Czy anioły istnieją naprawdę?

Prawdopodobnie nigdy nie widziałeś anioła. Zapewne nikt z twoich przyjaciół go nie widział. Ale czy widziałeś Biegun Północny? Chyba nie, a mimo to, nie wątpisz, że istnieje. Nawet ci, którzy tam byli, nie widzieli niczego, poza bezkresnymi połaciami śniegu, a mimo to, nikt z nich nie wątpił, że Biegun naprawdę istnieje. W naszych czasach żyje o wiele więcej ludzi, którzy widzieli anioła, niż Biegun Północny!

Aniołowie nie są mitycznymi stworami, psychologiczną projekcją ludzkich emocji, pobożnym życzeniem, czy wytworem bujnej wyobraźni. Nie są też reinkarnacją ludzi, którzy przenieśli się na wyższy poziom egzystencji. Natomiast są realnymi stworzeniami, które istnieją w duchowej rzeczywistości. Śmieją się, płaczą, kochają, wielbią Boga, a czasem interweniują w nasze sprawy.

Jest wiele rzeczy na świecie, które są niewidoczne dla oczu, a jednak realne. Weźmy na przykład najbardziej pospolitą substancję — wodę. W każdej sekundzie unoszą się w powietrzu wokół nas niewidzialne litry wody. Zmienisz temperaturę i ciśnienie, a ten niewidoczny dla oczu gaz zamieni się w ciecz, którą można pić lub w niej pływać. Zmienisz temperaturę, a woda staje się ciałem stałym. Nie jest jednak ani trochę mniej realna, bez względu na to, czy istnieje w formie widocznej czy niewidocznej dla oka.

Wiemy, że większość rzeczy we wszechświecie jest ukrytych przed naszym wzrokiem jeszcze bardziej, niż para wodna. Ci, którzy wątpią w realność świata duchowego, mogą być nieświadomi tego, co dopiero niedawno zrozumieli fizycy: Większość substancji we wszechświecie jest dla nas nienamacalna, to znaczy nie tylko niewidoczna, ale wręcz niemożliwa do wykrycia. Wiemy, że gdzieś są, ale nie potrafimy ich odnaleźć. Znany fizyk, Frank Wilczek tak to wyjaśnia:

„Jednym z najbardziej frustrujących, nierozwiązanych przez nas dotąd problemów jest fenomen brakującej masy. Istnieją konkretne powody, zarówno teoretyczne jak i wynikające z obserwacji, by wierzyć, że większość masy wszechświata nie przypomina niczego, co dotychczas znali astronomowie. Gęstość wszechświata, jak wynika z obserwacji wzajemnego wpływu na siebie poszczególnych jego składników, dodając do siebie wszystkie jego widzialne i zaobserwowane składniki, jest co najmniej 10 razy większa, niż można by przypuszczać. Resztę stanowi tak zwana brakująca masa, czyli czarna materia (w rzeczywistości nie jest ona czarna, lecz przezroczysta), którą nie może być żadna z planet, nie jest nią też żadna chmura gazowa nie przypomina niczego, z czym się do tej pory zetknęli naukowcy. Co więcej, wiemy prawie na pewno, że jej cząsteczki nie przypominają podstawowych komórek protonów, neutronów oraz elektronów, z jakich zbudowany jest znany nam wszechświat.” (1)

Zwróćmy uwagę na naszą ogromną niewiedzę: nie wiemy nawet z czego składa się 90% naszego wszechświata! Na miejscu jest więc odrobina intelektualnej pokory. Można założyć, że aniołowie są „zrobieni” z tej samej nieznanej substancji, która tworzy brakującą masę. Być może samo niebo składa się z tej niewidocznej dla oczu masy, która nas otacza, lecz istnieje w innym wymiarze. Takie spekulacje nie są wcale metafizycznym bełkotem, lecz przedmiotem badań współczesnej fizyki. (*)

Dlaczego jesteśmy gotowi wierzyć fizykom? Wielu ludzi wierzy w atomy i czarne dziury, chociaż nikt ich nie widział, ponieważ fizycy mówią nam, że ich teorie można wesprzeć równaniami, obliczeniami, a także udowodnić doświadczalnie. Jest jeszcze jeden ważny czynnik: ufanie fizykom nic nie kosztuje. Natomiast wiara lub niewiara, gdy idzie o zjawiska nadprzyrodzone, ma poważne konsekwencje. Jeżeli bowiem Biblia ma rację w sprawie aniołów, to znaczy, że prawdą są także zawarte w niej nauki o Bogu, przyszłym sądzie, piekle, niebie. Tysiące ludzi widziało aniołów, natomiast nikt nigdy nie widział atomów ani czarnych dziur. Dlaczego zatem mamy tak wielu religijnych sceptyków? Może dlatego, że ludzie mają tendencje do odrzucania zasad wiary, których przyjęcie wiąże się z pewnym kosztem.

Przekonania każdego człowieka determinują też tradycje kulturowe, w których wzrasta. Kiedy nasz system wierzeń jest już ukształtowany, mamy tendencje, aby ignorować nawet niepodważalne dowody, które nie pasują do naszych poglądów, tak samo jak nie zwracamy uwagi na meble, które nie pasowałyby do naszego mieszkania. Podobnie większość ludzi unika nowych idei, które zrewidowałyby ich ukształtowany już system wierzeń. Co zrobimy, gdy okaże się, że nowe idee są wsparte przez wiarygodne dowody? Czy przyjmiemy prawdę, bez względu na koszt? Każdy, kto jest gotów zapłacić cenę, przekona się o istnieniu znacznie większego domu Bożego, z wieloma nowymi braćmi i siostrami, z większą przestrzenią do rozwoju, bo znajdzie w nim:

Więcej nieba, niż można zobaczyć,
Więcej mórz, niż można przepłynąć,
Więcej słońca, niż wzrok może znieść,
Więcej gwiazd, niż można zważyć.
Więcej powietrza, niż trzeba, aby oddychać,
Więcej ziarna, niż można zasiać.
Więcej łaski, niż można pojąć.
Więcej miłości, niż można doświadczyć!
— Ralph W. Seager

Dla sceptyka najbardziej oczywiste jest psychologiczne wyjaśnienie historii z aniołami: wszystko to zachodzi w ludzkim umyśle. Wizje aniołów są halucynacjami — rodzajem mentalnych, obronnych mechanizmów powstałych w reakcji na strach i stres. Dwie rzeczy wykluczają to wyjaśnienie. Po pierwsze, pozostają fizyczne efekty: naprawiony samochód, torba pełna jedzenia, uzdrowienie, odnalezienie drogi do domu. Po drugie, czasami anioł daje się zobaczyć nie osobie narażonej na niebezpieczeństwo, lecz napastnikom czy postronnym obserwatorom.


Około 1983 roku dr Duggie jechał z żoną z północnej Kalifornii do swego domu w pobliżu Los Angeles. Około pierwszej w nocy zauważyli, że kończy im się benzyna. Znaleźli stację benzynową w dosyć zaniedbanej części miasta Oakland. Wjeżdżając na nią, zauważyli pięciu czy sześciu osiłków, którzy przerwali rozmowę przyglądając się ich pojazdowi. Duggies’owie czuli się bezradni i modlili się o ochronę. Kiedy już zapłacili za paliwo, kasjer zapytał, skąd są ci dwaj żołnierze marynarki wojennej na tylnym siedzeniu. Było to swego rodzaju szokiem dla Duggies’ów, bo po drodze nie zabierali nikogo do auta. Niemniej, dopóki nie znaleźli się na drodze, nie oglądali się za siebie, a gdy wreszcie spojrzeli, tylne siedzenie było puste. Pozostało im tylko podziękować Bogu za Jego protekcję.


W poprzednie wakacje z przyjacielem sprzedawaliśmy literaturę chrześcijańską w okolicach Fresno, w Kalifornii. Wielu zainteresowanych kupnem książek prosiło, aby przyjść do nich następnego dnia. Mój współpracownik nie mógł mi wtedy towarzyszyć, dlatego musiałem to robić samotnie. Zadzwoniłem do dwóch klientów i umówiłem się z nimi na konkretna godzinę, aby przywieźć zamówione książki. Pierwszy chciał zapłacić na raty, drugi natomiast oferował gotówkę za dużą ilość książek.

Sprzedaż za gotówkę miała mieć miejsce wieczorem. Zaparkowałem swój samochód w pewnej odległości od domu mojego klienta. Wychodząc od niego ze sporą gotówką, zauważyłem w pobliżu samochodu kilku chłopaków. Miałem dziwne przeczucie, że czekają na mnie, toteż rozejrzałem się wkoło, czy mogę liczyć na jakąś pomoc ze strony przechodniów. Niestety, było pusto.

Przystanąłem na chwilę, by krótko pomodlić się o Bożą ochronę i od razu poczułem wewnętrzny pokój. Gdy szedłem w kierunku samochodu, ktoś za moimi plecami powiedział: „Odprowadzę cię do twojego samochodu„. Bardzo mnie to zdziwiło, bo jeszcze przed chwilą nie widziałem za sobą nikogo. Trzech chłopaków wciąż stało przy moim aucie. Jeden trzymał drewnianą pałkę z metalowym łańcuchem. Otworzyłem drzwi samochodu, wszedłem do środka i uruchomiłem silnik. Rozejrzałem się za nieznajomym, aby mu podziękować, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Pojechałem wzdłuż ulicy, aby go odnaleźć, ale na nic. Tak więc podziękowałem Bogu za Jego ochronę i za nieznajomego, który przyszedł mi z pomocą.

Od tego ostatniego klienta dostałem adres osoby, która mieszkała gdzieś w pobliżu i również chciała kupić kilka książek, ale, że było już ciemno, wolałem przyjechać do niej następnego dnia. Nazajutrz umówiłem się z nią i sprzedałem jej wybrane książki. Okazało się, że mieszkała na tej samej ulicy, co klient, który mi ją polecił, niedaleko miejsca, gdzie poprzedniego wieczora zaparkowałem samochód. Kiedy zadzwonił do niej mówiąc, że być może zaraz do niej przyjdę, czekała przy oknie. Widziała, jak szedłem do auta oraz stojących przy nim trzech młodzieńców. Ona również czuła, że mają złe zamiary. Zaczęła się modlić, aby mi się nic złego nie stało. Odkąd opuściłem dom jej znajomego, widziała kogoś idącego obok mnie. Zauważyła, że mężczyzna ten wsiadł do samochodu i zajął miejsce obok mnie. Wtedy zrozumiałem, że to anioł ochronił mnie tego wieczora, zaś ta kobieta z jakichś względów miała przywilej widzieć go.

Jim Hartwick (2)


O piątej rano obudziło mnie głośne bicie dzwonu wzywającego do modlitwy. Idea modlitwy wydała mi się na miejscu, toteż wstałem z łóżka i zacząłem swoją rozmową z Bogiem: „Drogi Boże, czuję jakiś niepokój w związku z pobytem w tym mieście. Potrzebuję ochrony, którą tylko Ty możesz zapewnić. Wiem, że posyłasz aniołów do tych, którzy Ciebie kochają. Mógłbym dzisiaj skorzystać z takiej ochrony. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, Panie, przyślij mi proszę dwóch aniołów

Niedługo potem znalazłem się na ulicach Belize. Kiedy wchodziłem do restauracji na śniadanie ludzie cofnęli się przede mną patrząc jakoś dziwnie. Usiadłem przy stoliku, a wtedy jakiś nieznajomy przysiadł się i przedstawił jako Tymoteusz. Poprosił, abym kupił mu kawę. Zamówiłem i zaczęliśmy rozmowę. po chwili Tymoteusz spojrzał na mnie z uwagą i zapytał:

— Kim byli ci dwaj mężczyźni, którzy szli z tobą?
Omal nic zakrztusiłam się sokiem pomarańczowym, który właśnie piłem.
— Czy widziałeś mnie z dwoma mężczyznami?
— Tak odpowiedział, Kim byli?
— Tymoteusz, czy jesteś pewien, że to byłem ja?
— Tak, ty! — odpowiedział trochę poirytowany, że unikam odpowiedzi na jego pytanie. Widziałem cię idącego ulicą między dwoma mężczyznami. Czy któryś nie był aby twoim ojcem?
— Nie, żaden z nich nie był moim ojcem — zaprzeczyłem.
Tymoteusz wydawał się usatysfakcjonowany i przestał stawiać dalsze pytania. Jednak, gdy skończyłem posiłek, zacząłem zastanawiać się, czy owi mężczyźni nie pochodzili od mojego Niebiańskicgo Ojca. Kiedy dziś rano modliłem się o ochronę, byłem przekonany, ne Bóg będzie mnie ochraniał. Dlaczego więc byłem tak zdziwiony, gdy Bóg spełnił moją prośbę?

Po obiedzie wróciłem na ulice Belize. Był to czas, kiedy moje serce wypełniał pokój. Przyglądałem się twarzom wokół mnie, ciekaw czy ludzie patrząc na mnie, widzą jedną czy trzy osoby?”

David George (3)


Jak więc jest z tymi aniołami? Jak wyjaśnić takie zdarzenia? Najprostsze wyjaśnienie tych i pozostałych historii jest tradycyjne. Jednak tradycyjne podejście do sprawy aniołów również nasuwa trudne pytania: Dlaczego takie zdarzenia dzieją się tak rzadko? Na każdy cud przypada wiele zdarzeń, w które Bóg nie ingerował. Dlaczego?

Załóżmy, ze jesteś szefem jakiejś dużej firmy i zatrudniłeś syna. Twój syn, gdy zaczął pracę, miewał często trudności, ale zawsze mógł zwrócić się do ciebie o pomoc, choć gdyby się bardziej przyłożył, mógłby je rozwiązać sam. Co zrobiłbyś? Czy ratowałbyś go za każdym razem z opresji? Czy robiłbyś mu przysługę, rozwiązując za niego wszystkie problemy? Czy takie działanie uczyniłoby z niego człowieka zaradnego i odpowiedzialnego, który mógłby kiedyś zarządzać firmą samodzielnie?

Jednym z powodów, dla których Bóg nie zawsze ratuje swoje dzieci ze wszystkich niebezpieczeństw jest to, że bardziej niż opieki potrzebujemy wzrostu. Pewna ilość doświadczeń hartuje. Cierpienie jest czymś, co powoduje wzrost duchowej dojrzałości. Ból przybliża do Boga.

Anioł stróż nie ma zapewnić nam życia wolnego od nieprzyjemności, lecz chronić przed duchowymi niebezpieczeństwami. Czasem będzie to oznaczać dopuszczenie fizycznego bólu, ale jednocześnie wzmocnienie, abyśmy byli w stanie go znieść. Pamiętajmy również, że sługa nie jest większy od swego Pana. Kiedy Jezus modlił się do Swojego Ojca, by zachował Go od cierpienia na krzyżu, Bóg odpowiedział zsyłając anioła, by wzmocnił Zbawiciela (Ewangelia wg Łukasza 22:42-43). Wielu biblijnych bohaterów nie zostało uratowanych od cierpienia czy śmierci.

Mamy nadzieję, że aniołowie, którzy być może spoglądają przez nasze ramię są zadowoleni z tego, co o nich powiedzieliśmy. Wyrażamy też nadzieję, że pomogą one czytelnikom jeszcze bardziej umiłować Tego, którym aniołowie niestrudzenie służą.

E. Lonnie Melashenko
Timoty E. Crosby

fragm. „W obecności aniołów” wyd. Betezda, 2000


Przypisy:

1) Frank Wilczek „The End of Physics?” Discover, marzec 1993
2) Pacific Union Recorder, 2 lipiec 1990
3) „Alone in Belize City”, Insight, 8 marzec 1986
*) Istnienia kolejnych wymiarów dowodzi geometria wielowymiarowa. Zainteresowanym tym tematem polecamy książkę Józefa Kajfosza w książce U wrót przestrzeni: Czwarty wymiar a Biblia, Katowice: Areopag, 1994

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz