Chrześcijanie a homoseksualizm

Biblia mówi o Bożej miłości do wszystkich ludzi. Bóg kocha każdego człowieka, niezależnie od rasy, koloru skóry, pochodzenia społecznego czy orientacji płciowej. Podejmując ten temat jestem świadom cierpień, jakie wielu ludzi znosi w związku z tą właśnie dziedziną życia. Jezus przyszedł nie po to, by nas potępić, ale by zbawić (J 3,17).

Podobnie wspólnota chrześcijańska powinna okazywać wrażliwość i zrozumienie wobec tych, których seksualna orientacja jest przyczyną codziennych zmagań, akceptując ich jako istoty ludzkie, umiłowane przez Boga.

Czy jest dopuszczalne, żeby chrześcijanin uprawiał miłość homoseksualną?

Bóg ‚zaprojektował’ seks dla naszej radości, a Biblia przedstawia bardzo pozytywny i ‚wyzwalający’ pogląd na tę sprawę. Wyznaczone przez Boga ramy współżycia płciowego to wzajemne oddanie się jednego mężczyzny i jednej kobiety na całe życie w związku małżeńskim (Rdz 2,24). Bóg nie przewidział dla naszych ciał stosunków homoseksualnych. Taki właśnie pogląd na małżeństwo i seks, przytaczany i popierany przez Jezusa, wyklucza wszelki seks pozamałżeński, tak heteroseksualny, jak i homoseksualny.

Nie znajdujemy w Biblii zbyt wielu wzmianek o praktykach homoseksualnych, ale wszystkie są negatywne. W Prawie starotestamentowym dwa razy praktyka taka jest potępiona jako ‚obrzydliwa’ (Kpł 18,22; 20,13). Sodoma została zniszczona między innymi z powodu grzechu homoseksualizmu. Mieszkańcy Sodomy domagali się, by Lot wyprowadził swych dwóch gości, ‚abyśmy z nimi poigrali’ (Rdz 19,5). Choć Sodoma była winna wielu innych grzechów, bezpośrednią przyczyną Bożego gniewu były praktyki homoseksualne. Podobnie jako ‚niegodziwe’ przedstawiono pragnienie mężczyzn z Gibea, którzy chcieli uprawiać seks z mężczyznami (Sdz 19,23).

W Nowym Testamencie praktyki takie znajdują się na Pawłowej liście potępianych zachowań. Jego nauka jest zupełnie jasna: ‚Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi Królestwa Bożego nie odziedziczą? Nie łudźcie się! Ani wszetecznicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozpustnicy (prostytutki męskie), ani mężołożnicy (homoseksualiści), ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą (1Kor 6,9-10).

Słowo przetłumaczone jako rozpustnicy odnosi się nie tylko do prostytutek męskich, ale ogólnie do tych partnerów, którzy w zbliżeniu homoseksualnym pozostają bierni. Mężołożnicy (homoseksualiści) to partnerzy aktywni; słowo to występuje też w innym spisie grzechów, wymieniającym ludzi ‚nieprawych i nieposłusznych, bezbożnych i grzeszników, bezecnych i nieczystych…’ (1Tm 1,9-10). Paweł zakładał więc konieczność porzucenia po nawróceniu praktyk homoseksualnych (1Kor 6,11).

W jego rozumieniu czynny homoseksualizm jest jednym z rezultatów buntu przeciwko Bogu, w wyniku którego Bóg odjął ludziom moralne hamulce. Bóg daje nam wolność realizacji własnych wymysłów, jeśli tego właśnie chcemy.

Dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą, ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego, i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego wydał ich Bóg na łup sromotnym namiętności; kobiety ich bowiem zamieniły przyrodzone obcowanie na obcowanie przeciwne naturze, podobnie też mężczyźni zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą, zapałali jedni ku drugim żądzą, mężczyĽni z mężczyznami popełniając sromotę i ponosząc na sobie samych należną za ich zboczenie karę (Rz 1,24-27).

Tutaj Paweł znów odwołuje się do stworzonego przez Boga porządku oraz do sposobu, w jaki zostaliśmy ‚zaprojektowani’. Praktyka homoseksualna nie jest czymś naturalnym; jest sprzeczna z Bożym porządkiem. Paweł wyraźnie potępia tych, którzy ‚nie tylko to czynią, ale jeszcze pochwalają tych, którzy to czynią‚ (Rz 1,32). Taka właśnie wyzywająca postawa liderów ruchu gejów spycha ich, zgodnie z Nowym Testamentem, na niebezpieczny grunt. Rozpatrywane w całości pisma apostoła Pawła piętnują zachowania homoseksualne, nazywając je: pogańskim występkiem (List do Rzymian), przeszkodą na drodze do Królestwa (Listy do Koryntian) i przestępstwem przeciw prawu moralnemu (1 List do Tymoteusza).

Czy AIDS to Boża kara za uprawianie homoseksualizmu?

AIDS stanowi jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla ludzkiego zdrowia w naszym stuleciu, dlatego jest ośrodkiem szczególnego zainteresowania. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, iż 11-12 milionów ludzi na świecie – jedna osoba na 250 – jest zarażonych wirusem HIV. Ocenia się, że do roku 2000 zarazi się nim 40 milionów. W Afryce więcej ludzi zdaje się umierać na AIDS, niż z głodu. W skali światowej 90 procent wszystkich nowych infekcji to skutek kontaktów heteroseksualnych. Statystyki podają, iż występowanie AIDS nadal jest ściśle związane z czynnym homoseksualizmem. Ponad trzy czwarte tych, którzy zmarli na AIDS, przypuszczalnie zaraziło się tą właśnie drogą. Nadal więc w powszechnym odczuciu istnieje silne powiązanie homoseksualizmu z AIDS.

W Biblii nie ma, oczywiście, wzmianki o AIDS, przyjrzyjmy się jednak biblijnym zasadom i spróbujmy je odnieść do tej współczesnej plagi. Stwierdziliśmy, iż Bóg w swej wielkiej miłości wytyczył nam granice, by nas chronić. Przekraczając je nierzadko cierpimy. To tak jakby włożyć palec do ognia i się poparzyć. Także Bóg nakłada karę za łamanie jego praw. Teolodzy starszego pokolenia rozróżniali dwa rodzaje kary. Pierwsza to nieunikniony skutek grzechu, effectus Bożego sądu. Druga to reakcja Boga na grzech (choć nigdy nie złośliwa czy emocjonalnie negatywna) znana jako affectus jego sądu.

By wyjaśnić to rozróżnienie, posłużę się analogią. Istnieje ustawa zabraniająca prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwym, której celem jest ochrona użytkowników dróg przed śmiercią lub kalectwem. Czytałem w gazecie o człowieku, który usiadł za kierownicą kompletnie pijany. ‚Skasował’ samochód i doznał poważnych obrażeń, zaś jego bliski przyjaciel, siedzący obok, zginął. Kierowcę skazano na karę więzienia. Jego obrażenia i śmierć przyjaciela były owym effectus przekroczenia prawa, natomiast kara orzeczona przez sąd to affectus.

Jak w świetle tej analogii widzieć AIDS? Czy to effectus czy raczej affectus Bożego sądu? Czy odpowiada obrażeniom owego człowieka, czy też zasądzonej karze?

Pewnego dnia Bóg będzie sądził świat. Za każdy grzech zostanie wyznaczona kara (affectus Bożego sądu), tak samo jak obecnie sądy karzą za przestępstwa. Wyrok będzie doskonale wyważony i sprawiedliwy. Albo sami poniesiemy karę, albo, jeśli położyliśmy ufność w Jezusie Chrystusie, zostaniemy ocaleni dzięki temu, czego dokonał on dla nas na krzyżu. Ostateczny sąd odbędzie się wtedy, kiedy powróci Jezus. Zanim to nastąpi, Bóg czasami interweniuje osądzając człowieka w tym życiu, jak to było w przypadku Sodomy i Gomory (Rdz 19) oraz Ananiasza i Safiry (Dz 5). Takie nadnaturalne akty ‚interwencyjnego sądu’ występują w Biblii dość rzadko.

Z drugiej strony, Boży sąd w sensie effectus (nieuniknionych skutków grzechu) odbywa się nieustannie. Ludzie cierpią z powodu łamania Bożych praw. I jak w przypadku owego pijanego kierowcy, nie tylko sprawca przestępstwa doznaje szkody, ale również ‚niewinne’ ofiary, w tym przypadku jego przyjaciel.

Wracając do choroby AIDS, nie sądzę, aby można ją było traktować jako Bożą karę w sensie affectus – jego osobistej negatywnej reakcji na grzech – tak samo jak rak płuc nie jest karą za palenie papierosów. Z pewnością w tym właśnie sensie AIDS nie może być karą za homoseksualizm. Jak widzieliśmy, 90 procent nowych infekcji w skali światowej to skutek kontaktów heteroseksualnych, zaś najbezpieczniejszą grupę stanowią lesbijki. Nie można uważać, iż jest to kara za rozpustę czy seks pozamałżeński również dlatego, że niektórzy zarażają się AIDS poprzez transfuzję krwi, a inni dziedziczą ją po rodzicach.

Można natomiast traktować ją jako effectus Bożego wyroku: nieunikniony skutek łamania jego prawa. W przytoczonej analogii porównywalna jest z kraksą na drodze, w której ucierpieli zarówno winowajca, jak i jego niewinny przyjaciel. Aby chronić ludzi przed zranieniem, Bóg ustanowił pewne prawa. Kiedy są one przekraczane, często krzywdy doznaje nie tylko przestępca. Nierzadko szkodę ponoszą osoby niewinne, podczas gdy winowajcy uchodzi to na sucho. Nie każdy pijany kierowca rozbija samochód; nie każdy rozpustnik zaraża się AIDS lub innymi chorobami wenerycznymi. Jednakże wcześniej czy póĽniej pijany kierowca ulegnie wypadkowi, a aktywność homoseksualna i rozwiązłość niechybnie doprowadzi do tragedii. Dzieje się tak, ponieważ w taki a nie inny sposób zostaliśmy stworzeni, i tak a nie inaczej powinniśmy żyć. Nie jest to coś, co na nas spadło jak grom z jasnego nieba. Naczynia nie nadające się do mycia w automatycznej zmywarce mogą w niej popękać. Podobnie jest z nami. Nie zostaliśmy stworzeni do aktywności homoseksualnej i rozpusty. Działania takie wykraczają poza granice naszej tolerancji fizycznej, emocjonalnej i duchowej i na dłuższą metę powodują szkody we wszystkich tych dziedzinach. Homoseksualizm i swoboda seksualna były czymś niezdrowym jeszcze przed pojawieniem się AIDS. Obecnie mogą być śmiertelne. Gdyby człowiek przestrzegał norm biblijnych, choroba AIDS by się nie rozprzestrzeniła. Najlepszym sposobem, by ją powstrzymać, jest powrót do standardów biblijnych. Bo to nie AIDS stanowi o faktycznym bankructwie współczesnego społeczeństwa. Jest to raczej symptom głębszego kryzysu: tego, że ludzie odwrócili się od Boga, czego dzisiaj oglądamy skutki (Rz 1,21).

Czy możliwa jest zmiana orientacji seksualnej?

Wszystkie nasze nadzieje opierają się na krzyżu Chrystusa. Nowy Testament obiecuje skruszonym chrześcijanom przebaczenie ich przeszłości. Istnieje różnica pomiędzy człowiekiem wierzącym, który grzeszy okazjonalnie i w opamiętaniu przychodzi do Boga, a grzesznikiem, który zatwardziale kroczy drogą świadomego nieposłuszeństwa. Tym, którzy w opamiętaniu starają się być posłuszni Chrystusowi, Nowy Testament obiecuje zupełne przebaczenie w oparciu o krzyż Chrystusa. Praktykowanie kontaktów homoseksualnych nie jest grzechem najgorszym ani też nieprzebaczalnym.

Co więcej, dla każdego chrześcijanina na krzyżu została złamana moc grzechu. Paweł do Koryntian tak pisze o ‚ludziach żyjących niemoralnie’, ‚cudzołożnikach’, ‚męskich prostytutkach’ i ‚homoseksualnych winowajcach’: ‚Takimi niektórzy z was byli; aleście obmyci, aleście uświęceni, aleście usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa i w Duchu Boga naszego‚ (1Kor 6,9-11).

Używając czasu przeszłego Paweł sugeruje, iż jego czytelnicy doznali przemiany. Porzucili swoje poprzednie praktyki, choć niektórzy będą odczuwać tego rodzaju pokusy do końca życia. Boża obietnica mówi, iż ‚dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszenia da i wyjście, abyście je mogli znieść‚ (1Kor 10,13).

Tony Campolo pisze: Jest niezmiernie ważne, abyśmy odróżniali orientację od zachowania homoseksualnego. Orientacja homoseksualna to skłonność, pragnienie seksualnej intymności z przedstawicielami tej samej płci. Zachowania homoseksualne to ‚kochanie się’ lub poszukiwanie zaspokojenia płciowego poprzez fizyczny kontakt z osobami tej samej płci. Pierwsze to pragnienie. Drugie to działanie. Pierwsze to pokusa. Drugie to uleganie pokusie. (…)

Ale czy możliwa jest zmiana orientacji seksualnej? Wiąże się to z dyskusją na temat jej przyczyn. Istnieje wiele hipotez co do przyczyn, lecz brak absolutnych konkluzji. Niektórzy uważają, iż orientacja homoseksualna jest wrodzona, choć nauka nie doszukała się fizycznych podstaw homoseksualizmu. Wbrew wysuwanym ostatnio twierdzeniom nie ma niezbitych dowodów naukowych na to, iż na zachowania homoseksualne wpływają czynniki genetyczne lub hormonalne. Istnieje natomiast wiele dowodów na to, że orientację homoseksualną się nabywa lub się jej uczy. Może tu mieć wpływ szereg czynników: brak miłości i afirmacji ze strony rodzica tej samej płci; dominująca, nadopiekuńcza lub zaborcza matka; słaby, nieporadny albo chłodny ojciec; kazirodztwo lub wykorzystanie seksualne. Możliwych przyczyn może być wiele.

Jakiekolwiek by one były, w większości przypadków ludzie o orientacji homoseksualnej są wypadkową działania sił, na które nie mają większego lub żadnego wpływu, zwłaszcza na etapie początkowym. Bez względu na to, czy przyczyny są biologiczne czy socjologiczne, z całą pewnością oni sami nie są temu winni. Nie wolno więc nikogo potępiać za jego homoseksualną orientację. Z drugiej strony, niezależnie od tego, jakie są tego przyczyny, na każdym człowieku ciąży odpowiedzialność za świadome życie ze swoją orientacją i panowanie nad nią. Jeżeli nawet istnieje jakiś powód, który może być udowodniony naukowo, nie znaczy to wcale, iż takie jest Boże zamierzenie. Wiemy już przecież, iż homoseksualizm nie należał do początkowego porządku stworzenia, ale jest pośrednim skutkiem wejścia na świat grzechu. Dlatego, jeśli to tylko możliwe, powinniśmy dążyć do uzdrowienia naszej płciowości i przywrócenia jej do stanu pierwotnego.

W dniu powrotu Pana nasze ciała staną się doskonałe (Rz 8,23) i wszyscy, którzy są w Chrystusie, zostaną całkowicie uzdrowieni. Niektórzy doznają uzdrowienia już w obecnym życiu. W przeglądzie Brytyjskiego Towarzystwa Medycznego z 1955 roku wymienionych zostało czternaście przypadków osób o orientacji homoseksualnej, które po nawróceniu do Chrystusa doznały całkowitego ‚uwolnienia’. W komentarzu stwierdzono: ‚Na skutek nawrócenia homoseksualiści mogą doznać takiej przemiany, iż ich pragnienia płciowe tracą nad nimi panowanie’.

Inni doznali przemiany dzięki nadnaturalnej mocy Ducha Świętego lub przeszli przez stopniowy proces uzdrowienia psychicznego (tzw. ‚inner healing’), który polega na wybaczeniu urazów doznanych w przeszłości i przyjęciu przebaczenia. Z kolei u innych uzdrowienie odbywa się w ramach chrześcijańskiej wspólnoty. Tam budują wzajemne więzi z członkami Ciała Chrystusowego i odnajdują afirmację, miłość i akceptację.

I choć zmiana orientacji seksualnej nie występuje zbyt często, to nawet w przypadkach, gdzie wzorzec tych zachowań jest już dobrze utrwalony, zdarzają się niezwykłe uzdrowienia. Oglądałem kiedyś program o niejakim Franku, który przez dwanaście lat był czynnym homoseksualistą. Nie widział żadnego wyjścia, a jednak w chwili nawrócenia wiedział, że nie będzie już dłużej gejem. Podobnie kobieta imieniem Kathy. Przez całe życie uważała się za lesbijkę, lecz kiedy Chrystus wszedł do jej życia, została całkowicie uwolniona. W programie wystąpili jako małżeństwo z siedmioletnim stażem. Mieli sześcioro ślicznych dzieci i byli zaangażowani w służbę dla innych, zmagających się z podobnymi problemami.

Pięć lat temu spotkałem czarującego skrzypka z Francji. Był w wieku 25 lat i trwał w homoseksualnym związku ze starszym od siebie o dziesięć lat mężczyzną. Jakiś członek naszej parafii dał mu chrześcijańską książkę i pomodlił się z nim, aby Jezus objawił mu się w ciągu najbliższych 24 godzin. Tego wieczoru jadł on razem ze swym partnerem kolację, gdy nagle się rozkleił i wybuchnął płaczem. Poszedł do sypialni i tam miał nadzwyczajną wizję Jezusa. Oddał swe życie Chrystusowi. Następnego dnia, gdy rozmawiałem z nim w kościele, zapytałem, co zamierza zrobić ze swym związkiem. Powiedział, że go zakończy. Aby zrobić to delikatnie, kupił bukiet jeszcze nie rozwiniętych kwiatów. Pomodlił się, aby zanim rozwiną się te kwiaty, nawrócił się jego partner. Tamten zauważył ogromną zmianę, jaka zaszła w jego przyjacielu i poszedł spotkać się z tą samą osobą, z którą wcześniej modlił się tamten. W modlitwie on także oddał się Chrystusowi. Miał równie niezwykłą wizję Jezusa. – Było to najpotężniejsze przeżycie mojego życia – powiedział później. – Po raz pierwszy naprawdę doznałem miłości. Obaj do dziś są aktywnymi chrześcijanami. Starszego znam bardzo dobrze, jest teraz świetnym liderem chrześcijańskim i modli się z tymi, którzy znajdują się w podobnym jak niegdyś on sam położeniu.

Zapytałem go o jego doświadczenia dotyczące modlitw z ludźmi zorientowanymi homoseksualnie. Na podstawie swych obserwacji stwierdził, iż ważnym czynnikiem jest zazwyczaj brak afirmacji ze strony ojca. Związki homoseksualne, w jego opinii, nigdy nie są naprawdę udane i nigdy do końca nie zaspokajają. Jest to dwóch cierpiących na brak uznania ludzi, którzy poszukują aprobaty, ale nie potrafią jej sobie nawzajem okazać, bo zabrakło im afirmacji ze strony najbliższych. A więc praktyka homoseksualna jest seksualnym sposobem zaspokojenia tej potrzeby.

Dlatego przyjęcie przebaczenia oraz wybaczenie ojcu, który nie potrafił darzyć uznaniem swojego syna jest źródłem ogromnej siły. To przebaczenie uwalnia nas od bólu związanego z taką sytuacją i otwiera nas na przyjęcie aprobaty ze strony niebiańskiego Ojca. Człowiek ów mówił o dramatycznym, a zarazem uzdrawiającym zrozumieniu, które się pojawiło w nim wtedy, kiedy przebaczył swemu ojcu. Wciąż miał jeszcze wiele spraw do uporządkowania, ale proces uzdrawiania serca już się rozpoczął. – Uzdrowienie nie polega na tłumieniu uczuć, ale jest to droga do wolności – mówił. – Nieodłącznym tego efektem jest zdrowienie w sferze seksualnej, naprawianie wszystkich relacji. Homoseksualiści często określają siebie na podstawie swej płciowości: ‚Moja płciowość to ja’. Kiedy doznajemy wolności w Chrystusie, przestajemy widzieć siebie w ten sposób i do seksu odnosimy się w kategoriach więzi, a więzi nie rozpatrujemy w kategoriach seksu.

Jakie stanowisko powinniśmy zająć wobec osób uprawiających homoseksualizm?

Chociaż zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, wszyscy jesteśmy istotami upadłymi, tzn. nikt z nas nie jest bez grzechu. Omawiając wcześniej seks przedmałżeński stwierdziliśmy, iż każda dziedzina naszego życia jest skażona grzechem. Wszyscy jesteśmy obciążeni winą z powodu grzechów natury erotycznej i nikt z nas nie ma prawa rzucić kamieniem w kogoś innego, choć niestety pod tym względem Kościół źle się zapisał w historii. Do ludzi gotowych ukamienować kobietę przyłapaną na cudzołóstwie Jezus powiedział: ‚Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem‚ (J 8,7).

Jezus, który był tam jedyną bezgrzeszną osobą uprawnioną do rzucenia kamienia, nie uczynił tego. Raczej okazał jej wielkie współczucie i miłość. Ale też powiedział do niej: ‚IdĽ i odtąd już nie grzesz‚ (J 8,11). Zostaliśmy powołani, aby iść za przykładem Chrystusa, czyli kochać i akceptować ludzi bezwarunkowo. Jednocześnie musimy nazwać grzech grzechem i więcej go nie tolerować.

Jest to wyjątkowa kombinacja. W zasadzie wobec homoseksualizmu ludzie przyjmują jedną z dwóch skrajnych postaw. Jedni takie osoby potępiają i są nastawieni wrogo. Ich stanowisko streszcza się w słowach: ‚Wszystkich wystrzelać’. Inni natomiast, akceptując ludzi, tolerują ich grzech. Powiadają, iż praktyka homoseksualna nie jest niczym złym.

Wzywa się nas do tego, byśmy homoseksualistom okazywali miłość. Jednak okazywanie miłości nie oznacza przymykania oczu na grzech. Raczej odwrotnie. Gdy widzimy dziecko zamierzające przebiec ruchliwą jezdnię, krzykniemy ‚Uważaj, nie rób tego!’ nie po to, żeby popsuć mu zabawę. Ostrzegamy dlatego, bo je kochamy i nie chcemy, by cierpiało. Podobnie też musimy występować, gdzie to możliwe, przeciwko praktyce homoseksualizmu. Jest rzeczą karygodną propagować homoseksualizm w szkołach. Wysoce niewłaściwe jest ordynowanie na przywódcze stanowiska kościelne aktywnych homoseksualistów, którzy nie zamierzają porzucić swego stylu życia.

Z drugiej strony, powinniśmy ludzi kochać i z otwartymi ramionami przyjmować ich do kościoła. Jak pisze John Stott: U źródła homoseksualizmu tkwi głęboka samotność, naturalne ludzkie pragnienie wzajemnej miłości, poszukiwanie tożsamości i tęsknota za pełnią życia. Jeśli homoseksualiści nie znajdują tego w miejscowej ‚rodzinie kościelnej’, to nie mamy prawa posługiwać się tym określeniem. Osobom zorientowanym homoseksualnie trzeba zapewnić bezpieczne środowisko, w którym mogą spotkać kogoś, z kim mogliby porozmawiać i się pomodlić. Wielu z nich nie potrafiło komukolwiek opowiedzieć o swych wewnętrznych zmaganiach. Możliwość zwierzenia się z własnych problemów jest nierzadko pierwszym krokiem wnoszącym światło w tę ich ciemność. Od początku do końca kluczem jest tu miłość. Bóg w swej miłości dał nam seks. Ale też, kierując się tą samą miłością, wyznaczył nam granice. Zapewne jego serce krwawi, kiedy widzi, w jakie popadliśmy tarapaty. W swojej miłości posłał Jezusa, aby nam przynieść przebaczenie i moc do opierania się pokusom, a także uzdrowienie. Jesteśmy wezwani, by iść w jego ślady i kochać tak, jak on nas ukochał.

Nicky Gumbel
Fragment książki ‚Co nas nurtuje’ wydanej przez Instytut Wydawniczy AGAPE w Warszawie

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz