Czas proroczy dla Polski

Jest dla mnie zaszczytem, że stoję tutaj przed wami. Chcę moją usługę wykonywać z pokorą. Dzisiejszy poranek chcę spędzić, otwierając przed wami moje serce. Ja będę miał pierwszą część tej usługi, a w drugiej części będzie przemawiał mój współpracownik. Bóg w potężny sposób używa mojego współpracownika w swojej pracy w Stanach Zjednoczonych. Jest on kaznodzieją baptystycznym, napełnionym Duchem. Głosi on poselstwo o pokucie dla wielu kaznodziejów w Stanach Zjednoczonych. Ma on dla was prorocze poselstwo. Jego usługa będzie bardziej teologiczna, ja natomiast chciałbym po prostu otworzyć przed wami moje serce.

Podróżuję po całym świecie, a nasza usługa obejmuje około 400 ośrodków dla młodzieży uzależnionej na całym świecie. W ciągu ostatnich czterech lat podróżowałem jednak niewiele. Ta podróż jest pierwszą od czterech lat poza nasz kraj. Duch Święty dał mi bardzo mocne pragnienie, aby tu przybyć. Kiedy tylko usłyszałem o tutejszym Kościele i pracy, jaka jest tutaj prowadzona, poczułem w swoim sercu pociąg. Modliłem się przez wiele miesięcy, zanim zostałem całkowicie do tego uwolniony. A kiedy już wiedziałem, że pojadę, przez wiele miesięcy modliłem się o szczególne poselstwo dla Polski. Naprawdę zamykałem się sam na sam z Bogiem, ale jakoś nic nie przychodziło. Otrzymywałem w tym czasie wiele mocnych poselstw proroczych dla Stanów Zjednoczonych, a także dla Afryki Południowej, gdzie jest wiele problemów, ale nic dla Polski. A przecież musiałem przybyć z poselstwem od Boga. Ale tydzień przed moim wyjazdem, to znaczy zaledwie kilka tygodni temu, w środku nocy Duch Święty zaczął przemawiać do mojego serca. W ciągu półtorej godziny otrzymałem jedno z najwyraźniejszych poselstw, jakie kiedykolwiek w życiu otrzymałem.

Być może niektórzy z was byli już na innych spotkaniach i słyszeli chociaż część tego poselstwa. Duch Święty dał mi tekst z Izajasza 49: 12. Dobrze będzie, jeśli odnajdziecie sobie ten werset. Jest to bardzo wyraźne proroctwo. Powiedziane jest tutaj: „I tak jedni będą przychodzić ze Wschodu, a drudzy z Północy i z Zachodu, a jeszcze inni z kraju Synitów.” Izajasz prorokował z Izraela. Jeśli spojrzycie stamtąd na północ, znajdziecie Polskę i kraje wschodnioeuropejskie. Po stronie zachodniej będzie Afryka. Kraj Synitów to Chiny. Wielu teologów przekonanych jest, podobnie jak ja, że kraj Synitów to Chiny. Prorok Izajasz prorokuje, że wielu przyjdzie z tych stron. Mój współpracownik przedstawi wam pełniejsze proroctwo, które otrzymał na ten temat. Naprawdę wierzę, że jest czas proroczy dla Polski.

Widzę tutaj trzy rzeczy. Przede wszystkim, z Afryki przychodzą już teraz. W Afryce Północnej jest wielkie przebudzenie. W Chinach jest obecnie ponad sto milionów chrześcijan, a Kościół w tym kraju ciągle rośnie. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku pojedziemy do Chin. Pomagamy tam w budowie pierwszej szkoły biblijnej. Jest tam wspaniały człowiek Boży, który był więźniem przez 23 lata. Nazywa się brat Gou. Będąc w więzieniu, przez 23 lata nie miał Biblii, ale Duch Święty przychodził do jego celi i uczył go Słowa Bożego. Jest on bardzo głęboko ugruntowany w Słowie Bożym. Został on zwolniony 4 czy 5 lat temu. Pierwszych 40 studentów w jego szkole biblijnej to ludzie, z których większość ma pod opieką od 10.000 do 20.000 chrześcijan. Chiński Kościół ludzi na nowo narodzonych i ochrzczonych Duchem Świętym rozszerza się jak ogień. Zacząłem o tym prorokować 22 lata temu.

Pozwólcie, że powiem wam coś o Polsce. Nie jestem prorokiem. Mogę powiedzieć tak, jak Amos. Amos wyszedł z proroctwem, ale powiada o sobie, że jest pasterzem. Bóg jednak powiedział do niego: „Idź i prorokuj.” Ja także mam serce pasterza. Jestem jednym z wielu stróżów, być może najsłabszym z wszystkich Jego stróżów, ale wiem, że słyszę od Boga proroctwo. Podzielę się z wami także proroctwem, które przekazałem w Ameryce, ale najpierw pozwólcie mi, że podzielę się z wami tym, co Bóg położył mi na sercu gdy chodzi o Polskę. Wiem, że jest to prawdą, ponieważ Duch Święty obiecał mi, że kiedy przyjedziemy do Polski, wynajęte pomieszczenia będą wypełnione, że do ołtarza wychodzić będą tłumy ludzi, że będziemy podejmowani przez władze i że to, co On czyni, nie będzie się działo gdzieś w kąciku. On to uczyni otwarcie.

I wszystko tak się dzieje. Brat może to potwierdzić, że sześć czy siedem tysięcy ludzi wyszło z prośbą o modlitwę. Audytoria były wypełnione. Pan przygotowuje lud. Znalazłem tutaj więcej głodu duchowego wśród modzieży niż gdziekolwiek indziej na świecie. W Warszawie zszedłem z podium i poszedłem, by być wśród tej młodzieży. Oni drżeli od głowy do stóp. Ta marynarka została nasiąknięta łzami. Gdzieś jedna trzecia z tych młodych ludzi myślała już o popełnieniu samobójstwa. To pytanie zadałem publicznie po raz pierwszy wczoraj wieczorem: „Ilu z was myślało o popełnieniu samobójstwa?” Jedna czwarta z tych ludzi, którzy wyszli, podniosła swoje ręce.

Ale co ja widzę, co nadchodzi. Największe duchowe przebudzenie w historii Polski. To nie jest jakiś pędzący potop, ale to jest taki przypływ, który powoli przybiera. I nic na świecie nie będzie mogło temu przeszkodzić. Żadna moc i żadna władza świecka. Żadna władza kościelna. Kiedy Bóg postanowił działać, najlepszą rzeczą, którą możecie zrobić, to być Jego cząstką. Dowiedzieć się, co On mówi, dowiedzieć się, jaki jest Boży plan, i działać równocześnie z tym. Inaczej będziecie stali z boku. Ja nie przyjechałem tutaj, żeby wam powiedzieć jakąś wielką prawdę. Właściwie przyjechałem tutaj, żeby się więcej uczyć niż nauczać. Nauczyłem się wartości cierpienia. Nauczyłem się wartości prawdziwej społeczności. Nauczyłem się w Polsce już wielu rzeczy. I cała nasza grupa będzie wracała mając jakoś inaczej poukładane wartości. Ale chcę, abyście mnie posłuchali. Słuchajcie mnie dobrze. Tak jak pewny jestem tego, że stoję tutaj w moim ciele, wiem, że Bóg postanowił wylać Swojego Ducha na Polskę. Słyszałem to wyraźniej niż cokolwiek innego w całym moim życiu. To jest suwerenne Boże działanie. To nie będzie należało do żadnego kościoła, ani do baptystów, ani do zielonoświątkowców, ani do charyzmatycznych katolików. To należy do Ducha Świętego. I nigdzie na świecie nie widziałem czegoś tak głębokiego i z taką Bożą mocą. Bóg użyje Polski, aby przez nią otworzyć drzwi i wylać Swego Ducha na inne kraje Wschodniej Europy. I to, co Bóg będzie czynił w Polsce, w taki lub inny sposób dotknie każdego polskiego domu. Tak, że wszyscy o tym się dowiedzą i będą widzieć, że Bóg działa przez Swojego Ducha.

Druga rzecz, którą słyszałem, to, że w Polsce jest potrzeba pokuty w istniejącym kościele. Od mojego przyjazdu tutaj obserwowałem pastorów, starałem się uczyć, ale również starałem się rozeznać. W każdym mieście przychodzili do mnie młodzi księża – Jezuici, Dominikanie, Franciszkanie. Oni nie są tacy, jak ich przywódcy. Oni wołają do Boga z całego serca. I czego ja się boję. W tym czasie, kiedy jest potrzebna święta służba, Bóg pewnie będzie musiał przejść z boku, ominąć duchownych, niektórych baptystów, niektórych zielonoświątkowców i innych. Spotykałem młodych księży katolickich, którzy mówili, że sześć i pół godziny dziennie modlą się na kolanach, nie z różańca, ale bezpośrednio z serca do Jezusa, podczas gdy wielu ewangelicznych pastorów siedzi w tym czasie przed telewizorem. Dwa lata temu miałem w domu cztery telewizory. Kiedy po raz pierwszy pojechałem do Nowego Jorku, wyrzuciłem go z domu. To było wiele lat temu. Może gdzieś osiem lat temu sprowadziłem to z powrotem do domu. I powiedziałem, że to ze względu na sport i wiadomości. Ale to jest kłamstwo od diabła. On już włożył swoją stopę między moje drzwi. Wreszcie miałem już w domu cztery telewizory. Większość Amerykanów ma ich trzy lub cztery. Jeden w kuchni, żeby mogli oglądać wtedy, kiedy jedzą, jeden w łazience, by mogli widzieć, kiedy się kąpią, jeden w sypialni, żeby mogli oglądać wtedy, kiedy leżą. A to jest brudne, bo to pochodzi z samej głębi piekła. Bóg zaczął działać w moim sercu. Oglądałem jakiś western, gdzie dokonywało się morderstwo. Duch Święty mi powiedział: „Zgaś to. Pójdź teraz do swojego pokoju na modlitwę.” Duch Święty szeptał mi do serca: „Jeżeli nie wyrzucisz tego bałwana z domu, Ja zabiorę od ciebie Moje pomazanie.” Potem mi pokazał wiersz w Biblii, którego wcześniej nie widziałem. W Piątej Księdze Mojżeszowej 7: 26.

Mówię to dlatego, ponieważ telewizja będzie bardzo popularna w Polsce. Coraz więcej kaznodziejów będzie nabywało telewizory i w ten sposób szatan będzie chciał zniszczyć wasze życie duchowe. To się już stało w Stanach Zjednoczonych. Ogólnie mówiąc, mamy duchowieństwo, które odeszło od Boga. Mamy kaznodziejów, którzy wymieniają między sobą filmy pornograficzne, cudzołożą, mają najróżniejsze problemy seksualne. Ale Duch Święty mi pokazał w Piątej Księdze Mojżeszowej 7: 26: „Nie przynoś tej obrzydliwości do swego domu, bo zostaniesz obłożony klątwą, tak jak ono. Będziesz się tym brzydził i czuł do tego wstręt, gdyż jest to obłożone klątwą.” Telewizja jest bałwanem. Ona pożera nasz czas. Nie znam ani jednego duchownego na całym świecie, który mógłby chociaż jedną godzinę zmarnować. A tego, co Bóg chce uczynić w Polsce, nigdy nie będzie mógł dokonać, dopóki służba nie będzie całkowicie święta. Dopóki mężowie Boży nie będą mieli czyste serca i czyste ręce. Tu pojawia się wymówka: „Ciężko pracuję i muszę trochę się odprężyć. Ja w ten sposób odpoczywam. Musimy mieć równowagę.” To jest wymówka. Nie ma czasu na równowagę. Pan potrzebuje fanatyków, którzy się oddali całkowicie Jezusowi, ludzi modlitwy, sprawiedliwości. Każda godzina, którą spędzasz przed telewizorem, powinna być spędzona na kolanach przed Bogiem. Gdzie jest ten kapłan, którego Bóg chce mieć? On powinien stać między przedsionkiem i ołtarzem. Zgodnie z prorokiem Joelem, powinien tam stać i płakać. Co robicie wtedy, gdy wasi młodzi ludzi pogrążają się w narkomanii i alkoholiźmie?

Rozmawiałem z wojewodą w jednym z waszych miast, który mówił, że władze w Polsce są świadome tego, iż ten problem wymyka się im spod kontroli. Spotykałem się z władzami każdego miasta. Nikt problemu narkomanii i alkoholizmu nie próbuje ukryć. Jeden z nich był bardzo szczery i otwarty. Powiedział, że ustrój socjalistyczny nie powinien do tego dopuścić. „Ale to tak jak w waszym systemie” – mówił – „młodzi ludzie wymykają się spod kontroli.” Był bardzo otwarty przede mną. Mówił: „Zaprosiliśmy kierownictwo kościołów katolickich do tego tutaj biura. Prosiliśmy ich o pomoc, ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Jedyna reakcja, jaką otrzymujemy, pochodzi od adwentystów i kościołów ewangelicznych.” Dla mnie to było zadziwiające.

Mam tyle na sercu, że nawet nie wiem, co z tego wybrać, od czego rozpocząć. Wśród duchowieństwa, wśród braci usługujących musi nastąpić pokuta. Dwa lata temu w Stanach Zjednoczonych niektórzy z nas zaczęli się modlić o ducha pokuty wśród usługujących, wśród kaznodziejów w Stanach Zjednoczonych, a szczególnie w Zborach Bożych. I zaczęliśmy zwoływać konferencje, na których mówiliśmy o pokucie. Mieliśmy już takie cztery. Przyjeżdża tam około ośmiuset, dziewięciuset kaznodziejów z żonami. W następnych dwóch latach prawdopodobnie około dwudziestu tysięcy kaznodziejów i ich żon będzie brało w nich udział. Jeszcze raz następuje wielka pokuta. Widzieliśmy wielu kaznodziejów leżących twarzą na podłodze. Wyznają cudzołóstwo, zmarnowany czas, najróżniejszą niemoralność. Ale to, co najbardziej mnie niepokoi: wielu z nich nazywa siebie kaznodziejami świętości.

Są różne zielonoświątkowe grupy uświęceniowe. Wiele z nich głosi bardzo mocne poselstwo legalistyczne. Mają świętość w umyśle, ale nie w sercu. Żony ich są zrozpaczone, dzieci odchodzą od Boga i niektórzy z tych ludzi, za którymi się modlimy, stoją za kazalnicą, grzmią i wydzierają się na młodzież. Ustalają niemożliwe do osiągnięcia normy osobiste, ale my widzimy, że ich własne serca są niemoralne. Jeden z najmocniejszych kaznodziejów uświęceniowych (oni tak siebie nazywają, ale w rzeczywistości nie są kaznodziejami świętości) podszedł do przodu i uklęknął razem z grupą innych kaznodziejów. Zaczęliśmy nad nim płakać. I coś zauważyliśmy. Stojak mikrofonu miał chromowaną podstawę i on w niej oglądał strój pewnej kobiety. Był opętany przez demona. Nawet nie mogliśmy go nakłonić do tego, żeby otworzył swoje serce. Żona była gotowa go opuścić, a jednak on stawał za kazalnicą i głosił to, co nazywał uświęceniem. Na naszych konferencjach było wielu takich ludzi. Płaczemy nad nimi.

Ja głoszę uświęcenie. W sercu musi być cała droga świętości. Ale w jaki sposób można głosić świętość, jeżeli w swoim sercu masz bałwana, jeżeli siedzisz i marnotrawisz czas przed telewizorem, masz oczy cudzołożnika, które biegają tu i tam. Jak możesz zwiastować młodym ludziom, jeżeli w swoim sercu masz bałwana? Ja naprawdę wierzę, że w Polsce jest taka święta służba i że większość z was, którzy tutaj dzisiaj siedzicie i słuchacie mnie, macie serce otwarte przed Panem. Ale co chcę powiedzieć. Tysiące młodych ludzi będzie się nawracać do Pana. Nie tylko młodzi ludzie, ale wiele rodziców. Gdzie są pasterze, którzy ich będą prowadzić? Święci, oddani, poświęceni pasterze. Ci, którzy zamykają się sam na sam z Bogiem. Ci, którzy są tak zupełnie czyści przed obliczem Bożym.

W Stanach Zjednoczonych wysyłam korespondencję do około pół miliona ludzi. Czasami otrzymujemy piętnaście tysięcy listów tygodniowo. Pytanie numer jeden, które nam ludzie zadają: „Gdzie mogę znaleźć kościół albo pastora, który naprawdę zna Boga? Bo nasz pastor jest zabiegany cały dzień. Nie ma słowa od Boga. Jest zbyt zajęty. On nie jest mężem modlitwy. W naszym kościele nie ma życia.” W Stanach Zjednoczonych, właściwie w większości świata, ludzie którzy siedzą w zborze, wyprzedzają swoich pastorów. Są bardziej głodni Boga niż pastorowie. I to rozrywa mi serce.

Powiem wam, w co wierzę, że Bóg mówi mi do serca. W swoim ciele bałbym się tego. Ale Duch Święty daje mi Jego odwagę. Niektórzy z was, którzy tu siedzicie, macie grzech w swoim życiu i potrzeba wam pokutować. Bo inaczej Bóg was pominie i nie będziecie mieli udziału w tym, co On będzie czynił. Gdybym wam zaczął opowiadać, co wiem o kościele katolickim w Polsce, musiałbym płakać. Opowiadali mi to młodzi księża. Wiedzą, że na jednym tylko terenie jest sześciuset księży alkoholików. A to jest liczba bardzo konserwatywna. Niemoralność, zepsucie. Ale jest też i druga strona. Bóg wzbudza młodych ludzi, którzy szukają Go z całego serca. W moim sercu mam to świadectwo, że oni naprawdę pokutują. Zadawałem im pytanie; „Czy miłujecie Go na tyle, że gdybyście mieli uczynić wybór między Jezusem a waszymi zwierzchnikami, co byście wybrali?” „Chodzilibyśmy z Chrystusem w Duchu. Zrobilibyśmy to następnego dnia.” Ja mówię: „Czy naprawdę masz to w sercu?” „Tak.” Rozmawiałem ze studentami uniwersytetu katolickiego. W tej uczelni było pięciuset młodych studentów, przygotowujących się do służby, którzy modlą się o przebudzenie w Polsce. Ani jeden z nich nie pije, ani jeden z nich nie pali, ani jeden z nich nie używa narkotyków. Niektórzy modlą się przez całe noce.

A co wy? Czy leżycie na swojej twarzy? Czy wiecie, co się dzieje z kaznodziejami w Stanach Zjednoczonych? Im więcej jest bogactw w narodzie, tym bardziej duchowieństwo zwraca się do wygód. Zapominamy co to jest ofiara, jesteśmy tym zmęczeni. I na tym polega ironia. Kiedy niektórzy kaznodzieje w Polsce nawracają się na system amerykański, niektórzy nawracamy się na polski sposób. My idziemy w stronę ofiary, poświęcenia, rezygnujemy ze swoich luksusowych samochodów. Zaczynamy odpychać od siebie rzeczy materialne. Modlimy się o to, żeby Pan nas tego pozbawił. Jeszcze nawet nie wiemy, co to oznacza, ale to jest działanie, które rozszerza się.

Jeszcze coś innego chciałbym powiedzieć. Tam, gdzie jest działanie Ducha Świętego, diabeł będzie przychodził tak jak potop. I kiedy Duch Święty mi pokazał to, co On będzie czynił w Polsce, zacząłem wołać z serca: „Boże mój, postaw mur ognia wokół Polski. Powstrzymaj tych kaznodziejów sukcesu, którzy chcą przyjechać z Ameryki. Nie pozwól im wmieszać się w to przebudzenie, które nastąpi!” Największa rzecz, jakiej wam potrzeba w Polsce, w waszej służbie, to rozróżnianie, aby poznać, kto jest mężem Bożym, a kto głosi doktrynę od diabła. Poselstwo o wszelkim powodzeniu, szczególnie materialnym w Ameryce, jest doktryną, która pochodzi od demonów. To jest doktryna od demonów! I jeszcze raz to powiem: jest to nauka pochodząca od diabła, która niszczy kościół. Nie pozwólcie, żeby ona was tutaj dotknęła. Kiedy ten przypływ będzie wzrastał w Polsce, ta wiadomość rozszerzy się w Ameryce i w Europie. Będzie cała armia kaznodziejów, którzy będą chcieli przyjeżdżać. Wszyscy z najnowszymi kamerami i ze swoimi grupami. I będą mieli walizki pełne pieniędzy. Będą chcieli mieć w tym udział, aby mogli z tego mieć również korzyść. Ja nie przywiozłem z sobą ekipy filmowej. Ja nawet nie przywiozłem fotografa. Ale Bóg ochroni to, co On będzie czynił w Polsce. To jest jedno przebudzenie, w którym On nie pozwoli, aby diabeł dokonał zniszczenia.

Widziałem, co się działo w Ameryce dwadzieścia lat temu. Hipisi i narkomani zaczęli się nawracać do Chrystusa tysiącami. Może słyszeliście o ruchu Jezusa. I dobrze im szło. Tysiące się nawracały. Ale wtedy przyszły te nauki demoniczne. Nie chcieli zrezygnować ze swojej muzyki rockowej. I na czym to się skończyło? Młodzi ludzie mówią językami i palą marihuanę, żyją jak diabeł. Dlatego tylko, że wspominają imię Jezusa lub mówią językami, wydaje im się, że jest wszystko w porządku. Kościół otwiera swoje drzwi i przyjmuje ich. W Kościele Zielonoświątkowym jest wielka słabość. Jeżeli przyjdzie ktoś i mówi: „Ja mówię językami”, to wtedy go bardzo serdecznie witają i przyjmują. Nawet nie staramy się dowiedzieć, czy on czasem nie żyje tak jak diabeł. Ale ponieważ mówi językami, to go bardzo chętnie przyjmujemy. I będzie to się działo w całej Polsce. Będzie się masowo rozszerzał ruch charyzmatyczny w Kościele Katolickim. I będą dwie skrajności Będą zielonoświątkowcy, którzy będą mówili tak: „Ja z tym nie chcę mieć nic wspólnego” i będą inni, którzy chętnie wszystko będą witać.

Ale jest biblijny sposób podejścia do tego. A jest nim prawdziwa sprawiedliwość Chrystusa. Bóg nie może dokonać w Polsce tego, co chce dokonać, bez potrząśnięcia Kościołem Katolickim. Władze polityczne się zmieniają. Ta duchowa władza nad masami jest w jakiś sposób przełamywana. Ale wy będziecie musieli mieć miłość, bo jest wiele księży, wiele młodych ludzi, wiele rodzin, którzy naprawdę pragną Boga. Wy też będziecie kiedyś takimi. Bóg dokonał Swojego dzieła w waszym sercu, bo ktoś z miłością do was wyszedł. Obserwowałem charyzmatyczny ruch w Kościele Katolickim w Stanach Zjednoczonych. Przez pierwsze kilka lat, kiedy to wzrastało, byłem jak gdyby ich adoptowanym synem. Każdy charyzmatyczny katolik czytał dwie książki. Pierwsze przedstawienie działalności Ducha Świętego było przez książkę „Krzyż i sztylet”, potem książka Johna Sherilla: „Oni mówią innymi językami”. Nie było ani jednego charyzmatycznego katolika, który nie przeszedłby tymi drzwiami. Ja przemawiałem na olbrzymich konferencjach. Przemawiałem do setek, do tysięcy zakonnic, a oni przychodzili setkami na moje nabożeństwa. Ale potem zacząłem dostrzegać problem. Nie widziałem sprawiedliwości. Widziałem ludzi, którzy na nabożeństwach uwielbiają Pana, potem idą do swojego samochodu, otwierają bagażnik i częstują innych alkoholem. A ja tutaj starałem się młodych ludzi odprowadzić od alkoholizmu. Przyprowadzałem na nabożeństwa narkomanów i pytałem, jak to robią. „My zostaliśmy od tego uwolnieni.” Czy Duch Święty nie powoduje oddzielenia od świata? I zacząłem mieć problemy.

Zacząłem prorokować. Dwanaście lat temu napisałem książkę „Widzenie”. Zacząłem prorokować, że nastąpi wielki podział. Ruch charyzmatyczny mnie odrzucił. Nikt nie chciał mnie dotykać. I co ja widzę.(…) Musicie zachęcać tych wszystkich, którzy naprawdę szczerze szukają Pana. Musicie mieć otwarty umysł. Miejcie drzwi otwarte dla wszystkich, którzy będą chcieli słuchać. I pozwólcie, niech będzie na to trochę czasu. Najpierw Duch Święty posyła światło. I On będzie na chwilę czekał. Potem pośle miecz i miecz będzie rozdzielał. Teraz jest rozdzielenie. Są tysiące, tysiące katolików, którzy byli w ruchu charyzmatycznym i mówią teraz tak: „Chcemy oddawać teraz cześć tylko Jezusowi Chrystusowi.” Ja nie muszę nikomu mówić, aby opuścił swój kościół. Kiedy Duch Święty będzie miał całkowite prawo, to nastąpi rozdział poprzez działanie Ducha Świętego. Ja was zachęcam do cierpliwości. Będziecie słyszeli o wielkich ruchach charyzmatycznych w Kościele Katolickim. Nie walczę z tym, ponieważ jest to obudzenie przez Ducha Świętego. Bóg musi tym wszystkim potrząsnąć. On mówi:

„Potrząsnę wszystkim, czym można potrząsnąć.” Gdy On tym potrząsa, to będą niektóre rzeczy odpadać. Wielu przyjdzie do Chrystusa w pełności. Ale ja jestem zainteresowany tym, aby usługujący Słowem Bożym byli święci i pokutowali. (…) usługiwać tym, którzy odpadają.

A trzecia część tego proroctwa dotyczy Stanów Zjednoczonych, przed Polską. W zeszłym roku napisałem książkę pt „Przyłóż trąbę do ust”. Przez miesiąc była bestsellerem, książką, która miała największy popyt ze wszystkich. Wcale się tym nie chlubię, ale chcę przez to coś powiedzieć. Ta książka mówi o zniszczeniu Ameryki. Wielu kaznodziejów ze Zborów Bożych walczy z tym. Nie widzą tego. Ale wielu innych kaznodziejów to widzi. Straszny kryzys finansowy nadciąga nad Amerykę. Chcę wam powiedzieć, jak to się stanie. Będzie jeden naród, który nie będzie chciał spłacać swych długów. Wiele państw jest winnych wiele miliardów dolarów bankom amerykańskim. Rozpoczęło się to wtedy, gdy ropa naftowa kosztowała 32 dolary za baryłkę. Arabowie wszystkie pieniądze za tę ropę ulokowali w naszych bankach. Nasi bankierzy, te pieniądze, które do nich wpływały, zaczęli pożyczać całemu światu. Myśleli, że ten przypływ pieniędzy nigdy się nie skończy. Tydzień przed przyjazdem tutaj, kiedy się modliłem, Duch Święty przemówił do mojego serca. Ropa jest kluczem. Kto by kiedyś w to wierzył, że w ciągu dwóch miesięcy cena ropy naftowej spadnie z 32 dolarów do 10 dolarów za baryłkę? To nie do wiary. Mieszkam w Teksasie. Jest to stan, w którym jest najwięcej ropy naftowej. My produkujemy dużą część ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych. A stan nasz jest na krawędzi bankructwa. Nikt by w to nie uwierzył. Powiadają, że chyba ropa spadnie do 5 dolarów za baryłkę. Zamykają szyby, bo mówią, że nie opłaca się w ogóle wydobywać. W Houston w stanie Teksas pojawiają się kolejki po żywność w kościołach. Jest straszne bezrobocie. Ale kluczem jest to: Meksyk nie będzie chciał spłacić 100 miliardów dolarów pożyczki. I w ciągu jednej nocy, Stany Zjednoczone wpadną w wielki chaos bankowy. Będziemy przeżywać sześć miesięcy największej paniki, jaka była kiedykolwiek w Stanach Zjednoczonych.

Miałem wizję jednego z wielkich domów towarowych w Nowym Jorku.

Nazywa się „Mases”. To są największe domy towarowe na świecie. Ma osiem pięter i jest w nim wszystko, co jest na świecie. I widziałem, co się będzie działo, gdy nastąpi ta panika. Byłem tam w swoim widzeniu. Ludzie chodzili całkowicie oszołomieni, nie wiedzieli, co się dzieje. Nagle przyszła grupa młodych ludzi i zaczęli oni tę historię jakoś rozdmuchiwać. Jakaś dzikość zaczęła wszystkich opanowywać. Wszystko zaczęli rozwalać i wykradać wszystko, co można było zabrać. Reagan będzie musiał powołać armię, żeby przywrócić porządek. Bo Amerykanie nie wiedzą, co to znaczy cierpieć. Będą musieli pozamykać banki. Jesteśmy w kłopocie.

Duch Święty mnie ostrzega. Kiedy wrócę do domu z Polski, wyślę inną książkę. Chcę ostrzec wierzących, aby się przygotowali, bo to jest już u drzwi. Widzę to jakby pociąg, który pędzi po szynach bez żadnej kontroli. Bóg już przygotowuje się do odwrócenia od Ameryki. Myśmy odrzucili Ewangelię. W naszym radiu i telewizji możemy słuchać Ewangelii dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale tylko mała resztka szuka Boga. Mogą do was przyjeżdżać ludzie z Ameryki, którzy wam powiedzą zupełnie coś innego. Będą mówić: „O, jak wspaniale Bóg wszędzie błogosławi. Kościoły są pełne.” Ale ja wam powiem, co to znaczy. Oni starają się o sprawy materialne, o sukces. Ja płaczę z tego powodu. My wierzący marnotrawimy więcej, niż wy moglibyście w ogóle wydać. Mamy niektóre chrześcijańskie stacje telewizyjne w Stanach Zjednoczonych, które wydają miliony dolarów i budują jakieś luksusowe ośrodki wypoczynkowe, baseny, małe pociągi, parki rekreacyjne. Wróg jest u drzwi, my mamy niedługo upaść, a oni budują sobie pałace, budują świątynie. To zupełne wariactwo! To jest okropne szaleństwo! Ja płaczę, ponieważ widzę, co nadchodzi.

Stoję tutaj i odczuwam, że to nadchodzi, a wierzący nie są na to przygotowani. Śmieją się z proroków Bożych. Pozostanie tylko resztka. Wy chcecie naszych samochodów… Chcecie jeździć ładnym samochodem? Chcecie większych wygód? Chcecie kolorowy telewizor? Kiedy o tym słyszę, chce mi się wymiotować. Ale coś jeszcze chcę wam powiedzieć. Kiedy my będziemy cierpieć i Bóg będzie się odwracał od Stanów Zjednoczonych, ja wam coś mówię. Kiedy czytacie w tej Biblii, że jedna trzecia ludności świata zostanie zniszczona w ciągu jednej godziny, to będą Stany Zjednoczone. Jedna trzecia ludności świata. Czytajcie w Objawieniu Jana od 13 do 17 rozdziału. To są Stany Zjednoczone. Kiedy Bóg odwróci się od nas, pozostanie święta resztka. Chwalebna święta resztka. Ale to będzie wszystko. Kiedy Bóg odwróci się od nas, zwróci się do krajów komunistycznych. On się zwróci do krajów, które dopiero powstają. Ja nawet nie znajduję Stanów Zjednoczonych w proroctwach biblijnych dotyczących czasów ostatecznych. Chciałbym, żeby mi ktoś pokazał, gdzie jest mowa o Stanach Zjednoczonych w Biblii, w opisie czasów ostatecznych. Będziemy zniszczeni, nie będzie nas.

Bóg musi użyć Polski, musi użyć innych narodów. Kiedy my będziemy cierpieć, wy będziecie mieć okres pokoju. Będą tu różne niewłaściwe rzeczy, ale przypomnicie sobie to, co powiedziałem. Zapamiętacie to dobrze. Bóg nie użyje Stanów Zjednoczonych, aby zwiastować całemu światu Ewangelię w ostatecznych dniach. Dzisiaj wysłanie misjonarza z Ameryki kosztuje nas około 3000 dolarów miesięcznie. Jeśli chce się wysłać misjonarza meksykańskiego, będzie to tylko mała cząsteczka tej sumy. Jeżeli na pracę misyjną wysyła się człowieka z Polski, to kosztuje to jeszcze mniej. To będzie coś wielkiego, żyć w tym czasie w Polsce. Ale również wielka odpowiedzialność. Bóg będzie potrzebował ducha, który jest przygotowany na męczeństwo. I kiedy usłyszycie, że dzieje się to, o czym dzisiaj mówię, będziecie wiedzieli, że jest już czas, że Bóg powierza wam zwiastowanie Ewangelii dla Europy. I wiem, od mojego przyjazdu tu do Polski, że jestem jak mała odrobinka drzewa, która jest unoszona na proroczej fali. Jestem unoszony tym, co Bóg czyni. Dzieje się to tutaj od dwóch, trzech lat. To nie ma nic wspólnego z naszą obecnością tutaj. Jest to tylko mała cząstka tego.

Wiem już teraz, że tu wrócę. Wczoraj wieczorem na nabożeństwie, kiedy śpiewała grupa, ja modliłem się w pomieszczeniu z tyłu i Duch Święty dał mi pozwolenie, by przyjechać tu jeszcze. Nie wiem, kiedy to będzie, ale wierzę, że będzie mniej więcej tak. Mnie właściwie nawet nie interesuje ilość. Ja już w reszcie świata nie prowadzę ewangelizacji. Miewałem wielkie, olbrzymie krucjaty. Może zrobimy coś takiego na Filipinach, nie wiem, ale nie robię już tego w Stanach Zjednoczonych. Usługuję prawie wyłącznie kaznodziejom. Ale kiedy wrócimy do Polski, będziemy na stadionach. Dwadzieścia pięć, czterdzieści tysięcy ludzi, gdzie wszyscy będą płakać. Ręce będą podniesione do Boga. I każdy w waszym narodzie się dowie, że to działa Jezus przez Ducha Świętego. Wy i ja jeszcze nie żyliśmy w takich czasach. Drżą mi kolana, że On pozwoli nam mieć w tym malutką cząstkę. Wątpię, czy niektórzy z was mi wierzą, ale to nie jest ważne. Ja wiem, co On czyni w Polsce.

Ale pytanie jest takie: „Czy ty będziesz miał w tym udział?” Nie będziesz miał, jeśli nie jesteś mężem modlitwy. Nie będziesz miał udziału, jeżeli nie płaczesz. Ja za chwilę chcę skończyć. Chciałbym, aby Bóg sprowadził ducha pokuty, skruszenia. Bardzo umiłowałem brata, który jest przełożonym zborów zielonoświątkowych. Ja wiem, że tu są bogobojni pastorowie Kościoła Baptystycznego i innych kościołów, i zielonoświątkowcy, ale nie mogę pozwolić, aby moja miłość do was przeszkodziła mi w powiedzeniu wam tego, co widzę w Duchu. Trzeba kuć, kiedy żelazo jest gorące. Duch wiary, skruszenia, uniżenia zburzy wasze bałwany. Nie starajcie się o materializm, o komfort. Bądźcie zadowoleni i oddajcie się święcie dla Słowa Bożego. Bo to, co Bóg czyni, będzie oparte na wyraźnym objawieniu Słowa Bożego. To nie będzie tylko przeżycie, ale będzie to ugruntowane na Słowie. Musimy mieć mężów Słowa Bożego.

Skłońcie na chwilę głowy. „Duchu Święty, przyjdź! Daj nam przekonanie do naszych serc, głębokie przekonanie. Dotknij naszych serc. Stop nas! Pociągnij nas! Przebacz nam! Myśmy Ciebie nie szukali tak, jak powinniśmy. Nie modliliśmy się tak, jak powinniśmy. Pozwoliliśmy na to, aby zbyt wiele ze świata weszło do naszego serca.

David Wilkerson:
Bob Phillips jest moim współpracownikiem. Jest kaznodzieją baptystycznym pełnym Ducha Świętego, prawdziwie ochrzczonym Duchem Świętym. Usługiwał on już dla tysięcy kaznodziejów w Stanach Zjednoczonych. Będziecie potrzebowali Biblii. On was zaprowadzi do Słowa. To jest prorocze poselstwo, które Bóg mu dał do serca. On chodzi z Bogiem, jest prawdziwym mężem Bożym i mężem Słowa Bożego. Cieszę się, że mogę go przedstawić, aby się z wami dzisiaj podzielił. Dziękuję.

Bob Phillips:
Jest dla mnie wielką przyjemnością, że mogę być z wami. Uważam to za wielki przywilej, że mogę wam usługiwać, ponieważ widzę co Bóg czyni wśród was. Jesteście uprzywilejowani przed Bogiem. Nie mówię tego po to, żeby komuś pochlebiać. Ale to Bóg obrał sobie, aby czynić wśród was. Jesteście w uprzywilejowanej pozycji przed Bogiem wszechmogącym. On wam nie tylko powierzył Swoje Święte Słowo, tak jak to czyni dla wszystkich kaznodziejów w całym świecie, ale powierzył wam działanie Ducha Świętego. Mam nadzieję, że to rozumiecie.

(…) Bóg głęboko przemawia do mojego serca. On dał mi Słowo, którym chcę się z wami podzielić. Chciałbym, abyście w waszych Bibliach szli z nami, przez to, co będziemy czynić. Ilu z was ma Biblie, pokażcie. Otwórzcie List do Filipian rozdział 1. Niektóre miejsca będę tylko cytował, więc proszę je nie otwierać. Otwierajcie tylko te, o które będę prosił. Pierwszy rozdział Listu do Filipian. Ale najpierw chciałbym się modlić, bo Bóg już dzisiaj rozpoczął Swe dzieło. Ilu z was odczuwało działanie Ducha Świętego w waszym sercu, które was nawołuje do pokuty? Bóg chce coś uczynić wśród nas tutaj dzisiaj. Ale módlmy się, żeby miał zupełną wolność, by to uczynić. Proszę, skłońcie głowy ze mną.

„Ojcze niebiański, otwieramy dziś przed Tobą nasze serca na działanie Twojego Ducha. Oddajemy Ci swoje życie całkowicie. Działaj w mocy wśród nas. Kop głęboko w naszych sercach, objawiaj te najbardziej ukryte myśli. Objawiaj to co jest ukryte, to co tylko Ty widzisz. Uczyń nas świętym ludem. Uczyń nas czystymi przed Tobą. Panie daj nam moc Ducha Świętego. Panie daj nam płacz. Panie, powaga tej godziny… Panie spraw, żebyśmy zaufali, że Ty jesteś tutaj. I przekonaj nas głęboko, Panie, o tym co do nas mówisz. Otwórz Swoje Słowo, abyśmy je widzieli, ponieważ uznajemy Ciebie jako jedynego nauczyciela. Ty jesteś jedynym godnym, aby dzielić się tym Słowem i dać nam duchowe zrozumienie. Dziękujemy Ci Panie za Twoje miłosierdzie, za Twoje współczucie i za Twoją obecność tutaj. Dziękuję Ci, Panie Jezu. Amen.”

List do Filipian rozdział 1 od wiersza 27. „Niech życie wasze będzie godne ewangelii Chrystusowej.” Jest pewien sposób życia, który Bóg chce, aby u nas był widoczny, a który nazywa się godnym ewangelii Jezusa Chrystusa. „Abym, czy przyjdę i ujrzę was, czy będę nieobecny, słyszał o was, że stoicie w jednym duchu, jednomyślnie walcząc społem za wiarę ewangelii, w niczym nie dając się zastraszyć przeciwnikom, co jest dla nich zapowiedzią zguby, ale dla was zbawienia i to od Boga. Gdyż wam to zostało darowane dla Chrystusa, że możecie nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć.” Wy bardzo dużo wiecie o cierpieniu, cierpieniu fizycznym, o którym ja nic nie wiem. Ale ja mówię o innym cierpieniu, o cierpieniu duchowym. O cierpieniu, które powoduje, że zostaniesz sam na sam z Bogiem, że wszystko inne pójdzie na bok. Zostaniesz jakby złapany przez prąd Ducha Świętego. Będziesz zainteresowany tylko tym, co Bóg czyni. Odkładasz wtedy wszystkie samolubne ambicje, wszystkie osobiste pragnienia i będziesz szukał tylko tego, co Bóg mówi. Ale z tym jest związany koszt. Jest to związane z cierpieniem. Jest wielu takich, którzy się temu sprzeciwiają. Nigdy nie było działania Bożego, gdzie by nie było przeciwności. I temu działaniu Bożemu będzie się coś sprzeciwiać. Dlatego musimy być ludźmi, którzy są przygotowani. Musimy być inni niż jesteśmy teraz. Prawdopodobnie nikt z nas obecnych tutaj nie jest tak prawdziwie gotowy na to czego Bóg oczekuje. Ja mówię nie tylko do was, ale również do samego siebie. Bóg powołuje świętych Swoich sług po całym świecie, aby byli inni. Aby byli całkowicie Nim zajęci. A z tym jest związany koszt. I kiedy On to osiągnie – tych świętych mężów Bożych – oni będą stali mocno, bez względu na to jakie będą przeciwności i będą razem walczyć, mieć jeden umysł i jednego ducha. Może to się stać tylko wtedy, kiedy Bóg sprawuje kontrolę nad moim życiem. I wtedy nie ma zupełnie samolubstwa. Moje osobiste zainteresowania nie mają znaczenia.

Popatrzmy na rozdział 2 wiersz pierwszy: „Jeżeli jest więc w Chrystusie jakaś zachęta, jakaś pociecha miłości, jakaś wspólnota Ducha, jakieś współczucie i zmiłowanie, dopełnijcie radości mojej i bądźcie jednej myśli, mając tę samą miłość, zgodni w Duchu i ożywieni jednomyślnością.” Bóg chce abyśmy skoncentrowali się na jednym celu. Abyśmy nie czynili nic z kłótliwości. W moim tłumaczeniu jest powiedziane „z samolubstwa”, albo z „próżnego zrozumienia”, ale w uniżeniu naszego umysłu. „I niech jedni drugich uważają za wyższych od siebie, ważniejszych niż wy sami.” Nie wiedziałem o czym będzie mówić brat Dawid, ale on coś powiedział. Powiedział, że to nie będzie zielonoświątkowe działanie Boże, to nie będzie baptystyczne działanie, to nie będzie działanie katolickie, ale to będzie działanie Boże. Jesteście na to gotowi? Czy możecie odłożyć osobiste zainteresowania i powiedzieć: „Boże, ja tylko chcę to co Ty chcesz. Ja chcę być objęty prądem tego co Ty będziesz czynił?” Bóg powołuje Swoich sług razem. Ja jestem zdziwiony tym czego On już dokonuje w waszym kraju, wśród tej garstki kaznodziejów. On czyni potężne rzeczy i będzie czynił jeszcze większe, ale musimy być na to przygotowani. Wiersz czwarty mówi tak:

„Niechaj każdy baczy nie tylko na to co jego, lecz i na to co cudze. Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie. Który był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym aby być równym Bogu. Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi.” Do tego Bóg nas powołał, abyśmy byli sługami. Nie jesteśmy powołani aby być zielonoświątkowcami, aby być baptystami, albo katolikami. Powołani jesteśmy do tego aby być sługami Pana Jezusa Chrystusa i między nami nie powinno być różnicy. Nie powinno być jakiegoś wyższego rzędu i niższego rzędu. Tylko Jezus ma być wywyższony. Nie ma być ważnych pastorów i mniej ważnych pastorów. Mamy mieć jeden zmysł i jednego ducha, zainteresowanie tylko tym co Jego interesuje. Powinniśmy byś współsługami Jezusa. Zanim Bóg będzie mógł potężnie działać wśród was, to w waszych sercach musi być takie podejście.

Wiersz piętnasty: „Abyście się stali nienagannymi i szczerymi dziećmi Bożymi pośród rodu złego i przewrotnego, w którym świecicie jak światła na świecie, zachowując słowa żywota.” Bóg nas powołał, abyśmy byli światłami dla świata, abyśmy objawiali Jezusa, abyśmy manifestowali życie Jezusa. Chcę się z wami dzisiaj podzielić tym co jest konieczne, zgodnie z Bożym Słowem, abyśmy byli tym światłem. Ponieważ jesteś kaznodzieją, albo ja jestem kaznodzieją to nie oznacza, że jestem światłem. Bóg nam mówi bardzo wyraźnie w Swoim Słowie co jest konieczne do tego, abyśmy manifestowali Boże życie. Musi być święte kapłaństwo, które manifestuje, objawia Jezusa, aby do Niego pociągać ludzi. Będzie wielu ludzi, którzy zostaną pochwyceni w ten prąd Bożego Ducha, którzy będą potrzebowali pasterza. Ale to musi być święty pasterz. Jeremiasz powiedział, że Bóg wzbudzi pasterzy – On czyni to już po całym świecie – że „On wzbudzi pasterzy według Swojego serca, którzy będą karmić lud wiadomością i ze zrozumienia Jego.” To nie pochodzi stąd, że my czytamy wiersze biblijne i nie dlatego, że my znamy tę naukę, ale jest to dlatego, że Bóg coś uczynił wewnątrz nas. Musi się to rozpocząć tu. Bóg mi bardzo wyraźnie powiedział w modlitwie abym wam powiedział, żebyście się przygotowali. I musi się to rozpocząć już, czas jest krótki. Ci, którzy nie przygotują swoich serc, pozostaną z boku. Bóg was ominie i wzbudzi kogoś innego na wasze miejsce.

Otwórzcie Ewangelię Jana, rozdział 12. Ewangelia Jana, rozdział 12 wiersz 20: „A byli niektórzy Grecy pośród tych, którzy pielgrzymowali na święto. Ci podeszli do Filipa, który był z Betsaidy w Galilei z prośbą, mówiąc: Panie, chcemy Jezusa widzieć. Poszedł Filip i powiedział Andrzejowi. Andrzej zaś i Filip powiedzieli Jezusowi.” Oto niektórzy ludzie przyszli do uczniów Jezusa i prośba ich była taka:

„Chcemy widzieć Jezusa.” Widzę to w całym waszym kraju. Widzę setki młodych ludzi, którzy mówią: „My chcemy widzieć Jezusa.” Wasz kraj jest gotowy dla ewangelii, przed wami jest potężne żniwo. Ludzie w Polsce są zmęczeni tradycjami ludzkimi. Wewnątrz są pustymi. Cierpieli, ale to dobrze. Chciałbym, żeby Ameryka taka była. Ameryka nawet nie zadaje takiego pytania. Nie mówią: „My chcemy widzieć Jezusa”, bo wydaje im się, że znają Jezusa. A jednak nie żyją dla Niego. Ale w Polsce widzę coś innego i to bardzo porusza moje serce. Widzę tu ludzi, którzy mówią: „Mieliśmy kościoły, mieliśmy nauki ludzkie, ale teraz chcemy widzieć Jezusa. Nic innego nas nie zaspokoi, więc zobaczmy Jezusa.” To widzę w waszym kraju. Chcę, żebyście zwrócili uwagę na to, co im powiedział Jezus. Wiersz 23: „A Jezus odpowiedział im mówiąc: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeżeli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje. Lecz jeżeli obumrze, obfity owoc wydaje.” To była mowa o Jezusie. Miał pójść na krzyż i umrzeć. I On im mówi: „Wy Mnie teraz nie rozumiecie, kiedy Mnie widzicie. Ale kiedy pójdę na krzyż i umrę za was, to wy naprawdę poznacie, kim jestem.” Jezus był tym drogocennym nasieniem Bożym, które zostało pogrzebane w ziemi. Kiedy umarł, wydał wiele owocu. Ale to miejsce Słowa Bożego nie mówi tylko o Jezusie. Ono mówi o tobie i o mnie.

Następny wiersz mówi o nas. Tak mówi Bóg: „Kto miłuje życie swoje, utraci je. A kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu. Jeżeli ktoś Mi chce służyć, niech idzie za Mną. A gdzie Ja jestem, tam i sługa Mój będzie. Jeśli ktoś Mnie służy, uczci go Ojciec Mój.” Dlaczego Jezus mówił te słowa? Ponieważ On mówił o tym, w jaki sposób mamy Jego naśladować. Jezus był tym pierwszym owocem, tym nasieniem Bożym. Ale On również podawał tutaj wzór. Żeby życie Boże mogło być w nas, my również musimy być tym nasieniem, które umiera dla życia dla siebie. Jeżeli nie umieramy dla siebie, to pozostaniemy sami. Ale jeżeli umrzemy – nie fizycznie, duchowo – to wydamy wiele owocu.

Bóg mówi do kaznodziejów w Polsce: „Jeżeli pozwolisz Mi wziąć twoje życie i jeżeli umrzesz dla siebie, to Ja będę mógł objawić Swoje życie poprzez ciebie. I wtedy będzie wiele owocu. Ale jeżeli postanowisz pozostać takim, jakim jesteś…” (On to mówi również do mnie, mówi to również do brata Dawida, mówi to do kaznodziejów po całym świecie.) „…jeśli postanowisz pozostać taki, jaki jesteś, to pozostaniesz sam. Ominę cię. Ja szukam świętych ludzi.” To są zasady, które Bóg dał nam w Swoim Słowie. Jest to nazwane podobieństwem o siewcy. Jestem pewien, że czytaliście to wszyscy. Jest powiedziane, że siewca rozsiewa nasienie. W ósmym rozdziale Ewangelii Łukasza w wierszu 15 jest powiedziane, że tym nasieniem jest Słowo Boże. I chcę się z wami podzielić czymś na ten temat.

Chciałbym, abyście otworzyli Ewangelię Marka, rozdział 4. Ale zanim zaczniemy czytać ten rozdział, chcę się jeszcze z wami czymś podzielić. W Psalmie 12 w wierszu 6 jest powiedziane, że Słowo Pańskie jest czyste. Tak jak złoto, jak srebro, które jest doświadczone w piecu. Siedmiokrotnie. To jest obraz proroczy. „…było Słowo, Słowo było Bogiem i Słowo było u Boga. W nim było życie Boże i to życie było światłością ludzi.” Wszystko w tym Słowie zostało doświadczone w piecu tej ziemi. Jezus chodził tym Słowem. I to właśnie to oznacza. Kiedy jest powiedziane, że to złoto jest siedmiokrotnie wypróbowane, to znaczy, że ono było wypróbowane aż do doskonałości. Rozumiecie co to znaczy? To znaczy, że kiedy ja wypowiadam to Słowo, to nie mówię według swojego autorytetu, ale w oparciu o autorytet Jezusa. I tak samo z wami. Dlatego w tym Słowie jest taka wielka moc. Zostało już doświadczone na ziemi i udowodniono, że jest prawdą. Ale Biblia również mówi, że to Słowo musi być czyste. To Słowo jest czyste, ale musi być również czyste naczynie.

W Ameryce, na tym terenie, skąd ja pochodzę, rolnicy hodują dużo kukurydzy. Nie wiem za wiele na temat uprawiania roli, ale nawet ja mogę hodować kukurydzę. Mogę wziąć jedno ziarenko kukurydzy, wsadzić do ziemi i ono mi wyda kukurydzę. Nie dlatego, co ja zrobiłem, ale dlatego, że wewnątrz tego nasienia jest podobieństwo. Bóg to w ten sposób stworzył. Nasienie kukurydzy, kiedy zostanie zasiane w ziemi, umiera. Zewnętrzna część nasienia zostanie rozerwana, a z wnętrza wychodzi życie tej kukurydzy. Słowo Boże jest takie samo. Kiedy zostanie zasiane w dobrym i szczerym sercu, ma moc, aby wydać życie. Nie ma takiej mocy w piekle, która by mogła temu przeszkodzić. W jaki sposób to się dzieje, nie wiemy. Słowo w Ewangelii Marka w 4 rozdziale w wierszu 26 mówi: „Tak jest z Królestwem Bożym jak z nasieniem, które człowiek wrzuca w ziemię. Czy on śpi czy wstaje, w nocy i we dnie nasienie wzrasta. On zaś nie wie jak, bo ziemia sama z siebie owoc wydaje. Najpierw trawę, potem kłos, a potem pełne zboże w kłosie. Ale gdy owoc dojrzeje, wnet się zapuszcza sierp, bo nadeszło żniwo.” Bóg nam tu coś mówi. Mówi w wierszu 13: „I rzekł: Nie rozumiecie tego podobieństwa, jak więc zrozumiecie wszystkie inne podobieństwa?” Bóg mówi, że to jest najważniejsze ze wszystkich podobieństw. I mówi:

„Jeżeli nie rozumiecie, jak to nasienie Słowa wyrasta ożywione przez Ducha Świętego, aby się stało życiem Bożym, jak będziecie mogli zrozumieć cokolwiek innego z tego Słowa ?” I chcę, żebyście to zrozumieli.

Diabeł się nie boi ludzi, którzy mówią o Jezusie. Diabeł się nie boi kazań z tej Księgi. Są kazania z Biblii rozlegające się w Ameryce każdej niedzieli, które nigdy nie zmieniły niczyjego życia, które nigdy nie stworzyły głodu Boga. Więc jaka różnica. Diabeł się tego nie boi, ale drży na widok świętego sługi Bożego, który umarł dla siebie, a żyje tylko dla Boga i mówi to Słowo, ponieważ on jest nasieniem, które zostało zasiane do ziemi, on umarł dla siebie, a teraz wychodzi z niego życie Boże. Cała moc piekła drży przed takim człowiekiem. Szatan się boi tego głosu, ponieważ ten człowiek nie mówi na podstawie swojego autorytetu, nie mówi słów ludzkich, ale mówi z mocą Bożą. I Bóg chodzi z tym człowiekiem. Ale to nasienie musi umrzeć. Każdy jeden z nas jest podobny do tego nasienia.

Zanim Bóg będzie mógł potrząsnąć Polską, musi mieć takich sług, którzy będą mogli pójść do ludzi, do tych którzy wołają: „Chcemy Jezusa widzieć”, nie ubrani w siebie samego, ale w Boga. Musimy się zmienić. Musimy paść na kolana ,żeby tak umrzeć. My nawet nie możemy wytworzyć śmierci, musi tego dokonać Duch Święty. Ale On tego nie dokona, jeżeli nie przyjdziemy do Boga, nie staniemy przed Nim, nie padniemy na kolana i nie będziemy Go prosić o skruchę. Zatwardziałość naszego serca musi być skruszona przez Ducha Świętego, aby życie Boże mogło przez nas świecić. Nie wystarczy wygłaszać kazania. Bóg ciebie ominie, jeżeli tylko będziesz wygłaszał kazania. On chce świętych ludzi, którzy poświęcają godziny na społeczność z Nim, zanim staną, aby mówić do ludzi. I oni wtedy nie przychodzą ze swoimi słowami, ale oni byli sam na sam z Bogiem. Kiedy mówią, mówią Słowa Boże. Za tym kryje się moc, dlatego że w ich życiu nastąpiła śmierć. Rozumiecie to co mówię? Czy w waszych sercach jest takie pragnienie? W moim jest. Ja chcę umierać więcej niż kiedykolwiek przedtem, bo chcę, aby życie Boże ze mnie wypływało. Mam nadzieję, że wy również takimi chcecie być.

W 1 Liście Piotra w rozdziale 1 wiersz 23 jest powiedziane, że narodziliśmy się na nowo, nie z nasienia skazitelnego, ale z nieskazitelnego Słowa Bożego. Czytałem wam z Listu do Filipian, że przeciwko temu działaniu Bożemu będzie wiele przeciwności. Te przeciwności przyjdą od ludzi. Będzie wielu ludzi, którzy będą chcieli zatrzymać to Boże działanie. Ale to już nie jest wasza sprawa, dlatego że Bóg będzie to kontrolował. On skontroluje to działanie i nic nie może temu przeszkodzić. Diabeł przyjdzie do was, bo jeżeli nie będzie mógł tego zatrzymać poprzez ludzi, będzie chciał to zrobić poprzez sługi Boże. I tam on będzie działał. Popatrzmy na to podobieństwo.

Wiersz 14 – siewca rozsiewa Słowo. Ci, którzy są na drodze to ci, do których, gdy usłyszeli, zaraz przychodzi szatan i zabiera zasiane w nich Słowo. Mówi on tutaj, że są tacy ludzie, którzy nie mają głębi gruntu. I kiedy Słowo zostanie zasiane, natychmiast ptaki z powietrza przychodzą i wydziobują to ziarno. Ja nie mówię o ludziach, którym wy zwiastujecie Słowo Boże. Ja mówię o was. Jakie jest twoje życie przed Bogiem? Jeżeli nie spędzasz czasu sam na sam z Nim, to masz stwardniały grunt. I nawet jeżeli stoisz za kazalnicą i mówisz prawdę, ona nie wytworzy żadnego życia, ponieważ to nasienie leży tylko na wierzchu gleby twojego serca. Ono nie stało się cząstką twojego życia. I zanim słowa, wychodzące z twoich ust, dotrą do serc ludzi, diabeł je wykrada, ponieważ w nich nie ma mocy.

Mówił o innych ludziach w wierszu 16 następująco: „Podobnie jest z zasianymi na gruncie skalistym. Ci, skoro tylko usłyszą Słowo, zaraz je przyjmują z radością.” Wiersz 17: „Lecz nie mają w sobie korzenia, nie są ugruntowani. Gdy przychodzi ucisk lub prześladowanie dla Słowa, wnet się gorszą.” W mojej Biblii jest powiedziane, że odpadają. To znaczy, że zaczną się potykać. Jest tu mowa o ludziach, o kaznodziejach, którzy nie pozbywają się grzechu ze swojego serca. Bóg pokazał im grzech. Wiesz co to jest, jeżeli On mówi o tym do twojego serca. Tam na drodze są kamienie i Słowo Boże nie może się tam dostać. W świecie jest wielkie oszustwo. Kaznodzieje w Ameryce, ponieważ przychodzą tłumy ludzi, albo ponieważ wydaje im się, że mają sukces w swojej pracy, myślą, że Bóg jest z nimi, chociaż nie poświęcają czasu na społeczność z Nim. I to jest oszustwo. Nie może być wzrostu, jeżeli nie mamy czasu na społeczność z Bogiem. W swoim życiu, w zborze i w życiu ludzi, którym usługujesz. Słuchajcie mnie, proszę. W tobie musi nastąpić śmierć, zanim może się zrodzić życie w innych. Musi tak być.

Mówię teraz o innych ludziach, w wierszu 18: „A innymi, zasianymi między ciernie są ci, którzy usłyszeli Słowo, a troski tego wieku, ułuda bogactw i pożądanie innych rzeczy owładają nimi i zaduszają Słowo tak, iż plonu nie wydaje.” To jest inny rodzaj ludzi. Są ludzie, którzy przyjęli Słowo, zostało ono zasiane w sercu i którzy trochę czasu poświęcają dla Boga. Trochę czasu poświęcają na czytanie Słowa Bożego, trochę czasu poświęcają na modlitwę, ale nie są całkowicie pochłonięci Bogiem. Ilu z was jest właśnie takimi? Modlicie się i czytacie Słowo, ale nie jesteście całkowicie tym pochłonięci. Brat Dawid mówił o telewizji. Stwierdzacie, że wiele godzin poświęcacie na oglądanie telewizji i stwierdzacie, że wasze umysły są zajęte planowaniem. Wasze umysły są pełne innych zainteresowań. A potem zaczynacie mówić: „Chciałbym, aby moje warunki się zmieniły, żeby moje okoliczności się zmieniły. Wtedy mógłbym lepiej służyć Bogu.” I troski tego świata wchodzą i zaduszają Słowo, bo nie może być wiary w Boga. Albo mówicie sobie tak: „Jak wybudować kościół dla Boga? Jak ja to zrobię? Jak będę mógł zdobyć więcej ludzi do kościoła? Jak to zrobić, żeby mi się lepiej powodziło?” Bo w Ameryce pastorzy myślą, że im więcej mają ludzi, tym lepszymi są kaznodziejami. Ale Bóg nie patrzy na to w ten sposób. I dlatego On zwraca się do Polski. W Ameryce to byłby bardzo mały zbór. Mamy zbory gdzie jest tysiące ludzi. Ale Bóg omija Amerykę i przychodzi tutaj. Dlaczego? Ponieważ szuka ludzi, których nie interesuje nic innego, tylko to co On czyni. Jeżeli masz takie ambicje, jeżeli chcesz mieć więcej wygód, więcej bogactw, pożądasz innych rzeczy, Bóg ciebie ominie, ponieważ On ciebie nie może użyć. Możesz mieć dobre kazanie, ludzie może cię będą chętnie słuchać i możesz nawet mówić prawdę, ale w tym nie ma życia, ponieważ w tobie nie nastąpiła śmierć.

Otwórzcie Drugi List do Koryntian rozdział 4 wiersz 1: „Dlatego mając tę służbę, która nam została poruczona z miłosierdzia, nie upadamy na duchu.” Bóg mówi, że z Jego miłosierdzia została nam powierzona służba. I zwróćmy uwagę co mówi w wierszu 2: „Lecz wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają.” Podoba mi się wasze tłumaczenie. Wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie starają się ukryć, z powodu ich grzechu. „Nie postępujemy przebiegle, ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy, polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem.” W wierszu 3 mówi: „I nawet jeśli nasza ewangelia jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną.” Wiecie, łatwo jest kaznodziejom powiedzieć coś i mówić: „Życzyłbym sobie, żeby katolicy widzieli to tak, jak ja to widzę.” Łatwo jest powiedzieć baptystom: „Dobrze by było, gdyby zielonoświątkowcy widzieli to tak, jak ja to widzę.” Łatwo jest powiedzieć zielonoświątkowcom: „Chciałbym, żeby baptyści widzieli to tak, jak ja to widzę.” Ale to wszystko nie wytwarza życia.

Chciałbym, żebyście zwrócili uwagę na to co On mówi. Mówi, że nasza ewangelia jest zasłonięta dla tych, którzy giną. Powodem, dla którego ludzie nie mogą widzieć Jezusa, kiedy my zwiastujemy, kiedy mówimy Słowo jest to, że na ich oczach jest zasłona. Tylko Bóg może tę zasłonę zdjąć. Dalsze wiersze mówią, że mają zaślepione serce. Ale czego potrzebuje Bóg? Wiersz siódmy: „My zaś mamy ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc która wszystko przewyższa jest z Boga, a nie z nas.” Jeżeli poświęcamy czas na własne zainteresowania, nawet jeśli chodzi o naszą służbę, jesteśmy bardzo zajęci tą naszą służbą i działalnością, a nie mamy czasu na przebywanie sam na sam z Bogiem, to wszelka moc pochodzi z nas, a nie od Boga. Bóg musi mieć w nas nasienie, które obumarło. Bóg złamie każde serce, które chce być złamane. On nie patrzy na mnie tak jak człowiek. Słowo Boże powiada, że Bóg nie patrzy na to co my widzimy na zewnątrz; On patrzy na serce. Bóg patrzy na serce. W Psalmie 44 Biblia nam mówi, że w sercu są ukryte tajemnice człowieka. One są ukryte przed oczami wszystkich innych, ale Bóg je widzi. On wybiera Swoich sług, według tego co widzi w ich sercu. Nie według tego co jest widoczne na zewnątrz, lecz tego co oni czynią prywatnie. To Ci, którzy mają serce skierowane na to, by być z Nim sam na sam. Ci, którzy się modlą (…) tak jak Paweł.

Paweł powiada w Liście do Rzymian w 9 rozdziale: „Jestem tak zatroskany o swój lud, że życzyłbym sobie, abym ja sam stał się przekleństwem, aby mój lud poznał Chrystusa.” Gdzie jest ten duch wśród kaznodziejów? On nie był kimś szczególnym. Został wybrany przez Boga do specjalnego zadania, ale był współsługą. Co znaczy być współsługą? Współsługa to człowiek, który jest bardzo zainteresowany tym, aby ludzie, którym usługuje, znali Boga, który płacze z powodu ich grzechów, którego bolą ich więzy i coś wewnątrz niego się pali. Chce, żeby byli wolnymi, a jednak wie, że w nim nie ma mocy. Wie o tym, że moc jest u Boga i dlatego pozostaje sam na sam z Bogiem, by wtedy, kiedy stanie przed ludźmi, życie Boże mogło przepływać przez niego. Bóg bada wasze serca.

W Drugiej Księdze Mojżeszowej rozdział 33 jest powiedziane, że Bóg użył do budowy Przybytku tylko tych, których serce mógł pobudzić do tego i których duch był ochotny. Kiedy Nehemiasz odbudowywał mury, Słowo Boże powiada, że Bóg użył tylko tych ludzi, których serca mogły zostać pobudzone. Tak samo jest w Księdze Aggieusza. Bóg popatrzył na kościół i powiedział: „Dlaczego wy budujecie swoje własne domy, dlaczego robicie to, co was interesuje, kiedy Mój dom jest opuszczony?” W Ameryce, kiedy byłem pastorem, mieliśmy bardzo dużo spotkań pastorskich. Zbieraliśmy się razem, mieliśmy spotkania, robiliśmy nasze plany, organizowaliśmy i mieliśmy społeczność. Potem wracaliśmy do domu ze zborów, ale nigdy nie widzieliśmy Bożego działania. W następnym roku znowu zbieraliśmy się razem, robiliśmy plany, organizowaliśmy, ale wszystko pozostało takie same. Prorok Aggieusz mówi: „Dlaczego zbieracie się razem?” Mówi: „Sadzicie, ale nic nie rośnie. Otrzymujecie pieniądze, ale każdy ma dziury w kieszeniach. To wszystko jest na nic.” W czym jest problem? Odpowiada, że kiedy „zbieracie się razem, wtedy Mój dom jest pusty.”

Chcę wam zadać pytanie: „Ilu z was było na nabożeństwach i ilu młodych ludzi wychodziło tutaj do przodu, ilu z was to widziało? Czy odczuwacie płomień w waszych sercach za tymi, którzy mają ten ból?” Wczoraj wieczorem brat Dawid poprosił młodych ludzi, którzy myśleli o popełnieniu samobójstwa, aby podnieśli ręce. Połowa tego tłumu podniosła ręce. Czy wy odczuwacie ból tych młodych ludzi? Czy chcecie odłożyć ten czas, który poświęcacie na telewizję, czy chcecie odłożyć swoje zajęte życie, aby pozostać sam na sam z Bogiem, aby On dał wam ducha, który może płakać, aby dał skruszone serce, abyście mogli wyjść i zwiastować Słowo Boże? Może powiecie: „Ale ja nie wiem co powiedzieć takiemu narkomanowi. Nie wiem co powiedzieć człowiekowi, który chce popełnić samobójstwo.” Bóg zna ich potrzeby. Kiedy poświęcicie czas dla Boga, On wam pokaże, jakie są ich potrzeby. Kiedy wypowiecie proste słowo, wtedy nie wasz, ale Boży autorytet złamie zatwardziałość ich serca i wejdzie do nich życie Boże. Dlatego, że to właśnie Jego autorytet powoduje.

Bóg najpierw patrzy na twoje serce. Mówię to z miłością. On patrzy i na moje serce. Czy Bóg mówi ci coś odnośnie twojego życia? Czy może ostatnio pokazywał ci coś, co chce zmienić? Jeżeli nie, to nie byłeś na kolanach przed świętym Bogiem. Bóg pokazuje mi wiele rzeczy w moim życiu, które muszą się zmienić. One się muszą zmienić! On jest Bogiem świętym, a my jesteśmy ludźmi. Ja bym nie mógł wymienić waszych grzechów, niektóre bym ominął. Ale wiem jedno: Jeżeli byłeś na kolanach przed Bogiem, to widziałeś jakąś ciemność w swoim sercu. Jeżeli nie stoisz przed Bogiem, wydaje ci się, że jest wszystko w porządku. A to jest twój grzech. Chcę aby Bóg mi dał ducha skruszonego, abym mógł płakać za Polską i za moim własnym krajem, za wierzącymi wszędzie. Czas jest krótki, a przed nami jest wielkie zadanie. Nasza moc jest niewystarczająca. Nie możemy tego zrobić tak jak robiliśmy to w przeszłości. Bóg tego musi dokonać w nas. On musi złamać tę ciernistą ziemię. Musi usunąć kamienie i złamać zatwardziałość serca.

Psalm 27 wiersz 19 mówi, że tak jak w wodzie widać odbicie naszej twarzy, tak samo serce człowieka jest odbiciem tego co jest wewnątrz. Oznacza to, że kiedy ja patrzę na wodę, na czystą wodę, widzę odbicie swojej twarzy. Kiedy staję przed świętym Bogiem to widzę odbicie swojego serca. A Bóg jest wierny. Jeżeli tak zrobię, Bóg obmyje moje serce i On spowoduje skruchę, złamie zatwardziałość. Nie może tego uczynić, jeżeli nie przychodzę przed Jego święte oblicze. Ale Bóg jest wierny.

W 1 Księdze Samuela w 7 rozdziale jest takie słowo: „Jeżeli nawrócicie się do Pana z całego serca, usuniecie wszystkich bożków, wszystkie bałwany, wszystko co zajmowało wasze serce, skierujecie swoje serce do Pana i będziecie tylko Jemu służyć, Ja was wyrwę.” I to jest poselstwo dla Polski, ale musi to nastąpić w twoim sercu.

Chcę się podzielić z wami czymś proroczym. Jest to zapisane w 2 rozdziale Księgi Ozeasza. Kiedy brat Dawid otrzymał wizję tego co Bóg chce czynić w Polsce, podzielił się ze mną słowem z Księgi Izajasza 49, kilka tygodni przed naszym przyjazdem. Zacząłem się modlić w tej sprawie i to przemówiło do mojego serca. Modliłem się aby Bóg to tutaj wykonał. Zacząłem przejmować autorytet nad mocami ciemności, które chciałyby wam przeszkodzić. Kiedy to czyniłem, zostałem pochwycony w Duchu. Nie miałem widzenia, nie było to nawet jakieś wielkie przeżycie emocjonalne. W swoim sercu zostałem pochwycony przez to, co Bóg chce tutaj czynić. Pokierował mnie On do kilku innych miejsc Słowa Bożego. Oto co zobaczyłem.

W Księdze Ozeasza w 2 rozdziale 16 wiersz jest napisane: „Dlatego teraz Ja zbawię ją i zaprowadzę na pustynię i przemówię do jej serca i dam jej tam winnicę, a z doliny Achor uczynię bramę nadziei (albo drzwi nadziei).” Moja Biblia mówi, że ona będzie tam śpiewać tak jak w dniach swojej młodości. Sprawdzałem to z oryginalnym greckim językiem i okazało się, że jest tak jak w waszej Biblii. Jest powiedziane: „I słuchać Mnie tam będzie jak w dniach młodości, jak w dzień swego wyjścia z ziemi egipskiej.”

Egipt jest obrazem tego świata. Chcę wam powiedzieć co Bóg mi powiedział poprzez to Słowo. Powiedział, że będzie wielu kaznodziejów, którzy w dniach swojej młodości, wtedy, gdy przyszli do Jezusa, mieli ten płomień w swoim sercu, wiedzieli, że Bóg wszystko może wykonać. Ich oczy były skierowane na niebo. Ale przez ten czas, gdy pracowali, zmagali się i nie widzieli żadnego większego poruszenia. Wielu z was jest w tej chwili w tym miejscu. I tak myśleliście sami w sobie: „Taka praca i żadnych wyników.” Patrzę na pracę która jest przede mną i tak sobie myślę: „Boże, co jest potrzebne, aby Twoja ewangelia dotarła do tego całego narodu? Bo jest tylu ludzi, którzy Ciebie nie znają; są pogrążeni w bałwanach i fałszywych nadziejach religijnych. Ilu z was tak właśnie odczuwało w swoich sercach? Chciałbym, żebyście podnieśli swoją rękę, jeżeli w waszym sercu było coś takiego, takie zniechęcenie, na widok ogromu pracy, która jest do wykonania. Bóg ma dla was słowo. On mówi tak: „Ty musisz mieć czas, aby być sam na sam ze Mną. Pozwól Mi oczyścić twoje serce. Musisz do Mnie wołać, pozwolić Mi, abym mógł cię złamać, skruszyć, abyś mógł płakać z powodu tych ludzi, abyś mógł się utożsamić z ich bólem, abyś mógł płakać nad bałwochwalstwem swojego kraju.” Bóg nie użyje ani jednego człowieka w Polsce, który nie może płakać nad bałwochwalstwem waszego kraju. Nad religijnym bałwochwalstwem. Ani jednego takiego nie będzie mógł użyć. Ja nie mówię o tym, że wy nie wiecie, że tak jest. Mówię o płakaniu nad tym. Musimy odczuwać Bożą litość, Boże współczucie dla tych ludzi. Musimy patrzeć na nich poprzez Jego miłość, poprzez Jego oczy i płakać nad tym.

Zwróćcie uwagę co On mówi: „Z doliny Achor uczynię bramę nadziei.”

Dolina Achor jest wspomniana w Księdze Jozuego w rozdziale 7. To było wtedy, gdy Achan i jego rodzina zostali ukamienowani. Pamiętacie Achana. Naród Izraelski odniósł wielkie zwycięstwo. Jozue zaczął się modlić, dlatego że po tym zwycięstwie doznali wielkiej porażki. Ale Bóg powiada: „Wstań z kolan. Nie pomoże ci modlitwa, dlatego że w obozie jest grzech. Musicie usunąć grzech, zanim modlitwa wasza będzie mogła mieć jakąś moc.” Dowiedzieli się, że grzesznikiem w tym wypadku był Achan. On właściwie nie popełnił wielkiego grzechu. On nie popełnił cudzołóstwa, nie był pijany, ale miał grzech miłości do innych rzeczy. Kiedy widział trofea pochodzące ze zwycięstwa, to mówi sobie tak: „Wezmę sobie trochę z tego skarbu i trochę z tego skarbu, i trochę z tego skarbu, bo troszkę mi nie zaszkodzi.” Bóg powiedział:

„Ja tego nie mogę przyjąć. Jeżeli macie posiąść tę ziemię, to ten duch musi odejść.” Ten duch musi odejść spośród nas – kaznodziejów Słowa Bożego. Musimy chcieć być tylko mężami Bożymi i mieć pragnienie tylko Jego. Są radosne uczucia, które muszą odejść, nawet duchowa arogancja, która musi odejść. Wszelkie samo postanowienie musi odejść, wszelkie pragnienie tych rzeczy, które powoduje, że nie mamy czasu na sam na sam z Bogiem. To musi odejść. Bóg mówi, że musimy to potraktować tak, jak oni wtedy potraktowali grzech Achana w dolinie Achor. Co oni zrobili? Wzięli ten grzech, wzięli wszystkie skarby Achana, całą jego majętność, jego rodzinę i Achana i jest powiedziane, że go ukamienowali na śmierć. Spalili go, a kiedy skończyli, naznosili wielką kupę kamieni i złożyli na nim. I Bóg nazwał to doliną Achor.

Wiecie co On mówi do nas? Bóg mówił do Polski. On was już zawiódł na pustynię. Byliście już na pustyni, ale Bóg was pociąga. Te warunki, które widzicie, ta samotność, ta rozpacz, którą odczuwają młodzi, nie jest spowodowana waszymi warunkami. Bóg to spowodował. On pozwolił, aby tak się stało, ponieważ wasz naród jest gotowy, aby posłuchać Boga. Wasz naród powie: „My chcemy widzieć Jezusa.” To co diabeł chciał uczynić złego, Bóg w Swojej suwerenności wykorzystał do otwarcia drzwi. Ale zanim to się będzie mogło stać, Bóg musi mieć Swoich sług, którzy powiedzą: „Boże przebacz mi, że marnotrawiłem czas. Boże przebacz mi, że spędzałem czas przed telewizorem, marnotrawiłem czas na swoje obowiązki. Boże przebacz mi, że stoję za Twoją kazalnicą z kazaniem, a nie z poselstwem, które jest pełne ognia, które bym otrzymał wtedy, gdybym był sam na sam z Tobą. Ja chcę, aby to się paliło w moim życiu. Chcę te rzeczy znienawidzieć tak bardzo, aby je ukamienować na śmierć. A wtedy nanosić kupę kamieni, żeby już nigdy więcej nie mogło to powstać z martwych w moim życiu.

Dlatego chcę umrzeć i być tylko mężem Bożym. Wołać do Niego i mówić:

„Boże uczyń mnie takim człowiekiem, uczyń mnie takim mężem Bożym.”

Chcę się tym z wami podzielić.

Chcę wam coś powiedzieć o problemie Ameryki. Otwórzmy Księgę Ozeasza, rozdział 13, wiersz 4. „Bo Ja, Pan, jestem twoim Bogiem od wyjścia z ziemi egipskiej, a Boga oprócz Mnie nie powinieneś znać. Poza Mną nie ma zbawiciela.” Wierzę, że gdyby Jezus miał posłać Swoje Słowo do Ameryki, gdyby Jezus przyszedł do Ameryki i chodził po naszym kraju w ciele, powiedziałby to co powiedział do innych dwóch miast:

„Biada ci Chorazynie, biada ci Betsaido! Gdyby cuda, które się działy w tobie, działy się w Sodomie i Gomorze, oni by pokutowali. Ale wy nie pokutowaliście.” Tak by powiedział do Ameryki. Bo myśmy słyszeli tyle ewangelii, mieliśmy tyle Słowa, mieliśmy tyle kazania… Można pójść do księgarni w Ameryce, można kupić komentarze, można kupić księgi na temat ewangelii, można kupować książki, które mówią o życiu ludzi z Bogiem. To wszystko mamy, ale jednego nie mamy. Nie mamy świętych sług. Z całą tą ewangelią ludzie nie zamykają się sam na sam z Bogiem, dlatego, kiedy stają za kazalnicą, mówią na podstawie swojego autorytetu. I nic się nie zmienia. Niewielu ludzi dostępuje zbawienia. Duże ilości ludzi przychodzą do kościoła, ale to nie wytwarza świętego życia.

Zanim może być wytworzone święte życie, nasienie musi wpaść do ziemi, musi się upokorzyć przed Bogiem, umrzeć dla siebie. Dopiero wtedy może przynieść wiele owocu. Owoc, który przynosi, to nie ilość. Owoc, który powinno przynieść, to życie i charakter Jezusa w życiu tych ludzi. Bóg powiada: „Jeżeli mi pozwolisz stworzyć w twoim sercu tę śmierć…”(Bracia pastorowie słuchajcie mnie) …”Ja stworzę w ponadnaturalny sposób życie w tych, którym usługujesz.” Możesz mówić to samo kazanie, ale ponieważ ty jesteś inny, to życie Boże może przejść przez ciebie i ono wtedy nie spada na złą ziemię, ale w nadnaturalny sposób zmienia ludzi.

W 2 Liście do Koryntian w 4 rozdziale Paweł powiada: „Zawsze na swoim ciele noszę śmierć Chrystusową, po to aby życie Boże mogło się we mnie objawić.” I w wierszu 12 tego samego rozdziału, powiedział tak: „Tak że śmierć swojego dzieła dokonuje we mnie, ale życie w was.” To jest zasada nasienia. To jest zasada Słowa Bożego. Jeżeli śmierć działa w was, to życie będzie działało w tych, do których mówicie.

W Księdze Ozeasza rozdział 13 wiersz 5 jest pokazana Ameryka: „Ja cię pasłem na pustyni, w kraju spiekoty. Lecz gdy sobie znaleźli pastwiska, nasycili się. A gdy się nasycili, ich serce urosło w dumę, dlatego o mnie zapomnieli.” Tak się stało w Ameryce. Byli tak zadowoleni, że stali się dumni. W Ameryce jest takie pojęcie, że Ameryka będzie narzędziem zbawienia całego świata. Ale my nie przyjechaliśmy tutaj, żeby wam to powiedzieć. Przyjechaliśmy, żeby wam powiedzieć: „Miejcie nadzieję w Bogu. On przygotował wasz kraj i On chce przygotować wasze serca.” Bóg jest objawiany przed waszymi oczami i objawia wam, że wasz kraj jest przygotowany przez Niego. On jest przygotowany na wielkie działanie Jego Ducha. A teraz On musi przygotować was. Musicie mieć serce całkowicie oddane Bogu.

Wiersz 7 (o tym mówił brat Dawid) – powiada, że jeżeli jakiś naród się nasyci i serce ich urośnie w dumę, zapomną co Bóg czyni. „Dlatego stanę się dla nich jak lew. Będę czyhał jak pantera przy drodze. Napadnę na nich jak niedźwiedzica, której wzięto młode. Rozedrę w piersi ich serce, pożrę ich tam jak lwica. Rozszarpie ich dziki zwierz. Ponieważ to jest twoja zguba, Izraelu, który jesteś przeciwko Mnie, przeciwko Temu kto ci pomagał.” Powinniście się modlić za Amerykę, powinniście się modlić za wierzących w Ameryce. I powinniście się modlić za tych w Ameryce, którzy w dalszym ciągu mogą słuchać ewangelii, którzy wołają i mówią: „My chcemy widzieć Jezusa!” Bo będą tacy ludzie.

Jeszcze chciałbym podzielić się z wami tym co Bóg mi powiedział.

Księga Izajasza 49 rozdział wiersz 1. Ja nie rozumiałem, aż do przyjazdu tutaj, co Bóg chciał powiedzieć do mnie poprzez to słowo. Wiersz 1: „Słuchajcie mnie wyspy i uważajcie wy dalekie narody! Pan powołał mnie od poczęcia. Od łona matki nazwał mnie po imieniu. I uczynił moje usta ostrym mieczem. W cieniu swojej ręki mnie ukrył.” Pozwólcie, że wam powiem, o kim On mówi. W Liście do Kolosan Biblia mówi: „To są ci, którzy są ukryci.” To o nich mówi. „Jeżeli zostaliście z Chrystusem wzbudzeni, to niech oczy wasze będą skierowane na to co jest w górze.” Niech serce wasze pali się do tego co jest w górze, gdzie jest Chrystus, który siedzi po prawicy Boga. Niech wasz umysł będzie skierowany na to co jest w górze. Niech wasze serce będzie pochłonięte tym co Jego interesuje, Jego Słowem. Bądźcie całkowicie pochłonięci Jego obecnością, poprzez modlitwę. Nie kierujcie waszego umysłu na to co jest na świecie, ponieważ wyście umarli. Życie wasze jest skryte w Chrystusie, w Bogu, kiedy Chrystus jest waszym życiem. Jeżeli Chrystus jest waszym życiem, to wasze życie jest skryte z Chrystusem. To oznacza, że już nie widać ciebie, ale poprzez ciebie widać Jezusa. Możesz nawet o tym nie wiedzieć, ale inni to zauważą. Oni zobaczą w tobie charakter Jezusa. Ale to dzieje się tylko wtedy, gdy przebywasz sam na sam z Bogiem i załatwiłeś sprawę grzechu w twoim sercu, a także sprawę osobistego pragnienia, by więcej posiadać. Gdy uśmierciłeś swoje osobiste pragnienia na rzecz służby dla Niego. Czy już uporałeś się z zazdrością? Co będzie, jeżeli Bóg będzie bardziej niż ciebie używał tego kto siedzi koło ciebie? Czy w twoim sercu będzie zazdrość? Czy to jest coś takiego, z czym jeszcze przedtem nie miałeś do czynienia? Jeżeli tak jest, to Bóg ciebie ominie.

Wielu z was tutaj przejdzie poważne doświadczenie. Właśnie w taki sposób. Są niektórzy na wysokich stanowiskach, a Bóg użyje ludzi, o których nikt jeszcze nigdy nie słyszał. On może użyć i ciebie, ale On chce doświadczyć twoje serce, wszystko co w nim jest. Chce się dowiedzieć co jest w twym sercu. Bóg powiedział do Dawida: „Oczy Moje przepatrują ziemię. Ja chcę się potężnie objawić każdemu, którego serce całkowicie należy do Boga.” On pokaże Swoją moc tobie, jeżeli twoje serce będzie całkowicie do Niego należeć. Bóg kryje swoich sług w Chrystusie po to, aby tylko Jego znajdować. Jeżeli chcesz być takim człowiekiem, to On cię takim uczyni.

W wierszu 2 tego samego rozdziału mówi: „Uczynił moje usta ostrym mieczem. W cieniu Swej ręki mnie ukrył. Uczynił mnie strzałą gładką i w Swoim kołczanie mnie schował.” To uczyni Bóg, gdy będziesz z Nim sam na sam. Tak jak woda odbija twoją twarz, tak samo twoje serce jest odkryte przed świętym Bogiem. Będziesz przed Nim płakał i On cię będzie polerował, usuwał wszystkie szorstkości. Uczyni cię gładką strzałą, która będzie mogła poruszać się szybko i z wielką mocą, do celu, do którego cię pośle. Stojąc przed ludźmi będziesz mówił w mocy. I chociaż to będą proste słowa, to nie chodzi o piękno twojego kazania. To nie twoje piękne słowa, ale moc życia, które pochodzi od Boga. Ono dociera do serca ludzi i ich życie się zmienia. Oni objawiają Jezusa.

Wiersz 3: „I rzecze do mnie: Jesteś moim sługą Izraelu, przez ciebie się wsławię.” Ale ja pomyślałem: „Na darmo się trudziłem. Często myślałem sobie, że na próżno pracowałem, próżno i daremnie zużyłem swoją siłę.” To jest człowiek, który ciężko pracował. Widzę co Bóg z tobą uczynił. Wiem, że wielu z was ma utrudzone serce, ale Bóg chce od ciebie czegoś więcej. On pozwala ci uchwycić jedno spojrzenie tego, co chce uczynić. Wierzę, że Bóg da wam czas przygotowania, zanim nastąpi to wielkie wylanie. Ja nie wierzę, że w jednym momencie będą przychodzić setki ludzi i wypełniać wasze kościoły. Ale słuchajcie, nie pozwólcie, aby wam diabeł powiedział, że tak się stało z powodu jakiegoś ewangelisty z Ameryki, np. Dawida Wilkersona. Bóg daje ci czas, abyś wszystko uporządkował i całkowicie oddał Mu swoje serce. Jeżeli nie zamkniesz się sam na sam z Nim, to ominie ciebie. Bóg daje ci czas; czas na pokutę dla sług, czas aby szukać Boga z całego serca, aby to życie mogło się objawić. Ludzie, którzy to czynią mówią: „Wiele się natrudziłem.”

Druga część wiersza 4 mówi: „A jednak moje prawo jest u Pana, a moja zapłata u mojego Boga. A teraz zaś mówi Pan, który mnie stworzył swoim sługą od poczęcia, aby nawrócić do Niego Jakuba i wybrać do Niego Izraela, gdyż jestem uczczony w oczach Pana, a mój Bóg stał się moją opoką.” Wydaje mi się, że nigdy nie stałem przed grupą pastorów, którzy są bardziej uhonorowani przed Panem. Nie stałem jeszcze przed ludźmi, którym Bóg tyle powierzył co wam. Ale On będzie używał tylko tych strzał, które są wypolerowane. On będzie używał tylko tych, którzy rozprawili się ze swoim grzechem, którzy proszą Boga, aby spowodował w nich płacz, aby złamał w nich zatwardziałość i którzy poruszają się w duchu oczekiwania, ponieważ przebywali z wielkim Bogiem i to oczekiwanie działa w ich sercu. Możesz powiedzieć: „Ale ja nie mam tego oczekiwania.” Może niektórzy je mają, a niektórzy nie.

Bóg mówi w Księdze Ezechiela 44 rozdziale, że On nie będzie używał Lewitów, których serca skłoniły się do bałwanów.” Lewici to są słudzy. Mówi, że użyje tylko tych, którzy są ubrani w czyste płótno, od głowy aż do stóp, bez żadnej domieszki wełny. Wełna reprezentuje cielesne, samolubne życie; życie według ciała, które jest pogrążone w swoich zachciankach. On mówi: „Żaden kaznodzieja, który jest ubrany w wełnę czy obcy, albo nie obrzezany w sercu, nie może wejść przed Moje oblicze, aby mógł służyć tym co jest u Mnie święte.” „Obcy” to człowiek, który nie spędza czasu z Bogiem. On jest obcy przed obliczem Bożym, nie czuje się wygodnie będąc sam na sam z Bogiem, bo nie ma Mu nic do powiedzenia. Bóg takiego człowieka nie użyje. „Nieobrzezani w sercu” to ci, którzy nigdy nie pozwolili, aby nurt Ducha Świętego odcinał ich grzech, by ich serce mogło należeć całkowicie do Boga. On mówi: „Ja nie będę używał tych ludzi.” Mówi: „Jedynie będę używał tych, którzy nie skłonili swego serca do innych bożków i bałwanów, których serce całkowicie do Mnie należy, którzy są ubrani w len.” I Bóg mówi tak: „Ja pozwolę im się do Mnie przybliżyć, aby służyli przy Moim stole i aby mogli służyć Moimi świętymi rzeczami.” W wierszu 23 rozdziału 44 Księgi Ezechiela mówi: „Ci słudzy będą uczyć Mój lud różnicy między świętym i nieczystym, między czystym i nieczystym.” Takich sług, kaznodziejów, On będzie używał.

Jeszcze jednym miejscem ze Słowa Bożego chciałem się z wami podzielić. Księga Malachiasza rozdział 2. Nie planowałem czytać tego słowa, ale wiem, że Pan chce abym się nim podzielił. Wiem, że chce, abyśmy potem szukali Jego oblicza. Księga Malachiasza rozdział 2 wiersz 1: „A teraz was kapłani dotyczy to postanowienie. Jeśli nie usłuchacie i nie weźmiecie tego do serca, że macie oddawać cześć Mojemu imieniu, mówi Pan Zastępów, to ja rzucę na was klątwę. Przeklnę wasze błogosławieństwo, zaiste już je przekląłem, gdyż nie bierzecie tego do serca.”

To stało się już z wieloma kaznodziejami w Ameryce, z wieloma ludźmi. Bóg mówił: „Pokutujcie”, ciągle na nowo, ale oni tego nie przyjęli do serca. Nie mamy już wiele czasu. Wierzę, że Bóg tego Swojego dzieła dokona szybko, ale da wam czas, abyście sprawdzili swoje serca, aby być sam na sam z Bogiem.

Przeczytajmy jeszcze dwa miejsca Słowa Bożego. Od wiersza 4: „I poznacie, że wydałem dla was to postanowienie, aby Moje przymierze z Lewitami trwało.” To są kaznodzieje, którzy nie pokłonili się bałwanom. Co On do nich mówi? „Moje przymierze z nimi, to było przymierze życia i pokoju.” Wiersz 6: „Na jego ustach była prawdziwa nauka, na jego wargach nie znalazła się przewrotność. W pokoju i prawości postępował ze mną.” To był człowiek, który spędzał czas z Bogiem i z tego powodu w jego sercu był pokój, a w jego ustach była prawdziwa nauka. Nie jego własne słowa, ale słowa Boże. Na jego wargach nie ma przewrotności. Biblia mówi, że wargi to nie problem.

W Ewangelii Marka w 7 rozdziale jest powiedziane, że to co wychodzi z serca, to wymawiają usta. To jest człowiek, który oczyścił swoje serca przed Bogiem. Popatrzmy, co Bóg powiada, że zrobi z tym człowiekiem. W jego ustach nie było nieprawości, tylko prawdziwa nauka. „Chodził ze Mną w pokoju i w prawości” – popatrzcie – „i wielu odwracał od niesprawiedliwości.” Wielu odwracał od grzechu, dlatego, że przebywał z Bogiem. Wiersz 7 : „Gdyż wargi kapłana, sługi Bożego, powinny mieć wiedzę i z jego ust ludzie chcą mieć wskazania, gdyż on jest posłańcem Pana Zastępów. Ale niektórzy zboczyliście z drogi i sprawiliście, że wielu się zachwiało w zakonie i wyście zerwali przymierze z Lewim.”

Usługa Davida Wilkersona i Boba Phillipsa do kaznodziejów w Polsce, Wrocław, kwiecień 1986 r. Z taśmy magnetofonowej spisała Daniela Gizicka, tłumaczył Paweł Cieślar. Użyto za zgodą autora.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz