Burzenie warowni z życiu osobistym

To jest najniższy i najbardziej podstawowy poziom naszej walki duchowej: z nieprzyjacielem, zagnieżdżonym głęboko w nas samych. Pozostałości starego człowieka są w najróżniejszy zgubny sposób wykorzystywane przez naszego przeciwnika, który usiłuje sprawić, aby nasze nowe życie było w jak najmniejszym stopniu nowe, a w jak największym stare.

Postęp w naszym przeobrażaniu się na obraz Chrystusa zależy od wielu czynników i nigdy nie możemy uznać tego procesu za zakończony. Nasze oceny zaawansowania tego procesu w nas są bardzo subiektywne i są odwrotnie proporcjonalne właśnie do… zaawansowania tego procesu w nas. Z reguły, będąc jeszcze niedostatecznie przeobrażeni, mamy skłonność uważać się już za dojrzałych i wysoko oceniać swój poziom duchowy, zaś im bardziej jesteśmy przeobrażeni, tym wyraźniej dostrzegamy swoje braki i duchowe potrzeby.

Zdarza się dosyć często, że w naszym życiu mimo znacznego upływu czasu utrzymują się nie do końca przezwyciężone stare skłonności, namiętności i grzechy, od których wprawdzie odcinamy się w swoich przekonaniach i w których nie żyjemy stale, które jednakże od czasu do czasu pokonują nas i doprowadzają do pasma upadków, mimo że usiłujemy z nimi walczyć. Stan taki może trwać przez wiele lat, a nawet przez całe życie. Co by nie mówić, jest to chrześcijaństwo na niskim poziomie, pozbawione większości dóbr duchowych, przeznaczonych dla nas w ramach naszego dziedzictwa w Chrystusie. Żyjąc tak, jesteśmy pozbawieni w znacznym stopniu osobistej społeczności z Panem, nie możemy odbierać dostatecznie wyraźnie prowadzenia przez Ducha, a w konfrontacji z nieprzyjacielem okazujemy się bezsilni, gdyż nieodnowione obszary i dziedziny życia są dla niego miejscami, w których jest mniej lub bardziej usadowiony i obwarowany.

Może tu chodzić przykładowo o różne uzależnienia od mentalności i kultury świeckiej, nieczyste myśli i przyzwyczajenia, o złe relacje z najbliższymi osobami, o cechy takie jak wybuchowość, obraźliwość, nieprzebaczenie, niezdyscyplinowanie, nieuległość, nieuporządkowane życie osobiste, niesumienność w pracy, nieprawdomówność i różnego rodzaju nieuczciwość oraz wielka liczba innych, których pełna lista byłaby bardzo długa. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że obrazują stare życie pierwszego Adama, a nie cechy nowego życia, wyrażające się w charakterze Chrystusa. Ten niski poziom osobistego życia duchowego rzutuje na rodziny, wspólnoty i społeczeństwo. Jesteśmy w takim stanie solą zwietrzałą, niezdolni do wywiązania się z naszego chrześcijańskiego posłannictwa, a w przypadku, jeśli w takim stanie zabieramy się uczestniczyć w walce duchowej, to jesteśmy bosymi żołnierzami, noszącymi drewniane miecze i tekturowe tarcze, na widok których nasz przeciwnik diabeł dobrze się bawi.

Wyjściem z takiego stanu jest przebudzenie duchowe. Jak wiadomo, zaczyna się ono od jednostek i ich posłuszeństwa Słowu Bożemu oraz modlitw, które prowadzą do świeżego powiewu Ducha, który odnawia życie duchowe najpierw tych modlących się, następnie zaś przez ich świadectwo proces ten zatacza coraz szersze kręgi. Chwała Panu, że nie jest to dla nas teoria, lecz że jesteśmy aktualnie świadkami takiego procesu, i to w znacznym i coraz większym zakresie. Zwiastowanie na temat oczyszczenia życia rozbrzmiewa bardzo wyraźnie i znajduje życzliwe przyjęcie u znacznej części chrześcijan. Dzięki działaniu Ducha Świętego pryska zarozumiałe zachwycanie się własnym stanem duchowym, a Boże światło odsłania coraz to nowe dziedziny w nas, wywołuje pokutę i sprawia, że wołamy do Pana, wyznajemy swoje grzechy, nawet publicznie, i doznajemy przemiany. W życiu osobistym coraz większej liczby dzieci Bożych następuje przełom, jakościowy skok, który owocuje ściślejszą społecznością z Panem, gorętszym życiem modlitewnym i nową jakością życia codziennego, wywierającą coraz większy ozdrowieńczy wpływ na rodziny, wspólnoty i otoczenie.

Jeśli jeszcze nie ocknąłeś się, nie przeszedłeś przez ten proces i nie doświadczasz postępów w ukrzyżowaniu z Chrystusem i w kształtowaniu się w tobie Jego charakteru, to nie możesz marzyć o burzeniu duchowych warowni nad miastami ani nawet w swoim najbliższym otoczeniu. Nie ma cię to zniechęcić, lecz przeciwnie, nakłonić do niezwłocznego złożenia samego siebie bez reszty na Bożym ołtarzu, bo dopiero wtedy możliwe będą dalsze etapy, w których możesz i powinieneś uczestniczyć. Stosowne jest w tym kontekście przypomnienie słów Pana Jezusa o belce w naszym własnym oku, która musi zostać rozpoznana i usunięta, zanim będziemy zdolni do tego, by móc zajmować się usuwaniem źdźbła z oczu innych ludzi.

I rzeczywiście, jeśli Pan wykona w nas w jakiejś konkretnej dziedzinie dzieło krzyża, to znaczy jeśli światło Ducha Świętego oświetli w nas tę dziedzinę życia, jeśli z przerażeniem zobaczymy samych siebie w tym świetle i w skrusze poddamy się temu Bożemu osądowi, wyznamy swój stan i zerwiemy ze wszystkim, co zobaczyliśmy, a Duch Boży to zapieczętuje, to zaczniemy bardzo ostro widzieć sytuację w tej dziedzinie, zarówno u siebie, jak i u innych. Jeśli na przykład naszą starą cechą było dosadne krytyczne wyrażanie się o innych ludziach, postępujących naszym zdaniem niewłaściwie, to po oczyszczeniu nas z tej zmazy przez Pana nawet myśl tego rodzaju stanie się dla nas nieznośna, a na dźwięk czyichś niszczących, rubasznych słów pod adresem innych odczuwać będziemy w sobie ból nieomalże fizyczny. I dopiero po takim przeobrażeniu będziemy gotowi, aby w danej dziedzinie być pomocą także dla innych. W przeciwnym razie nasza „walka” przeciwko warowniom szatańskim na zewnątrz nas będzie nie tylko nieskuteczna, lecz może nawet takie warownie jeszcze bardziej umacniać.

Jeśli zatem chcesz mieć udział w duchowej walce, jaka teraz się toczy i będzie się toczyć z coraz większym nasileniem, to zacznij od siebie. Módl się wytrwale i usilnie, ale w pierwszej kolejności nie o chmury demoniczne nad miastami, lecz o warstwy cielesności w twoim własnym życiu. Jeśli chcesz, sporządź sobie nawet ich mapy, nanosząc na nich wszystko to, w czym twoja codzienna praktyka rozmija się z wzorcem chrześcijanina, jaki znajdujesz w Piśmie Świętym. Na sylwetce człowieka zaznacz warownie demoniczne, związane z umysłem, oczami, uszami, ustami i tak dalej aż po stopy. Na planie swojego mieszkania zaznacz w taki sam sposób warownie demoniczne związane z poszczególnymi pomieszczeniami i sprzętami w nich jak kuchnia, lodówka, biblioteka, audioteka, telewizor, magnetowid, komputer, łóżko, łazienka, ubikacja itd. Na planie swojego miasta zaznacz te miejsca, w których bywasz, a które związane są z warowniami diabelskimi w samym tobie, jak szkoła, miejsce pracy, supermarket, domy przyjaciół, ulice, place, parki, lokale, urzędy, instytucje itd. A potem szturmuj te warownie, poddając każdy ten szczegół w sobie pod posłuszeństwo Chrystusowi, jednocześnie w swoich usilnych modlitwach prosząc o potężne Boże działanie, i nie spocznij tak długo, dopóki Chrystus nie zapanuje w tobie całkowicie.

Nie spodziewaj się jednak, że nastąpi to niebawem. Jeśli będziesz trwać w posłuszeństwie Słowu Bożemu oraz modlić się usilnie i wytrwale, to w niedługim czasie zaczniesz zauważać wyraźne tego rezultaty, które cię wielce ucieszą i zachęcą. Jednakże błędem byłoby wtedy zaniechać wysiłków w tym zakresie i zadowolić się już osiągniętymi rezultatami. Proces ten powinien być ciągły i będzie trwał praktycznie przez całe życie.

Nawet jeśli doświadczyliśmy wyraźnie Bożego osądu w jakiejś dziedzinie i nasze postępowanie uległo radykalnej zmianie, o czym z radością wydajemy świadectwo słowem i czynem, musimy być stale czujni i ostrożni, świadomi z jednej strony tego, jak przebiegły i perfidny jest nasz nieprzyjaciel, z drugiej zaś jak głęboko sięgają korzenie naszego starego „ja”. Przy różnych okazjach w przyszłości przekonamy się bowiem ze zdumieniem, że głęboko wewnątrz, starannie ukryte i zamaskowane, drzemią kolejne warstwy naszej cielesności, które uaktywnione znienacka przez jakiś bodziec wydadzą przykry zapach i zgotują nam wstyd i porażkę, a diabłu wielką satysfakcję. Dlatego nasz stary człowiek do końca życia będzie naszym nieprzyjacielem numer jeden, o czym nigdy nie wolno nam zapominać.

Nasze przeobrażenie na podobieństwo Chrystusa jest procesem i zawsze będzie konieczny i możliwy dalszy postęp w upodobnianiu się do naszego Mistrza, z czym związana jest wielka radość i satysfakcja. A w miarę tego postępu wzrastać będzie nasza dojrzałość i siła duchowa, określająca naszą skuteczność w walce duchowej i użyteczność dla Królestwa Bożego.

J. K.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz