prześladowania i urąganie. Podczas gdy ludzie ubiegają się o dobra ziemskie, Jezus zwraca uwagę swoich naśladowców na zapłatę w niebie. Nie ogranicza jej wyłącznie do życia przyszłego; rozpoczyna się ona już tu na ziemi. Za dawnych czasów ukazał się Pan Abrahamowi i rzekł: „Jam tarczą twoją; zapłata twoja będzie sowita!” I MOJŻ. 15,1. Taką jest zapłata wszystkich, którzy naśladują Chrystusa: poznawać coraz więcej Jahwe-Immanuela, w którym „są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania” i w którym „mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” KOL. 2,3.9, cieszyć się Jego przychylnością, poznać i posiąść Go przez przyjęcie do serca Jego cech, poznać miłość i moc Jego, posiąść nieprzebrane bogactwa Chrystusa, i „ze wszystkimi świętymi pojąć szerokość i długość, i wysokość, i głębokość (…) i poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyśmy zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” EFEZ. 3,18.19. „Takie jest dziedzictwo sług Pana i ich sprawiedliwość ode mnie pochodzi — mówi Pan” IZ. 54,17.

Wielka radość napełniła serca Pawła i Sylasa, gdy około północy w więzieniu w Filippi modlili się i wielbili Boga pieśniami. Chrystus był z nimi i światło Jego obecności rozjaśniało otaczającą ich ciemność. Widząc rozwój ewangelii Paweł — mimo swych więzów — pisze z Rzymu: „Z tego się raduję i radować będę” FILIP. 1,18. Słowa Chrystusa wypowiedziane na górze błogosławienia znalazły oddźwięk w poselstwie Pawła do zboru w Filippi, wówczas prześladowanego: „Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się” FILIP. 4,4.

„JESTEŚCIE SOLĄ ZIEMI” MAT. 5,13

Ze względu na swe konserwujące właściwości sól jest bardzo ceniona, toteż Bóg nazywając swe dzieci solą chce im dać naukę o swej łasce dla nich, że mają być środkiem zachowującym innych dla królestwa niebieskiego. Powodem, dla którego Bóg wybrał sobie lud, była nie tylko chęć przyjęcia ich za synów i córki, lecz aby przez ten lud „objawiła się łaska Boga, zbawienna dla wszystkich ludzi” TYT. 2,11. Pan wybrał Abrahama nie tylko po to, aby był wyjątkowym przyjacielem Bożym, lecz żeby był pośrednikiem, przez którego lud miał otrzymywać przywileje, jakich Bóg chciał udzielić również innym narodom. W ostatniej modlitwie przed ukrzyżowaniem rzekł Jezus w gronie swoich uczniów: „I za nich poświęcam siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie” JAN 17,19. Podobnie chrześcijanie, wyratowani przez prawdę z przepaści grzechu, posiadają właściwości zachowujące świat przed rozkładem moralnym.

Sól musi zmieszać się z substancją, do której jest dodana, musi ją przeniknąć, aby ją zachować od zepsucia. Podobnie ratująca moc ewangelii może dotrzeć do ludzi tylko przez osobiste kontakty. Osobisty wpływ jest potęgą, dlatego musimy zbliżyć się do tych, którym chcemy pomóc. Działanie soli wyobraża żywotną siłę chrześcijanina, miłość Jezusa i sprawiedliwość przenikającą życie. Miłość Chrystusa szerzy się i wywiera wpływ. O ile mieszka w nas, spłynie i na innych. Musimy tak zbliżyć się do ludzi, by rozgrzać ich serca naszą bezinteresowną miłością i współczuciem. Szczerze wierzący promieniują budującą energią, udzielającą moralnej siły duszom, nad którymi pracują. Owa przekształcająca siła nie jest mocą ludzką, lecz mocą Ducha Świętego. Jezus dodał jeszcze uroczyste napomnienie: „Jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej się już nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana”.

Przysłuchując się słowom Jezusa, słuchacze widzieli w wyobraźni drogę lśniącą od białej soli — wyrzuconej, bo straciła smak i stała się bezużyteczna. Sól ta była obrazem stanu faryzeuszy oraz skutków ich religii. Dalej przedstawia żywot każdej duszy, którą opuściła moc Boża, duszy, która oziębła i żyje bez Chrystusa. Taka dusza — bez względu na pochodzenie czy stanowisko — nie ma wartości w oczach Boga. Do niej mówi Jezus: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich” OBJ. 3,15.16.

Bez żywej wiary w Chrystusa jako osobistego Zbawiciela nie można wywrzeć wpływu na niewierzący świat. Nie możemy dać innym tego, czego sami nie posiadamy. Tylko proporcjonalnie do własnego poświęcenia się Chrystusowi możemy wpływać dobroczynnie i zbawiennie na naszych bliźnich. Gdzie brak czynnego usługiwania, prawdziwej miłości i rzeczywistego doświadczenia, tam nie ma siły do wspierania kogokolwiek, nie ma łączności z niebem i brak jest wonności Chrystusowej ku żywotowi wiecznemu. Gdy Duch Święty używa nas jako narzędzie głoszenia światu prawdy o Jezusie, to nie zwietrzejemy i nie staniemy się bez wartości, jak owa „precz wyrzucona” sól. Jeżeli w postępowaniu naszym nie ma ducha Chrystusowego, dowodzimy, że prawda, w którą wierzymy, nie posiada żadnej mocy uświęcającej, a wtedy głoszone przez nas Słowo Boże nie odniesie skutku. „Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięcząca lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże” 1 KOR. 13,1-3.

Gdy miłość mieszka w sercu, przenosi się ona i na otoczenie, nie dlatego, że pozyskaliśmy czyjeś względy, ale dlatego, że miłość jest motorem naszego postępowania. Miłość kształtuje charakter, rządzi pobudkami, tłumi nieprzyjaźń i uszlachetnia uczucia. Taka miłość jest wielka jak wszechświat i podobna do miłości aniołów. Mieszkając w sercu osładza życie i rozsiewa błogosławieństwo. Toteż jedynie miłość może nas uczynić solą ziemi.

„JESTEŚCIE ŚWIATŁOŚCIĄ ŚWIATA” MAT. 5,14

Jezus mówiąc do ludu, zajmował swymi naukami słuchaczy i skupiał ich uwagę przez stosowane porównania czerpane z przyrody. Lud zebrał się tego dnia bardzo wcześnie. Wschodzące słońce wstępowało wspaniale coraz wyżej na błękitne niebo i płoszyło cienie czające się jeszcze w dolinach i parowach górskich. Wspaniałość jutrzenki jeszcze nie znikła; światło słoneczne oblewało ziemię blaskiem; spokojna powierzchnia jeziora odbijała złociste światło słońca i odzwierciedlała ranne chmurki połyskujące różowo w poświacie słonecznej. Pąki, kwiaty i liście lśniły od kropli rosy; ptaki nuciły swe słodkie melodie i cała przyroda uśmiechała się do nowego dnia. Zbawiciel popatrzył na zebranych, potem na wschodzące słońce i rzekł do swych uczniów: „Jesteście światłością świata”. Jak słońce rozpoczyna swój pochód miłości, rozpraszając cienie nocy i budząc świat do nowego życia, tak mają naśladowcy Chrystusa promieniować światłem z nieba na tych, którzy znajdują się w ciemnościach błędu i grzechu. W jasnym, porannym świetle można było dobrze rozeznać wszystkie miasteczka i wioski znajdujące się na pobliskich pagórkach, co czyniło cały krajobraz jeszcze wspanialszym. Wskazując na nie rzekł Jezus: „Nie może się ukryć miasto położone na górze, nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem; lecz na świeczniku i świeci wszystkimi, którzy są w domu” MAT. 5,14.15.

Większa część słuchaczy Jezusowych składała się z wieśniaków i rybaków, których skromne domki obejmowały tylko jedną izdebkę, a w niej tylko jedno światło na świeczniku świeciło wszystkim w domu. „Tak — rzekł Jezus — niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki, i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” MAT. 5,16. Prócz światła płynącego od Chrystusa, nie było i nie będzie żadnego innego dla upadłej ludzkości. Jezus, Zbawiciel, jest jedynym światłem, które może rozjaśnić mroki świata grzęznącego w grzechach. Czytamy o Nim: „W Nim było życie, a życie było światłością ludzi” JAN 1,4. Otrzymując od Niego moc mogli uczniowie stać się nosicielami światła. Żywot Chrystusa w ich duszy i Jego miłość przejawiająca się w ich charakterze miały czynić ich światłością świata.

Ludzkość nie posiada w sobie żadnego światła. Bez Chrystusa jesteśmy podobni do nie zapalonej świecy lub do księżyca oddzielonego innym ciałem niebieskim od słońca. Sami nie mamy ani jednego promienia światła dla tego ciemnego świata. Gdy jednak zwrócimy się do Słońca sprawiedliwości, gdy połączymy się z Chrystusem, wtedy dusza nasza rozbłyśnie blaskiem obecności boskiej. Naśladowcy Chrystusa mają stać się jeszcze czymś więcej, niż promieniem światła między ludźmi, mają stać się światłością świata. Jezus mówi do wszystkich, którzy używają Jego imienia: „Oddaliście Mi się, a ja oddałem was światu jako Moich przedstawicieli”. Jak Ojciec posłał Go na świat, tak i On nas posyła. Jak Chrystus objawił Ojca, tak my mamy objawić Chrystusa. Aczkolwiek Chrystus jest jedynym źródłem światła, to jednak spływa ono na nas przez ludzi. Błogosławieństwa Boże są rozdzielane za pośrednictwem ludzi. Sam Chrystus przybył na ziemię jako Syn Człowieczy. Człowieczeństwo w połączeniu z naturą boską oddziałuje na innych ludzi. Zbór Chrystusowy i każdy uczeń Chrystusa jest przeznaczony przez niebo jako narzędzie do objawienia ludziom Boga. Aniołowie czekają, aby przez ciebie użyczyć niebieskiego światła i siły tym duszom, które są bliskie zatracenia. O ile zaniedbasz tej pracy, którą ci przeznaczono, o tyle pozbawisz świat obiecanego wpływu Ducha Świętego.

Jezus nie nakazuje uczniom: „Sprawcie sobie światło i świećcie nim”. Mówi natomiast: „Niechaj świeci światłość wasza”. Jeżeli Chrystus mieszka w sercu, wtedy niemożliwe będzie zakryć światło Jego obecności. Jeżeli ci, którzy nazywają się naśladowcami Chrystusa, nie są światłością świata, dowodzi to braku łączności ze źródłem światła — Jezusem. Duch Chrystusowy, który był w prawdziwych synach Bożych, czynił ich we wszystkich czasach światłem dla bliźnich. Tak oto Józef był światłością w Egipcie; przez swą czystość, dobroć i szczerą miłość wyobrażał Chrystusa wśród tego bałwochwalczego narodu. W drodze do ziemi obiecanej wierni Izraelici byli światłością dla otaczających ich narodów; przez nich objawił się Bóg światu. Od Daniela i jego towarzyszy w Babilonie, od Mordochaj w Persji płynęły jasne promienie światła i rozjaśniały ciemność na dworze królewskim. Tak też uczniowie Chrystusowi postawieni są jako światłość na drodze do nieba. Przez nich — ludziom, którzy mają błędne pojęcie o Bogu — objawia się dobroć, litość Ojca. Widząc ich dobre uczynki ludzie są pobudzani do czczenia Boga, gdyż uświadamiają sobie, że we wszechświecie panuje Bóg, którego charakter jest godzien chwały i naśladowania. Miłość boska, która pała w sercu, a objawia się w życiu, jest dla ludzi darem nieba, danym dla lepszego zrozumienia Jego wspaniałości.

W ten sposób doprowadza się ludzi do wiary w prawdę „w miłość, którą Bóg ma do nas” 1 JANA 4,16. Grzeszne i zepsute serca doznają poprawy, oczyszczenia i są przygotowane do stawienia się przed obliczem Bożym bez nagany z weselem JUDA 24. Słowa Zbawiciela: „Jesteście światłością świata” wskazują, że Jezus zlecił swym naśladowcom posłannictwo o wszechświatowym zasięgu. Za czasów Chrystusa chciwość, duma i przesądy zbudowały wysoki mur pomiędzy stróżami świątyni wszelkimi innymi narodami ziemi. Zbawiciel przyszedł, aby to zmienić. Słowa z Jego ust brzmiały inaczej niż nauki kapłanów i rabinów. Chrystus zburzył ową odgradzającą ścianę wzniesioną przez samolubstwo i przesądy narodowościowe, a ucząc miłości do całego rodzaju ludzkiego rozszerzył tym samym jej ciasny horyzont. Zniósł wszelkie granice i wszelkie różnice społeczne. Nie czynił żadnej różnicy między ziomkami a cudzoziemcami, przyjaciółmi i nieprzyjaciółmi, lecz uczył traktować każdą potrzebującą duszę jako bliźniego, a cały świat jako pole działania.

Jak promienie słońca przenikają aż do najodleglejszego zakątka kuli ziemskiej, tak Bóg chce, aby światło ewangelii dotarło do każdej duszy. Gdyby Kościół Chrystusowy wykonał ten zamiar Pana, to świeciłoby światło wszystkim, którzy jeszcze znajdują się w ciemności i w cieniu śmierci. Gdyby członkowie Kościoła, zamiast mieszkać w jednym miejscu i unikać wszelkiej odpowiedzialności i noszenia krzyża, rozeszli się po wszystkich krajach, roznieciliby w ten sposób swą światłość i pracowaliby dla zbawienia dusz, podobnie jak Chrystus. Wówczas ewangelia królestwa zostałaby szybko ogłoszona na całym świecie. W ten sposób spełnić się mają Boże zamiary związane z powołaniem Jego ludu od czasów Abrahama aż do naszych dni. Bóg mówi: „Będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem” 1 MOJŻ. 12,2. Wymówione przez proroka ewangeliczne słowa Chrystusa, które znajdują oddźwięk w Kazaniu na Górze, są przeznaczone dla nas, dla ostatniego pokolenia: „Powstań, zajaśnij, gdyż zjawiła się twoja światłość a chwała Pańska rozbłysła nad tobą” IZ. 60,1. Jeżeli wstąpiła do twej duszy wspaniałość boska, jeżeli widziałeś piękno Tego, który jest pierwszy ze wszystkich, i Jego chwałę, wówczas bądź pewien, iż słowo to posłał ci twój Pan. Czy byłeś swym duchem z Chrystusem na górze przemienienia? Tam w dole są jeszcze dusze, które czekają na Słowo Boże, na modlitwę zbawienną, aby uwolnić się z okowów grzechu. O wspaniałości Chrystusa nie mamy tylko rozmyślać, lecz także powinniśmy o niej rozmawiać. Izajasz nie tylko widział wspaniałość Chrystusa, lecz także opowiadał o niej.

Gdy Dawid rozmyślał o cudownej miłości Chrystusa, Bóg wzbudził się w nim taki zachwyt, że i on musiał o tym mówić. Nie mógł inaczej postąpić; musiał mówić o tym, co widział i czuł. Kto, przekonawszy się o cudownym planie zbawienia i wspaniałości jednorodzonego Syna Bożego, mógłby o tym nie opowiadać? Kto mógłby myśleć o niezgłębionej miłości objawionej na krzyżu w śmierci Chrystusa, abyśmy nie zginęli, lecz odziedziczyli żywot wieczny, kto mógłby to widzieć i nie znaleźć słów uwielbienia, wspaniałości Zbawiciela?

„A w świątyni jego wszystko woła: Chwała!” PS. 29,9. Śpiewak izraelski wielbił Pana na lutni, śpiewając: „Mówić będą o potędze strasznych dzieł twoich, opowiadać o wielkości twojej. Zwiastować będą pamięć wielkiej dobroci twojej, a sprawiedliwość twoją radośnie opiewać” PS. 145,67. Krzyż Golgoty ma być wysoko wzniesiony, aby zawładnąć umysłami i myślami ludzkimi; moc boska ożywi wówczas ich władze duchowe. Następstwem tego będzie ześrodkowanie wszystkich sił w dziele Pańskim. Tacy pracownicy na niwie Pańskiej promieniować będą na cały świat i oświecą ziemię. Chrystus przyjmuje z radością za narzędzie każdego, kto Mu się zupełnie oddaje. Łączy On człowieczeństwo z boskością, aby objawić światu tajemnicę ucieleśnionej miłości. Rozmawiaj o tym, uczyń to przedmiotem swych modlitw, śpiewaj o tym, głoś poselstwo Jego wspaniałości i krocz naprzód do niebiańskiego Jeruzalem. Z cierpliwością znoszone doświadczenia, z dziękczynieniem otrzymywane błogosławieństwa, dzielnie odpierane pokusy, łagodność, uprzejmość, miłość — to promienie światła rozjaśniające charakter w przeciwieństwie do ciemności samolubnego serca, w którym światło żywota nigdy nie świeciło.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz