Jego oferta; nasza decyzja

Jezus w sposób bardzo zdecydowany prowadził swoją służbę, zmierzając do konkretnego celu, jakim miało być złożenie swojego życia w ofierze za grzechy wszystkich ludzi. Przyjrzyjmy się temu, jak wyglądała Jego podróż, służba, życie, śmierć i zmartwychwstanie, po którym nastąpiło wniebowstąpienie do czasu Jego powtórnego przyjścia.

Pierwsza rzecz, o jakiej Bóg pozwala nam wiedzieć na temat Jego Syna jest to, iż istniał On jako odrębna osoba, zrodzona z Ojca w wieczności, przed założeniem świata. Katastroficzną pomyłką byłoby twierdzenie, iż Syn Boży narodził się z Marii i to był Jego początek zaledwie dwa tysiące lat temu. Jezus mówi do faryzeuszy o swoim wcześniejszym życiu z okresu przed wcieleniem:

„Wtedy Żydzi rzekli do niego: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham był, Jam jest.” J 8,57-58 (BW)

Historycznie rzecz biorąc – Abraham żył ok. 2000 lat przed Jezusem. Jezus jednak stwierdza, że widział Abrahama i istniał znacznie wcześniej niż on. Apostoł Paweł w Liście do Filipian odwołuje się do wiary w to, iż Jezus, zanim doświadczył wcielenia, istniał przez nieznaną nam ilość czasu, a właściwie poza czasem w wieczności, i zdecydował się na opuszczenie tamtego wymiaru i pozycji w celu pozyskania dla siebie ludzi, których mógłby obdarzyć niekończącym się życiem u swego boku.

„Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie, Który chociaż był w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, Lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, Uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, Aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią I aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.” Filip 2,5-11 (BW)

Widzimy więc tu Jezusa, który – jak Pismo mówi – był w postaci Bożej i był równy Bogu w momencie rozpoczęcia podróży „w dół”, na ziemię. Opisany jest tutaj jako Ktoś, kto dobrowolnie wyrzeka się swojej pozycji i możliwości, jakie z niej wynikają, przyjmując na siebie wszechstronne ograbienie. Widzimy tu kolejne etapy: wyparł się siebie, przyjął postać sługi, stał się podobny ludziom i okazał się człowiekiem. Zbliżając się do nas, tracił samego siebie. Już na tym etapie była to przerastająca naszą wyobraźnię… ofiara. Jednak, w Bożym planie, było to dopiero przygotowanie do właściwej ofiary. Uniżył samego siebie, był posłuszny aż do śmierci krzyżowej.

W ciągu minionych lat słyszałem różne stwierdzenia mówiące o ukrzyżowaniu Jezusa. Zacytuję tu niektóre z nich: „Jezus umarł, by dowieść, że był gotów w ten sposób pokazać jak bardzo nieugiętymi musimy być w przestrzeganiu nauczanych przez Niego zasad moralnych”. Słyszałem również stwierdzenie, iż „Jezus oddał swoje życie by zamanifestować potrzebę tolerancji wobec odmiennych poglądów, które reprezentował, a ludzie powinni wyciągnąć z tego wniosek mówiący, że każdy ma prawo do swego zdania i nikt nie powinien być prześladowany z powodu swoich przekonań”. Słyszałem również, że „śmierć Jezusa była nikomu niepotrzebną tragedią, świadczącą jedynie o głupocie współczesnych Mu ludzi. Słyszy się również, że, „gdyby Jezus żył dzisiaj, z pewnością nikt nie czyhałby na Jego życie”. Martin Luter King, nie tak odległy nam w czasie, amerykański czarnoskóry pastor Kościoła Baptystycznego, żyjąc w tak ucywilizowanym kraju, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki, został w nim zamordowany za występowanie przeciwko segregacji rasowej. Przez minione stulecia ludzie byli mordowani za takie rzekome zbrodnie jak tłumaczenie Pisma Świętego na narodowe języki. Dwudziesty i dwudziesty pierwszy wiek dla chrześcijaństwa to okresy męczenników. Każdego dnia setki chrześcijan jest mordowanych głównie w krajach islamskich, a to, co poczytuje się im za zbrodnie, jest wiarą w Jezusa. Śmiem twierdzić, że Jezus we współczesnej Polsce nie zostałby lepiej potraktowany niż w dawnym Izraelu. Wcześniej wspomniane przeze mnie poglądy dotyczące śmierci Jezusa wynikają z ignorowania podanych przez Niego powodów. Uczniowie Jezusa byli jednomyślni w kwestii sensu Jego śmierci.

Apostoł Paweł mówi o dwóch postawach, jakie ludzie mogą zająć wobec krzyża – albo będzie on dla nas niezrozumiały, nieistotny i głupi, albo stanie się początkiem doświadczania Bożej mocy w naszym życiu:

„Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą.” 1 Kor 1,18 (BW)

Krzyż był centralnym punktem głoszonej ewangelii. W zależności od stosunku do niego wszystko inne miało sens lub nie. Bez postawienia sensu ofiary Jezusa w odpowiednim miejscu w naszej świadomości, wszelkie wysiłki nastawione na to, by sprostać chrześcijańskiej moralności, mogą okazać się całkowicie chybione.

Posłużę się tu rozjaśniającym tę kwestię przykładem:

Załóżmy, że ktoś po wypełnieniu zgłoszeniai wysłaniu go do określonej daty otrzyma bezpłatnie bilet na rejs dookoła świata. W tym celu też powinien przeczytać książkę opisującą porty w krajach, w których statek będzie cumował. Może też nauczyć się podstawowych słów w różnych językach narodów, z którymi będzie się stykał. Może też, czytając tę książkę, przygotować się na zderzenie z obcymi kulturami. Jest więc to bardzo użyteczny poradnik. Załóżmy, że ktoś do kogo została skierowana taka propozycja podróży, przejął się nią tak bardzo, że podręcznika nauczył się prawie na pamięć. Jednak zapomniał wysłać ankietę zgłoszeniową i nie został zakwalifikowany jako uczestnik tej podróży. Dziś bardzo podobnie wygląda sytuacja wielu ludzi, którzy starają się spełniać zasady chrześcijańskiej moralności, a zarazem nie rozumieją centralnej roli ofiary Jezusa Chrystusa na krzyżu.

„Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. I przybyłem do was w słabości i w lęku, i w wielkiej trwodze, A mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, Aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.” 1 Kor 2,2-5 (BW)

Celem śmierci krzyżowej Jezusa jest odwrócenie tego, co Adam popsuł przez swój grzech. Każdy potomek Adama z natury jest grzesznikiem. Z natury żyje z dala od Boga i jest bardziej skłonny do bałwochwalstwa, to znaczy uwielbienia stworzenia niż do czczenia Stwórcy. Kierowani naszą grzeszną naturą nieuchronnie zmierzamy do piekła. Jezus przyjmuje przysługujący nam wyrok i decyduje się na odbycie kary za nas.

Przed laty jeden z misjonarzy Ligii Biblijnej opowiedział pewną historię, która ilustruje to, co Jezus zrobił dla nas:

Grupa ukrywających się wraz z rodzinami partyzantów odkryła, że regularnie ktoś podkrada jedzenie. Dowódca zarządził nocną straż w celu schwytania złodzieja i ukaranie go karą chłosty. Słowa dowódcy były prawem bez możliwości odwołania. Następnego dnia rano schwytano sprawcę. Dowódca został zapytany, czy kara rzeczywiście ma być wykonana. Oczywiście – odpowiedział. Już wczoraj ją wyznaczyłem. Okazało się jednak, że złodziejem żywności była matka dowódcy. To bardzo skomplikowało sytuację. Dowódca nie mógł anulować swoich wcześniejszych słów, zrobił więc coś innego. W chwili, gdy kara miała być wykonana zdjął koszulę i objął swoją matkę, osłaniając ją przed zadawanymi uderzeniami bata.

Wyrok został wykonany na tym, który go wyznaczył. Przyjął to na siebie w imię wyższej sprawy niż sprawiedliwość, a którą była… miłość do matki. To przedstawia nam, w jaki sposób Bóg, który nie cofa sprawiedliwie wydanego wyroku przeciwko ludzkości, stwarza nam w swym miłosierdziu drogę ucieczki, na której możemy doświadczyć łaski usprawiedliwienia. Adam wprowadził całą ludzkość, niezależnie od woli któregokolwiek z jego potomków, w rzeczywistość grzechu i potępienia. Jezus przyszedł, by stworzyć dla tych, którzy zapragną zbawienia z tej trudnej sytuacji, drogę wyjścia, na którą każdy może wejść. Każdy też musi jednak w tym celu podjąć osobiste decyzje tak doniosłe i istotne jak ta, którą podejmował Adam, stojąc przy drzewie poznania dobra i zła. My dzisiaj, w duchowy sposób, stoimy u stóp innego drzewa. Stoimy przy krzyżu Golgoty, przy Jezusie – przyjmującym nasza winę na siebie. Ów ukrzyżowany Jezus oczekuje, że zaufamy Jemu z całego serca, przyjmiemy Jego ofiarę jako tę, która dotyczy naszego życia osobiście.

Poniżej przytoczę obszerny fragment listu apostoła Pawła do Rzymian, mówiący o tej sprawie:

„Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, żeucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni. A [nawet] za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie. Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli… Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa. I nie tak samo ma się rzecz z tym darem jak i ze [skutkiem grzechu, spowodowanym przez] jednego grzeszącego. Gdy bowiem jeden tylko grzech przynosi wyrok potępiający, to łaska przynosi usprawiedliwienie ze wszystkich grzechów. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi. Natomiast Prawo weszło, niestety, po to, by przestępstwo jeszcze bardziej się wzmogło. Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.” Rz 5,1-21 (BT)

Bóg stwarza nam możliwość zmiany ze stanu potępienia do zbawienia. Nie jest to jednak zmiana obejmująca kogokolwiek automatycznie.

„Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat. Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał. Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego,” J 1,9-12 (BW)

Osobiste przyjęcie Jezusa i Jego dzieła dla nas jest czymś, czego nikt nie zrobi za nas, a my sami nie powinniśmy podejmować takiej decyzji bez właściwego przemyślenia jej. Z historii znamy przykłady ogłaszanych amnestii, które dotyczyły jedynie tych, którzy zdecydowali się z nich skorzystać. Ułaskawienie ze strony władz dotyczyło osób, które popełniły wykroczenia, ale zdecydowały się do nich przyznać i przyjąć zwolnienie z ponoszenia przysługującej kary. Amnestia była prawdziwa i obowiązująca, jednak, jeśli ktoś z niej nie skorzystał do wyznaczonego terminu, to nadal ciążyła na nim odpowiedzialność i był ścigany przez władze. Boże przebaczenie musimy przyjąć osobiście.

Oswald Smith w swej książce „ Ewangelia którą głosimy” podaje pewien poruszający przykład młodego człowieka, który podczas bójki, zabił swojego przeciwnika i otrzymał wyrok śmierci w swojej sprawie. Osoby z jego miasta, które znały go z dobrej strony napisały petycję do gubernatora stanu z prośbą o ułaskawienie. Ogromna ilość ludzi podpisała się pod tą petycją. Gubernator był tym poruszony, wyglądało na to, że musiał to być bardzo uczciwy i przyzwoity człowiek, skoro tak wielu prosiło o łaskę dla niego. Do nieszczęśliwego wydarzenia musiało dojść w wyniku wielu wyjątkowo złych zbiegów okoliczności. Gubernator postanowił pozytywnie rozpatrzyć tę sprawę, wcześniej jednak chciał poznać tego zabójcę, za którym ujęło się tak wielu znających go ludzi. Wiedział, że, jeśli pójdzie tam jako gubernator, wywoła to dość sztuczne zachowanie u człowieka, który wie, że to właśnie od niego zależy jego życie i śmierć. Postanowił więc przebrać się i poszedł do więzienia, udając duchownego. Gdy znalazł się przed kratą, zobaczył wściekłego i rozgoryczonego człowieka w celi. Powiedział: „Mam dla ciebie dobrą nowinę”. Ten jednak nie chciał go słuchać. Zaczął wyzywać gubernatora, domagając się, żeby dał mu spokój i odczepił się od niego. Gubernator opuścił więzienie smutny i rozczarowany. Strażnicy spytali skazanego, czy cieszy się z wizyty gubernatora i czy otrzymał planowane ułaskawienie. Zabrzmiało to jak kolejne ogłoszenie wyroku. W dniu swojej egzekucji skazany powiedział: „Umieram nie dlatego, że zabiłem człowieka, ale dlatego, że nie potrafiłem zaufać człowiekowi, który mógł mnie ułaskawić”.

Tak wygląda sytuacja ludzkości. Bóg ogłosił swoją amnestię i podpisał akt ułaskawienia w postaci ciała Jezusa przybitego do krzyża. Jego decyzje zapadły. Teraz czas na nasze decyzje, od których zależy nasze wieczne przeznaczenie. Bóg nie musi dziś brać teczki z naszymi aktami i rozpatrywać naszej sprawy, zastanawiając się nad tym, czy chciałby nas zbawić, czy też nie. W rzeczywistości – najbardziej zbawienna decyzja, jaka dotyczy naszego życia, musi zostać podjęta przez nas samych, nikt nie wyręczy nas w tej sprawie.

W jednym z kazań wygłoszonych przez telewizyjnego ewangelistę usłyszałem poruszającą historię, ilustrującą to, jak Bóg przekazuje nam zbawienie:

Po śmierci pewnego zamożnego człowieka okazało się, że nie znaleziono jego testamentu. Wielu odległych krewnych zgłaszało roszczenia, jednak trudno było znaleźć kompromis w tej sprawie. Zmarły nie pozostawił po sobie dzieci. Jedyny syn, jakiego miał, umarł przed nim. W pozostawionym domu znajdował się obraz przedstawiający tego syna. Jeden z krewnych powiedział, że nie chce nic poza tym obrazem. Gdy zdjęto go ze ściany i podano mu, okazało się, że z tyłu znajduje sie testament jego ojca, w którym było napisane: „Ten, który wybierze mojego syna, dostanie wszystko”.

Dziś, Wszechmogący Bóg w podobny sposób przekazuje nam zbawienie. Zależy ono od naszego osobistego stosunku do Jezusa. Od przyjęcia Jego spełnionej na krzyżu ofiary za nas. Od osobistego zaufania Mu, jako Zbawicielowi. Od powierzenia Mu swego życia z deklaracją posłuszeństwa Jego Słowu. Jezus zapytał swoich uczniów: „Za kogo mnie ludzie uważają?” Piotr apostoł odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego”. Dziś to pytanie kierowane jest do całej ludzkości: Za kogo uważamy Jezusa? Od tego, kim będzie On dla nas w doczesności zależy to, kim my będziemy dla Boga przez całą wieczność.

Jak więc tę zbawienną decyzję, dotyczącą osoby Jezusa i naszego stosunku do Niego, możemy podjąć i wprowadzić w życie? Apostoł Paweł opisuje to takimi słowami:

„Ale co powiada Pismo? Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim; to znaczy, słowo wiary, które głosimy. Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu. Powiada bowiem Pismo: Każdy, kto w niego wierzy, nie będzie zawstydzony. Nie masz bowiem różnicy między Żydem a Grekiem, gdyż jeden jest Pan wszystkich, bogaty dla wszystkich, którzy go wzywają. Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańkiego, zbawiony będzie.” Rz 10,8-13 (BW)

Wiara sercem i wyznanie ustami to oczekiwane przez Boga znaki z naszej strony, które On postanowił honorować.

Myślę, że rozumie potrzebę podjęcia i wyrażenia decyzji wynikających z własnej wolnej woli w odniesieniu do Bożego Syna. Tę zbawienną decyzję, jeśli taka zapadła w twoim sercu, możesz wyrazić poprzez wypowiedzenie poniższej modlitwy. Proponuje, by najpierw ją przeczytać i przemyśleć a później, jeśli jesteś w stanie, utożsamić się z jej treścią, by wypowiedzieć ją głośno z wiarą, że Wszechobecny Bóg jest obok ciebie i z najwyższą powagą przyjmuje to, co mówisz.

Boże wiem, że z powodu mojej zepsutej natury i moich grzechów zmierzam do wiecznego potępienia. Wiem też, że Jezus zapłacił potężną cenę swojej śmierci na krzyżu, by w ten sposób zapłacić za moje winy. Dziś chcę to zaakceptować. Przyjmuję to jako dar Twojego miłosierdzia dla mnie. Dziękuję Ci za to. Dziś też ogłaszam Jezusa swoim Panem i decyduję się na poznawanie Twojego Słowa i posłuszeństwo w stosunku do Niego. Amen.

Leszek Korzeniecki “Zbawienna decyzja”

Leszek Korzeniecki pełni obowiązki pastora Kościoła Chrześcijan Baptystów w Węgorzewie. Wcześniej, przez ponad 10 lat związany z Fundacją Głos Ewangelii. Jest autorem dwóch programów antynarkotykowych Młodość bez narkotyków i Żyj poza klatką ,które zostały zaprezentowane dla blisko 200 000 uczniów w polskich szkołach. Aktywnie działa jako ewangelista i mówca konferencyjny. Jest znany z wielu publikacji medialnych mówiących o negatywnym wpływie okultyzmu. Dotychczas ukazało się osiem jego książek: „Radykalnie inni”, „Bóg ciągle uzdrawia”, „Jak Budować Wiarę”, „Zbawienna Decyzja”, “Zasada Żniwa”, “Słowa które dażą życiem”, “Myśli Różne”, oraz “Twój Goliat czeka na ciebie”. http://www.leszekkorzeniecki.pl/

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz