Czy przekład Biblii jest natchniony?

Szeroka literatura nt. przekładów Biblii – skutek prężnie rozwijającego się przekładoznawstwa – skupia się na teorii i technikach przekładów, ocenach i wnioskach nt. dobrego przekładu i kwestiach pochodnych. Nie spotkałem ani jednej refleksji nad teologicznym skutkiem przekładu Biblii – natchnieniem.

Co się dzieje z natchnieniem w przekładzie? Czy przekład jest natchniony? Czy jest Słowem Bożym? Czy tłumacz uczestniczy w procesie natchnienia? Czy implikacje natchnienia Biblii docierają aż do przekładów? Na ile możemy korzystać z przekładu jako Pisma Świętego?

M. Pieńkowski OP w wywiadzie o natchnieniu Biblii dla miesięcznika ZNAK, na pytanie redaktorki zadane wprost: „Czy Biblia Tysiąclecia jest natchniona?” odpowiada: „Gdy chodzi o Biblię Tysiąclecia, mamy do czynienia z tłumaczeniem tekstu natchnionego. Same tłumaczenia nie są natchnione sensu stricto. Przypisujemy natchnienie tylko oryginalnemu tekstowi”.

Rzeczywiście jest to wypracowana w biblistyce koncepcja natchnienia. Zgadza się ona ze skryptyrustyczną definicją natchnienia w ewangelickich kościołach protestanckich, dla których również tylko tekst oryginalny jest bezbłędny i natchniony. Ale jakto się ma do stwierdzenia soborowego „Gdy w Kościele czyta się Pismo Święte, wówczas On sam mówi” (Sacrosanctum Concilium, 7)? Przecież czyta się przekład… Oto kilka trudności związanychz tą tradycyjną definicją natchnienia:

Co to jest tekst oryginalny?

Skoro natchniony jest „tekst oryginalny”, to który to jest tekst? Czy potrafimy go wskazać? Mianem tekstu oryginalnego trzeba by nazwać tekst, który wyszedł spod pióra autora/redaktora biblijnego, działającego pod natchnieniem Bożym. Problem w tym, że ani jednego takiego tekstu nie mamy. Nie zachowały się autografy żadnej księgi biblijnej. Mamy za to różne odpisy autografów, które to odpisy można liczyć w dziesiątki, a w przypadku niektórych ksiąg – w setki manuskryptów. Te odpisy różnią się między sobą formami morfologicznymi, całymi słowami, a nawet wierszami i fragmentami. Do tego dochodzą starożytne przekłady, czasem starsze od wielu odpisów, przekazujące kolejne tradycje tekstu, dokonywane czasem z innych niż posiadamy odpisów tekstów oryginalnych (tak jest choćby w przypadku pewnych tekstów w LXX).

Który z posiadanych przez nas tekstów jest „oryginalny”? Gdy mam w pochwale ojców u Syracydesa dwie wersje manuskryptów: jedna krótsza od drugiej, a oba były używane w Kościele, to która wersja jest tą oryginalną? Mamy w sumie ponad 5 tysięcy greckich rękopisów NT z okresu od II (a być może nawet I) w. do XVI w., różniących się w pewnychmiejscach pomiędzy sobą, niosąc w sposób oczywisty większe lub mniejsze różnice treściowe. Który z nich jest oryginalny?

W klasycznym wprowadzeniu do krytyki tekstu NT oraz w swych wydaniach NT państwo Alandowie dzielą warianty tekstowe, począwszy od niemal pewnych (A), gdzie kolejne litery (B, C, D) oznaczają coraz mniejszy stopień pewności. Problem w tym, że – jak wyliczył K. Clarke – na 1444 warianty tekstu United Bible Societies Greek New Testament 33% to teksty o ocenie B, a aż 48% to teksty o ocenie C, 10% ma ocenę D, a tylko 9% ma najwyższą ocenę A. Zatem gdzie tak naprawdę jest „wersja oryginalna”? Która z nich taką jest? Która jest natchniona? Kościół przecież nigdzie nie orzekł, że ten czy ten manuskrypt lub to czy to wydanie greckich tekstów jest kanoniczne.

Badania nad tekstami „oryginalnymi” Biblii są ciągle otwarte ze swej natury. Nie można przecież stwierdzić, że skończyliśmy ustalać brzmienie tekstu oryginalnego oraz że nic już nowego nie znajdziemy ani nie ustalimy (nie chodzi oczywiście o ilość i zakres ksiąg, tu nic się nie zmieni). Współczesna krytyka tekstu i teoria przekładu Biblii uznają taki stan rzeczy za normę i proponują tłumaczowi swobodne wykorzystanie aparatu krytycznego, a także w razie jego niekompletności, dostępnych odpisów oryginału czy innych świadków tekstu (np. tłumaczeń) – celem wybrania najodpowiedniejszego wariantu w przekładzie. Tłumacz Biblii ma prawo wyboru – posługując się metodami filologicznymi i z krytyki tekstu – określonej wersji korzystając z dostępnych odpisów tekstów oryginalnych, a nawet ze starożytnych przekładów.

A jeśli przyjmiemy, że „oryginalny tekst Biblii” to jest efekt właśnie takiej rekonstrukcji – który zawsze pozostaje hipotetyczny – oznacza to, że tak naprawdę nie mamy tekstu oryginalnego Biblii, tylko ciągle go tworzymy. Tekst oryginalny nie jest nam dany, lecz zadany. Mówiąc inaczej, tekstu Pisma Świętego szukamy, a tekst przekładu tworzymy.

Warianty „tekstu oryginalnego”

Tu napotykamy na kolejny paradoks, ukazujący niewystarczalność zacytowanej we wstępie definicji natchnienia. Okazuje się bowiem, że tłumacz może wybrać jako wariant tekstu natchnionego, kanoniczego nie wersję z języka oryginalnego, ale np. wersję starożytnego tłumaczenia, właśnie ją uznając za prawdziwą, kanoniczną. Mamy więc sprzeczność z definicją, że natchniony jest tylko tekst oryginalny. Gdyby tak było, tłumacz nie miałby prawa sięgać po jakiekolwiek tłumaczenie; cała krytyka tekstualna Biblii związana z wykorzystaniem targumów, LXX, Peszitty, Vetus latina i innych przekładów celem ustalenia brzmienia „oryginału” okazywałaby się bezużyteczna.

Ktoś może powiedzieć: to uznajemy za natchnione i prawdziwe, co Kościół uznał za takie. Słusznie – ale rodzi się pytanie: Co Kościół uznał jako natchnione, skoro w jednym katolickim wydaniu Biblii opatrzonym imprimaturdany fragment się znajduje, a w innym wydaniu również katolickim i również opatrzonym imprimaturten sam tekst jest wycięty, jako nie natchniony i niekanoniczny? Mam tu na myśli np. 26 rozdział Księgi Syracha, gdzie wersety od 19 do 27 raz są, a raz znikają z katolickich wydań Pisma Świętego, ale przecież takich przykładów z samej Księgi Syracha można podać kilka, a z całej Biblii więcej.

Okazuje się, że już w starożytnej interpretacji żydowskiej jednym z elementów do rozstrzygnięcia była kwestia jednego/wielu tekstów Pisma. Grupa tzw. uczonych w Piśmie (scribal exegesis) wychodziła z założenia, że istnieje tylko jedna obowiązująca forma tekstu Biblii. Jednak znacznie lepiej poświadczona tradycja, do której zaliczyć trzeba m.in. Filona z Aleksandrii, Józefa Flawiusza, targumy, a przede wszystkim teksty z Qumran, uznaje odmienne teksty i tłumaczenia jako obowiązujący tekst Biblii. W Qumran nie tylko widzimy zebrane razem różne warianty tekstu Biblii, odmienne wydania poszczególnych ksiąg biblijnych, lecz także dosyć swobodne podejście do samego literalnego tekstu Pisma. Znany krytyk tekstu Biblii, E. Tov, napisze, że charakterystyczne dla typowych qumrańskich tekstów biblijnych jest „swobodne podejście do tekstu biblijnego, co znajduje odzwierciedlenie w dostosowaniu nietypowych form do kontekstu, w częstych błędach, w licznych poprawkach, a czasem także w niedbałym piśmie”.

To wszystko pokazuje, że nie da się dziś utrzymać opinii o „tekście oryginalnym Biblii” jako tym jedynym natchnionym. Po pierwsze to, co mamy i z czego tłumaczymy, nie jest tekstem oryginalnym, ale odpisem. Po drugie, tych odpisów jest wiele i różnią się one od siebie. Mamy więc do czynienia z pluralizmem, wielością tradycji i tekstów, z których – przy zastosowaniu metod filologicznych i z krytyki tekstu – próbujemy jedynie zrekonstruować jeden spójny tekst. Nikt jednak nie zagwarantuje z oczywistych powodów, że właśnie ta, a nie inna rekonstrukcja odwzorowuje tekst oryginalny. Pewności nigdy nie osiągniemy, gdyż nawet większa ilość manuskryptów po jednej stronie nie gwarantuje, że ta wersja jest tą autentyczną.

Większej wagi w tym kontekście nabiera krytyka tekstualna manuskryptów biblijnych, która to część egzegezy długo pozostawała w cieniu i w dużej mierze dzięki odkryciu tekstów znad Morza Martwego zajaśniała w centrum badań biblijnych.

Księgi istniejące tylko w przekładzie

Kolejną trudnością z wyżej przytoczoną definicją natchnienia Biblii jest kwestia ksiąg istniejących jednynie w przekładzie. Jeśli utrzymujemy, że „natchniony jest tekst oryginalny”, to co z Pierwszą Księgą Machabejską, co z Księgą Mądrości Syracha, z Księgą Tobiasza i Judyty? I być może Ewangelią Mateusza (jeśli została napisana w j. semickim [1])? Przecież oryginalnej wersji tych ksiąg nie posiadamy (mamy zrekonstruowane jedynie ok. 3/5 hebrajskiejwersji Syr [2] oraz 1/5 aramejskiej wersji Tb [3])?

Jeśli natchniony jest tekst oryginalny, czyli hebrajski tekst dla wyżej wymienionych ksiąg ST – którego przecież nie posiadamy – to powstaje pytanie, czy Kościół nie ma tekstu natchnionego ksiąg biblijnych? Biblistyka odpowiada: uznaje grecką wersję tych ksiąg za natchnioną. I to jest ważny moment. To, że Kościół – choćby w tych kilku przypadkach – uznaje przekład za tekst natchniony, po raz kolejny zaprzecza podanej we wstępie definicji oraz otwiera pole do dyskusji nt. natchnienia przekładu. Kościół przecież pośrednio potwierdza precedensami, że natchniony może być także przekład, nie tylko oryginał.

Konsekwencje stwierdzenia, że „natchniony jest tylko oryginał”

Jeśli utrzymujemy protestancką wizję, że natchniony jest tylko tekst i to tekst oryginału, to trzeba postawić kolejne pytania. Czy „bardziej natchniony” jest tekst, który przeczyta i zrozumie ułamek procenta wytrawnych znawców języków biblijnych, czy tekst, którym modli się i naucza Kościół a karmią się miliony (np. Biblia Tysiąclecia) – choć zawierający błędy translacyjne czy stwierdzenia, których nie ma w Biblii hebrajskiej i greckiej?

A co z LXX? Ponieważ nie mamy tekstów hebrajskich ksiąg Syracha i Tobiasza, za natchnione i oryginalne uważa się wersje greckie obu ksiąg pochodzącą z Septuaginty, czyli grSyr i grTb. Ale w XIX i XX wieku (geniza kairska, Qumran) odkryto hebrajskie i aramejskie fragmenty obu ksiąg. Czy gdy odnajdziemy całe księgi, wersja grecka przestanie być natchniona? Natchnienie przepłynie do wersji hebrajskiej? Rodzi się jeszcze większy problem – co gdy wersja semicka będzie się różnić (a odnalezione fragmenty pokazują, że już tak jest) od wersji greckiej? Mamy tekst natchniony, który różni się od tekstu oryginału. Właśnie wykazałem sprzeczność z prawdą teologiczną powtarzaną w biblistyce: natchniony jest tekst oryginalny. Mamy fragmenty tekstu oryginalnego, hebrajskiego Tb i Syr, których wcale nie uważamy za natchnione. Tłumaczeń dokonuje się z kompletnych wersji greckich tych ksiąg.

A może natchnione są oba różne teksty – jest to możliwe? Wydaje się, że jakiś pluralizm natchnienia powinien być uwzględniony, biorąc pod uwagę skomplikowaną sytuację krytyki tekstualnej Pisma Świętego.

Autor natchniony?

Czy my czasem ciągle nie postrzegamy natchnienia jako daru przypisanego jednostce (autorowi) – zamiast przypisać je szerzej, wspólnocie, w ramach której księga powstawała, była tworzona? Wiemy dziś przecież jak skomplikowanym i długotrwałym procesem było powstanie poszczególnych ksiąg. Wiemy, że obecna forma ksiąg hebrajskich i greckich jest w dużej mierze tworem nie jednej osoby, ale dziełem wieloosobowym i poddawanym niejednokrotnej redakcji. W ten proces często włączona była cała wspólnota. Gdzie jest więc natchnienie? Przy autorze czy przy redaktorze, który wiele rzeczy dopisał i zmienił?

A jeśli natchnienie obejmuje wszystkich, którzy brali czynny udział w powstawaniu, przekazywaniu i spisywaniu ksiąg Biblii [4], obejmuje cały proces, w wyniku którego mamy spisany tekst – to czy możnatym charyzmatem objąć także tłumacza? Przecież Bóg ciągle troszczy się o swoje Słowo, na każdym jego etapie (Iz 40; 55; 1P 1,23-25). Skoro charyzmat natchnienia jest „integralną częścią całego planu zbawienia i związany jest z jego urzeczywistnieniem” (H. Muszyński) – to może to oznaczać, że charyzmat ów trwa w Kościele? Czy może mamy – jak twierdziło wielu teologów – różne stopnie natchnienia?

Trzeba zerwać z prostą teorią natchnienia – że natchniony jest tekst taki a taki (oryginalny), bo padnie pytanie: konkretnie który? Nie można ograniczać natchnienia do tekstu, którego nawet nie potrafi się wskazać. Kościół mówiąc przez 1000 lat o Piśmie Świętym, o natchnionym Słowie Bożym – myślał o Wulgacie – co jest kolejnym argumentem za przemyśleniem kwestii natchnienia przekładu. Praktycznie do czasów nowożytnych chrześcijanie nie interesowali się transmisją czyli przekazem tekstów, zwłaszcza tekstem hebrajskim [5]. Luter np. całkowicie subiektywnie potraktował kwestię natchnienia Biblii – natchnione są te księgi, które prowadzą i zbliżają do Chrystusa. W oparciu też o subiektywne kryteria odrzucił te Pisma, które nie pasowały do jego teorii, np. Est, 1-2 Mch, Hbr, Jk, Jud, Ap. Natomiast uznawał możliwość natchnienia przekładu.

Te problemy związane z natchnieniem wymagają przemyślenia. Szczęśliwie okazuje się, że najnowszy dokument Papieskiej Komisji Biblijnej będzie dotyczył kwestii prawdy Bibliii w związku z tym zapewne natchnienia biblijnego. Mam nadzieję, że te problemy zostaną podjęte.

Marcin Majewski
fragm. Jak przekłady zmieniają sens Biblii… O teorii i praktyce tłumaczenia Biblii, https://upjp2.academia.edu/MarcinMajewski, 2013.


[1] Już świadectwo Papiasza, biskupa Hierapolis w Azji Mniejszej, w jego „Objaśnieniach słów Pańskich” z ok. 110 roku, a przytoczone przez Euzebiusza w jego „Historii Kościoła” świadczy, że „Mateusz ułożył słowa w hebrajskiej mowie, objaśniał je każdy jak umiał” (Hist. Eccl. III, 39, I). Do tego dochodzą inne świadectwa Euzebiusza nt. hebrajskiego (aramejskiego) tekstu Ewangelii Mateusza. Także wnikliwy badacz Pism, św. Ireneusz, biskup Lionu, ok. 180 roku pisze: „Mateusz przebywając pośród Hebrajczyków wydał napisaną w ich własnym języku Ewangelię” (Adv. Haer. III, 1, I). To przekonanie podzielali też Orygenes, Klemens Aleksandryjski i Hieronim. Musiało ono mieć jakieś podłoże prawdy. Dziś jednak wielu egzegetów postrzega tekst grecki Ewangelii jako jej tekst oryginalny, widząc w przytoczonych świadectwach echo jakiegoś semickiego prototypu dla Ewangelii Mateuszowej. Grecka Ewangelia byłaby więc przekładem owej wersji semickiej uzupełnionej zwłaszcza o Mk i Q. Za hebrajskim oryginałem Mt opowiadali się F. Delitzsch, G. Aichler, H.J. Cladder, a współcześnie J. Carmignac i J.A.T. Robinson.

[2] Po rekonstrukcjach fragmentów hebrajskich Syr odnalezionych m.in. w genizie kairskiej, w Qumran i na Masadzie dysponujemy ok. 68 % tekstu hebrajskiego księgi, ok. 2200 stychów na ogólną liczbę 3221 stcyhów znajdujących się w tekście greckim (zob. np. T. Milik, Dziesięć lat odkryć na Pustyni Judzkiej, Warszawa 1968, s. 31; A.A. Di Lella, The Newly Discovered Sixth Manuscript of Ben Sira from Cairo Geniza, Bib 69 (1988) s. 226-238). Najnowsze studia nad tekstem Ben Syracha prezentują J.S. Rey, J. Joosten (red.), The Texts and Versions of the Book of Ben Sira: Transmission and Interpretation (JSJSup 150); Leiden/Boston: Brill 2011.

[3] Księga Tobiasza powstała w języku semickim, najprawdopodobniej aramejskim, o czym świadczą odnalezione teksty z Qumran i świadectwa patrystyczne. Istnieją też opinie, że językiem oryginału był grecki (Paul Desealers) albo hebrajski (Alonso Schökel).

[4] W ważnej pracy Bruce Vawter przestudiował rozwój teologii natchnienia zarówno w tradycji rzymskokatolickiej, jak i protestanckiej. W końcowym rozdziale W stronę syntezyprzedstawia on własne sugestie co do teologii natchnienia, jakiej należałoby pragnąć. Wskażemy jego główne tezy. Natchnienie powinno przede wszystkim uchodzić za jedną z cech udzielanych wspólnocie wierzących przez Ducha Bożego, który powołał ją do życia. Duch ów działa we wspólnocie, w ludzie Bożym. Pisma tego ludu są zatem -w prawdziwym sensie tego słowa -dziełem Ducha. Podczas gdy starsze teorie natchnienia pojmowały Boga jako oddziałującego bezpośrednio na jednostkę w interesie gminy, my powinniśmy raczej przedstawiać sobie Boga jako działającego za pośrednictwem gminy na jednostkę. Natchnienie skrypturalne było przede wszystkim charyzmatem wspólnotowym, choćby nawet przejawiało się przez jednostki.

[5] Chrześcijaństwo nie zajmowało się transmisją hebrajskiego tekstu Starego Testamentu. Praktycznie do czasów nowożytnych jego przekaz leżał w kręgu zainteresowania Żydów. Gdy hebrajską Biblię przetłumaczono na grekę (Septuaginta, przekład Akwili, Symmacha i Teodocjona) i na łacinę (Vetus Latina, a zwłaszcza Wulgata), chrześcijanie pozostawili Żydom oryginalny, hebrajski tekst biblijny. W Kościele szeroko korzystano z Biblii łacińskiej, a potem gdy weszły tłumaczenia na języki narodowe, dokonywano ich właśnie z Wulgaty.Szerzej: M. Majewski, Masora Biblii hebrajskiej-wprowadzenie w tematykę, RBiL 65 (2012) s. 293-310; M. Majewski, Masora Biblii hebrajskie w egzegezie polskiej, w: Radość słowa. Konteksty i oddziaływanie Biblii (Hermeneutica et Judaica 5), red. S. Jędrzejewski, M. Zmuda, Kraków: WN UPJP II 2011, s. 27-41.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz