Krytycy Starego Testamentu

Od czasów oświecenia zaczęto atakować autorytet Pisma Świętego. Nie z powodu treści, ale dlatego, że kler i władcy nadużywali go w obronie tyranii Kościoła i monarchii.

Wynaleziono wtedy historyczno-krytyczne metody badania Pisma Świętego. Nie miały one służyć lepszemu zrozumieniu Słowa Bożego, jak wielu naiwnie zakłada, lecz osłabieniu jego autorytetu. Jak zauważył już Albert Schweitzer, metody historyczno-krytyczne wynaleziono „do walki z tyranią dogmatu”. Ich twórcami byli radykałowie, jak np. Baruch Spinoza (1632-77), którzy atakowali Pismo Święte, aby zachwiać ówczesnym religijnopolitycznym systemem władzy, który nadużywał autorytetu Biblii, aby forsować despotyzm i nietolerancję.

W XVIII wieku metody historyczno-krytyczne zaczęli stosować niektórzy teolodzy i bibliści sądząc, że dopomogą im w zrozumieniu tekstu. I wniosły one pewne korzyści, ale ponieważ w swoim założeniu były destruktywne wobec autorytetu Biblii, takie też były ich owoce.

W ich propagowaniu największy wkład mieli niemieccy uczeni z Tybingi, zwolennicy racjonalistyczno-liberalnego trendu w biblistyce. Ich poglądy wycisnęły piętno na myśleniu wielu pokoleń europejskich uczonych i duchownych. I wciąż pokutują w murach wielu uczelni, a nawet seminariów, dlatego poświęcimy kilka rozdziałów ich analizie.

Krytyka Starego Testamentu skupiła się głównie na Pięcioksięgu Mojżeszowym oraz na proroctwach Izajasza i Daniela. Zakwestionowano ich tradycyjne datowanie, orzekając, że powstały wiele wieków później. Poglądy te zdominowały świat akademicki. Odkrycie wczes nych kopii ksiąg Izajasza i Daniela w Qumran zachwiało tymi krytycznymi założeniami, o czym była już mowa, dlatego teraz skoncentrujmy się na Pięcioksięgu Mojżeszowym.

Krytycy kategorycznie wykluczyli Mojżeszowe autorstwo Tory. Uznali ją za kompilację późnych dokumentów, zwanych umownie „J”, „E”, „D”, „P”. Tezę tę nazwano dokumentarną, a jej głównym argumentem było występowanie w Pięcioksięgu różnych imion Bożych. Ostateczny kształt nadał jej niemiecki biblista Juliusz Wellhausen (1844-1918). Założył on, że na Pięcioksiąg złożyło się kilka źródeł: Jahwistyczne (J) z około 850 roku p.n.e., Elohistyczne (E) z około 750 roku p.n.e., Deuteronomiczne (D) z około 621 roku p.n.e., i Kapłańskie (P) z około V wieku p.n.e. Całość w obecnej formie skomponowana została według niego dopiero około 200 roku p.n.e.

Z czasem świat akademicki przyjął tę tezę za pewnik. Dlaczego? Jedną z przyczyn było to, że pasowała do popularnej w czasach Wellhausena teorii ewolucji. I podobnie jak teoria Darwina, teza dokumentarna nie wynikała z analizy danych materialnych, lecz z przyjętej a priori filozofii. Znawca starożytnych źródeł pisanych prof. K. Kitchen napisał:

„Nawet najbardziej zagorzali zwolennicy tej hipotezy muszą przyznać, że jak dotąd nie ma ani jednego skrawka rzeczywistego materiału dowodowego na rzecz jej istnienia, czy też na rzecz historii powstania warstw „J”, „E”, czy jakiegokolwiek innego rzekomego dokumentu źródłowego”.

Wellhausen, nawet na początku XX wieku, wciąż nie brał pod uwagę odczytanych już starożytnych dokumentów, które nakazywały rezerwę wobec jego tezy (np. Kamień z Rozetty, Inskrypcja z Behistun, Czarny Obelisk Salmanasara, Stela Moabicka). Zaabsorbowani spekulacjami krytycy ignorowali nowe dane archeologiczne i epigraficzne. Wielu z nich specjalizowało się w kulturze klasycznej i hebrajskiej I tysiąclecia p.n.e., dlatego nie potrafili należycie ocenić i docenić odkryć, jakich dokonano w Mari, Ugarit, Ebli czy Nuzi, które wskazują na wiarygodność historyczną Pięcioksięgu Mojżeszowego.

Założenie, że księgi mojżeszowe spisali różni autorzy setki lat po opisanych w nich wydarzeniach miało poważny wpływ na to, jak ludzie dziś postrzegają Pismo Święte. Historyczna wiarygodność Biblii znacznie zmalała w oczach przeciętnego czytelnika, gdyż wiarę w jego natchnienie trudno pogodzić z założeniem, że Pięcioksiąg powstawał setki lat. W rezultacie wielu teologów i duchownych utraciło wiarę w natchnienie Słowa Bożego. Wellhausen przed śmiercią w 1918 roku sam wyznał, że racjonalistyczno-liberalna metodologia, jaką przyjął entuzjastycznie w młodości, zrujnowała jego wiarę w autentyczność i autorytet Starego Testamentu.

Teza dokumentarna opiera się na kilku założeniach:

  • Po pierwsze: różne imiona Boże występujące w Pięcioksięgu mają dowodzić różnych źródeł.
  • Po drugie: w Pięcioksięgu występują dublety, a więc powtórzenia, co także wskazuje na różnych autorów.
  • Po trzecie: po piśmie semickim nie ma śladu aż do czasów króla Dawida, a zatem Pięcioksiąg Mojżeszowy nie mógł powstać przed X wie kiem p.n.e.
  • Po czwarte: opisy czasów patriarchów są pełne legend i nie odzwierciedlają realiów II tysiąclecia p.n.e. Po piąte: biblijny opis wejścia Izraelitów do Kananu i zdobycia Jerycha nie ma potwierdzenia w historii.

Przekonaliśmy się, że ani jedno z tych fundamentalnych założeń krytyki starotestamentowej nie wytrzymało próby czasu, odkryć i badań.

Alfred J. Palla
Fragment książki „Sekrety Biblii” wyd. Betezda.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz