Jerozolima i okolice za czasów Chrystusa


Jerozolima należy do najdawniejszych miast na Bliskim Wschodzie. Wymieniona jest w dokumentach już za czasów 12 dynastii egipskiej, tj. na dwa tysiące lat przed Chr. Kananejska jej nazwa z tego czasu „Urusalim” znaczy tyle, co „miasto boga Salema”. Wśród listów z Tell el-Amarna znajduje się jeden przesłany przez Abdi-Heba, króla Urusalimu. W liście tym Abdi-Heba wzywa pomocy faraona Egiptu przeciw Hobiru zajmującym Palestynę, do których dołączają się kolejno miejscowi władcy kananejscy nie uznający już faraona za swego pana.

Izraelici, jeśli nazwą Habiru istotnie są objęci, nie zajęli jednak Jerozolimy przy zdobywaniu Kanaan. Miasto było zbyt obronne, a twierdza zamieszkujących je Jebuzejczyków zdolna oprzeć się nawet najśmielszym atakom. Toteż przez kilka stuleci po zajęciu Kanaan Jerozolima utrzymała się we władzy Jebuzejczyków. Dopiero Dawid po siedmiu latach swego panowania w Hebronie zdobył ją za sprawą Joaba. Ten, dowiedziawszy się o tunelu łączącym twierdzę z leżącym poza murami miasta źródłem, przeszedł tunelem, zaskoczył Jebuzejczyków swoją obecnością w środku miasta i spowodował jego zdobycie (2 Król. 5:6-8; 2 Kron. 11:6).
Dawid uczynił z Jerozolimy swoją stolicę i z pomocą Fenicjan rozbudował miasto. Ale dopiero syn jego i następca, Salomon, upiększył je w sposób godny swego imienia. Odtąd zaczynają się dzieje Jerozolimy jako stolicy wielkiego państwa.

Nawet w czasach podzielonego królestwa i zmniejszonych wpływów politycznych, miasto to nic nie straci ze swej świetności.
Do murów Jerozolimy docierały niejednokrotnie wrogie wojska Filistynów, Arabów, Asyryjczyków: była oblegana i zdobywana. Zdobył ją faraon Nechao (609-593 przed Chr.) w r. 609 (4 Król. 18:13-19,37; 2 Kron. 32:1-22) i trzykrotnie Nabuchodonozor (604-562 przed Chr.) — w r. 604 (2 Kron. 36:10), w r. 597 (4 Król. 24:10-12; 2 Kron. 36:10) oraz w r. 586 (4 Król. 25; 2 Kron. 36:17-21). Po ostatnim zdobyciu miasta Babilończycy zburzyli je, spalili świątynię, a ludność uprowadzili do niewoli.

Przez 50 lat (586-536) Jerozolima leżała w gruzach. Wracający jednak z niewoli Judejczycy w okresie Restauracji Ezdrasza i Nehemiasza odbudowali miasto, jego mury i świątynię. W tym nowym okresie swoich dziejów Jerozolima, nawet pomimo wojen Machabejskich, zdobywania jej przez Seleucydów (w r. 169 i 167), profanacji świątyni, grabieży i zniszczeń, rozwijać się będzie ustawicznie i nieprzerwanie od r. 165, w którym Juda Machabejczyk wznowił kult i założył nową dynastię. Jerozolima tego okresu — walki jahwizmu z hellenizmem, stopniowego zdobywania samodzielności, interwencji Pompejusza (w r. 63) i utraty władzy przez Hasmonejczyków — jest zawsze stolicą narodu, który upatrywał w niej symbol swoich dziejów i ostoję religii. Nawet Herod Wielki (37-4 przed Chr.) nie zdołał zatrzeć tego religijnego charakteru miasta, które wzbogacił szeregiem ważnych budowli w duchu helleńskim: teatrem, amfiteatrem, pałacem, rynkiem, wreszcie odbudowaną świątynią z jej greckimi portykami i kolumnami.
Jerozolima Heroda Wielkiego przetrwała do czasu zburzenia jej przez Rzymian w r. 70 po Chr. Jest to Jerozolima Chrystusa Pana, Apostołów i powstającego chrześcijaństwa. Jej topografia ma doniosłe znaczenie przy interpretacji ksiąg Nowego Testamentu, a zwłaszcza Ewangelii. Toteż zarówno w starożytności, w średniowieczu, jak i w czasach nowożytnych wiele poświęcono uwagi temu miastu, z którego dziejami życie Chrystusa i pierwsze lata założonego przezeń kościoła nierozdzielnie są związane.
 

Jerozolima Heroda Wielkiego przetrwała do czasu zburzenia jej przez Rzymian w r. 70 po Chr. Jest to Jerozolima Chrystusa Pana, Apostołów i powstającego chrześcijaństwa. Jej topografia ma doniosłe znaczenie przy interpretacji ksiąg Nowego Testamentu, a zwłaszcza Ewangelii. Toteż zarówno w starożytności, w średniowieczu, jak i w czasach nowożytnych wiele poświęcono uwagi temu miastu, z którego dziejami życie Chrystusa i pierwsze lata założonego przezeń kościoła nierozdzielnie są związane.
 

Położenie

Jerozolima leży w Judei w odległości 52 km od Morza Śródziemnego i 30 km od Jordanu. Tylko na północy styka się bezpośrednio z łańcuchami górskimi: od wschodu, zachodu i południa oddzielają ją od gór doliny zwiększając jej obronność. Od wschodu oddziela miasto od Góry Oliwnej dolina Cedronu, zwana inaczej doliną Jozafata, od zachodu i południa dolina Hinnon albo Gehenna. Przez środek miasta z północy na południe rozciąga się dolina, nazwana przez Józefa Flawiusza Tyropeon. Dzieli ona Jerozolimę na dwie nierównej wysokości części: wschodnią i zachodnią. W części wschodniej, na odcinku południowym (Ofel), leżała twierdza Jebuzejczyków, Syjon, miasto Dawida. Nie jest to Syjon wskazany przez tradycję, która upatrywała Syjon na przeciwległym wzniesieniu zachodnim ze względu na wyższe położenie (różnica wynosi ok. 50 m). Ale badania archeologiczne prowadzone od końca ubiegłego stulecia przesądzają sprawę, tak że dzisiaj ten dawny spór archeologiczny można uważać za zakończony. Na północ od Ofelu, wciąż we wschodniej części miasta, leżała Moria (744 m), wzniesienie nieco wyższe od Ofelu (725 m), na którym Salomon zbudował świątynię. Wreszcie na północ rozciągała się nowa dzielnica, zwana Bezeta.

W części zachodniej, na wprost Ofelu, leżała dzielnica, którą Józef Flawiusz nazywa zamkiem, a chrześcijanie nazwali Syjonem, głównie ze względu na znajdujący się tam Wieczernik. Z tego widać, że terminologia chrześcijańska różni się pod tym względem od historycznej (Syjon historyczny był położony na Ofelu), co stało się przyczyną wielu powikłań i sporów. W miarę posuwania się ku północy zachodnia część Jerozolimy wznosi się coraz wyżej, tak że dochodzi do 780 m. Jeden ze szczytów tego wzniesienia (760 m) zwał się w starożytności Kalwarią i znajdował się już poza miastem.

Gdyby chodziło o ustalenie pagórków miasta, to zgodnie z tekstem Tacyta mówić by należało zasadniczo o dwóch: wschodnim i zachodnim. To prawda, że Józef Flawiusz o ilości wzgórz wyraża się niekiedy niejasno, co dało okazję do dyskusji i sprzecznych poglądów, ale zasadniczo i on jest zdania, że „miasto było zbudowane na dwóch sąsiadujących ze sobą wzgórzach, doliną przedzielonych, w którą spływały domy zbitymi szeregami”. Dzielnic natomiast za czasów Chrystusa Pana było więcej: Ofel, Moria, Bezeta, Zamek (albo Rynek Górny) oraz przylegające do zachodnich murów świątyni przedmieście o nieustalonej nazwie. Przeciętna wysokość wzgórz Jerozolimy wynosi ok. 780 m, ale góry okalające miasto są nieco wyższe. Tak np. trzy szczyty Góry Oliwnej wynoszą: północny (Skopus) — 830 m., środkowy — 820 m i południowy 818 m. Jeszcze wyższe są góry od północy i zachodu, tak że miasto jest niewidoczne z daleka i zdumionemu podróżnikowi ukazuje się w jednej chwili.
 

Mury

Jak wszystkie miasta w starożytności, Jerozolima była otaczana murem wzmacniającym jej naturalną obronność. Zarówno księgi Starego Testamentu, jak i Józef Flawiusz zawierają opisy murów miasta, dające przynajmniej w zarysach pojęcie ich biegu, rozmiarów itp. Jednakże do pełnej ich rekonstrukcji opisy literackie są niewystarczające i tylko badania archeologiczne mogą rozstrzygnąć cały szereg kwestii spornych związanych z interpretacją poszczególnych tekstów. Niełatwą jednak jest rzeczą przeprowadzić takie badania w mieście zaludnionym, w którym po dzień dzisiejszy krzyżują się wpływy polityczne i religijne, a każdy zabytek przeszłości strzeżony jest pilnie jako skarb narodowy. Nie trzeba bowiem zapominać, że Jerozolima jest miastem świętym nie tylko dla Żydów i chrześcijan, ale również dla muzułmanów, na co wskazuje już sama jej nazwa współczesna: el-Kuds, tzn. Świętość.

Toteż archeologowie przeprowadzić mogli badania tylko na terenach niezaludnionych lub przy odbudowie dawnych domów. Pomimo takich trudności przeprowadzono wiele badań i osiągnięto niemałe rezultaty. Od połowy ubiegłego wieku szereg misji archeologicznych zajmowało się ustaleniem biegu murów i rozmiarów Jerozolimy Jebuzejczyków, Dawida, aż do powstania Bar Kochby. Wymienić tu można przynajmniej dziewięć misji różnych narodów, z których każda położyła pewne zasługi dla ogólnej rekonstrukcji miasta: 1. Ch. Warrena (1867-1870); 2. C. Clermont-Ganneau (1872); 3. H. Guthego (1880-1881); 4. C. Schicka (1886-1890); 5. F. J. Bliss i A. C. Dickie (1894-1897); 6. Kpt. Parkera (1909-1911); 7. R. Weilla (1913-1914); 8. R. A. S. Macalistera i G. Duncana (1923-1925); 9. J. W. Crawfoota i G. M. Fitz Geralda (1927-1930); badania późniejsze zreasumował J. Simons. Na podstawie dokumentów oraz osiągniętych rezultatów badań archeologicznych bieg murów Jerozolimy za czasów Chrystusa Pana przedstawiał się następująco:

Mur pierwszy

Najdawniejszy z murów miasta obejmował twierdzę Jebuzejską, teren świątyni i wzgórze zachodnie. Był on oczywiście niejednokrotnie naprawiany czy wzmacniany, łączyły się z nim nawet całe budowle, jak np. pałac Heroda i trzy wzniesione przez niego wieże obronne, ale nie zmieniło to w niczym ustalonej od dawna linii jego biegu. Gdybyśmy, jak to czyni Józef Flawiusz, wzięli za punkt wyjścia jedną z wież Heroda Wielkiego, zwaną Hippikus, znajdującą się w północno-zachodnim szczycie muru, to mur pierwszy biegł niemal w linii prostej w kierunku wschodnim, przez wzmocnioną arkadami dolinę Tyropeon do zachodniego muru świątyni. Stąd w kierunku południowym i wschodnim istniał tylko mur świątynny, a mur pierwszy ciągnął się dalej od południowo-wschodniego szczytu świątyni na południe, okalając Ofel wraz z obiema sadzawkami Syloe od wschodu i południa. Tu raz jeszcze prowadził przez Tyropeon ku zachodowi okalając wzgórze zachodnie od południa, a następnie wzdłuż doliny Hinnon i od zachodu aż do wieży Hippikus. Taki bieg muru znany już z opisu Flawiusza potwierdziły badania archeologiczne niezależnie od tego, czy wzgórze zachodnie było nim objęte już dawniej, jak utrzymuje znaczna większość egzegetów, czy też dopiero w okresie hellenistycznym, jak sądzą: J. Germer-Durand i A. Alt.

Mur drugi

W miarę rozwoju miasta, do jego obrony nie wystarczał już mur pierwszy, nie obejmujący nowych dzielnic, które dzięki konfiguracji terenu mogły powstawać tylko na północy, ale trzeba było wznieść nowy, obejmujący już dzielnicę na zachód od świątyni (Akra?). Dokonał tego Ezechiasz (718-689 przed Chr.) w przewidywaniu niebezpieczeństwa i bezpośredniego zagrożenia ze strony Asyrii (2 Kron. 32:5-8). Trudno jednak wobec lakonicznej wzmianki Józefa Flawiusza: „Mur wtóry rozpoczynał się u bramy Genat będącej jeszcze w murze pierwszym; okrążał całą dzielnicę północną i dobiegał tylko do zamku Antonia”, ustalić dokładnie bieg tego muru, tym bardziej że i teksty biblijne nie służą nam tu żadną pomocą. Tylko archeologia mogłaby zaważyć decydująco na rozwiązaniu kwestii tak zawikłanej, ale dotychczasowe jej osiągnięcia nie są tego rodzaju, aby można je uważać za rozstrzygające. W każdym razie są to osiągnięcia wiele mówiące. Punktem wyjścia jest tu położenie bramy Gennat, czyli Ogrodowej. Badania C. Schicka z końca ubiegłego stulecia wskazywały na to, że brama ta leżała w pobliżu wieży Hippikus, a odkrycia śladów dawnych murów na przestrzeni Gennat — Antonia pozwalają stwierdzić, że mur drugi nie biegł w linii prostej, ale łamanej na przestrzeni kilkuset metrów, tworząc dwa prostokąty na drodze do Antonii. L.-H. Vincent nakreślił i uzasadnił taki stan rzeczy opierając się na drobiazgowym opisie wszystkich danych archeologicznych między bramą Gennat a Antonią.

Jak nazwa wskazuje, brama Gennat prowadziła z miasta do ogrodów. Znajdowały się one poza drugim murem, w miejscu gdzie widniał szczyt Kalwarii (760 m). O ogrodach w tej części miasta wspomina i Józef Flawiusz. Nie jest to bez znaczenia w ustaleniu miejsca śmierci Chrystusa Pana i autentyczności Grobu. Z Ewangelii bowiem wiemy, że Chrystus ukrzyżowany był poza murami miasta (Mat. 27:32; Mar. 15:20b; Jan 19:17b) na Kalwarii, a grób Jego był wykuty w skale i otoczony ogrodem: „A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś grobowiec nowy, w którym nikt jeszcze nie był złożony” (Jan 19:41).

Mur trzeci

Za czasów Chrystusa Pana mur pierwszy otaczał Jerozolimę ze wszystkich stron, a mur drugi tylko na niewielkim odcinku strony północnej. Nie istniał jeszcze mur trzeci, który wzniósł dopiero król Agrypa I (41-44 po Chr.). Józef Flawiusz w ogólnych zarysach podaje jego bieg: „Mur zaś trzeci także się rozpoczynał u wieży Hippikos, skąd najpierw w kierunku północnym biegł do wieży Psefinos, następnie rozciągając się naprzeciwko grobowców adiabeńskiej królowej Heleny, córki Izatesa, biegł do Grot Królewskich, zakręcał około Wieży Narożnej przy Grobowcu Sukiennika i w dolinie Kedronu kończył się złączeniem z murem starym”. Dodać trzeba, że Agryppa nie dokończył muru, który objął Kalwarię i całą nową dzielnicę Bezetę. Obawy bowiem przed reakcją Rzymu i interwencja legata Syrii zaniepokojonego tymi umocnieniami nie dozwoliły na dalsze ich powodzenie.
Wydawałoby się, że wobec pewnych punktów oparcia w opisie Józefa Flawiusza ustalenie biegu trzeciego muru nie powinno natrafiać na specjalne trudności. Tymczasem w dzisiejszej archeologii istnieją pod tym względem dwa rozwiązania:
 

  1. L.-H. Vincent, J. Simons i wielu innych archeologów sądzi, że trasę trzeciego muru wyznacza mniej więcej mur dzisiejszy pochodzący z czasów tureckich;
  2. E. L. Sukenik, L. A. Mayer i in. wskazują na resztki podmurowań leżących 500 m bardziej na północ, a trasę ustaloną przez Vincenta uważają za mur z czasów Hadriana (117-138 po Chr.).

Dyskusji w tej kwestii wcale za zakończoną uważać nie można, chociaż rozwiązanie Vincenta szeroko udokumentowane liczy wielu zwolenników i oparte jest na wnikliwej interpretacji wszelkich realiów archeologicznych.

Bramy i wieże obronne

Do Jerozolimy za czasów Chrystusa Pana prowadziło 12 bram o różnych nazwach. Nie możemy oczywiście wskazać dokładnie ich położenia. Liczba i nazwy są znane głównie z opisu Nehemiasza 2:11-15, 3:1-32, 12:27-43 z uwzględnieniem danych innych ksiąg biblijnych. Biorąc za podstawę wieżę Hippikus oraz kierunek zaznaczony przez drugi mur miasta, można by je wyliczyć w następującym porządku:

1. Brama Ogrodowa, 2. Brama Efraima, 3. Brama Stara, 4. Brama Rybna, 5. Brama Owcza, 6. Brama Złota, 7. Brama Wodna, 8. Brama Źródlana, 9. Brama Gnojna, 10. Brama Garncarska, 11. Brama Esseńczyków, 12. Brama Dolinowa.

Powyższe nazwy w takim zestawieniu nie znajdują się u żadnego z pisarzy starożytnych i pod tym względem mają charakter eklektyczny.

U niektórych autorów współczesnych można spotkać jeszcze inne. Ale w dzisiejszym stanie archeologii ustalenie zarówno liczby bram Jerozolimy, jak ich nazw i rozmieszczenia nasuwa zawsze dużo wątpliwości.

Jesteśmy w daleko lepszym położeniu, gdy chodzi o wieże obronne murów. Józef Flawiusz podaje, że w murze I było ich 60, w murze II — 14, a w murze III — 90. Były to kwadraty, których długość, szerokość i wysokość wynosiły przeważnie 20 łokci. Tylko niektóre wyróżniały się swymi rozmiarami, jak Hippikus, wzniesiona przez Heroda Wielkiego i nazwana imieniem jego przyjaciela, której wysokość wynosiła 30 łokci; Fazael, również dzieło Heroda, nosząca imię jego brata, której długość, szerokość i wysokość wynosiła 40 łokci, oraz trzecia o wysokości 55 łokci nazwana imieniem żony Heroda, Mariamme.

Nie bez uczucia dumy Józef Flawiusz opisuje te wieże warowne, które rozmieszczone na niewielkiej przestrzeni w tak dużej liczbie musiały istotnie czynić wrażenie potężnych obwarowań, o czym Rzymianie mogli się przekonać w roku 70 po Chr. „Był to mur lity, równie jak cała ściana obwarowania miejskiego, głazy były tak piękne i tak starannie ze sobą spojone, że cała robota w niczym nie ustępowała budowie Przybytku. Na onym zrębie wysokości dwudziestu łokci wznosiły się wspaniałe izbice, a nad nimi poddasza ze zbiornikami deszczówki, do których wiodły kręte, lecz szerokie schody”.
 

Sadzawki

Jerozolima nie leży nad rzeką ani też żadna z otaczających ją dolin (wadi) nie posiada wody w porze letniej. Jedynym źródłem miasta jest bijące u stóp Ofelu Umm ed-Deredż, zwane inaczej Ain Sitti Mariam, czyli źródłem Najświętszej Marii Panny. Jest to biblijny Gihon, dostarczający miastu wody od najdawniejszych czasów. Leżał on poza murami miasta; stąd starania mieszkańców, ażeby zapewnić sobie dopływ wody na wypadek oblężenia. Właśnie dlatego Jebuzejczycy wykuli kanał podziemny, przez który mogli otrzymywać wodę w czasie działań wojennych. Joab wyzyskał ten tunel (sinnor) do zaskoczenia Jebuzejczyków i zdobycia miasta za Dawida (2 Król. 5:6-8; 1 Kron. 11:4-6). Izraelici nie tylko korzystali z przekopu już istniejącego, ale zbudowali nowe, tak że dzisiaj znane są właściwie cztery tunele: dwa z okresu kananejskiego i dwa z okresu izraelskiego. Jeden z tunelów był krytym zejściem z fortecy do źródła dla zaopatrzenia się w wodę. Drugi był otworem odprowadzającym wodę w dolinę Cedronu. Trzeci jest już dziełem żydowskim z epoki wczesnych królów. Był to passage w wielu miejscach odkryty, nie chodziło w nim przeto o jakieś tajemne przejście do źródła. Tunel czwarty zbudowany w czasach Ezechiasza (2 Kron. 32:30) był przejściem tajemnym, obliczonym na czas oblężenia.

Wskutek braku wody w samym mieście mieszkańcy Jerozolimy dbać musieli o sztuczne zbiorniki: studnie, cysterny, sadzawki, w których gromadzili wodę bądź to deszczową, bądź też doprowadzaną skądinąd. Tego rodzaju zbiorników w mieście jest wiele: Sadzawka Górna (4 Król. 18:17), Dolna (Iz. 22:9) itd. Do ich liczby należały: sadzawka Syloe na Ofelu oraz Bezeta na przedmieściu tejże nazwy na północ od świątyni. Właśnie tunel Ezechiasza (718-689 przed Chr.) doprowadzał wodę ze źródła do sadzawki Syloe (dzisiaj Birket Silwan) i w prostej linii miał długości 336 m, wskutek jednak licznych zakrętów liczy właściwie 537 m. Ezechiasz zbudował tunel w chwili niebezpieczeństwa najazdu asyryjskiego (Sennacheryba), które od czasu zburzenia Samarii było szczególnie groźne. Robotnicy pracowali w wielkim pośpiechu i rozpoczęli pracę od strony źródła i od strony sadzawki, a przebijając skałę spotkali się pośrodku tunelu, jak o tym świadczy słynny napis z Syloe znaleziony w r. 1880.

Długość sadzawki Syloe wynosi dzisiaj 16 m, szerokość 5-6 m, głębokość około 7 m. Dzisiejszą swą formę zawdzięcza sadzawka Konstantynowi Wielkiemu, albo Herodowi Wielkiemu. Przy przebudowie wystawiony został portyk okalający ją z czterech stron, który oglądał jeszcze autor „Itinerarium Burdigalense”.

W Nowym Testamencie wzmiankę o Syloe spotykamy dwukrotnie: Łuk. 13:4 oraz Jan 9:7,11. W tekście Łukasza jest mowa o wieży w Syloe, która padając przygniotła osiemnastu Galilejczyków. Nic nie upoważnia do twierdzenia, że wieża ta znajdowała się w pobliżu sadzawki. Raczej należy przypuszczać, że nazwa Syloe była stosowana nie tylko do sadzawki, ale i do otaczającego ją rejonu miasta, podobnie jak i nazwa Bezeta. W tekście Jana natomiast Chrystus rozkazuje ślepemu od urodzenia, aby poszedł i obmył się w sadzawce Syloe, w wyniku czego człowiek ów przejrzał (Jan 9:1-41).

Drugą wspomnianą w Ewangelii sadzawką jest Bezeta (Betsaida, Betesda). W oznaczeniu jej miejsca zachodzi pewna różnica między Wulgatą a tekstem greckim. W Wulgacie czytamy: „Est autem Jerosolymis Probatica piscina, quae cognominatur hebraice Bethsaida, quinque porticus habens” (Jan 5:2), z czego by wynikało, że jedna była tylko sadzawka o dwóch nazwach: Probatica i Bethsaida. Wynika z tego, że sadzawka, zwana po hebrajsku Betesda, leżała w pobliżu czegoś, co nosiło nazwę „Probatica”.
Oczywiście, że mimo woli przychodzi na myśl Brama Owcza, co jest już określeniem miejsca ze względu na to, że według Neh. 3:31, 12:38 leżała na północ od świątyni w pobliżu Cedronu. Tak pojmuje tekst znaczna większość egzegetów tłumacząc wprost „przy Bramie Owczej”. Nie jest wszakże rzeczą niemożliwą, że odnosi się nie do bramy, ale do sadzawki tej nazwy, służącej do obmywania ofiar składanych w świątyni. Wówczas tekst grecki należałoby pojmować w tym sensie, ze przy sadzawce Probatica istniała inna, zwana Bezeta, czyli że istniały dwie sadzawki „piscinae gemmellares”, jak się wyraża „Itinerarium Burdigalense”.
Jakkolwiek by jednak było, sadzawka Bezeta, której ruiny odkrył C. Schick, a opisali M. Mauss i H. Vincent — F.-M. Abel, jest rozległym (120×60 m) czworobokiem o przeciętnej głębokości 7-8 m. Według Ewangelii miała ona pięć portyków, co rozumieć należy, że cztery biegły wzdłuż boków sadzawki, a piąty dzielił ją pośrodku. Tradycja historyczna jest niemal jednomyślna, gdy chodzi o jej położenie. Dlatego H. Vincent obie sadzawki: Syloe i Bezetę uważa za miejsca, których autentyczność stwierdzono ponad wszelką wątpliwość: „de la plus solide authenticité”.
 

Pałace

W mieście tak starożytnym jak Jerozolima, nie brakło oczywiście dawnych budowli, jeśli już nie z czasów przed niewolą, to przynajmniej z okresu Restauracji i wzmożonych wpływów helleńskich. Gmachy urzędowe i pałace, teatr, amfiteatr i hipodrom wzniesione przez Heroda Wielkiego, archiwum miasta i domy wybitnych obywateli, wszystko, co składa się na całość życia miast stołecznych, i Jerozolimie nie było obce. Spośród najważniejszych budowli w związku z interpretacją ksiąg Nowego Testamentu na uwagę zasługują:

1. Pałac Hasmoneuszów.

Teren świątyni ze wzgórzem zachodnim łączyły dwa wiadukty, wzniesione ponad doliną Tyropeon. Między wiaduktami, w samej dolinie, w kierunku północno-południowym rozciągał się otoczony kolumnadą rynek miasta, Xystus. Otóż pałac Hasmonejczyków znajdował się na skłonie wzgórza zachodniego tuż przy rynku, w myśl tego, co mówi Józef Flawiusz, że król Agryppa II „zwołał (…) lud na Xystos, gdzie z jednej strony wydźwignięty most ku świątyni, a z drugiej strony na krańcach Górnego Miasta wznosi się pałac Hasmonejczyków”.

Nie wiadomo, który z Hasmonejczyków zbudował ten pałac dla dynastii. W każdym razie służył on im aż do końca panowania. Herod Wielki, jak niebawem zobaczymy, wybudował sobie własną siedzibę, którą zajmował z kolei jego następca w Jerozolimie, Archelaus, potem prokuratorowie rzymscy. Pałac Hasmonejczyków oddano do użytku członków rodziny Heroda, gdzie się zatrzymywali w czasie pobytu w mieście.

Agryppa II przebywał właśnie w tym pałacu przed wybuchem wojny z Rzymianami i znaną z „De Bello Judaico” mowę wygłosił „stanąwszy przed tym pałacem z siostrą Bereniką u boku”.

W czasie procesu Chrystusa Pana w pałacu tym zamieszkał Herod Antypas, który przybył na święto Paschy do Jerozolimy (Łuk. 23:7). Piłat Poncjusz odesłał do niego Chrystusa dowiedziawszy się, że pochodzi z Galilei, którą zarządzał Antypas. Ale Chrystus nie odpowiedział na żadne pytanie Antypasa, obiecującego sobie wiele po tym spotkaniu (Łuk. 23:8-12). Sprawa wróciła zatem znowu przed forum Piłata, gdzie już sądzona była do końca.

2. Pałac Heroda Wielkiego.

Zaraz w pierwszych latach swego panowania, ok. 30 roku przed Chr., Herod Wielki przystąpił do budowy w Jerozolimie godnej siebie siedziby. Wybrał do tego celu miejsce sławne w przeszłości, bo związane z imieniem Dawida. Znając skądinąd rozmach budowniczy Heroda Wielkiego można już z góry przypuszczać, że zamiłowania jego ujawniły się przede wszystkim w budowie tego pałacu, który miał świadczyć o królu i świetności założonej przezeń dynastii. Toteż skłonni jesteśmy wierzyć Józefowi Flawiuszowi, gdy w sposób pełen entuzjazmu opisuje królewską siedzibę: „Do tych trzech wież (tj. do wieży Hippicus, Fazael i Mariamme), wysuniętych na północ, przylegał od strony miasta zamek królewski, którego wspaniałości nie odda żadne ludzkie słowo; nie ma takiej budowli, która mogła się była z tym zamkiem nadzwyczajnym równać. Otaczał go mur na trzydzieści łokci wysoki, z którego w równych odstępach dźwigały się wieżyce o izbicach biesiadnych dla setek dostojnych gości. Kto opisze te różnorodne a rzadkie kamienie do budowy użyte, te powały o belkowaniu rozmiarami i ozdobnością przechodzące wszystko, na co kiedykolwiek oko patrzyło, tę komnat zawrotną liczbę, te izbice przeróżnego kształtu, z których każda miała całkowite dla siebie urządzenie, a sprzęty przeważnie ze złota i srebra uczynione. Całe szeregi kolumnad krzyżowały się ze sobą biegnąc kołem, a w każdej wznosiły się filary innego pokroju. Pałac tonął w zieleni, a potem szły ogrody o wielkich, przecinających się alejach, obok których biegły kanały i stały wodnice, z których przez miedziane ozdoby wyciekały strumienie; nad wodami sztucznie zatrzymywanymi liczne stały gołębniki dla owego ptactwa, które oswajano. Ale z ust ucieka wszelkie słowo, gdy się chce wypowiedzieć całą piękność i wspaniałość tego pałacu; i tylko serce boleśnie się ściska na wspomnienie, że wszystko to stało się pastwą płomieni przez rękę zbójecką wznieconych. Bo nie Rzymianie przynieśli tu spustoszenie, ale jak już było powiedziane, wewnętrzni kraju nieprzyjaciele. Albowiem w początkach powstania wszczął się pożar w zamku Antonia, przerzucił się zaraz na pałac królewski, a oprócz tego zniszczył jeszcze górne części trzech wież.”

Pałac ten po deportacji Archelausa przeszedł w posiadanie prokuratorów Judei. Miejscem ich zwykłej rezydencji była wprawdzie Cezarea nadmorska, gdzie prokuratorowie zamieszkiwali również w pałacu Heroda, ale w Jerozolimie często przebywać musieli w sprawach związanych z ich stanowiskiem i wówczas urzędowali w pałacu Heroda. Na podstawie analizy odpowiednich tekstów historycznych, głównie Józefa Flawiusza i Filona z Aleksandrii, dojść można do wniosku, że wyrażenie „pałac królewski Heroda” jest równoznaczne.

Ustalenie miejsca zamieszkania w Jerozolimie prokuratorów Judei jest ważne o tyle, że wiąże się ściśle z tzw. pretorium Piłata w czasie procesu Chrystusa Pana. Po zakończeniu przewodu procesowego przed Sanhedrynem, jego członkowie wraz z otaczającym ich tłumem udali się „do pretorium” prokuratora, celem uzyskania zatwierdzenia wydanego wyroku. Wiele rozprawiano nad tym, czy owym „pretorium” był pałac Heroda, czy też forteca Antonia na północny-zachód od terenu świątyni. Jedno i drugie rozwiązanie miało swoich licznych zwolenników. Brano głównie pod uwagę dane literackie, dopóki w roku 1933 znany archeolog H. Vincent nie ogłosił wyników swych badań na terenie Antonii. Nie brakło wówczas egzegetów, którzy uważali sprawę za przesądzoną. Pozostawały jednak wiele mówiące teksty Józefa Flawiusza i Filona, których nie wyjaśniono, a które nakazywały ostrożność w przyjmowaniu innych rozwiązań. W ostatnich czasach sytuacja uległa zmianie o tyle, że nawet bliscy współpracownicy Vincenta na łamach tegoż „Revue Biblique” oświadczają się nadal za pałacem Heroda. Józef Flawiusz pozostawił opis, w bardzo wielu szczegółach żywo przypominający scenę procesu Chrystusa przed Piłatem, co jest wymownym argumentem w kwestii topografii pretorium Piłata. Właśnie wskutek tego opisu bardzo wielu uczonych (H. Guthe, W. Sanday, G. Dalman, J. N. Sepp, A. Edersheim, Th. Zahn, E. Schürer) bez zastrzeżeń oświadczało się za pałacem Heroda jako miejscem skazania Chrystusa przez Piłata.

Było to za prokuratora Gesjusza Florusa (64-66 po Chr.). Wskutek niezwykłych wprost jego zdzierstw i przekupstwa, a także wskutek zatargów w Cezarei nadmorskiej między Żydami i Grekami doszło do wielkiego rozgoryczenia wśród Żydów i skarg na prokuratora. Posłyszawszy o wzburzeniu Żydów w Jerozolimie, Gesjusz Florus w otoczeniu wojska z Sebaste, gdzie przebywał, ruszył ku miastu. Na wieść, że prokurator zbliża się do Jerozolimy, Żydzi, chcąc go ułagodzić, wyszli naprzeciw, aby go powitać. Gesjusz Florus rozkazał jednak usunąć tłum, który zamknął się w domach oczekując rozwoju wypadków: „Florus stanął w pałacu królewskim. Nazajutrz kazał przed tym pałacem ustawić trybunał, zajął miejsce, a przed owym jego trybunałem zjawili się arcykapłani, starszyzna i najwybitniejsi obywatele miasta. Florus żądał, by mu wydano tych, którzy miotali na niego obelgi, grożąc im karą, jeśli mu winnych nie dostarczą. Ci zaś ukazywali mu, jak lud jest spokojny, a też bardzo go przepraszali za tych, którzy może w mowach swoich dostatecznie umiarkowani nie byli.”

Opisana scena żywo przypomina proces Chrystusa. Prokurator zajeżdża do pałacu Heroda jako do zwykłej swojej siedziby. Do rozmowy ze starszymi ludu ustawiony zostaje trybunał, podobnie jak w procesie Chrystusa.

Można by tu wysunąć trudność, że jednak na uroczystość Paschy, w celu skuteczniejszego przeciwdziałania rozruchom wśród tłumu, obecność prokuratora w Antonii szczególniej była pożądana. Czy jednak koniecznie Piłat musiał opuścić swoje mieszkanie w pałacu Heroda, aby in persona przebywać w Antonii? Obecność w tej fortecy jakiegoś wyższego wojskowego (Dz. Ap. 21:27-33) najzupełniej wystarczała do utrzymania porządku.

3. Pałac Kajfasza.

O pałacu Kajfasza wyraźnie wspominają Ewangelie (Mat. 26:57; Mar. 14:53; Łuk. 22:54), nie podają jednak żadnych danych co do jego położenia, które ustalić można tylko na podstawie tradycji historycznej i archeologii. Interpretacja znanych w tej kwestii dokumentów sprawiła, że topografowie Jerozolimy umieszczają pałac Kajfasza na szczycie Syjonu chrześcijańskiego, na terenie ormiańskiego kościoła Zbawiciela.

Właśnie wskazania te stanowiły podstawę do badań archeologicznych, które rozpoczęto na skłonie wzgórza. Doprowadziły one do odkrycia szeregu przedmiotów świadczących, że teren był zamieszkany przez Żydów: miary żydowskie różnych rodzajów, ciężarki, prawdopodobnie wzorcowe, do sprawdzania innych i inskrypcję hebrajską dużego znaczenia. Zapewne, ponieważ nie znaleziono jej in situ, można przypuszczać, że jest to pierre volante. Jednakże w połączeniu z innymi przedmiotami znalezionymi na miejscu ma ona wielką wartość. Prawdopodobną rekonstrukcję inskrypcji podaje X. Marchet. Wyraźnie odczytać można słowo qorban — inne są bardziej zatarte.

Ze znalezionych przedmiotów wnioskować można, że na skłonie wzgórza stał jakiś dom hebrajski. Naturalnie, że to nie przesądza jeszcze o tym, iż był to pałac Kajfasza. Jednak wniosek taki wydaje się bardzo prawdopodobny. Zwłaszcza słowo qorban w inskrypcji hebrajskiej wskazuje na dom kapłański, tym bardziej że zgodnie uznano, iż inskrypcja pochodzi z I wieku. Słowo qorban znaczy nie tylko „ofiara”, ale i miejsce, gdzie składano dary przeznaczone do ofiarowania. W tym znaczeniu czytamy np. w Ewangelii św. Mateusza, że pieniędzy Judasza „nie godzi się (…) kłaść do skarbony, bo są zapłatą krwi” (27:6). Tego rodzaju skarbiec znajdował się w świątyni, z wyjątkiem jednak ofiar „pro delicto”; pieniądze zaś, pochodzące z ofiar za występek i za grzech nie szły na świątynię Pańską, bo należały do kapłanów (4 Król. 12:16). Dlatego znalezienie napisu: „sacrificium pro delicto” wskazuje na dom kapłański w pobliżu.

Tyle archeologia. Reszty dopełnia wczesna tradycja historyczna, nakazująca szukać pałacu Kajfasza na wschodnim skłonie chrześcijańskiego Syjonu. Po pojmaniu Chrystusa Pana w Getsemane, żołnierze drogą prowadzącą do Cedronu wprost do pałacu Kajfasza (której część również zdołano odkopać) przyprowadzili Chrystusa do domu najwyższego kapłana. Tu stawiono Chrystusa najprzód przed Annaszem (Jan 18:13).

Przed wiekami średnimi nie czyniono żadnej różnicy między domem Annasza i Kajfasza. Albo się domem Annasza nie interesowano wcale, albo też sądzono, że był on identyczny z pałacem Kajfasza. To przypuszczenie jest bardzo prawdopodobne.
Pałac arcykapłana w Jerozolimie przypominał zapewne zewnętrznym swym wyglądem jedną z licznych budowli powstałych na terenie Palestyny w okresie hellenistycznym: z portyku wychodzącego na drogę publiczną wchodziło się na miejsce poprzedzające podwórzec główny, czyli atrium ze wspaniałym portykiem. Annasz posiadający wielkie wpływy wśród Żydów zamieszkiwał w pałacu arcykapłańskim, choć aktualnym arcykapłanem był jego zięć, Kajfasz. Jest zwyczajem przyjętym na Wschodzie, że cała rodzina zamieszkuje jedno obszerne pomieszczenie.

W pałacu Kajfasza odbyła się pierwsza część religijnego procesu Chrystusa (Mat. 26:57-68; Mar. 14:53-65; Łuk. 22:54,63-71; Jan 18:12-24). Tu również w atrium pałacu św. Piotr zaparł się trzykrotnie Chrystusa i zdjęty żalem „począł płakać” (Mat. 26:75; Mar. 14:72; Łuk. 22:54-62).

Forteca Antonia

Wznosiła się u zbiegu północno-zachodniego muru świątyni. Miała ona za zadanie głównie wzmocnienie obronności muru północnego całego miasta ze względu na konfigurację ułatwiającą z tej strony podejście wroga do miasta. Dawniej wzniesiono na tym miejscu jedynie wieżę Hananeel (Jer. 31:38; Neh. 3:1, 12:38; Zach. 14:10), którą Jan Hirkan (135-104 przed Chr.) odbudował od fundamentów i nazwał po prostu „fortecą” (Bira, Birta, w formie zhellenizowanej Baris). Herod Wielki nie tylko że ją powiększył według nowych planów, ale i przyozdobił z przepychem, a na cześć Marka Antoniusza nazwał Antonią. To nam pozwala ustalić przybliżoną datę tej budowy, mianowicie przed bitwą pod Akcjum (2 września 31 r. przed Chr.).
Opis Antonii podany przez Józefa Flawiusza jest tak znamienny, że zasługuje na przytoczenie: „Zamek Antonia leżał u zbiegu kolumnad zewnętrznego dziedzińca, a mianowicie u zbiegu kolumnady zachodniej i północnej. Zbudowano go na skale ze wszystkich stron spadzistej a wysokiej na łokci pięćdziesiąt. Zamek ten był dziełem króla Heroda i w tej budowli najbardziej się ujawniło jego zamiłowanie przepychu. Przede wszystkim należy powiedzieć, że skała od spodu do szczytu była wyłożona gładkimi płytami kamiennymi; raz dlatego, że wyglądało to pięknie, a po wtóre, że każdy, kto chciałby po niej wejść lub zejść, oślizgiwał się i spadał. Sam zamek był jeszcze otoczony murem trzyłokciowym, ponad który dźwigał się w górę na wysokość czterdziestu łokci. Świetlice miał urządzone po królewsku; były tam komnaty różnego rodzaju i do różnych celów służące, przedsienia, łaźnie, obszerne pomieszczenia dla wojska, że zamek pod względem wyposażenia wyglądał prawdziwie na miasto, a pod względem przepychu na siedzibę królewską. Całość miała kształt wieży, wszelako na czterech rogach osobne stały wieżyce, z których dwie liczyły po pięćdziesiąt łokci, a dwie, to jest południowa i wschodnia, po siedemdziesiąt łokci wysokości, że z ich szczytu można było objąć okiem całą świątynię. W miejscu zetknięcia się zamku z kolumnadami świątyni było przejście dla straży; albowiem w zamku stała zawsze legia rzymska, a w czasie świąt straże rozstawiano w kolumnadach celem pilnowania ludu, aby się nie porywał do buntu. Jeżeli świątynia była twierdzą panującą nad miastem, to Antonia twierdzą panującą nad świątynią, a załoga umieszczona w Antonii czuwała nad wszystkim.”

Ze schodów łączących świątynię z fortecą św. Paweł apostoł w znanych okolicznościach wygłosił mowę publiczną w języku aramajskim (Dz. Ap. 21:27-22,24).  

Liczba mieszkańców

Powołując się na zdanie Hekateusza z Abdery (IV-III wiek przed Chr.) Józef Flawiusz przytacza jego tekst oceniający liczbę mieszkańców Jerozolimy na 120 000: „Żydzi mają liczne twierdze i wsie rozrzucone po całym kraju, ale jedno tylko miasto obwarowane, liczące około pięćdziesięciu stadiów w obwodzie i jakieś 120 000 mieszkańców; nazywają je Jerozolima”. Niektórzy autorowie, a wśród nich J. Felten, cyfrę tę przyjmują bez zastrzeżeń, gdyż wydaje im się ona zbliżona do rzeczywistości, chociaż skądinąd inne dane liczbowe Józefa Flawiusza uważają za przesadne i nie do przyjęcia. W. Szczepański w obliczeniach swoich idzie nawet nieco dalej: „Ile ludności liczyło Jeruzalem za czasów Chrystusa, na pewno nie wiemy; najwięcej 100-150 tysięcy”.

Tymczasem G. M. Perrella wystąpił z gwałtowną krytyką danych Józefa Flawiusza, nazywając go „gonfiatore sistematico” i usiłując wykazać, że w obwodzie 4 km 200 m murów Jerozolimy mogło się pomieścić najwyżej 30-40 tysięcy mieszkańców i nawet taką cyfrę uważa Perrella za „hojność” w stosunku do Józefa Flawiusza. Trudno zająć jakieś stanowisko w takim sporze. Ale sposób obliczania mieszkańców zastosowany przez egzegetę włoskiego jest dość zawodny. A w odniesieniu np. do współczesnego Rzymu, gdyby chodziło o obliczenie mieszkańców tylko wewnątrz murów Wiecznego Miasta, dałby wyniki nie oczekiwane przez nikogo i nie odpowiadające istotnemu stanowi rzeczy.

Świątynia

Druga świątynia

Siedem lat budował Salomon świątynię jerozolimską, którą po kilku wiekach istnienia zburzyli Babilończycy w r. 586 przed Chr. Gdy po niewoli babilońskiej Żydzi pod przewodem Zorobabela wrócili do ojczyzny, wystawili niezwłocznie ołtarz całopalenia i poczęli czynić przygotowania do odbudowy świątyni (r. 536). Było to tym łatwiejsze, że zachowały się dawne fundamenty, tak że ślady umożliwiały rozmieszczenie dziedzińców i wzniesienie nowych budowli na miejscu starych.

Wszystko zapowiadało pomyślność rozpoczętemu dziełu, gdy nie oczekiwana oferta Samarytan udzielenia pomocy w odbudowie świątyni spowodowała wstrzymanie robót. Żydzi nie uważali Samarytan za członków narodu izraelskiego i nie mogli zgodzić się na ich pomoc w odbudowie największej świętości Izraela. Samarytanie mieli jednak wielkie wpływy na dworze perskim i przez swych wysłanników zdołali uzyskać u Cyrusa (558-529 przed Chr.) i jego następcy Kambyzesa (529-522) dekrety zakazujące dalszych prac przy budowie. Dopiero za Dariusza w r. 520 udało się Zorobabelowi przełamać opory i natychmiast przystąpić do pracy.

Trwała ona cztery lata i została ukończona w r. 516. Tzw. druga świątynia rozmiarami nie ustępowała w niczym Salomonowej, ale różniła się od niej urządzeniem wnętrza i mniejszym splendorem. Prorocy Aggeusz i Zachariasz wieścili, że największą jej chwałą będzie nauczanie Mesjasza w jej nowo wzniesionych murach. Z czasem zaradzono niejednemu brakowi, tak że pisarze starożytni wyrażają się o świątyni Zorobabela w słowach pełnych podziwu. Hekateusz z Abdery z czasów Aleksandra Wielkiego (336-323 przed Chr.), Eupolemus za Demetriusza Sotera (162-150) i autor „Listu Arysteasza” (ok. 200 r. przed Chr.) pozostawili nam opisy, nawet pomiary, wiele mówiące o urządzeniach wewnętrznych i ogólnym wyglądzie świątyni.

W okresie wojen Machabejskich druga świątynia stała się cytadelą jahwizmu i źródłem oporu przeciw polityce religijnej Seleucydów. Antioch IV Epifanes (175-163) zawładnął skarbem świątyni i zbezcześcił ją przez wzniesienie na jej terenie ołtarza ku czci Jowisza Olimpijskiego. Zwycięstwa Judy Machabejczyka umożliwiły zmycie tej hańby (Encaenia) i ponowne wprowadzenie kultu jahwistycznego (w r. 164). Odtąd pomimo zmiennych kolei losów świątynia Zorobabela będzie stać na straży nie tylko religijnego, ale i państwowego rozwoju narodu. Uszanuje to Pompejusz Wielki, gdy po trzymiesięcznym oblężeniu zdobędzie Jerozolimę w r. 63 przed Chr. Dotrze on co prawda wbrew wszelkim protestom aż do miejsca „świętego świętych”, ale nie tknie skarbu świątynnego i nakaże niezwłocznie oczyszczenie świątyni i składanie zwykłych ofiar. W walce przeciw Antygonowi (40-37) Herod Wielki już po otrzymaniu od Rzymian tytułu króla zdobywać będzie dwukrotnie Jerozolimę i świątynię. Walki odbywać się będą nawet we wnętrzu gmachów świątyni siejąc zniszczenie i grozę. Toteż gdy w kilkanaście lat później (20/19) Herod wystąpi z projektem rozbudowy świątyni i jej upiększenia, spotka się z niedowierzaniem ze strony Żydów. Tylko niezwykłym okolicznościom zawdzięczać trzeba, że w końcu udało się królowi przełamać nieufność Żydów i rozpocząć pracę.
 

Przygotowania i odbudowa

Król postanowił jednak przed tym poszerzyć teren świątynny przez dalszą niwelację, zwłaszcza w kierunku północnym, oraz wzmocnić podmurowania od strony doliny Cedronu, Ofelu i Tyropeon. Pracę tę wykonywało 10 000 rzemieślników, którzy zajęci byli ponadto przygotowaniem wszystkich niezbędnych do rozbudowy materiałów. W celu bowiem rozproszenia nieufności Żydów postanowiono zgodnie, że dopiero po zgromadzeniu materiału przystąpi się do stopniowego niszczenia starych części i niezwłocznego wznoszenia nowych. W ten sposób zabezpieczono ciągłość kultu i usunięto wszelkie obawy, że Idumejczyk zburzyć może starą świątynię a nie zbudować nowej. Względy rytualne zakazywały jednak wprowadzania robotników na dziedziniec zastrzeżony kapłanom, co w konsekwencji izolowałoby główny budynek świątynny. Trudność rozwiązano w ten sposób, że Herod zakupił tysiąc ubrań roboczych i rozdał tym kapłanom, którzy osobiście mieli się zająć rozbudową i urządzeniem zarówno samego przybytku, jak i przylegającego doń dziedzińca.

Dopiero po takich przygotowaniach rozpoczęto prace w pełni. Kapłani w ciągu osiemnastu miesięcy odbudowali Przybytek, a robotnicy w ciągu lat dziewięciu zakończyli odbudowę pozostałych części świątyni. W rocznicę swego wstąpienia na tron Herod obchodził uroczyście oddanie świątyni do użytku. Radość była powszechna. Przy tej okazji król kazał na pierwszą ofiarę złożyć trzysta wołów. Działo się to w 19 r. przed Chr. Ale jeszcze przez długie lata prowadzono prace nad dalszym upiększeniem wnętrza i ostatecznym zakończeniem odbudowy. I dopiero w r. 64 po Chr. świątynia była odbudowana w całości. Niestety nie na długo. W sześć lat bowiem potem w jej murach rozgrywały się ostatnie akty wojny przeciw Rzymianom zakończone spaleniem świątyni i zburzeniem miasta.
 

Portyki

Na zniwelowanym i zwiększonym terenie świątynnym wzniesiono wysoki na 15m. mur zewnętrzny. Wyodrębniał on świątynię od reszty miasta czyniąc z niej warownię wewnętrzną o 450m. długości i 300m. szerokości. Do tego muru od strony wewnętrznej przylegały portyki, z których dwa (północny i zachodni) o dwu rzędach kolumn wysokości 11,25m. zbiegały się w fortecy Antonia na północnym zachodzie. Podwójne schody prowadziły z portyków do fortecy, tak że w wypadku jakichś niepokojów stacjonujący w Antonii żołnierze rzymscy interweniować mogli niezwłocznie celem przywrócenia porządku.

Do muru wschodniego przylegał portyk Salomona. Wzniesiony przez tego monarchę, nawet w drugiej świątyni związany był z jego imieniem. Herod uszanował tę tradycję, choć portyk przebudował gruntownie i przyozdobił trzema rzędami kolumn greckich prowadzących do „Złotej Bramy” i doliny Cedronu.

Portyk południowy Herod nazwał „królewskim” i przyozdobił go w sposób wyszukany, godny swego imienia. Cztery rzędy kolumn o wysokości przeszło 7m. zakończonych korynckimi kapitelami dzieliły portyk na trzy nawy. Wszystkich kolumn było 164, a szerokość nawy środkowej wynosiła 13,30m. drewniany, rzeźbiony bogato dach pokrywał portyk na całej długości 185m. nawę środkową łączył z miastem most przerzucony przez dolinę Tyropeon, którego pozostałością jest tzw. łuk Robinsona. Józef Flawiusz z uczuciem wielkiej dumy opisuje portyk królewski podkreślając jego wysokość w stosunku do otaczających go terenów. Wysokość ta była istotnie znaczna nawet w porównaniu z Ofelem, a cóż dopiero z doliną Cedronu, do której portyk przylegał od strony wschodniej. Przynajmniej 180m. oddzielało w tym punkcie szczyt portyku od dna doliny. Odpowiada to wszystkim warunkom znanym z Ewangelii Mateusza o „pinnaculum Tempi”.

Z miastem łączyło teren świątyni szereg bram: cztery w murze zachodnim, jedna w murze północnym (brama Suzy?), „Złota Brama” w murze wschodnim oraz inne od strony południowej. Podwójna brama Huldy wewnętrznymi schodami prowadziła z Ofelu wprost na dziedziniec zewnętrzny.
 

Dziedziniec zewnętrzny (pogan)

Był to najobszerniejszy z dziedzińców przylegający do portyków na całej długości z wyjątkiem części portyku zachodniego, o który wspierał się budynek świątyni i inne dziedzińce przed nim leżące. Zwano go również dziedzińcem pogan, bo dostęp tam mieli nawet poganie. Dzięki tej okoliczności dziedziniec zewnętrzny był najbardziej uczęszczanym punktem w mieście: był on w Jerozolimie tym, czym agora dla Greków, a forum dla Rzymian. Tu gromadzono się celem posłyszenia nowin, nawiązania znajomości czy kontaktów handlowych. Nie trzeba bowiem zapominać, że na dziedzińcu tym dokonywano sprzedaży zwierząt i ptaków ofiarnych oraz wymiany pieniędzy obiegowych na monetę hebrajską. Tylko w tej monecie można było uiszczać podatek świątynny wynoszący jak wiadomo pól sykla hebrajskiego. Wszystko to razem, sprzedaż zwierząt i wymiana pieniędzy, czyniło wrażenie zgiełkliwego bazaru wschodniego, i to na terenie świątynnym. Toteż Chrystus Pan dwukrotnie wypędzał przekupniów z dziedzińca zewnętrznego z ostrym wyrzutem: „Dom mój domem modlitwy nazwany będzie, a wyście go uczynili jaskinią zbójców” (Jan 2:12-25; Mat. 21:12-17; Mar. 11:15-19; Łuk. 19:45-47).

W cieniu przylegających do dziedzińca zewnętrznego portyków udzielano porad prawnych pielgrzymom. Tu również nauczali sławni Mistrzowie Zakonu wywołując dyskusje, głośne polemiki i prowokując pytania. Takie jest tło historyczne pobytu dwunastoletniego Pana Jezusa w świątyni, „siedzącego wpośród doktorów, słuchającego ich i zadającego im pytania” (Łuk. 2:46). Opis Ewangelii Łukasza jest jak gdyby kartką z jerozolimskiej kroniki świątynnej z pierwszych lat naszej ery. Chrystus Pan zresztą niejednokrotnie nauczał w cieniu portyków dziedzińca zewnętrznego i wiele z przechowanych w Ewangelii nauk tu po raz pierwszy było wygłoszonych. Apostołowie przejęli ten zwyczaj i pierwsze rozdziały Dziejów Apostolskich dotyczą tego dziedzińca, na którego terenie rozlegały się apostolskie nawoływania i mowy św. Piotra zwłaszcza tego dnia, „gdy zbiegł się cały lud zdumiony do nich, do krużganka zwanego Salomonowym” (Dz. Ap. 3:11, 5:12).
 

Dziedziniec niewiast

Drugi czworoboczny taras wznosił się 6m. wyżej niż dziedziniec zewnętrzny i zajmował północno-zachodnią część świątynnego terenu. Było to miejsce wyodrębnione wysoką na półtora metra poręczą kamienną (Sorag), w której znajdowało się trzynaście przejść. Przy każdym z nich specjalne napisy w języku greckim i łacińskim przestrzegały przed przekroczeniem terenu przez nie-Izraelitów i to pod karą śmierci. Dwa z tych napisów odnaleziono. Treść ich brzmi: „Żaden cudzoziemiec niechaj się nie waży przekraczać poręczy otaczającej świątynię i ogrodzenia. Ten, który by to uczynił, będzie winien swojej śmierci”. Drugi taras szeroki na 10m. zwano Hel. Prowadził on do 14 schodów, przez które wstępowano na taras trzeci. Równolegle do schodów wznosiły się tu mury otaczające dziedzińce wewnętrzne. Dziewięć bram łączyło je z pozostałym terenem. Za najpiękniejszą z nich uchodziła brama wschodnia, inaczej zwana „Piękną” (Dz. Ap. 3:2) albo „Bramą Nikanora”. Jest to ta brama, o której mówi Józef Flawiusz, że „odrobiona była ze spiżu korynckiego, znacznie wartością swoją przewyższając tamte, które były posrebrzane lub pozłacane”.

Brama Nikanora i dwie bramy boczne prowadziły do dziedzińca niewiast. Był to czworobok 60,75×60,75m. z galerią górną, wewnętrznymi portykami i czterema narożnymi pomieszczeniami przeznaczonymi na przechowanie drzewa, oliwy i wina oraz na dokonywanie rytualnych oczyszczeń trędowatych i formalności związanych ze ślubem nazireatu. Tu również, najprawdopodobniej w portyku południowym, znajdowało się trzynaście skarbon, z przeznaczeniem na ofiary i potrzeby kultu. Chrystus Pan tutaj właśnie „siedząc naprzeciw skarbony” (Mar. 12:41) dostrzegł „wdowę pewną ubożuchną, jak wrzucała dwa drobne pieniążki” (Łuk. 21:2). A po zdradzie Judasza i oddaniu srebrników: „przedniejsi kapłani wziąwszy srebrniki mówili: Nie godzi się ich kłaść do skarbony, bo są zapłatą krwi” (Mat. 27:6). Tylko przez „Wielką Bramę” wiodącą na dziedziniec Izraela lub też z galerii nad portykami mogły niewiasty dostrzec składanie ofiar na ołtarzu całopalenia.
 

Dziedziniec Izraela i kapłański

Półkoliste schody o 15 stopniach prowadziły na taras wyższy do dziedzińca Izraela przez bramę zwaną „Wielka”. Był to długi (60,75m.), ale wąski (4,95m.) pas oddzielony od przylegającego bezpośrednio dziedzińca kapłanów tylko niewielką balustradą. Jeśli na dziedzińcu Izraela mogła się pomieścić niewielka ilość osób, to dziedziniec kapłański był obliczony na przepych kultu, a jego rozmiary (84,15m. długości, 60,75m. szerokości) przystosowane do pomieszczenia wszystkich klas kapłańskich biorących udział w świętych obrzędach. I tutaj portyki wewnętrzne prowadziły do specjalnych sal, m.in. do liszkat haggazit, tj. do sali marmurowej, w której odbywały się posiedzenia Wielkiego Sanhedrynu.

Na wprost „Bramy Wielkiej” znajdował się ołtarz całopalenia. Był on zbudowany z nieociosanych kamieni. Wysokość jego wynosiła 4,50m., a długość i szerokość po 14m. Dostęp do szczytu umożliwiał rodzaj kamiennego nasypu 14,40m. długości, bez schodów, z wolna podnoszącego się ku górze. Na szczycie płonął ogień i składano ofiary. Krew zwierząt spływała wewnętrznym kanałem do doliny Cedronu. Specjalne urządzenia do przygotowywania zwierząt ofiarnych znajdowały się obok ołtarza całopalenia w kierunku północnym. Natomiast między ołtarzem a portykiem przybytku mieścił się olbrzymi basen z wodą przeznaczoną do obmyć rytualnych. Dla wielkich rozmiarów zwano go „morzem miedzianym”. Dodać trzeba, że wodę sprowadzano specjalnymi wodociągami z odległej Wadi Artas.
 

Przybytek

W głębi dziedzińca kapłanów zwrócony frontem ku wschodowi wznosił się właściwy Przybytek. Składał się on z trzech części: portyku, „miejsca świętego” i „świętego świętych”, których długość wynosiła łącznie 45m.

a) Portyk 45m. wysoki i tyleż szeroki tworzył monumentalne wejście i przedsionek (ulam) o 7,20m. długości. Prowadziło doń z dziedzińca kapłanów 12 stopni, tak że wznosił się on na tarasie wyższym od dziedzińca kapłanów o 2,70m. Biorąc pod uwagę tarasy uprzednie przybytek wznosił się wyżej od dziedzińca zewnętrznego o 10,50m. Szczyt portyku stanowił najwyższy punkt terenu świątynnego.

Podwójne drzwi prowadziły z dziedzińca kapłanów do przybytku. Zamykano je tylko na noc, ale ciężka ozdobna zasłona przesłaniała wnętrze. O zasłonie tej pisze Józef Flawiusz, że była „tkana barwnie z hiacyntu, bisioru, karmazynu i purpury przedziwnej roboty, ujmująca oko różnorodnością dobranej materii. Miała ona wyobrażać cały świat. Karmazyn oznaczał ogień, bisior ziemię, hiacynt powietrze, a purpura morze, karmazyn i hiacynt barwą swoją, natomiast bisior i purpura z powodu swego pochodzenia, gdyż ziemia wydaje jedno, a morze drugie. Na zasłonie widniało wyobrażenie całego nieba, tylko nie były oddane obrazy zwierzyńca”. W Ewangelii Mateusza czytamy, że w chwili śmierci Chrystusa „zasłona świątyni rozdarła się na dwie części od góry aż do dołu” (27:51). Zdaniem wielu egzegetów chodzi tu właśnie o zasłonę opisaną tak szczegółowo przez Józefa Flawiusza.

Nad głównym wejściem do przybytku umieszczono dużych rozmiarów liście winnego krzewu, z których zwisały duże grona wielkości człowieka. Symbolizowały one Izraela, czego przykłady mamy w wielu księgach prorockich (Iz. 3:14; Jer. 2:21; Ez. 19:10).

b) Sanctum. Z przedsionka wchodziło się do miejsca „świętego” (hekal), które miało 18m. długości i 7,20m. szerokości. Wnętrze urządzone tu było identycznie jak w świątyni Salomona: na prawo złoty stół z chlebami pokładnymi, w środku ołtarz kadzielny, na którym codziennie składano ofiarę, i na lewo płonący bez przerwy świecznik siedmioramienny. Po zdobyciu Jerozolimy w r. 70 po Chr. Rzymianie przewieźli te przedmioty do Rzymu, gdzie pozostawały aż do V wieku. Wtedy bowiem Genzeryk (428-477 po Chr.) zabrał je i wywiózł na okręcie, który zatonął w czasie burzy. Na łuku tryumfalnym Tytusa w Rzymie oglądać można po dzień dzisiejszy płaskorzeźby tych przedmiotów, zdobiących niegdyś tryumf cesarza, który kazał bić medale z napisem „Judaca capta”.

Do tej części przybytku odnoszą się słowa Ewangelii św. Łukasza o Zachariaszu, na którego „według zwyczaju kapłaństwa przyszła (…) kolej, aby wszedłszy do świątyni Pańskiej złożył ofiarę kadzielną (…). I ukazał mu się Anioł Pański stojący po prawej stronie ołtarza kadzielnego” (1:8,11).

c) Sanctum sanctorum (debir). Zasłona podobna do tej, która przesłaniała wejście do „sanctum”, zwisała również przy wejściu do „sanctum sanctorum”. W świątyni Salomona znajdowała się tu Arka Przymierza. Nie znaleziono jej po powrocie z niewoli, tak że zarówno w świątyni Zorobabela, jak i Heroda „zupełnie było w niej pusto”, jak pisze Józef Flawiusz — część ta „niedostępna, nietknięta, niewidzialna stanowiła miejsce, które zwano „święte świętych”. Tylko arcykapłan i to raz w roku w dzień Pojednania wchodził tu, aby złożyć ofiarę kadzielną. Wystająca nieco płyta kamienna wskazywała miejsce, gdzie dawniej znajdowała się Arka.

Wokół przybytku znajdowały się niewielkie pomieszczenia, w których przechowywano skarbiec świątyni. Dach otaczała zewsząd wysoka na 1,53m. balustrada o złoconych częściach, połyskujących w blaskach słońca.
 

Znaczenie świątyni jerozolimskiej

Świątynię jerozolimską, zwłaszcza po odbudowie przez Heroda Wielkiego, należałoby zaliczyć do greckich dzieł sztuki z dużą przymieszką elementów orientalnych. To prawda, że Tacyt podkreślał głównie jej obronność: „Znajduje się tam (tj. w Jerozolimie) świątynia o nieprzebranych bogactwach (…). Świątynia była rodzajem zamku i miała własne mury, wzniesione z większym niż inne nakładem pracy i sztuki; nawet otaczające świątynię portyki stanowiły znakomite podmurze”.

Józef Flawiusz natomiast uwydatnia wrażenia, które wywoływała świątynia zewnętrznym swoim wyglądem w każdym przybyszu: „Całe zewnętrze świątnicy musiało zachwycaćś wszelakie oko i wszelaką duszę. Ściany pokryte wszędzie ciężkimi złotymi płytami o wschodzie słońca jaśniały żywym blaskiem ognia, rażąc oczy niby świecenie słońca. Gdy pielgrzym do Jerozolimy dążący spojrzał z daleka ku świątyni, zdawało mu się, że ma przed sobą górę pokrytą śniegiem; bo gdzie nie było blach, świeciła jasność kamienia”.

Szczególnie jednak opisy, zwłaszcza portyków i ich dekoracji, świadczą dowodnie o tym, że przy odbudowie dokonanej przez Heroda sztuka grecka wkroczyła tryumfalnie na teren tej świątyni, z której padały hasła przeciwstawienia się wszelkim wpływom hellenizmu.

Niezależnie wszakże od tego, co o świątyni jerozolimskiej można by powiedzieć z punktu widzenia artystycznego, nie ulega wątpliwości, że jej mnożące się tarasy, dekoracje wnętrz i panujące nad całą esplanadą wieże portyku musiały czynić potężne wrażenie. Apostołowie patrząc z Góry Oliwnej mówili z dumą do Chrystusa: „Mistrzu, patrz co za kamienie i jakie budowle” (Mar. 13:1). Nie brak zresztą i współczesnych autorów, którzy nawet z artystycznego punktu widzenia uważają świątynię jerozolimską za najwspanialszą budowlę sakralną, jaka kiedykolwiek istniała pod słońcem. Historycy sztuki mieliby oczywiście w tej sprawie wiele do powiedzenia. Ale historycy religii zgodnie podkreślają, że świątynia jerozolimska jako twierdza monoteizmu — w czasach gdy politeizm u wszystkich narodów panował wszechwładnie i nawet gdy Grecy i Rzymianie narzucali Wschodowi swoje wierzenia — stanowiła oazę „objawienia się Boga w prawdzie”. W cieniu tej świątyni chrześcijaństwo nabierało sił, zanim nie przekroczyło granic Palestyny udając się z „dobrą nowiną” na szerokie szlaki całego świata.
 

Okolice Jerozolimy

Góra Oliwna

Na wschód od Jerozolimy, przedzielona od miasta doliną Cedronu, wznosi się Góra Oliwna (Dżebel ez-Zeitun lub Dżebel et-Tur) zawdzięczająca swą nazwę rosnącym tutaj licznie oliwkom. Tworzy ona potężny blok wapienny o wielu rozgałęzieniach i przynajmniej trzech szczytach, z których północny sięga 830m. ponad poziom Morza Śródziemnego, środkowy 820m., a południowy 818m. Urodzajna warstwa ziemi, zarówno na szczycie góry, jak i na jej zboczach, umożliwiała kulturę wielu drzew i krzewów. Oprócz wspomnianych już drzew oliwnych rosły tu figi (Mat. 21:19-21; Mar. 11:1,13-14), a prawdopodobnie uprawiano i winnice. Co się tyczy palm, trudno przypuścić, aby na tej wysokości mógł się utrzymać którykolwiek ze znanych gatunków.

Większość mieszkańców Galilei udając się do Jerozolimy na uroczystości religijne odbywała podróż przez Pereę. Przez Jordan przeprawiano się naprzeciw Jerycha, od którego via romana prowadziła do Jerozolimy. Jak ślady wskazują, trasa drogi rzymskiej była początkowo identyczna z drogą łączącą dzisiaj Jerycho (er-Riha) z Jerozolimą. W miarę jednak oddalania się od Jerycha droga dawna zwracała się bardziej ku północy, tak że dzisiaj prowadzi ona do Jerozolimy przez Betanię, natomiast w czasach Chrystusa prowadziła przez szczyt Góry Oliwnej pozostawiając Betanię na uboczu.

Miasto Łazarza, Marii i Marty leżało na wschodnim skłonie Góry Oliwnej. Jan odległość Betanii od Jerozolimy określa na piętnaście stadiów (11:18), co zgadza się z położeniem dzisiejszej wioski el-Azarijje, której nazwa pochodzi od dawnej, znanej już za czasów Eterii — Lazarium. Chrystus Pan idąc do Jerozolimy zatrzymywał się w Betanii dla odwiedzenia swojego przyjaciela Łazarza. Tutaj też spędzał noce od szabatu przed Niedzielą Palmową do Wielkiego Czwartku. Dawna Betania leżała 200-300m. w kierunku zachodnim od dzisiejszego el-Azarijje, na co wskazują ruiny domów tam odkrytych. Potwierdza to także i fakt, że grób Łazarza, znajdujący się dzisiaj w samym el-Azarijje, musiał niegdyś ze znanych powodów znajdować się poza obrębem Betanii. Przypuściwszy, że droga rzymska prowadziła nie przez Betanię, ale przez szczyt Góry Oliwnej, nietrudno ustalić miejsce spotkania Chrystusa z Marią i Martą po śmierci Łazarza (Jan 11:20-30). Stało się to na szczycie góry w odległości 400m. od Betanii. Ważne jest to o tyle, że w pobliżu znajdowało się Betfage, skąd Chrystus Pan rozpoczął swój wjazd tryumfalny do Jerozolimy.

Z Betfage skierował się Chrystus w otoczeniu rzesz ku Jerozolimie. Trzy drogi prowadzą dzisiaj z Góry Oliwnej do Jerozolimy: dwie przez szczyt góry, trzecia u jej stóp. Jest wiele danych, że i w starożytności nie było inaczej. Najprawdopodobniej Chrystus zbliżył się do miasta od Betfage w otoczeniu pielgrzymów, idących do Jerozolimy i tych, którzy wyszli naprzeciw (Jan 12:12), posuwając się po drodze głównej łączącej Jerozolimę z Jerycho, a prowadzącej przez szczyt góry i przez „Złotą Bramę” dostał się na teren świątyni.

Dosyć strome stoki Góry Oliwnej od strony doliny Cedronu pokryte były w czasach Chrystusa (podobnie jak i dzisiaj) ogrodami. Wśród drzew przeważały oczywiście drzewa oliwne. Jeden z ogrodów, ze względu na znajdującą się w nim tłocznię oliwy, zwał się Getsemani (gat szemanim — tłocznia oliwy). Chrystus pozostawał z jego właścicielem prawdopodobnie w jakimś stosunku, skoro wolno Mu było wraz z uczniami często ów ogród nawiedzać (Jan 18:2). Po odbyciu Ostatniej Wieczerzy przybył Chrystus do Getsemani w otoczeniu apostołów: tu miała miejsce Jego męka i pojmanie

Według Ewangelii Jana Getsemani leżało za potokiem Cedron i było ogrodem (18:1). Mateusz i Marek mówią ogólnie o „Górze Oliwnej” (Mat. 26:30; Mar. 14:26). Łukasz tylko Górę Oliwną wymienia (22:39). Określenia zatem samych Ewangelii są dość wyraźne, dlatego dla pierwszych chrześcijan nie było rzeczą trudną odnaleźć to miejsce.
 

Betlejem

Betlejem Judzkie leżało w odległości 8km od Jerozolimy obok drogi wiodącej do Hebronu. Zajmowało ono szczyty dwóch wzgórz wznoszących się na 777m. ponad poziom morza. Jak nazwa wskazuje (Beth-lehem, tj. dom chleba), miasto słynęło niegdyś z dobrobytu. Otaczające je wzgórza, w niedalekiej perspektywie łączące się z Pustynią Judejską, wydają się nagie i nieurodzajne. Po zbliżeniu się widać jednak, że tworzą one urodzajne pastwiska ze stadami kóz i owiec stanowiących dzisiaj bogactwo mieszkańców Betlejem.

O Betlejem wspomina już Księga Rodzaju (35:19, 48:7). Później miasto zyskało sławę jako ojczyzna Dawida. Tu na polu Boaza zbierała niegdyś kłosy Rut, Moabitka, której dzieje podaje Pismo Święte w księdze tejże nazwy. Dzisiaj doliny i uprawne pola rozciągające się w kierunku wschodnim dostarczają zbóż różnych rodzajów. Większą część doliny pokrywają winnice i ogrody bogate w oliwki i figi. Gatunek wina betlejemskiego jest uważany za najlepszy w górzystej połaci kraju

Z właściwą sobie śmiałością E. Renan utrzymywał, że Chrystus urodził się w Nazarecie. Nikt się dzisiaj nie liczy z tego rodzaju poglądem stojącym w jaskrawej niezgodzie z tekstem Ewangelii. Fakt narodzenia Chrystusa w Betlejem Judzkim, potwierdzony przez dwóch synoptyków (Mat. 2:1; Łuk. 2:4), jest przyjmowany przez wszystkich, którzy liczą się z danymi historycznymi.

Ewangelie nie wspominają o tym, że Chrystus urodził się w stajence. Wyrażenie Łukasza (2:7) kwestii nie rozstrzyga, bo żłoby znajdowały się także i w gospodzie oznaczonej w Ewangelii Łukasza (2:7). Na Wschodzie taka gospoda nosi nazwę chan, po persku karawanseraj. Jest to czworokątna budowla, przeważnie z dużych kamieni, której boki kryte są dachem. Wnętrze przeznaczone jest dla zwierząt. Na czas postoju podaje się i żywność w niewielkich przenośnych żłobach. Wskutek niepogody jednak lub chłodu nocy zwierzęta szukają niekiedy schronienia obok ludzi w części chanu krytej dachem, aby z nastaniem dnia udać się w dalszą drogę. Tego rodzaju gospody spotykamy często w dzisiejszej Palestynie. Jest ich wiele na drodze z Damaszku do Mekki w Transjordanii, wzdłuż via maris, łączącej Egipt z Mezopotamią, oraz na drodze wiodącej z Jerozolimy do Hebronu lub z Jerozolimy do Jerycha. Na tej ostatniej oglądać można ruiny gospody „dobrego Samarytanina” znanego z przypowieści Chrystusowej (Łuk. 10:25-37). Częstokroć chany znajdowały się w pobliżu miast, jak to widzimy dzisiaj koło Tell Chum (Kafarnaum).

Za czasów Chrystusa Betlejem było nieznacznym miastem (Jan 7:42; Łuk. 2:4). Wskutek dużego napływu ludzi, wezwanych tu z powodu spisu ludności (Łuk. 2:1-4), Józef z Marią nie znaleźli dla siebie pomieszczenia nie tylko w mieście, liczącym naówczas nie więcej niż 1000-2000 mieszkańców, ale nawet w leżącym tuż obok Betlejem chanie, i dlatego miejsca schronienia musieli szukać gdzie indziej.
 

Ain Karim

Miejscem narodzenia Jana Chrzciciela było Ain Karim, leżące w odległości 7km na zachód od Jerozolimy. Pogląd ten jest dzisiaj powszechnie przyjęty, chociaż w Ewangelii Łukasza jest zaznaczone tylko ogólnie: „Powstawszy tedy Maryja w one dni udała się śpiesznie w okolicę górzystą do miasta Judy” (1:39), a dawna tradycja historyczna jest niepewna i niejednolita w tej sprawie. Wyraźną wzmiankę o Ain Karim spotykamy dopiero w XII wieku (1106-1107). Jednakże z szeregu istniejących rozwiązań tej lokalizacji hipoteza o Ain Karim wydaje się najbardziej prawdopodobna. Najprzód dlatego, że jak zaznacza G. Dalman, wyrażenie Ewangelii odnosi się do okolicy Jerozolimy, a następnie „milia quinque”, który Teodozjusz (ok. 530 roku) oznacza przestrzeń dzielącą Jerozolimę od miejsca zamieszkania Zachariasza, zdają się wskazywać na Ain Karim. Słusznie przeto szereg uczonych — niejednokrotnie dokładnie znających topografię Palestyny, jak V. Guerin, L. Heidet, B. Meistermann oraz autor znanej monografii o Janie Chrzcicielu, D. Buzy — podtrzymuje tę hipotezę. Ain Karim jest dzisiaj jednym z najpiękniejszych miasteczek Judei. Rozłożone na dwóch wzgórzach, przedzielonych charakterystycznym dla Wschodu wadi, obfituje w niezwykłą w tych stronach roślinność.

Emaus

W dniu zmartwychwstania Chrystusa dwaj z Jego uczniów zdążali drogą wiodącą do Emaus. W czasie rozmowy o zdarzeniach, zaszłych w Jerozolimie w ciągu ostatniego tygodnia, przyłączył się do nich Chrystus zmartwychwstały i nie będąc poznany wykładał im znaczenie proroctw Starego Testamentu dotyczących Mesjasza. Dopiero w Emaus przy łamaniu chleba poznali Go uczniowie, ale Pan natychmiast zniknął z ich oczu (Łuk. 24:13-36).

O mieście Emaus wspominają Księgi, było ono ważnym strategicznie punktem, który chcieli mieć w swym posiadaniu zarówno Syryjczycy, jak i Żydzi. Dowódca syryjski Bakchides zapewne ze względu na strategiczne położenie miasta wzmocnił jego fortyfikacje. Po śmierci Juliusza Cezara (r. 44 przed Chr.) Kasjusz Longinus wskutek nieuiszczonej daniny zaprzedał w niewolę mieszkańców Gofny, Emaus i dwóch innych miast.

W czasach Chrystusa Emaus było niewielką osadą (Łuk. 24:13). Przyczyniły się do tego wypadki, które miały miejsce w Judei po śmierci Heroda Wielkiego. W ogólnym rozprzężeniu, w okresie sporów o następstwo na tronie mnożyły się bandy rozbójnicze napadające nawet na rzymskie legiony. Jedna z takich band pod wodzą Atrongajosa napadła pod Emaus na oddział rzymski, wiozący broń i żywność dla legionów; w czasie napadu zabito setnika Arejosa i czterdziestu legionistów. Skoro tedy dla przywrócenia porządku przybył do Judei Warus, „zbliżywszy się do Emaus, którego mieszkańcy uciekli, spalił to miasto za zabicie Arejosa i jego ludzi”.

Stopniowo tylko Emaus podnosić się mogło z ruiny. W czasie męki Chrystusa było zaledwie niewielką osadą; w okresie wojny żydowskiej zwiększyła się już liczba jego mieszkańców i Emaus odzyskało swe dawne znaczenie strategiczne. Wespazjan umieścił w nim piątą legię dla czuwania nad mieszkańcami Tamny, Liddy, Jamnii i in. Z czasów rzymskich pochodzi też nowa nazwa miasta „Nikopolis” na pamiątkę zwycięstwa odniesionego w tym miejscu nad Żydami.

Szczególny rozkwit Emaus-Nikopolis zaczyna się w pierwszych dziesiątkach II wieku po Chr. za Heliogabala (218-222) i Aleksandra Sewera (222-235), gdy rzymskim prefektem miasta został Juliusz Afrykański (po 240r.), rodem z Nikopolis.

Wybrał i opracował Zbigniew L. Gadkowski

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz