Cena mocy duchowej

PRZEDMOWA

Jezus w najbardziej krytycznym momencie swojego życia zawołał do Ojca: „…Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie” (Łk 22:42). Inne tłumaczenie (wg. „The Amplified Bibie”) podaje: „…Ojcze, jeżeli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; jednak nie Moja, lecz (zawsze) Twoja wola niech się dzieje”.

Jezus akceptując swój krzyż, poprzez śmierć na Golgocie sprawił, że cała ludzkość może wejść w skład Bożej rodziny. Jezus nie znalazł żadnej innej drogi oprócz śmierci krzyżowej. Nikt nie mógł Go w tym zastąpić. W ogrodzie Getsemane był sam. Kiedy przeżywał agonię krzyża, uczniowie zasnęli zamiast trwać w modlitwie; a później Piotr nawet zaparł się Go.

A ukazał mu się anioł z nieba, umacniający Go. l w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię.

A wstawszy od modlitwy, przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących ze smutku, l rzekł do nich: Dlaczego śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie (Łk 22:43–46).

Dzisiaj ty i ja musimy sami przejść przez nasze własne doświadczenie krzyża. Każdy z nas ma inny krzyż. Twoje przeżycie krzyża będzie zgodne z tym, do czego Bóg cię powołał. Jeżeli chcesz przynosić owoce dla Królestwa Bożego, to nie masz innej możliwości — żadnego innego wyjścia — oprócz umierania dla własnego ja. Jezus rzekł: „Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim” (Łk 14:27).

Kiedy odrzucasz swoje przeżycie krzyża, to dosłownie igrasz z Bogiem. Oznacza to, że odrzucając to doświadczenie, nie traktujesz Boga poważnie i nie jest On dla ciebie najwyższym priorytetem. Z chwilą gdy pragniesz umrzeć dla samego siebie, pragniesz pozwolić, aby stary człowiek umarł — dopiero wtedy zaczynasz poważnie traktować sprawy Boże. Bo umrzeć dla własnego ja, to zacząć żyć!

Trzeba jednak zapłacić cenę, aby być użytecznym dla Mistrza.

Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego” (2Tm 2:21).

Aby być użytecznym dla Boga, musisz odrzucić wszelkie ciężary, wszystko to, co trzyma cię w rzeczywistości tego świata; musisz nauczyć się poddawać Duchowi Świętemu; pozwolić na śmierć starego człowieka; a wtedy dopiero nauczyć się żyć nieustannie w wymiarze Ducha Świętego.

Roberts Liardon
Minneapolis, Minnesota, USA
Kwiecień 1987.


ROZDZIAŁ 1 — ODRZUCENIE CIĘŻARÓW

Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami,

Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę i usiadł na prawicy tronu Bożego (Hbr 12:1.2).

Bóg woła w tej godzinie do wszystkich wierzących: „Złóżcie wszelki ciężar, który wiąże was z rzeczami tego świata. Uwolnijcie się od wszystkiego, co związuje was z rzeczami tego świata. Bądźcie wolni od wszystkiego, co mogłoby was powstrzymać od wypełnienia mojego powołania czy też zmniejszyć waszą zdolność do chodzenia w moim Duchu”.

To poselstwo stało się dla mnie żywe na długo przedtem, zanim ktokolwiek dowiedział się o tym, że byłem w niebie.

Przez sześć długich lat w samotności oczekiwałem na Boga. Przemierzałem sypialnię modląc się w językach, czasami trwało to całą noc. Gdy udawałem się do swego pokoju, aby spędzić ten szczególny czas z Panem, zabierałem Biblie, kartki papieru, ołówki i magnetofon. Chciałem usłyszeć głos z Nieba. Odsunąłem się od wielu spraw dotyczących mojej rodziny, sąsiedztwa i szkoły. Zarzuciłem wszystkie dziedziny sportu, aby poświęcić cały mój czas Panu. Wiele osób uważało mnie za niespełna rozumu i nie omieszkało mi o tym mówić!

W ciągu tych sześcioletnich wędrówek nieraz dochodziło do konfrontacji ze złymi duchami. Jednocześnie napotykałem na pełne chwały zastępy anielskie, które śpiewały i usługiwały mi, wzmacniając mnie w duchu.

W tym okresie samotności nauczyłem się czegoś, o czym często mówiła Kathryn Kuhlman:

„Bóg nie szuka na świecie złotych naczyń. Nie szuka też srebrnych. Szuka natomiast zwykłych, prostych, poddanych Mu naczyń, które będą posłuszne temu, co On im rozkaże”.

Kiedy Bóg mówi, to musimy być posłuszni. Nie mamy zadawać pytań. Nie mamy wszczynać intelektualnych sporów w celu rozstzygnięcia spraw duchowych. Kiedy Bóg mówi, mamy być Mu natychmiast posłuszni, ponieważ wiemy, że możemy zaufać Jego Słowu… wiemy, że jest wierny w dotrzymywaniu Swoich obietnic… wiemy, że znajduje przyjemność w szybkim wypełnianiu swoich obietnic… wiemy, że nigdy nie zawiedzie!

Zawsze gdy Bóg przemawia, możemy ufać, że Sam potwierdzi to znakiem.

Jeśli nam powie: „Przeskocz przez ścianę”, to nie mamy pytać, gdzie jest otwór, ale mamy skoczyć i pozwolić, aby to On zatroszczył się o otwór. Może to brzmi śmiesznie, ale taka właśnie powinna być nasza wiara w Boga.

Bóg wzbudza w tej godzinie potężnych mężów i niewiasty. Mówi:

Obwołajcie to wśród narodów! Ogłoście świętą wojnę! Powołajcie pod broń bohaterów, niech przyjdą i wyruszą wszyscy wojownicy!

Przekujcie swoje lemiesze na miecze, a swoje sierpy na oszczepy! Kto słaby, niech mówi: Jestem bohaterem!

Przychodźcie spiesznie, wy, wszystkie okoliczne narody! Zbierzcie się! Panie, sprowadź tam swoich bohaterów!

Niech poruszą się ludy i przyjdą do Doliny Józafata, bo tam zasiądę, aby sądzić wszystkie okoliczne narody.

Zapuśćcie sierp, gdyż nadeszło żniwo! Przyjdźcie, zstąpcie, bo pełna jest prasa; pełne są kadzie, gdyż złość ich jest wielka!

Tłumy i tłumy zebrane w Dolinie Sądu, bo bliski jest dzień Pana w Dolinie Sądu (Jl 3:14–19).

Bóg mówi w tej godzinie: „Powołujcie bohaterów (mężów i niewiasty)… obudźcie tych, którzy mają czyste serca i intencje… obudźcie mocarnych mężów i niewiasty, którzy wiedzą, jak bojować w duchu, aż nadejdzie zwycięstwo… obudźcie tych, którymi wzgardzono, którzy byli odrzucani przez dominujących „przywódców religijnych”…, obudźcie tych, którzy byli w pogardzie i odrzuceni z powodu ludzkich tradycji, sprzecznych z Moim Słowem”.

W tym ostatecznym wylaniu Ducha Świętego czekają nas wielkie bitwy. Aby przeżyć, musimy rozluźnić wszystkie łańcuchy i ciężary, które nas wiążą z tym światem, ponieważ gdy nauczymy się chodzić w Duchu Świętym, pozostawimy wszystkie bitwy daleko za sobą, zanim zdąży nas trafić cios przeciwnika. Musimy być gotowi podejść do samego tronu Bożego, usiąść przy Bożym stole konferencyjnym i wprost od Niego przyjąć plany i rozkazy. Niektóre z nich będą poufne i zapieczętowane; nie wolno nam nikomu ich wyjawić.

Obecnie stoimy na rozdrożu, zarówno jako pojedynczy wierzący i ogólnie Kościół jako całość. Każdy chrześcijanin musi uwolnić się od wszystkich powiązań z tym światem, aby móc natychmiast odpowiedzieć na Boże wytyczne czasów ostatecznych.

Wiele ludzi zrobiło kilka kroków w kierunku rzeczywistości duchowej, ale nie udało im się w niej pozostać. Nie odrzucili wszystkich ziemskich ciężarów, więc nie są w stanie przyjąć pełni szczególnych Bożych planów przeznaczonych właśnie dla nich.

Życie w pełnym wymiarze ducha niewątpliwie narazi cię na ataki ze strony ludzi chodzących w ciele.

Będą często mówić: „Bądź normalny. Nie bądź dziwakiem”.

Czy już to słyszałeś?

W rzeczywistości mówią:

„Nie bądź normalny. Bądź dziwakiem, tak jak my!”

Jakie ciężary lub więzy powstrzymują cię? Może sport, jedzenie, niewłaściwe przyjaźnie, telewizja, apatyczna postawa, duma, choroba, czy też długi? Jeśli jest to jedna z tych rzeczy, lub też coś innego, odrzuć to. Wkrocz do wolności, tam gdzie Chrystus cię uwolnił. Słowo Boże oferuje drogę ucieczki z każdego związania. Pilnie szukaj Boga w modlitwie i Jego Słowie, a będziesz potrafił chodzić w Jego Duchu.

Uważaj się za zawodnika w wyścigach, które Chrystus ci wyznaczył. Żaden biegacz mający choćby odrobinę rozsądku nie obciąża się zbędnym balastem, kiedy bierze udział w zawodach. Wprost przeciwnie, uwalnia się od wszystkiego co mogłoby zmniejszyć jego szansę na zwycięstwo. Pragnie być wolny, ażeby pobiec jak najlepiej.

Paweł mówił o biegu życia. Mówiąc o umartwianiu miał na myśli umieranie dla ciała — wolność w Chrystusie.

Czy nie wiecie, że zawodnicy na stadionie wszyscy biegną, a tylko jeden zdobywa nagrodę? Tak biegnijcie, abyście nagrodę zdobyli.

A każdy zawodnik od wszystkiego się wstrzymuje, tamci wprawdzie, aby znikomy zdobyć wieniec, my zaś nie znikomy.

Ja tedy tak biegnę, nie jakby na oślep, tak walczę na pięści, nie jakbym w próżnię uderzał;

Ale umartwiam ciało moje i ujarzmiam, bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony (1Ko 9:24–27).

Jest rzeczą niemożliwą biec równocześnie ze światem i z Bogiem. Nie można żyć w kompromisie. Słowo mówi, że człowiek nie może służyć Bogu i mamonie (Mt 6:24). Musimy dokonać wyboru. Nie da się żyć częściowo dla Boga, a resztę czasu poświęcić diabłu. Dokonaj wyboru, komu chcesz służyć!

Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów; nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu demonów.

Albo czy chcemy Pana pobudzać do gniewu? Czyśmy mocniejsi od Niego?

Wszytko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje (1Ko 10:21–23).

Trzeba natychmiast odrzucić ciężary tego świata! Wierzę, że Boża moc objawia się tylko w takim stopniu, aby człowiek mógł ją znieść. Jej manifestacja nie może być już potężniejsza, gdyż moc ta działa na prawach duchowych; nie należy do rzeczywistości tego świata.

Wymiar duchowy to wymiar, w którym aniołowie Boży i demony piekła toczą walkę. Ty i ja. Boży mężowie i Boże niewiasty, musimy wejść w duchową rzeczywistość i walczyć aż do zwycięstwa. Zwyciężymy wtedy, gdy odrzucimy wszystkie ciężary tego świata.


ROZDZIAŁ 2 — PODDANIE SIĘ DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Babcia była zawsze dla mnie autorytetem w sprawach wiary. Wiedziałem, że kiedy tylko wchodziła w społeczność z Bogiem, to ja również mogłem odczuwać te same Boże dotknięcia. Wystarczyło, że byłem blisko niej i ona jakby wnosiła mnie na swych „ramionach” w rzeczywistość Ducha.

Pewnego dnia Bóg rzekł: „Odtąd to jest twoja walka. Teraz ty sam będziesz odpowiadał za swojego ducha”.

Gdy nastąpiło to usamodzielnienie, zacząłem sobie uświadamiać, przed czym chroniła mnie babcia. Dotychczas nie wiedziałem, co to znaczy mieć zamęt w głowie. Nie wiedziałem, co oznacza być dręczonym przez złe duchy, ponieważ babcia nie dawała im do mnie przystępu.

Pamiętam jak czasami jako mały chłopiec wracałem ze szkoły, a babcia zatrzymywała mnie na samym progu i modliła się za mnie. Miała wgląd w rzeczywistość ducha i widziała kiedy moce demoniczne unosiły się nade mną. Dzięki Bogu za babcię!

Kiedy stałem się samodzielny musiałem nauczyć się modlić za siebie i samemu orientować się w sferze duchowej. Wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że żaden człowiek, ani żadna służba nie może przynieść owoców bazując na wykształceniu, pieniądzach, czy też ludzkich układach. Te rzeczy nie pobudzą Bożego pomazania w twoim życiu, ponieważ Duch Święty daje pomazanie wtedy kiedy sam chce, a nie wtedy gdy człowiek chce. Duch Święty nigdy nie postępuje według ludzkich wskazówek.

Boże pomazanie spływa na poddane naczynia — naczynia, które są całkowicie uległe i podporządkowane Bożemu Duchowi. Musiałem się tego nauczyć, a wtedy namaszczenie nade mną stało się silniejsze. Przekonałem się, że poddawanie się Duchowi Świętemu i sferze duchowej przebiegają progresywnie. W miarę dojrzewania w Chrystusie jesteśmy zdolni poddawać się w większym stopniu Duchowi Świętemu i żyć w tej rzeczywistości.

Jedynym sposobem na przebywanie w rzeczywistości ducha jest spędzanie czasu sam na sam z Bogiem.

W pierwszym roku moich spacerów po sypialni, podczas których modliłem się i płakałem przed Bogiem, gdy wyglądałem przez okna widziałem swoich kolegów grających w piłkę na boisku.

Moje ciało mówiło: „Niczego w ten sposób nie osiągasz. Lepiej idź pograć z nimi w piłkę. Nawet nie odczułeś najmniejszego Bożego dotknięcia!” (Takiego rodzaju zachętę otrzymywałem od mojego umysłu).

Prawdą jest, że nie odczułem żadnego dotknięcia przez ponad rok! Nic nie odczuwałem. Nie było absolutnie żadnej odpowiedzi z Nieba przez ponad rok. Większość ludzi jeśli w ciągu pięciu minut nie otrzyma odpowiedzi z nieba, to poddają się, przestają się modlić, a zaczynają wyznawać z nadzieją, że to przyniesie im natychmiastowy efekt.

Moi drodzy, wyznawanie także nie będzie działać jeśli nie będzie wsparte modlitwą. Możesz wyznawać tak długo aż zsiniejesz, ale jeżeli twoje życie modlitewne nie jest równie żarliwe, to wyznawanie też nie przyniesie ci żadnej korzyści.

Wierzyłem, że gdy będę wytrwały w sprawach Bożych, to w końcu On się w jakiś sposób objawi.

Miałem takie nastawienie: „Będę tak długo trwał w modlitwie aż Bóg da znać o sobie lub umrę”.

Niektórzy z was potrzebują takiej determinacji, aby dosięgnąć Boga. Niektórzy potrzebują tej dawnej zielonoświątkowej wytrwałości, z którą będą się modlić całą noc aż niebo uderzy w ziemię. Martwa, sucha religia jest nic nie warta. Religia zabija ducha i doprowadza do dominacji ciała.

Kiedy zaczniesz przebywać w samotności z Bogiem, spotkasz się z krytyką. Przyjdą prześladowania, ale musisz wejść w rzeczywistość ducha, bo tam jest twoje miejsce. Musisz schować się w cieniu Wszechmogącego i pozostać tam. Musisz dostać się tam, gdzie Boże wiatry osłonią cię i poniosą.

Zacząłem przechadzać się po korytarzach mojej szkoły rozmawiając z Bogiem. Nie interesowało mnie życie towarzyskie ani sport. Pragnąłem Boga i nie obchodził mnie koszt znalezienia Go. Nie obchodziły mnie opinie innych o mnie.

Muszę jednak przyznać, że na początku niektóre prześladowania bolały mnie, ponieważ jeszcze wtedy całkowicie nie umarłem dla ciała. Nauczyłem się z czasem nie naginać do opinii ludzkich, ale iść z Bogiem. Jego sprawiedliwość zwycięży, a On cię zawsze podniesie.

Niektórzy mają problemy, bo oczekują szczególnych uczuć, lub szukają uznania u ludzi. Nie możesz działać w oparciu o uczucia ani ludzkie uznanie. Potrzebujesz ufności, nadprzyrodzonego przeświadczenia, że robisz coś wartościowego.

Czasami modliłem się całą noc.

Ktoś może powiedzieć: „Po prostu przesadzasz”.

Nie! Tak właśnie było. Byłem wytrwały. Ponad rok od momentu kiedy rozpocząłem systematyczne modlitwy, wszedłem pewnego dnia do sypialni, i Bóg się mnie dotknął. Po tak długim okresie oczekiwania na Boga bez żadnych odczuć, można być pewnym, że to Bóg, kiedy przeżyje się jakiekolwiek poruszenie. Modliłem się dalej przez następne dwa lub trzy miesiące, bez żadnej odpowiedzi od Boga. Nie przestawałem pukać do drzwi nieba oczekując odpowiedzi.

Pewnego dnia, kiedy wszedłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi, Bóg przemówił do mnie: „Oto jestem. Przyszedłem, aby cię wysłuchać”.

Kiedy to powiedział, Boża moc wypełniła pokój tak potężnie, że powaliła mnie na podłogę. Przez całą noc trząsłem się pod potężną mocą Bożą. Ludzie szukają takich przeżyć. Szukają tego co realne. Mają dosyć fałszu. Szukają Boga, który nawiedziłby ich i rzekł: „Oto jestem”.

Gdy Bóg tak mówi, oznacza to: „Będę z tobą. Będę szedł obok. Będę cię umacniał. Będę ci pomagał. Będę przez ciebie uzdrawiał. Będę przez ciebie mówił. Będę przez ciebie błogosławił ludzi”.

Niewielu ludzi zapłaciło cenę za Boże nawiedzenie, ale Bóg nie ma względu na osobę. To co uczynił dla mnie uczyni też dla ciebie. Ludzie próbują spotkać się z Bogiem poprzez wielkie intelektualne poznanie. Próbują dotrzeć do Boga poprzez złote i srebrne naczynia, to znaczy znanych kaznodziejów. Próbują dotrzeć do Boga przez pieniądze i rozgłos. Ale to nie ma żadnego wpływu na Boga. Bóg po prostu szuka zwyczajnych, poddanych Mu naczyń.


ROZDZIAŁ 3 — UŚMIERCANIE WŁASNEGO „JA”

Kiedy Bóg nawiedził mnie w moim pokoju, zaczęliśmy wtedy chodzić i rozmawiać ze sobą jak przyjaciele. Zostałem Jego uczniem. On stał się moim Nauczycielem. Wtedy On zaczął „zabijać” Robertsa Liardona. Zaczął odbierać mi moje cielesne pragnienia i cele, które postawiłem sobie w życiu. Zamierzałem pójść na studia, uprawiać sport i zrealizować kilka innych wymarzonych rzeczy.

Z chwilą gdy zacząłem poddawać się Bogu jako naczynie. Bóg wnikał w moje wnętrze i wyciągał ze mnie starego Robertsa. Niejednokrotnie w nocy miałem wrażenie jakby Bóg rozciął mnie obnażając moje wnętrze. Pan nigdy też nie używał przy tym środków przeciwbólowych. Po prostu przychodził i sięgał po coś, co bardzo kochałem w ciele, lub do czego w sposób naturalny dążyłem.

Kiedy zacząłem umierać dla ciała, czułem się tak jakbym umierał tysiące razy. Przybijano mnie do mojego krzyża. Poddałem się już swojemu krzyżowi, ale teraz Bóg pracował nade mną. Wyciągał ze mnie to wszystko, co nie pochodziło od Niego. Był to długi proces.

Pewnego dnia Bóg poprowadził mnie do miejsca, które nazwałem „duchowym cmentarzem”. Każdy, kto naprawdę poważnie traktuje Boga musi odwiedzić to miejsce, którym jest cmentarz, gdzie jest pogrzebana twoja cielesna natura.

Zobaczyłem trumnę, wokół której stało kilku aniołów. Podszedłem bliżej i zajrzałem do środka — leżał tam Roberts Liardon. Wtedy zacząłem płakać. Leżała tam mo]a żona, dzieci, studia, kariera piłkarska — słowem wszystko, czego pragnąłem i co chciałem osiągnąć w życiu.

Tylko ja miałem moc, aby zamknąć trumnę. Dopiero teraz zrozumiałem, co to znaczy „ujrzeć śmierć własnego ja”. Nie pojmowałem rzeczywistości walki własnego ja o przetrwanie. Nigdy nie przypuszczałem, że mój stary człowiek może być tak silny.

Nie zdawałem sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, że najpiękniejsze i najbardziej fascynujące życie nie może się rozpocząć, dopóki nie umrzemy dla siebie.

Po tym. jak zamknąłem wieko mojej trumny tego dnia, zostałem pogrzebany. Wtedy napisałem na nagrobku: „Tu spoczywają szczątki Kennetha Robertsa Liardona”.

Było mi smutno, gdy opuszczałem cmentarz. Nie jest łatwo pogrzebać samego siebie, zakopać wszystkie swoje pragnienia. Wierzę, że dla chrześcijanina jest to najtrudniejszą rzeczą jaką musi zrobić na ziemi.

Kiedy opuszczałem cmentarz, to już nie żyłem. Wiedziałem o tym. Później powróciłem, aby opłakiwać swoją śmierć, ale ogromny anioł stanął przed bramą cmentarza i powiedział: „Ci, którzy opłakują swoją śmierć w tym miejscu, nigdy nie będą mogli być używani dla chwały Bożej”.

Z chwilą gdy twoje ja umarło i zostało pogrzebane, zostaw je tam! Nie opłakuj swojej śmierci! Opłakując swoją śmierć, możesz ożywić starego człowieka, a wtedy znacznie trudniej przyjdzie ci pogrzebać go po raz drugi. Całkowita śmierć naturalnego ja — śmierć cielesnych pragnień, myśli i zachowania — sprawi, że Duch Święty wzbudzi do życia duszę kontrolowaną przez wewnętrznego człowieka. Zacznij więc żyć dla Boga, a będziesz mógł żyć w świecie ducha. Nigdy nie wracaj do ciała, do rzeczywistości twojego ego.

MUSISZ UKRZYŻOWAĆ SAMEGO SIEBIE ABY ŻYĆ

Wierzę, że pierwszym krokiem do rzeczywistości Ducha Świętego jest śmierć dla samego siebie. Dopóki tego nie zrobisz, Bóg nigdy nie będzie mógł cię używać tak jakby tego pragnął. Nie możesz umrzeć dla własnego ja częściowo i po części zostać wskrzeszonym dla Boga. Musisz dojść do miejsca, gdzie nie ma już nic z ciebie, a wszystko w tobie jest z Boga Wszechmogącego. Wtedy możesz powiedzieć za Apostołem Pawłem:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie (Gal 2:20).

Nie jesteśmy dłużnikami ciała, ale Ducha.

Tak więc. bracia, jesteśmy dłużnikami nie ciała, aby żyć według (standardów ustanowionych przez potrzeby) ciała (Rz 8:12 Amplified Bibie).

To nie ciało spowodowało nowe narodzenie. To nie ciało przyprowadziło Chrystusa na ziemię. To Duch Boży sprowadził Chrystusa na ziemię. To Duch Boży wskrzesił Go z martwych. Ten sam Duch Święty mieszka w tobie. Poddaj mu się.

Wielu wierzących poddaje się ciału, a potem pyta:

„Dlaczego moje słowa nie mają mocy kiedy głoszę Ewangelię? Dlaczego nic się nie dzieje, kiedy mówię ludziom o Królestwie Bożym? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?”

Kiedy mówię ludziom o konieczności śmierci dla samego siebie i poddania Duchowi Świętemu, oni śmieją się, drwią, krytykują i prześladują. Wydaje się, że nie chcą przyjąć prawdy, która ich wyzwoli.

Gdyby chwała Boża weszła do niektórych kościołów lub domów, to Boża obecność spowodowałaby fizyczną śmierć niektórych ludzi, ponieważ obecność Boża nie może mieszać się z obecnością grzechu. Jego obecność powoduje reakcję, eksplozję zwaną „sądem i śmiercią”.

Czy wiecie co stało się z Ananiaszem i Safirą w Dziejach Apostolskich? To nie obecność apostołów spowodowała, że padli martwi w momencie gdy zgrzeszyli. Stało się tak dlatego, że skłamali w obecności Ducha Świętego. Popełnili grzech w obecności Bożej chwały. Grzech i Boża chwała nigdy nie mieszają się.

Ananiasz i Safirą popełnili duchowe samobójstwo. Gdyby chwała Boża objawiła się, jak o to modlą się niektórzy chrześcijanie, to wielu nie przeżyłoby tego. Bóg nie jest zabójcą, ale oczekuje od nas życia w świetle poznania, jakie mamy.

Jeśli nie „umrzesz” — nie możesz żyć. Jeśli nie umrzesz dla samego siebie, nie możesz żyć dla sprawiedliwości.

Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie, Ale jeśli przez moc Duch Świętego regulamie umartwiacie złe uczynki podpowiadane przez ciało, prawdziwie żyć będziecie (Rz 8:13 Amplified Bibie).

Każdy człowiek musi stanąć w obliczu krzyża oznaczającego śmierć ego. Wielu ludzi nie chce przeżywać tego, o czym mówię. Ci, którzy traktują Boga poważnie pragną przeżywać Bożą obecność bez żadnych granic; jednak niewielu chce zapłacić za to cenę.

Każdy musi sam zapłacić cenę, aby wejść w pełnię Bożej obecności. Nikt nie może tego uczynić za ciebie — ani twoi rodzice, ani rodzeństwo, ani pastor. Musisz sam umrzeć na swoim krzyżu.

Przyznaję, że droga do krzyża wiedzie w samotności. Jest to również śmierć w samotności i samotny pogrzeb. Jednak chwała śmierci i pogrzebania ego spowoduje zmartwychwstanie do nowego życia. Wielu ludzi szuka takiego zmartwychwstania. Kluczem do niego jest fakt, że aby móc żyć, trzeba ukrzyżować ciało.

ESTERA PRZEŻYŁA KRZYŻ

Estera stanęła w obliczu przeżycia krzyża, kiedy musiała zdecydować czy narazić swoje życie dla uratowania swojego narodu, przebywającego na wygnaniu.

Nikomu nie wolno było zbliżyć się do króla bez uprzedniego wezwania. Estera zdecydowała zaryzykować życiem, aby stanąć w obronie swojego ludu. Zgodnie z ówcześnie panującym prawem, gdyby król nie wyciągnął swojego berła w jej kierunku kiedy zbliżała się do niego, to musiałaby umrzeć.

Mordochaj wszystko mu opowiedział, co go spotkało, oraz podał mu kwotę pieniężną. jaką Haman obiecał wpłacić do skarbców króla, gdy wytępi Żydów.

Dał mu też odpis zarządzenia prawnego wydanego w Suzie w sprawie ich wytracenia, aby pokazał go Esterze, by jej o tym donieść i polecić jej, aby poszła do króla błagać go o zmiłowanie i aby wstawiła się u niego za swoim ludem.

A gdy Matach odszedł i przekazał Esterze słowa Mordochaja, odpowiedziała Estera Hatachowi i skierowała go do Mordochaja z takimi słowami:

Wszyscy dworzanie królewscy i ludzie z prowincji królewskich wiedzą o tym, iż każdego mężczyzny czy kobiety, którzy bez wezwania wejdą do króla na dziedziniec wewnętrzny dotyczy jednakowe prawo: mają być zabici, jednak z wyjątkiem tego, ku któremu kroi wyciągnie złote berło. Ten zostanie przy życiu; ja zaś już od trzydziestu dni nie zostałam wezwana, aby przyjść do króla.

Gdy on oznajmił Mordochajowi słowa Estery przekazał Mordochaj Esterze taką odpowiedź:

Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim.

Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny?

Wtedy Estera przekazała Mordochajowi taką odpowiedź:

Idź i zbierz wszystkich Żydów, którzy się znajdują w Suzie, i pośćcie za mnie; przez trzy doby nocą i dniem nie jedzcie i nie pijcie; również ja i moje służebnice tak będziemy pościć, a potem udam się do króla, choć to jest wbrew prawu. Jeśli mam zginąć, to zginę!

(Tak może powiedzieć tylko ten, kto ukrzyżował swoje ciało).

Wtedy Mordochaj odszedł i postąpił dokładnie tak. jak mu nakazała Estera (Est 4:7–17).

Estera zyskała łaskę w oczach króla. Dzięki gotowości narażania własnego życia — odrzuceniu ciała i jego naturalnych dążeń — osiągnięte zostało wielkie zwycięstwo dla jej ludu. Śmierć dla samego siebie oznacza posłuszeństwo Bogu za wszelką cenę. Estera tak postąpiła.

Czy twoje ciało jest na tyle martwe, abyś mógł narazić swoje życie dla ratowania innych?

DANIEL PRZEŻYŁ KRZYŻ

Daniel jest następnym pięknym przykładem człowieka, który nie skłaniał się ku ciału ani temu co dyktuje naturalna rzeczywistość.

Był to człowiek nieskazitelny, mający doskonałego ducha. Był jednym z trzech ministrów u króla Dariusza w starożytnej Babilonii. Wrogowie Daniela wiedzieli, że nie mogą w nim znaleźć żadnego uchybienia i dlatego postawili go w takiej sytuacji, gdzie musiał złamać, albo prawo Boże, albo prawo królewskie.

Nakłonili króla do podpisania zarządzenia zabraniającego modlenia się w okresie 30 dni do jakiegokolwiek człowieka lub boga. Wszelkie modły miały być wznoszone tylko do króla Dariusza. Każdy, kto złamałby ten nakaz, miał być wrzucony do jaskini i pożarty przez lwy.

Wszyscy ministrowie królestwa, namiestnicy. satrapowie, zwierzchnicy i doradcy doradzają, aby król wydał zarządzenie i nadał mu moc obowiązującą. Kto w ciągu trzydziestu dni o cokolwiek będzie się modlił do jakiegokolwiek boga albo człowieka oprócz ciebie, królu, będzie wrzucony do lwiej jamy.

Teraz więc królu, wydaj to zarządzenie i każ sporządzić pismo, które według niewzruszonego prawa Medów i Persów nie może być cofnięte.

Wobec tego król kazał sporządzić pismo z tym zarządzeniem.

A gdy Daniel się dowiedział, że sporządzono to pismo, udał się do swojego domu, a miał w swym górnym pokoju okna otwarte w stronę Jeruzalemu i trzy razy dziennie padał na kolana, modlił się i wysławiał swojego Boga, jak to zwykle dotąd czynił.

Wtedy wpadli owi mężowie i zastali Daniela modlącego się i błagającego swego Boga (Dn 6:8–12).

Zarządzenie to miało na celu zaatakowanie Daniela, Bożego dziecka, ale Bóg zawsze stwarza drogę ucieczki dla swoich dzieci. Zanim jednak przyszło wybawienie, Daniel musiał podjąć decyzję, by przeciwstawić się ciału. Znał swojego Boga, a jego Bóg znał Daniela. Wiedział, że Boże prawa są wyższe niż ludzkie prawa. Zdawał sobie sprawę, że nie może pójść na kompromis i poddać się ludzkiemu nakazowi, jeśli jest on sprzeczny z prawem Bożym. Daniel określił się jednoznacznie. Stanął w obliczu swojego krzyża. Nie poddał się.

Wrzucono Daniela do jaskini lwów, ale ponieważ nie uległ człowiekowi, następnego dnia opuścił pieczarę nietknięty. Wtedy rzekł do króla:

Mój Bóg posłał swojego anioła, by zamknąć paszcze lwów, tak że mi nie zaszkodziły, gdyż przed nim jestem niewinny, nadto względem ciebie, królu, nic złego nie popełniłem.

Wtedy król bardzo się z tego ucieszył i rozkazał wyciągnąć Daniela z jamy; a gdy wyciągnięto Daniela z jamy, nie znaleziono na nim żadnego uszkodzenia, gdyż wierzył w swojego Boga (Dn 6:23,24).

Jeśli nie ulegasz ciału, rzeczom naturalnym ani ludzkim nakazom, sprzecznym z Bożym prawem, to czynisz wielkie postępy w Królestwie Bożym, a Bogu przynosi to ogromną chwałę. Tak stało się w przypadku Daniela.

Potem król Dariusz wystosował do wszystkich narodów, plemion i języków na całej ziemi pismo tej treści: Pokój wam!

Przeze mnie wydany został dekret, że na całym obszarze mojego królestwa winni drżeć i bać się Boga Daniela; On bowiem jest Bogiem żywym i trwa na wieki, a jego królestwo jest niezniszczalne i władza jego jest nieskończona (Dn 6:26,27).

Studiując historie życia starotestamentowych proroków oraz postaci Nowego Testamentu, przekonasz się, że wszyscy ci, którzy byli niewzruszeni — nie poszli na żaden kompromis w sprawach Bożych, nie ulegali ciału ani naturalnym realiom — dokonali wielkich rzeczy dla Bożego Królestwa.

Mężowie i niewiasty zawsze wychodzili zwycięsko z opresji, kiedy nie zgadzali się na nieposłuszeństwo względem Boga; nawet ryzykując utratą własnego życia.

Czy jesteś gotowy zapłacić taką cenę, aby służyć Bogu? Jeśli nie, to znaczy, że twoje ciało jeszcze całkiem nie umarło!

Widzisz: Boża moc zmartwychwstania nie popłynie przez twoje życie, zanim nie umrzesz dla samego siebie.


ROZDZIAŁ 4 — ŻYCIE W WYMIARZE DUCHA

Choć dla wielu chrześcijan świat duchowy pozostaje nieznaną rzeczywistością, to dzięki Bogu są jeszcze tacy, którzy spędzają w nim każdy dzień swojego życia i czują się tam bardziej realnie niż na ziemi. Spotykają się jednak z brakiem zrozumienia ze strony otoczenia i są uważani za „dziwolągów”, „fanatyków” lub „żyjących w błędzie”.

Jedyną rzeczą jednak, której ci krytycy nie potrafią sprostać to dokonać większych i więcej cudów niż ci, którzy żyją w świecie ducha. Nie potrafią też głosić kazań tak namaszczonych przez Ducha Świętego.

Słowo Boże mówi:

Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze!

Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy.

A jeśli dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z nim cierpimy, abyśmy także razem z nim uwielbieni byli (Rz 8:14–17).

Kiedy niedawno byłem na konferencji pastorów, usłyszałem tam wiele miłych słów. Wszyscy byli bardzo serdeczni i miałem wrażenie, że cieszą się moją obecnością, chociaż wiedziałem, że niektórzy oczekiwali ode mnie pieniędzy, podczas gdy inni pragnęli pomazania, które mam w Chrystusie.

Rozglądając się po sali, z łatwością mogłem stwierdzić, którzy pastorowie przechodzili właśnie proces umierania, którzy już umarli, a którzy byli jeszcze bardzo żywi dla siebie.

Zbory prowadzone przez tych, którzy umarli dla własnego ja były kwitnące — wybuchały wzrostem i mocą, przeżywając wielkie wylanie Ducha Świętego. Słowa tych pastorów były wielkiej wagi, a oni sami zupełnie nieświadomie wzbudzali szacunek otoczenia.

Potem spojrzałem na tych, co krytykowali. Duch Boży przemówił w tym zgromadzeniu, ale ludzie ci podążając za głosem swojego umysłu (ciała lub duszy) ociągali się z działaniem w posłuszeństwie Bogu.

Wtedy Duch Święty powiedział mi: „Otrząśnij pył z twoich butów. Zostaw ich w spokoju, bo Ja na razie skończyłem z nimi”.

KOŚCIÓŁ JEST NA ROZDROŻU

Stoimy dziś na rozdrożu. Jeśli nie zdecydujemy się na posłuszeństwo Bożemu Słowu, jutro może być za późno. Obecny wiek dobiega końca. Gdzie się wtedy znajdziesz? Czy będziesz w ciele? Czy będziesz płakał w swoim rozbitym świecie, usiłując wszystko odbudować? A może będziesz szukał złota i srebra? Jaka będzie twoja pozycja przed Bogiem? Czy traktujesz poważnie Królestwo Boże? Czy chcesz, aby Bóg był twoim przyjacielem? Czy pragniesz, aby Bóg przebywał i rozmawiał z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz?

Jeśli tak, to musisz wziąć swój własny krzyż i sam przybić się do niego. Musisz udać się na ten cmentarz i urządzić swój pogrzeb. Nie tylko musisz zamknąć trumnę, na przekór ciału, które głośno domaga się życia, ale również pomóc aniołom ją zakopać. Sam musisz umieścić nagrobek, następnie odejść od grobu i otrząsnąć nogi z kurzu. Wychodząc z cmentarza trzymaj głowę w górze i wyprostuj ramiona, gotowy na spotkanie z umierającą ludzkością.

Ludzie zmieniający bieg historii to ci, którzy umarli dla ciała. Gdy wychodzą do usługi, to nie jako ludzkie ciała, ale jako puste naczynia, poprzez które Pan Jezus Chrystus może sam przemawiać do swego ludu.

Kiedy umrzesz dla samego siebie, to jedyną rzeczą podtrzymującą cię przy życiu będzie obecność Boga w tobie. Wychodząc wtedy do usługi lub znajdując się w jakimkolwiek innym miejscu, nie pójdziesz tam jako ty sam, ale jako przedstawiciel Jezusa Chrystusa, Króla królów i Pana panów. Każdy patrząc na człowieka, który umarł dla samego siebie i żyje dla Boga, musi doświadczyć konfrontacji z prawdą ewangelii.

Ludzie, którzy umarli dla samych siebie to ci, z którymi Jezus chodzi i przez których mówi. Ci ludzie wyróżniają się poprzez swoje właściwe postępowanie, wypowiadane słowa, wygląd i sposób bycia. Ludzie mówią o nich: „Jest w tobie coś innego”. Oni właśnie mają to, czego świat obecnie szuka.

Jedna z największych ewangelistek świata, Kathryn Kuhlman, powiedziała, że kiedy stawała za kurtyną, szykując się na wyjście do usługi, tysiąckrotnie przeżywała tam śmierć samej siebie.

Powiedziała: „Wiem lepiej niż ktokolwiek inny, że Kathryn Kuhlman nie ma nic wspólnego z tym co się tu dzisiaj będzie działo. To nie ja. Ja nie mam żadnej mocy uzdrowieńczej. Nie mam mocy, aby zbawiać. To nie moje dotknięcie tego dokona, ale Jego moc”.

Takich ludzi nam dzisiaj potrzeba — całkowicie umarłych dla samych siebie. Nie działa na nich krytyka. Nie odpowiadają na wymierzony im policzek. Takich ludzi Bóg dzisiaj używa.

Chrystus oddał samego siebie, aby móc być użytym. Tak samo my musimy oddać siebie samych, aby Bóg mógł nas użyć. Wychodząc do ludzi oczekujących na modlitwę zawsze widzę cierpiących, chorych i opętanych, ale wiem, że moje ręce nie mogą ich uzdrowić ani uwolnić. Nie mam żadnej mocy; bo nikt z ludzi nie posiada mocy sam w sobie.

ULEGŁOŚĆ PODOBA SIĘ BOGU

Ludzkie osiągnięcia na świecie nie imponują Bogu, lecz tylko uległość. Poddanie się Duchowi Świętemu jest tajemnicą rozumienia Ducha Świętego i pozwolenia Mu na przepływanie w twoim życiu. Nie może być to połowiczne: ty kierujesz połową życia, a połową Duch Święty. Duch Święty nie przyjmuje rozkazów od ludzi. On nie działa według naszych wskazówek. To On wydaje rozkazy, a my mamy być posłuszni. Jego rolą jest wskazywanie drogi, a naszą uległość.

W Szkole Biblijnej prowadzę ze studentami zajęcia na temat: „Generałowie Boga”. Przeprowadzam wtedy szczegółową analizę życia pewnych znanych kaznodziejów z jednoczesnym podkreśleniem tych elementów, które wpłynęły na powodzenie lub niepowodzenie ich służby. Studenci zawsze pytają: „Co spowodowało, że ci ludzie mieli tak wielkie pomazanie?”

Jak to się stało, że Smith Wiggiesworth na spotkaniu w Bradford, Anglia, kopnął kalekie dziecko na oczach sparaliżowanych ze strachu rodziców i zgromadzonych ludzi, które lecąc z wysokiego podium szczęśliwie wylądowało na obydwu nogach całkowicie uzdrowione mocą Bożą?

Bóg działa w przedziwny sposób — czasami dla nas niezwykły; jednak Bóg nigdy nie jest dziwakiem. Tak samo ty możesz być wolnym w duchu, ale nie dziwakiem. Podobnie jak Bóg, nie lubię chrześcijan dziwaków.

Charles G. Finney był prawdopodobnie największym rybakiem dusz od czasów Apostoła Pawła. Bardzo duży procent ludzi nawróconych pod wpływem jego zwiastowania pozostało wiernych Bogu. Faktem jest, że gdy tylko jego koń i wóz zbliżali się do miasta na odległość dwu lub trzech mil, to całe miasto zostawało poruszone przemożną mocą Ducha Świętego. Następowało tam przebudzenie, zanim Finney wjechał na przedmieścia.

W latach wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych, Aimee Semple Mc.Pherson wybudowała ogromny budynek zwany Angelus Tempie w Los Angeles za sumę milionów dolarów. Głosiła Słowo Boże 21 razy w tygodniu. Gdziekolwiek się udawała, napotykała na tłumy, ludzie się nawracali. Jej nazwisko pojawiało się co najmniej sześć razy w tygodniu na okładce ”The Los Angeles Times”. Była pierwszą kobietą posiadającą chrześcijańską stację radiową.

Wszędzie gdzie tylko siostra Mc.Pherson wkraczała, to od razu zdobywała to miejsce dla Boga. Nie modliła się długo; jej kazania też nie były długie. Z chwilą gdy wychodziła do przodu, aby głosić Słowo, moc Boża spadała na ludzi. Chorzy byli uzdrawiani podczas zwiastowania.

Miała także dni, które nazywała „dniami noszy”. Ogłaszała wtedy przez radio, że każdy kto chce odrzucić swoje nosze, może przybyć do Angelus Tempie w taki, a taki dzień. Potem dodawała: „Nie musisz być zbawiony. Po prostu przyjdź i będziesz uzdrowiony. A wtedy zapragniesz być zbawiony”. Po krótkim kazaniu mówiła: „Czas, abyście powstali z waszych noszy”. Podczas gdy mówiła, ludzie zostawali uzdrowieni mocą Bożą.

Na jedno takie spotkanie przyszedł mężczyzna, który nie miał gałek ocznych; po prostu puste oczodoły. Siostra Mc.Pherson modliła się za niego i nastąpił twórczy cud — w pustych oczodołach pojawiły się zupełnie nowe gałki oczne.

Kiedy studenci Szkoły Biblijnej słyszą o takich cudach, to pragną takiej samej mocy. Chcą wiedzieć jak ją otrzymać. Ta moc jest dostępna dla każdego, kto zapłacił cenę. Osoby takie jak Aimee Semple Mc. Pherson nie były jakimiś specjalnymi ludźmi. Nie byli złotymi ani srebrnymi naczyniami. Byli zwyczajnymi ludźmi, którzy całkowicie umarli dla siebie, tak że Chrystus mógł żyć w nich i przez nich, przynosząc Bogu wielką chwałę.

Złote i srebrne naczynia chcą iść tylko do ludzi wysoko postawionych. Złote i srebrne naczynia pragną zwrócić na siebie uwagę, szukają blasku i chwały. Na ogół też mają małą moc, lub w ogóle jej nie posiadają. Są tylko powłoką.

Bóg szuka ludzi, którzy całkowicie zrezygnowali z siebie samych. Szuka ludzi, którzy poddadzą Mu się zupełnie w służbie. Kiedy takiego rodzaju poddanie nastąpi w całym Kościele, to będziemy oglądać największe wylanie Ducha Świętego jakie kiedykolwiek miało miejsce.

EGOIZM WYDZIELA BRZYDKI ZAPACH

Dopiero kiedy zacząłem podróżować po świecie, zdałem sobie sprawę, jak ważny był dla mnie fakt ukrzyżowania swojego ciała.

Czasami w duchu wyczuwam brzydki zapach przy niektórych wierzących lub duchownych. Jest to zapach pochodzący od ludzi, którzy nie umarli dla samych siebie. Są to ci, którym nie zależy na wywyższeniu Jezusa. Przeciwnie, ciągle zastanawiają się, myśląc: „Co ze mną? Gdzie ja pasuję? Co tu jest dla mnie? Jeśli nie mogę być w centrum, to nie chcę tu w ogóle należeć”.

To śmierdzi dla Boga! Odór ten pochodzi od choroby zwanej egoizmem.

Jeśli walczysz z jakimiś symptomami tej choroby, to szybko pokutuj. Usuń się w cień tych mężów Bożych, którzy są w blasku. Jeżeli są prawdziwymi Bożymi przywódcami, to dopilnują, by reflektor zwrócony był na jedną i tylko jedną Osobę — Jezusa Chrystusa z Nazaretu. Bóg przygotowuje miejsce na twój dar. W końcu, jest to Jego dar, a nie twój, skoro oddałeś Mu siebie.

Jezus rzekł:

A kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony (Mt 23:12).

Bóg nie będzie działał w swej mocy i nie objawi swojej obecności, zanim nie zrezygnujesz ze wszystkiego, co trzyma cię w związaniu. Każdy musi zapłacić inną cenę, ale istnieją pewne podobieństwa.

Gdzie są dzisiejsi święci, tacy jak Kathryn Kuhlman, Aimee Mc.Pherson, Smith Wiggiesworth, John Lake, E. W. Kenyon, George Jefferys, Marcin Luter, John Wesley, itd.? Szukam ludzi, którzy „sprzedali się” Bogu, aby pracować dla Królestwa. Bóg przemierza całą ziemię na wskroś szukając ich! On pragnie pokazać swoją moc za ich pośrednictwem.

Wielu studentów Szkoły Biblijnej słyszało moje kazanie, tylko po to, aby wpuścić je jednym, a wypuścić drugim uchem. Niektórzy kończą szkołę, idą do pracy dla Pana, i kilka miesięcy później wracają rozbici. Nie ukrzyżowali ciała.

Chcę, abyście zrozumieli jak ważne jest przybicie swojego ciała do krzyża… śmierć samego siebie… wołanie do Boga z głębi serca: „Niech Twoja wola się stanie, nie moja, ale Twoja”. Jest to rozdroże, na którym stoi dzisiaj Kościół.

Odrzuć ciężary tego świata, razem z przyjaciółmi, którzy nie pragną rzeczy Królestwa Bożego. Nie szukaj rzeczy spektakularnych. Zbyt wielu chrześcijan tęskni za szybko przemieszczającym się uzdrawiającym ewangelistą, który może ich uzdrowić w ciągu pięciu minut. Pragną pastora, który wniósłby całe zgromadzenie do chwały Bożej. Chcą podróżować z Bogiem, ale nie chcą płacić za przejazd.

Nic nie będzie w stanie powstrzymać tego wielkiego wylania Ducha Świętego. Bramy piekielne nie przemogą tego, co dzieje się pośród nas. Żaden człowiek, żadna organizacja, żadna władza i żadna klęska żywiołowa nie może powstrzymać tego, co Bóg rozpoczął.

CZAS NA „MĘŻÓW WALECZNYCH”

Bóg powołuje dziś „mocarzy”, mężów, którzy wiedzą co to jest walka na terytorium diabła. Wiedzą, jak przedostać się za linię frontu. Są to ci, którzy przyszli, aby potrząsnąć Kościołem. Żądają działania w całym ciele Chrystusowym, nie tylko wśród przywódców, ale wszystkich chrześcijan. Niech Kościół się poruszy i zatrzęsie, a wtedy ci, którzy pragną Boga i Bożych rzeczy będą górą.

Prorocy Boga Wszechmocnego wychodzą na światło dzienne. Pojawiają się z poselstwami, które poruszą serca ludzkie jak nigdy dotąd. Ich zwiastowanie spowoduje zachwianie rządów państwowych, oraz sprawi bojaźń Bożą wśród wszystkich, którzy je usłyszą. Będą mówić wprost, bez ogródek, nazywając rzeczy po imieniu. Pokażą modele życia, opowiedzą o życiu modlitwy. Wypowiedzą się przeciwko grzechowi. Sprzeciwią się homoseksualizmowi. Moi drodzy, Bóg ma zamiar mówić do swego Kościoła jak nigdy dotąd.

Światem wstrząsną ci, którzy umarli dla samych siebie, bo oni wiedzą jak wznieść się do Bożego tronu i zdobyć plany bitwy. Nie czekają na atak przeciwnika, ponieważ, już zajmują terytorium wroga.

Nadszedł czas, aby Kościół siłą zagarnął Królestwo ciemności. Już czas, aby ludzie powstali z ławek i podnieśli swe głosy wśród narodów. Już czas, aby młodzi i starzy podali Bogu ręce i pozwolili, aby chwała Boża objawiła się na całej ziemi. Nadszedł już czas, aby świat poznał, że Bóg żąda świętości i sprawiedliwości.

Bóg ma zasady i nakazy, których musimy przestrzegać w naszym codziennym życiu. Jezus powiedział:

Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali (J 13:34).

Gdy chodzisz w miłości, to nie grzeszysz. Jeśli chodzisz w miłości, to będziesz właściwie żył. Będziesz właściwie mówił i postępował. Nie możesz jednak powiedzieć, że chodzisz w miłości, kiedy grzeszysz w sobotę wieczorem, a w niedzielę rano przychodzisz na nabożeństwo jako „święty”. Bóg się na to nie godzi.

Nie możesz wyjść na kazalnicę i głosić kazania w Duchu Świętym, jeśli poprzedniej nocy zgrzeszyłeś z żoną sąsiada. Nie możesz mieć kazania w Duchu Świętym, jeżeli twoje życie nie jest w porządku przed Bogiem.

Kościół będzie karcony, gdyż Bóg go miłuje. Zbyt długo już Kościół nie przeżywał karcenia. Za każdym razem, kiedy nie skarcisz dziecka, pakujesz je w kłopoty. Wiele społeczności trwa w chaosie, gdyż kaznodzieje, pastorzy, ewangeliści nie przekazali słowa prawdy, które Bóg im objawił. Wstrzymali się od głoszenia prawdy ze względu na opinię publiczną. Musimy być jak Jeremiasz. Musimy być jak Ezechiel. Kiedy Bóg mówi: „Mów” musimy mówić.

Bóg już nie prosi ludzi, aby umarli dla siebie samych; On tego żąda. Bóg już nie prosi ludzi, by żyli w świętości; On tego wymaga. Nie ma czasu na zabawy, bo czas Kościoła dobiega końca.

Kiedy czas się zatrzyma, to tam gdzie się znajdziesz, tam będziesz sądzony. Kiedy będziesz umarły dla samego siebie, to wtedy znajdziesz się w tym szczególnym miejscu, do którego Bóg cię przeznaczył. Nic nie jest w stanie cię powstrzymać jeśli żyjesz i trwasz w obecności Wszechmogącego!

Roberts Liardon


O AUTORZE

Roberts Liardon urodził się w Tulsa, w stanie Oklahoma. W wieku ośmiu lat przyjął Jezusa jako osobistego Zbawiciela, przeżył chrzest Duchem Świętym i został wezwany do służby dla Pana. Wszystko to miało miejsce po tym, jak został pochwycony przez Pana Jezusa do Nieba, gdzie przeżył niezapomniane chwile, które opisuje w książce „I Saw Heaven” (Widziałem Niebo). Książka ta ukaże się niebawem w języku polskim.

Pan szczególnie polecił mu studiowanie życiorysów Bożych mężów i niewiast w celu zbadania przyczyny ich powodzeń i porażek. Przez następne sześć lat przygotowywał się do swego powołania i do wizji, którą otrzymał od Boga.

Jako nastolatek rozpoczął głosić Słowo Boże oraz nauczać w różnych kościołach — denominacyjnych i niedominacyjnych — szkołach biblijnych i uniwersytetach. Przez ostatnich kilka lat dużo podróżował po USA i Kanadzie.

Prowadził pracę misyjną w Afryce, Europie i Azji. Poprzez głoszenie ewangelii w wielkim pomazaniu Bożym i w mocy Ducha Świętego Roberts wzywa wierzących do chodzenia w Duchu.

Roberts zachęca ludzi do przyjmowania zbawienia i pójścia za Jezusem. Dzięki jego usłudze wiele ludzi na całym świecie przyjęło Boże wezwanie do pracy dla Królestwa Bożego.

Jest autorem kilku książek, między innymi: „Success in Life and Ministry” (Powodzenie w życiu i służbie) oraz „The Invading Force” (Nacierająca armia). Zaliczany jest do autorów tzw. „Ruchu Wiary”.

OD TŁUMACZA: 
Cytaty Biblijne w niniejszej książce zostały zaczerpnięte z Biblii wydanej przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne — Warszawa 1975.

Artykuł pochodzi z serwisu Do Celu http://docelu.biblia.info.pl

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz