Czy używasz swoje dary duchowe?

Wielką tragedią jest brak wartościowego celu w życiu. Bez niego ludzie dryfują. Najczęściej jest to wynikiem braku znajomości swoich darów, albo nie korzystania z nich. Wtedy ludzie szukają swego szczęścia w drugim człowieku, albo w rzeczach martwych. W rezultacie ich życie kręci się wokół nich samych, a ich cele w najlepszym przypadku oscylują wokół samochodu, domu czy mieszkania.

Większość z nas przekonało się, że szczęścia nie można znaleźć w drugiej osobie, bo wszyscy ludzie są grzeszni i niedoskonali (Rz.3:23). Można je znaleźć z Bożą pomocą tylko w sobie. Wielu z nas ma już samochód i mieszkanie czy dom, stąd wiemy też, że te rzeczy trwałego szczęścia nie dają. Satysfakcję w życiu można osiągnąć tylko usługując innym darami, które otrzymaliśmy od Boga.

Pod koniec XIX wieku najbogatszym człowiekiem świata był magnat naftowy i finansowy John D. Rockefeller. Nie był człowiekiem szczęśliwym. Wiedział, że pracownicy drżą przed nim, ale go nie znoszą, biznesmeni traktują go poważnie, ale podejrzliwie, a społeczeństwo zazdrości mu majątku i wpływów.

Rockefeller podupadł na zdrowiu i był bliski śmierci. Lekarze nie dawali mu więcej niż dwa lata życia. Wtedy zdał sobie sprawę, że musi radykalnie zmienić styl życia, aby odzyskać zdrowie.

Zatrudnił trzech specjalistów: jednego od zdrowia psychicznego, drugiego od zdrowia fizycznego, a trzeciego od zdrowia duchowego. Pierwszy wprowadził w jego życie długie spacery, które miały go zrelaksować. Drugi lekką, jarską dietę. Trzeci przekonał go, że musi być lepszym szafarzem swoich dóbr, dzieląc się z bliźnimi, co nie tylko poprawi jego samopoczucie, ale zmieni jego reputację.

John D. Rockefeller miał umrzeć przed upływem XX wieku, ale dzięki powyższym zmianom dożył lat 1930. i zmarł dopiero w wieku 97 lat. Do dziś znany jest jako jeden z największych filantropów w dziejach ludzkości.

Życie może być pełne i satysfakcjonujące tylko wtedy, kiedy usługujemy Bogu i bliźnim swoimi darami. Apostoł Piotr napisał:

Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał, jako dobrzy szafarze rozlicznej łaski Bożej. Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże. Jeśli kto usługuje, niech czyni to z mocą, której udziela Bóg, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa.” ( 1P.4:10-11)

Pismo Swięte wymienia ponad dwadzieścia duchowych darów, które w połączeniu z różnymi preferencjami osobowościowymi, temperamentami, zdolnościami i pasjami tworzą ogromną różnorodność. Apostoł Paweł tak o tym napisał:

A różne są dary łaski, lecz Duch ten sam. I różne są posługi, lecz Pan ten sam. I różne są sposoby działania, lecz ten sam Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich. A w każdym różnie przejawia się duch ku wspólnemu pożytkowi.” (1Kor. 12:4-7).

Wiele jest darów (w. 4), wiele sposobów wykorzystania każdego z nich (w. 5). I wiele metod, aby osiągnąć zamierzony cel (w. 6). Metody działania muszą zależeć od ludzi, sytuacji i czasu, dlatego w sprawie stosowanych form musimy być elastyczni.

Rozmaitość darów i sposobów działania odzwierciedla naturę Boga, dlatego ta różnorodność w formach wyrazu i metodach działania nie powinna nikogo z nas zrażać, ani popychać do podziałów, lecz inspirować do wspólnego celu: uwielbienia Boga i budowania bliźnich.

Jedną z najpopularniejszych lodziarni w USA jest sieć zwana Baskin-Robbins. Wkrótce po przyjeździe do USA zaprosił mnie tam znajomy. Miałem wielki dylemat, żeby wybrać dwie gałki, tak wiele było tam możliwości. Serwowano tam lody o ponad 30 różnych smakach. W Polsce w tym czasie, jeśli w lodziarni był wybór to znaczyło, że oprócz lodów waniliowych i czekoladowych była jeszcze mieszanka tych dwóch smaków.

Czy lodziarnie Baskin-Robbins oferowałyby ponad 30 różnych smaków, gdyby ludzie kupowali tylko lody waniliowe i czekoladowe? Oczywiście nie. Ich ilość świadczy, że przynajmniej tyle jest ludzkich smaków, a oni jedynie starają się zadowolić każdego klienta.

Dlaczego w radio mamy stacje nadające muzykę klasyczną, rozrywkową, rockową, jazzową, chrześcijańską, itd.? Gdyby w radio nadawano tylko jeden rodzaj muzyki, na przykład klasyczną, wtedy słuchaliby radia tylko sympatycy tego gatunku.

Bóg obdarzył swój kościół różnymi darami i sposobami działania. Zachęca nas do rozwijania i stosowania różnych form, metod i stylów, abyśmy mogli dotrzeć z Ewangelią nie tylko do tych, którzy lubią lody waniliowe i czekoladowe.

Dobrze się dzieje, jeśli w naszych kościołach możemy usłyszeć zarówno utwór w stylu klasycznym, konserwatywnym, jak i współczesnym, a nabożeństwa prowadzą różne osoby w swoim specyficznym stylu, choć każda na chwałę Bogu.

Dzięki różnym darom i sposobom działania możemy czasem w kościele zobaczyć scenkę lub slajdy, nie tylko dlatego, że niektórzy z nas są wzrokowcami, ale dlatego, że dobry obraz czy scenka mogą być warte tyle samo, co tysiąc słów. Niezbyt poważne są argumenty, że scenki w kościołach to coś niewłaściwego, ponieważ Ellen White wypowiadała się negatywnie o chodzeniu do teatru i stosowaniu teatralności w kościele, gdyż teatr przed jakim przestrzegała, to była burleska w Battle Creek, a a teatralność o jakiej pisała, dotyczyła kaznodziejów, którzy adoptowali zmanierowany styl przemawiania, jaki stosowali ówcześni aktorzy w teatrach, który polegał na mówieniu z wielką pompą i sztucznym patosem.

W Biblii znajdziemy wiele scenek odgrywanych przez proroków. Jeden z proroków zrobił na oczach wierzących scenkę z wybiciem dziury w domu, inny przy ognisku rozpalonym z odchodów krowich, leżąc w widocznym miejscu przez 40 dni, albo tnąc swoje włosy i rzucając je na wszystkie strony świata, albo odegrał scenkę z cegłą, na której wyrysował Jerozolimę obleganą przez wrogie wojska. Cała służba świątynna i nabożeństwa odbywające się w niej z okazji świąt starotestamentowych były wielką scenką, odgrywaną po to, żeby ludzie mogli lepiej zrozumieć plan zbawienia. Jeśli taki jest cel i efekt scenek odgrywanych w naszych kościołach, to dzięki Bogu za nie. Starajmy się nie czytać Słowa Bożego z klapkami na oczach, aby widzieć w nim tylko to, co pasuje do naszych uprzedzeń.

Różnorodność w metodach i formach ewangelizacji czy stylach nabożeństw nie powinna sama w sobie nikogo gorszyć, jeśli wszystko dzieje się w odpowiednim duchu i porządku. Owszem, Bóg jest Bogiem porządku, ale także i Bogiem różnorodności. Nie ma dwóch identycznych płatków śniegu. Nie ma dwóch takich samych odcisków palców. Nie ma dwóch identycznych źrenic. Przypomnijmy sobie od czasu do czasu, że cały wszechświat, z jednym wyjątkiem B naszym B składa się z innych ludzi!

Co byłoby, gdyby lodziarnie Baskin Robbins ograniczyły wybór do lodów waniliowych? Czy dalej ustawiałyby się w nich kolejki? Nie, przychodziliby tylko ci, którzy lubią lody waniliowe. Niektórzy zaś chcieliby, aby w naszych kościołach serwowano co tydzień wszystko w tym samym stylu, formie i smaku. Co gorsza, ci którzy tego pragną, często lubują się w stylu surowym, albo pogrzebowym.

Musimy starać się dotrzeć do wielu osób, nie tylko do tych, którzy mają gust zbliżony do naszego. Nie znaczy to jednak, że mamy grać w kościele muzykę rockową, żeby łatwiej dotrzeć do jej zwolenników. Nie możemy też ignorować chrześcijańskiej tradycji, konwencji, a przede wszystkim gustów i upodobań tych, którzy są z nami w kościele. Apostoł Paweł napisał, aby tak dalece jak to możliwe starać się nie gorszyć członków kościoła: „Przeto nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia” (Rz.14:13).

Nawet jeśli jakaś forma działania czy styl prowadzenia nabożeństwa nie są w naszym guście, pamiętajmy, że Bóg stworzył różnorodność, dlatego żyjmy i dajmy żyć innym. Nie chodzi mi tutaj bynajmniej o kwestie doktrynalne, gdyż biblijne nauki nie ulegają zmianie nawet z upływem wieków, lecz o formy i style, które z każdym pokoleniem ulegają zmianie.

Trwając przy tych samych metodach i formach stalibyśmy się z czasem anachroniczni, jak Amish, grupa chrześcijan, którzy do dziś ubierają się i żyją niemal tak samo, jak ich pradziadkowie dwa wieki temu, przez co utracili kontakt ze społeczeństwem i szansę wpływu na nie. Innym przykładem takiego anachronizmu są szaty duchownych katolickich. W pierwszych wiekach mniej więcej tak wyglądał ubiór urzędników w Imperium Rzymskim. Duchowni chrześcijańscy w pierwszych wiekach ubierali się podobnie jak urzędnicy, aby odpowiednio reprezentować poselstwo Boże i móc docierać do wszystkich warstw społecznych. W naszych czasach urzędnicy ubierają się zwykle w koszulę z krawatem i marynarkę…

Kościół jest społecznością ludzi o różnych darach, pasjach, zdolnościach, których łączy jeden wspólny cel: służenie Bogu z miłości i wdzięczności oraz usługiwanie tym, za których Jezus umarł. W tej służbie potrzebny jest każdy.

Jeśliby rzekła noga: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała; czy dlatego nie należy do ciała? A jeśliby rzekło ucho: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała; czy dlatego nie należy do ciała? Jeśliby całe ciało było okiem, gdzież byłby słuch? A jeśliby całe ciało było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał stworzył różne członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem zaś wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: ‚Nie jesteś mi potrzebna’, albo głowa nogom: ‚Nie potrzebuję was’.” (1Kor. 12:15-19).

W planie Bożym jest miejsce dla każdego. Warunkiem jest tylko, aby każdy z nas odnalazł i wykorzystał swój dar ku chwale Bożej. Swiadomość jakimi darami Bóg cię obdarzył jest tak samo ważna, jak tak, jakimi cię nie obdarzył. Bóg rozliczy nas z darów, jakie nam dał, a nie z tych, jakich nie otrzymaliśmy. Dlatego zważajmy na to, gdzie inwestujemy swój czas i zdolności.

Kto decyduje o tym, jakie dary otrzymujemy przy swoim nawróceniu? Nie człowiek, lecz Duch Swięty: „Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu, jak chce (1Kor.12:11).

Kto pozna swe dary i uczyni z nich użytek na rzecz bliźnich nie będzie dryfować przez życie, ani oczekiwać, że ktoś inny go uszczęśliwi. Z usługiwaniem przychodzi misja i cele, które nadają życiu sens i przynoszą satysfakcję.

Jeśli z jakichś powodów odsuwamy się od usługiwania naszymi darami, wówczas w kościele pojawia się luka, gdyż nikt nie może zająć naszego miejsca, do którego zostaliśmy specyficznie wyposażeni przez Boga w odpowiednie dary duchowe, preferencje osobowościowe, temperamenty, pasje i zdolności.

Gdyby jednak ktoś chciał się chlubić, że jest niezastąpiony, to niech się przejdzie na cmentarz, gdzie jest najwięcej ludzi niezastąpionych.

W 1842 roku pastor William Foy otrzymał dwa widzenia, z których drugie trwało wiele godzin. W pierwszym widział chwalebną nagrodę dla wiernych, a w drugim widział sąd Boży i powtórne przyjście Chrystusa. W czasie tych wizji Foy nie oddychał, choć jego serce pracowało normalnie. Przypominało to stan opisany w księdze Daniela, który zgodnie z Biblią cechuje proroków podczas wizji (Dn.10).

Foy był dobrym mówcą i zaczął głosić treść tych widzeń przed dużymi zgromadzeniami wierzących, ale obawiał się krytyki oraz dyskryminacji, gdyż był mulatem. W 1844 otrzymał jeszcze jedno widzenie, ale nie rozumiejąc go, zaniechał publicznej działalności.

Niedługo potem Foy uczestniczył w zebraniu, na którym Ellen Harmon (później White) przedstawiła swe pierwsze widzenia. Nie wiedziała o jego obecności, dopóki jej nie przerwał wołając, że to jest to samo widzenie, które i jemu było objawione, a które zatrzymał dla samego siebie. Niedługo po tym Foy już nie żył.

W tym samym roku Bóg powołał innego młodego i elokwentnego człowieka o imieniu Hazen Foss. Tuż przed wielkim rozczarowaniem, jakiego w 1844 roku doznali ci, którzy oczekiwali na przyjście Chrystusa, Bóg objawił mu doświadczenia przez jakie lud Boży będzie musiał przejść oraz ostateczne zwycięstwo. Widzenie się powtórzyło. Foss otrzymał polecenie, aby opowiedzieć o nim wierzącym, ale on obawiał się, aby nie poczytano go za fanatyka, gdyż w tych czasach chrześcijanie odnosili się bardzo sceptycznie do wszelkich wizji i proroctw. Foss zachował te widzenia dla samego siebie. Ostatnie otrzymał 22 października 1844 roku, kiedy powiedziano mu, że to brzemię zostało od niego zabrane i dane „najsłabszej ze słabych”.

Wtedy dopiero uświadomił sobie ogrom swego uporu i okazał skruchę. Zwołał wierzących, aby opowiedzieć im swe doświadczenia i widzenia, ale nie potrafił. Stał przed nimi jak słup i nie mógł sobie niczego przypomnieć. Załamał wtedy ręce i zawołał: „Bóg odjął ode mnie widzenie. Jestem straconym człowiekiem!”

W trzy miesiące później rozmyślał samotnie w pokoju sąsiadującym z pomieszczeniem, gdzie odbywało się spotkanie modlitewne. Usłyszał, jak jedna z zebranych tam niewiast opowiada właśnie to widzenie, które zapomniał. Następnego ranka zobaczył, że jest to młoda, bardzo wątła dziewczyna. Wówczas zrozumiał, co znaczyły słowa, że brzemię prorokowania zostało od niego zabrane i dane: „najsłabszej ze słabych”. Powiedział młodej Ellen:

„Wierzę, że widzenia zostały odjęte ode mnie, a dane tobie. Nie odmawiaj posłuszeństwa Bogu, ponieważ to będzie na zgubę twej duszy; bądź wierna w wykonywaniu twego dzieła, a koronę, którą ja mógłbym mieć, ty otrzymasz.”

Ellen G. Harmon (później White), odkąd odpowiedziała: „Niech mi się stanie według słowa twego” jej życie potoczyło się godną podziwu drogą. Z najsłabszej ze słabych stała się porywającą mówczynią i twórczą pisarką. Napisała tysiące artykułów i wiele książek, które wywyższają Pismo Swięte i Jezusa Chrystusa. Wielu, tak jak ja, znalazło Boga i przyjęło Pismo Swięte jako natchnione Słowo Boże, właśnie dzięki jej książkom.

Historia Hazena Fossa i Williama Foy’a pokazuje, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale że najbardziej traci nie kościół, ale ci, którzy nie chcą korzystać z otrzymanych darów. Z kolei ostatnia część życia John D. Rockefellera czy życie Ellen White, odkąd przyjęła dar Boży, przyniosły wiele błogosławieństw zarówno im, jak ludziom, którzy skorzystali z ich darów.

Bóg pragnie, aby nasz kościół był pełen chrześcijan, którzy robią to, do czego zostali powołani, gdyż trwała satysfakcja i wielka radość płynie z usługiwania otrzymanymi od Boga darami. To jest główną częścią nabożeństwa i czci, jakie oddajemy Bogu swoim życiem.

Alfred J. Palla


Więcej na temat darów duchowych, temperamentów, pasji i zdolności, a także tego jak je odszukać i rozwinąć piszę w książce „Poznaj swoje dary duchowe”. Zawiera ona także obszerny kwestionariusz, który pomoże Ci w rozpoznaniu darów duchowych i znalezieniu swej misji w kościele i w życiu. Książkę można nabyć pod adresem: Wydawnictwo Betezda: skr. poczt. 27, 44-210 Rybnik 15; tel. (032) 424-90-63; email: [email protected]

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz