W czasie klęski głodu lud egipski, by zaopatrzyć się w żywność, sprzedał królowi swoje bydło i ziemię, a w końcu oddał się w dziedziczną niewolę. Józef mądrze zadbał o ich uwolnienie. Pozwolił im stać się królewskimi dzierżawcami, gospodarować na ziemi króla i płacić roczną daninę wielkości jednej piątej plonów. (2 Mojż. rozdz. 1-4)

Dzieci Jakuba nie musiały jednak przyjmować takich warunków. Dzięki przysłudze, jaką Józef wyświadczył narodowi egipskiemu, nie tylko zagwarantowano im część kraju jako miejsce zamieszkania, ale zwolniono także z opłat i do woli zaopatrywano w żywność podczas trwającego nieurodzaju. Król publicznie uznał, że dzięki miłosiernej interwencji Boga Józefa Egipt żył w dostatku, podczas gdy inne narody ginęły z głodu. Widział też, że zarządzanie Józefa wielce wzbogaciło królestwo, więc w swej wdzięczności otoczył rodzinę Jakuba królewską łaskawością.

Czas jednak płynął dalej i wielki mąż, któremu Egipt tak wiele zawdzięczał oraz pokolenie ubłogosławione jego dokonaniami odeszli w przeszłość. „Rządy nad Egiptem objął nowy król, który nie znał Józefa” 2 MOJŻ. 1,8. Nie był on nieświadomy zasług Józefa dla narodu, ale nie chciał ich w ogóle uznać i starał się, tak dalece jak to możliwe, puścić je w niepamięć. „Rzekł on do ludu swego: Oto lud izraelski stał się liczniejszy i potężniejszy od nas. Postąpmy więc z nim mądrze, aby się nie mnożył. Bo gdyby nas zaskoczyła wojna, mógłby także on przyłączyć się do naszych wrogów, walczyć przeciwko nam i ujść z kraju” (w. 9.10).

Izraelici byli już bardzo liczni, byli „płodni i rozmnożyli się, i byli liczni, i coraz bardziej potężnieli, tak że było ich pełno w całym kraju”. Pod dobrą opieką Józefa i dzięki łaskawości króla, który wówczas panował, szybko rozprzestrzenili się po kraju. Zachowali jednak narodową odrębność i nie mieli nic wspólnego z Egipcjanami, z ich zwyczajami i religią, ich liczebny wzrost wzbudził więc obawy króla i jego ludu, by w razie wojny nie przyłączyli się do wrogów Egiptu. Zręczna polityka nie pozwalała jednak na wygnanie ich z kraju. Wielu z nich było zdolnymi i przemyślnymi pracownikami, więc znacznie przyczyniali się do dobrobytu narodu. Król potrzebował takich pracowników do wznoszenia potężnych pałaców i świątyń. Tak więc traktował ich na równi z Egipcjanami, którzy zaprzedali się wraz ze swymi dobrami królestwu. Wkrótce wyznaczono nad Izraelitami nadzorców i ich niewola stała się zupełna. „Egipcjanie zmuszali Izraelitów do ciężkich robót i uprzykrzali im życie uciążliwą robotą w glinie i przy cegłach i różną pracą na polu. Wszystkie te prace wykonywali pod przymusem”. „Lecz im bardziej go gnębili, tym więcej się rozmnażał i rozrastał” 2 MOJŻ. 1, 13.14.12.

Król i jego doradcy mieli nadzieję, że zgnębią Izraelitów ciężką pracą i w ten sposób ograniczą ich przyrost oraz złamią ducha niezależności. Gdy jednak nie udało się im osiągnąć celu, przedsięwzięli bardziej okrutne środki. Wydano rozkaz kobietom, których zawód stwarzał możliwość wykonania go, aby zabijały hebrajskie dzieci płci męskiej zaraz przy ich narodzeniu. Szatan był inspiratorem tej sprawy. Wiedział, że wśród Izraelitów miał się narodzić wyzwoliciel i skłaniając króla do zabijania dzieci miał nadzieję udaremnić boski zamiar. Jednak kobiety bały się Boga i nie miały odwagi wykonywać to okrutne polecenie. Pan pochwalał ich postępowanie i błogosławił im. Król, rozgniewany niepowodzeniem, wydał rozkaz jeszcze surowszy. Cały naród został wezwany do wyszukiwania i mordowania bezbronnych ofiar. „Faraon nakazał całemu swemu ludowi: Każdego chłopca, który się urodzi u Hebrajczyków, wrzućcie do Nilu, a każdą dziewczynkę pozostawcie przy życiu” (w. 22).

Gdy dekret ten był już w mocy, Amramowi i Jochebed, pobożnym Izraelitom z pokolenia Lewiego, urodził się syn. Dziecko było „piękne”, a rodzice, wierząc, że przybliża się czas wyzwolenia Izraela, i że Bóg wzbudzi wybawiciela swemu ludowi, postanowili, że ich maleństwo nie zostanie stracone. Wiara w Boga wzmocniła ich serca, więc „nie ulękli się rozkazu królewskiego” HEBR. 11,23.

Przez trzy miesiące udawało się matce ukrywać niemowlę. Potem, gdy spostrzegła, że już dłużej nie może go bezpiecznie trzymać, przygotowała małą łódkę z trzciny, uszczelniła ją mułem i smołą, następnie włożyła do niej dziecko i umieściła w trzcinach na brzegu rzeki. Nie odważyła się tam zostać, by go pilnować, żeby nie narażać zarówno życia dziecka, jak i swego własnego, ale siostra chłopca, Miriam, zatrzymała się w pobliżu. Na pozór obojętna, w rzeczywistości z niepokojem pilnowała, co stanie się z jej małym braciszkiem. Byli tam również inni strażnicy. W najgorliwszych modlitwach matka poleciła dziecko opiece Bożej, więc niewidzialni aniołowie unosili się nad tym skromnym miejscem, gdzie znajdowało się niemowlę. Aniołowie skierowali tam córkę faraona. Mały koszyk wzbudził jej ciekawość, a gdy zobaczyła w nim piękne dziecko, od razu odgadła, jak się tam znalazło. Łzy niemowlęcia wzbudziły jej litość, a także współczucie dla nieznanej matki, która uciekła się do takiego sposobu, aby ocalić życie swego drogiego maleństwa. Postanowiła, że go ocali i adoptuje go jako swego własnego syna.

Miriam potajemnie śledziła każdy ruch, a gdy zauważyła, że dziecko było traktowane z czułością, odważyła się podejść bliżej i w końcu powiedziała: „Czy mam pójść i zawołać ci kobietę, mamkę hebrajską, by ci karmiła to dziecko?” 1 MOJŻ. 2,7. Księżniczka wyraziła zgodę.

Siostra pospieszyła do matki z radosną wieścią i niezwłocznie wróciły razem do córki faraona. „Zabierz to dziecko i wykarm mi je, a ja dam ci należną zapłatę” — powiedziała księżniczka (w. 9).

Bóg wysłuchał modlitwy matki, jej wiara została nagrodzona. Z głęboką wdzięcznością podjęła się już teraz bezpiecznego i radosnego zadania. Wiernie wykorzystywała możliwość wychowania dziecka dla Boga. Wierzyła, że chłopiec został ocalony do jakiegoś wielkiego dzieła. Wiedziała, iż wkrótce musi go oddać jego królewskiej matce, i że na dworze będzie otoczony wpływami, które będą go odciągać od Boga. To wszystko sprawiło, że wychowywała go pilniej i staranniej niż pozostałe dzieci. Starała się zaszczepić w jego umyśle bojaźń Bożą oraz umiłowanie prawdy i sprawiedliwości. Gorliwie modliła się, by został zachowany od wszelkiego złego wpływu. Wskazała mu głupotę i grzech bałwochwalstwa, wcześnie nauczyła go czcić i modlić się do żywego Boga, który jedynie może go wysłuchać i pomóc mu w każdej krytycznej sytuacji.

Zatrzymała chłopca tak długo, jak mogła, ale była zmuszona oddać go, gdy miał około dwunastu lat. Ze skromnej chaty został zabrany do królewskiego pałacu, do córki faraona, „ta zaś miała go za syna” (w. 10), ale nawet tam nie utracił tego, co wpojono mu w dzieciństwie. To, czego nauczył się u boku matki, nie mogło zostać zapomniane. Nauki te były tarczą, osłaniającą go przed dumą, niewiernością i występkiem, które kwitły wśród dworskiego przepychu.

Jakże dalekosiężny w swych skutkach był wpływ tej jednej hebrajskiej kobiety, która na dodatek żyła na wygnaniu i w niewoli! Całe przyszłe życie Mojżesza, wielka misja, którą wypełnił jako przywódca Izraela, świadczą o ważności dzieła chrześcijańskiej matki. Żadne inne dzieło nie może się z nim równać. Matka trzyma w wielkiej mierze los swych dzieci w swoich rękach. Zajmuje się rozwojem umysłów i charakterów, pracuje nie tylko dla doczesności, ale i dla wieczności. Sieje nasienie, które wyrośnie i przyniesie owoc, dobry lub zły. Nie musi wymalować pięknej postaci na płótnie, czy wyrzeźbić jej z marmuru, ale musi wytłoczyć w ludzkiej duszy podobieństwo Boże. Zwłaszcza we wczesnych latach życia dzieci spoczywa na niej odpowiedzialność za kształtowanie ich charakteru. Wpływ, wywarty wówczas na ich rozwijające się umysły, będzie trwać przez całe ich życie. Rodzice powinni kierować wychowaniem i kształceniem dzieci, gdy są one jeszcze bardzo młode, aby mogły stać się chrześcijanami. Są one powierzone naszej trosce nie po to, by zostały wychowane jako dziedzice tronu ziemskiego imperium, ale jako królowie w królestwie Bożym, by panować przez nieskończone wieki.

Niech każda matka uświadomi sobie, jak bezcenne są te chwile, jej dzieło będzie zbadane w uroczystym dniu rozrachunku. Wówczas stanie się wiadomym, że wiele upadków oraz występków mężczyzn i kobiet było wynikiem ignorancji i zaniedbania tych, których obowiązkiem było kierowanie stóp ich dzieci na właściwą drogę. Wtedy okaże się, że wielu tych, którzy ubłogosławili świat światłem geniuszu, prawdy i świętości, zawdzięcza zasady, będące źródłem ich wpływu i sukcesów, chrześcijańskiej matce, która modliła się za swymi dziećmi.

Na dworze faraona Mojżesz otrzymał najwyższe wykształcenie cywilne i wojskowe. Monarcha postanowił uczynić swego adoptowanego wnuka następcą tronu, więc młodzieńca przygotowano do objęcia tego wysokiego stanowiska. „Wdrożono też Mojżesza we wszelką mądrość Egipcjan, a był dzielny tak w słowach, jak i w czynach” DZ. AP. 7,22. Jako przywódca wojskowy stał się, dzięki swym zdolnościom, ulubieńcem armii egipskiej i powszechnie uważano go za wyjątkową postać. Szatan odniósł porażkę w swoich zamiarach. Dekret skazujący hebrajskie dzieci na śmierć został użyty przez Boga do wychowania i wykształcenia przyszłego przywódcy Jego ludu.

Aniołowie objawili starszym w Izraelu, że czas ich wyzwolenia się zbliża, i że Mojżesz jest człowiekiem, którego Bóg postanowił użyć do wypełnienia tego dzieła. Pouczyli oni także Mojżesza, że Jahwe wybrał go, by złamał jarzmo niewoli Jego ludu. Ten, sądząc, że mają odzyskać wolność przy pomocy armii, oczekiwał, że poprowadzi zastępy hebrajskie przeciwko armii egipskiej, i mając to na względzie, strzegł swych uczuć, by nie przywiązać się do swej przybranej matki, czy do faraona, i móc swobodnie wykonać wolę Bożą.

Zgodnie z prawem Egiptu, wszyscy, którzy mieli wstąpić na tron faraonów, musieli stać się członkami kasty kapłańskiej. Mojżesz więc, jako prawowity następca tronu, miał zostać wprowadzony w tajemnice religii tego kraju. Obowiązek ten powierzono kapłanom. Jednak choć Mojżesz był gorliwym i niestrudzonym uczniem, nie udało się go skłonić do uczestniczenia w kulcie bożków. Straszono go utratą korony i ostrzegano, że zostanie wydziedziczony przez księżniczkę, jeśli będzie uparcie trwał przy swej hebrajskiej wierze. On był jednak niewzruszony w swym postanowieniu oddawania czci tylko jedynemu Bogu, Stwórcy nieba i ziemi. Dyskutował z kapłanami i czcicielami bożków, wykazując im głupotę ich zabobonnego szacunku, jakim darzyli martwe przedmioty. Nikt nie mógł odeprzeć jego argumentów, ani zmienić jego zamiarów, lecz przez jakiś czas tolerowano jego stanowczość ze względu na wysokie stanowisko i przychylność, jaką cieszył się zarówno ze strony króla, jak i całego ludu.

„Przez wiarę Mojżesz, kiedy dorósł, nie zgodził się, by go zwano synem córki faraona. I wolał raczej znosić uciski wespół z ludem Bożym, aniżeli zażywać przemijającej rozkoszy grzechu. Uznawszy hańbę Chrystusową za większe bogactwo niż skarby Egiptu; skierował bowiem oczy na zapłatę” HEBR. 11,24-26. Mojżesz był przygotowany do tego, by zająć miejsce wśród wielkich tego świata, błyszczeć na dworze najwspanialszego królestwa i dzierżyć berło mocy. Intelektualną wielkością wybija się ponad wielkich ludzi wszystkich czasów. Jako historyk, poeta, filozof, dowódca wojskowy i ustawodawca nie ma sobie równego. Jednak mimo to, że świat stał przed nim otworem, miał moralną siłę, by odrzucić złudną perspektywę bogactwa, wielkości i sławy, „i wołał raczej znosić uciski wespół z ludem Bożym, aniżeli zażywać przemijającej rozkoszy grzechu”.

Mojżesz został pouczony o ostatecznej nagrodzie, jaką otrzymają pokorni i posłuszni słudzy Boży, a ziemski zysk w porównaniu z nią jawił mu się jako nic nie znaczący. Potężny pałac faraona i monarszy tron pociągały Mojżesza, ale wiedział, że we wspaniałym królewskim dworze kryją się grzeszne przyjemności, które sprawiają, że ludzie zapominają o Bogu. Spoglądał na widniejące poza okazałym pałacem, poza królewską koroną wysokie zaszczyty, jakimi zostaną obdarzeni święci Najwyższego w królestwie nie skażonym grzechem. W wierze widział nieprzemijającą koronę, którą Król niebios włoży na skroń zwycięzcy. Ta wiara wiodła go do odwrócenia się od tych, którzy byli panami na ziemi, i przyłączenia się do pokornego, ubogiego i wzgardzonego narodu, który wybrał raczej posłuszeństwo Bogu niż służenie grzechowi.

Mojżesz pozostawał na dworze faraona do czterdziestego roku życia. Często rozmyślał nad nędznym położeniem swego narodu. Odwiedzał swych braci w ich niewoli i zachęcał zapewniając, że Bóg będzie działał dla ich wybawienia. Często zraniony i oburzony widokiem niesprawiedliwości oraz ucisku płonął chęcią pomszczenia ich krzywd. Pewnego dnia, doprowadzony do ostateczności widokiem Izraelity chłostanego przez Egipcjanina, rzucił się na Egipcjanina i zabił go. Oprócz Izraelity, nie było żadnych świadków tego czynu, a Mojżesz natychmiast pogrzebał ciało Egipcjanina w piasku. Pokazał, że jest gotowy bronić sprawy swego ludu i miał nadzieję, że jego bracia powstaną, by odzyskać wolność. „Sądził zaś, że bracia zrozumieją, iż Bóg przez jego ręce daje im wybawienie, ale oni nie zrozumieli” DZ. AP. 7,25. Nie byli jeszcze gotowi do wolności. Następnego dnia Mojżesz zobaczył dwóch Hebrajczyków bijących się między sobą. Wina leżała zdecydowanie po stronie jednego z nich. Mojżesz upomniał go, ten zaś natychmiast odparł mu, że nie ma prawa się wtrącać i podle oskarżył go o zbrodnię: „Któż cię ustanowił przełożonym i sędzią nad nami? Czy zamierzasz mię zabić, tak jak zabiłeś Egipcjanina?” 2 MOJŻ. 2,14.

Cała sprawa szybko stała się znana Egipcjanom i wielce wyolbrzymiona dotarła wkrótce do uszu faraona. Doniesiono królowi, że ten czyn jest bardzo znaczący, że Mojżesz postanowił poprowadzić swój lud przeciwko Egipcjanom, obalić rząd i sam zasiąść na tronie, oraz że królestwo nie będzie bezpieczne dopóty, dopóki Mojżesz żyje. Monarcha natychmiast postanowił, że Mojżesz musi umrzeć, on jednak na wieść o grożącym mu niebezpieczeństwie uciekł do Arabii.

Pan kierował jego krokami, Mojżesz znalazł rodzinę u Jetry, kapłana i księcia Midianitów, który był także czcicielem Boga. Po jakimś czasie poślubił jedną z córek Jetry i tam przez czterdzieści lat był w służbie u swojego teścia jako pasterz jego stad.

Zabijając Egipcjanina Mojżesz popełnił ten sam błąd, jakiego tak często dopuszczali się jego ojcowie, biorąc w swe ręce sprawy, które Bóg obiecał załatwić. Nie było wolą Bożą, by lud wyswobodzić dzięki walce, tak jak myślał Mojżesz, ale chciał go wyzwolić przez swą potężną moc, aby chwała była przypisana tylko Jemu. Jednak nawet ten pochopny czyn użył Bóg w tym celu, by wykonać swoje zamierzenia. Mojżesz nie był jeszcze przygotowany do swego wielkiego dzieła. Musiał jeszcze nauczyć się takiej samej lekcji wiary, jak Abraham i Jakub — żeby nie polegać na ludzkiej sile i mądrości, ale na mocy Bożej w spełnianiu się Bożych obietnic. I jeszcze czegoś musiał się nauczyć Mojżesz samotnie spędzając czas wśród gór. W szkole samozaparcia i trudów miał nauczyć się cierpliwości i panowania nad swymi namiętnościami. Zanim mógł mądrze rządzić, musiał nauczyć się posłuszeństwa. Jego własne serce musiało być w harmonii z Bogiem, zanim mógł uczyć Izraela poznawania Jego woli. Musiał osobiście przejść przez doświadczenia, żeby być przygotowanym do okazywania ojcowskiej troski tym wszystkim, którzy potrzebowali jego pomocy.

Człowiek mógłby uważać za zbędny tak długi okres trudu i życia z dala od świata, uznając to za wielką stratę czasu. Jednak Nieskończona Mądrość wezwała tego, który miał zostać przywódcą ludu Bożego, do wykonywania przez czterdzieści lat skromnej pracy pasterza. Mojżesz miał przywyknąć do troszczenia się o innych, nauczyć się bezinteresowności i czułej pieczy nad stadem, aby się mógł stać współczującym, cierpliwym pasterzem Izraela. Żadna korzyść, czerpana z wykształcenia czy kultury nie była w stanie zastąpić tego doświadczenia.

Mojżesz nauczył się wielu rzeczy, których teraz musiał się oduczyć. Wpływy, jakie otaczały go w Egipcie — miłość jego przybranej matki, jego własna wysoka pozycja królewskiego wnuka, rozpusta panosząca się na każdym kroku, wyrafinowanie, subtelność i mistycyzm fałszywej religii, splendor bałwochwalczego kultu, okazałość budowli i rzeźb — wszystko to wywarło głębokie piętno na jego rozwijającym się umyśle oraz do pewnego stopnia ukształtowało jego nawyki i charakter. Czas, zmiana otoczenia i łączność z Bogiem mogły to piętno usunąć. Mojżesz musiał stoczyć walkę, by odrzucić błąd i przyjąć prawdę, ale Bóg był jego pomocnikiem wtedy, gdy zmaganie przerastało ludzkie siły.

Ten element ludzkiej natury można zauważyć u wszystkich, którzy zostali wybrani, by pełnić dzieło Boże. Nie byli to jednak ludzie o stereotypowych nawykach i charakterze, którzy zadowoliliby się pozostaniem w takim stanie. Gorliwie pragnęli otrzymać mądrość od Boga i nauczyć się, jak pracować dla Niego. Apostoł mówi: „A jeśli komu z was brak mądrości, niech prosi Boga, który wszystkich obdarza chętnie i bez wypominania, a będzie mu dana” JAK. 1,5. Bóg jednak nie udzieli boskiego światła tym, którzy są zadowoleni z pozostawania w ciemności. Aby otrzymać pomoc od Boga, człowiek musi uświadomić sobie swoje słabości i braki, musi użyć swego własnego rozumu, aby dokonać w sobie wielkiej zmiany, musi się zdobyć na gorliwą i wytrwałą modlitwę oraz wysiłek. Musi odrzucić złe nawyki i zwyczaje, dlatego że jedynie dzięki zdecydowanemu usiłowaniu naprawienia tych błędów i przyswojeniu sobie prawych zasad można osiągnąć zwycięstwo. Wielu nigdy nie osiągnie stanowiska, jakie mogliby zająć, ponieważ czekają, aż Bóg uczyni dla nich to, do czego dał im moc, aby uczynili to sami. Wszyscy, którzy są przysposabiani do tego, by stali się użyteczni, muszą przejść najsurowszą szkołę umysłowej i moralnej dyscypliny, a Bóg będzie ich wspierał, łącząc boską moc z ludzkim wysiłkiem.

Zamknięty w bastionie gór, Mojżesz był sam ze swym Bogiem. Potężne świątynie Egiptu ze swą zabobonnością i kłamstwem nie wywierały już na niego wpływu. W uroczystym dostojeństwie wiekuistych gór dostrzegł majestat Najwyższego i uświadomił sobie, jak w porównaniu z nimi są bezsilni i nic nie znaczący egipscy bogowie. Wszędzie było wypisane imię Stwórcy. Mojżeszowi wydawało się, że znajduje się w Jego obecności, i że zacienia go Jego moc. Tutaj jego duma i próżność zostały starte. W surowej prostocie jego życia na pustkowiu skutki wpływu wygód i luksusu Egiptu zniknęły. Mojżesz stał się człowiekiem cierpliwym, godnym szacunku, pokornym i skromnym, „najskromniejszym ze wszystkich ludzi, którzy są na ziemi” 4 MOJŻ. 12,3, ale jednocześnie silnym w wierze w potężnego Boga Jakuba.

Lata mijały, a on wędrował ze swoimi stadami w bezludne miejsca, zastanawiając się nad uciskiem swego ludu, wspominając postępowanie Boga wobec jego ojców i obietnice, które były dziedzictwem narodu wybranego, a jego modlitwy za Izrael wznosiły się nocą i dniem. Niebiańscy aniołowie otaczali go swym światłem. Tu, pod natchnieniem Ducha Świętego, napisał Księgę Genesis. Długie lata, które spędził na pustkowiu, przyniosły obfite błogosławieństwo nie tylko Mojżeszowi i jego ludowi, ale także wszystkim dalszym pokoleniom ludzi na całym świecie.

„Po upływie długiego czasu umarł król egipski. Jednak Izraelici jęczeli z powodu ciężkiej pracy i narzekali, a ich wołanie o pomoc z powodu ciężkiej pracy dotarło do Boga. I usłyszał Bóg ich narzekanie. I wspomniał Bóg na swoje przymierze z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. I wejrzał Bóg na Izraelitów: Bóg ujął się za nimi” 2 MOJŻ. 2,23-25. Czas wyzwolenia Izraela nadszedł. Zamiar Boży miał być wypełniony w taki sposób, by okazać pogardę ludzkiej pysze. Wyzwoliciel miał przybyć jako skromny pasterz, jedynie z laską w ręce, ale Bóg miał uczynić z owej laski symbol swej mocy. Pewnego dnia, gdy Mojżesz prowadził swoje stado w pobliżu góry Horeb, „góry Bożej”, ujrzał krzak stojący w płomieniach — gałęzie, liście i pień płonęły, ale wydawało się, że się nie spalają. Podszedł bliżej, by przyjrzeć się temu cudownemu zjawisku, gdy wtem głos dochodzący z płomieni zawołał go po imieniu. Drżącymi wargami odpowiedział: „Oto jestem!” 2 MOJŻ. 3,4. Został ostrzeżony, by się nie zbliżał nie okazawszy szacunku: „Zdejm z nóg sandały swoje, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. (…) Jam jest Bóg ojca twego, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, i Bóg Jakuba” (w. 5.6). Był to Ten, który jako Anioł przymierza objawił się ojcom w minionych wiekach. „Wtedy Mojżesz zakrył oblicze swoje, bał się bowiem patrzeć na Boga” (w. 6).

Pokora i szacunek powinny charakteryzować zachowanie tych wszystkich, którzy przychodzą przed oblicze Boga. W imieniu Jezusa możemy przyjść do Niego z ufnością, ale nie wolno nam zbliżać się do Niego z zuchwałą zarozumiałością, jakby był nam równy. Są tacy, którzy tak zwracają się do wielkiego, wszechmocnego i świętego Boga, który mieszka w niedostępnej światłości, jakby zwracali się do kogoś równego sobie, czy nawet niższego. Są tacy, którzy zachowują się w Jego domu tak, jakby nigdy nie odważyli się zachować w sali audiencyjnej ziemskiego władcy. Ci ludzie powinni pamiętać, że znajdują się w obecności Tego, którego wielbią serafowie, przed którym aniołowie zakrywają swoje twarze. Bóg jest godzien wielkiej czci, wszyscy, którzy naprawdę uświadamiają sobie Jego obecność, w pokorze skłonią się przed Nim i tak jak Jakub, gdy ujrzał widzenie Boże, zawołają: „O, jakimże lękiem napawa to miejsce! Nic tu innego, tylko dom Boży i brama do nieba” 1 MOJŻ. 28,17.

Gdy Mojżesz w pełnej szacunku bojaźni stał przed Bogiem, głos mówił dalej: „Napatrzyłem się na niedolę ludu mojego w Egipcie i słyszałem krzyk ich z powodu naganiaczy jego; znam cierpienia jego. Zstąpiłem przeto, by go wyrwać z mocy Egiptu i wyprowadzić go z tego kraju do ziemi żyznej i rozległej, do ziemi opływającej w mleko i miód (…). Przeto teraz idź! Posyłam cię do faraona, Wyprowadź lud mój, synów izraelskich, z Egiptu” 2 MOJŻ. 3,7.8.10.

Zdumiony i przerażony tym rozkazem Mojżesz cofnął się, mówiąc: „Kimże jestem, bym miał pójść do faraona i wyprowadzić synów izraelskich z Egiptu?” (w. 11). Odpowiedź brzmiała: „Będę z tobą, a to będzie dla ciebie znakiem, że Ja cię posłałem: Gdy wyprowadzisz lud z Egiptu, służyć będziecie Bogu na tej górze” (w. 12).

Mojżesz pomyślał o trudnościach, jakie napotka, o ślepocie, ignorancji i niewierze swego ludu, wielu z nich prawie nic nie wiedziało o Bogu. „Gdy przyjdę do synów izraelskich” — powiedział — „i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mnie do was, a oni mnie zapytają, jakie jest imię jego, to co im mam powiedzieć?” (w. 13). Odpowiedź brzmiała:

„Jestem, który jestem. (…) Tak powiesz do synów izraelskich: »Jestem« posłał mnie do was” (w. 14).

Mojżesz otrzymał polecenie, by najpierw zgromadzić najszlachetniejszych i najbardziej prawych spośród starszych Izraela, którzy od dawna boleli z powodu niewoli, i oznajmić im poselstwo Boże wraz z obietnicą wyzwolenia. Następnie wraz ze starszymi miał się udać do króla i powiedzieć mu:

„Pan, Bóg Hebrajczyków, objawił się nam. Chcemy więc odbyć trzydniową wędrówkę na pustynię, aby złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu” (w. 18).

Mojżesz został ostrzeżony, że faraon będzie się opierał wezwaniu do wypuszczenia Izraela. Jednak odwaga Bożego sługi nie może się załamać, Pan bowiem wykorzysta tę okazję, by objawić swoją moc przed Egipcjanami i przed swoim ludem. „Wyciągnę przeto rękę swoją i uderzę Egipt wszelkimi cudami moimi, których dokonam pośród nich, a potem wypuści was” (w. 20).

Mojżesz otrzymał także wskazówki, jak mają zaopatrzyć się na drogę. Pan oświadczył: „Gdy wychodzić będziecie, nie wyjdziecie z próżnymi rękami. Niech więc każda kobieta wyprosi od sąsiadki swojej i od współmieszkanki domu swego przedmioty ze srebra i złota oraz szaty” 2 MOJŻ. 3, 20-22. Egipcjanie wzbogacili się dzięki pracy Izraelitów, do której bezprawnie ich zmuszali, więc gdy ci mieli wyruszyć w podróż do swego nowego domu, mieli prawo domagać się zapłaty za lata znoju. Mieli poprosić o wartościowe przedmioty, takie, które łatwo można było zabrać ze sobą, a Bóg obiecał dać im łaskę w oczach Egipcjan. Potężne cuda dokonane dla ich wyzwolenia rzucą strach na ciemiężców, więc żądania niewolników zostaną spełnione. Mojżesz ujrzał przed sobą trudności, które wydawały się mu nie do pokonania. Jaki dowód może dać swemu ludowi, że Bóg go naprawdę posłał? „A jeśli nie uwierzą mi i nie usłuchają mnie” — zapytał — „lecz powiedzą: Pan nie objawił się tobie?” 2 MOJŻ. 4,1. Dany mu więc został namacalny dowód, który przemówił do rozumu. Pan kazał mu rzucić laskę na ziemię. A gdy to uczynił, „zamieniła się w węża, Mojżesz zaś uciekał przed nim” (w. 3)3. Polecił mu chwycić go, a w jego ręce wąż stał się laską. Następnie kazał mu wsunąć rękę w zanadrze. Usłuchał, „a gdy ją wyjął, oto ręka jego była pokryta trądem i biała jak śnieg” (w. 6). Gdy powiedział mu, aby jeszcze raz wsunął ją w zanadrze, przekonał się, że po wyjęciu stała się taka jak druga. Tymi znakami Pan upewnił Mojżesza, że przekona lud, a także faraona, iż Ktoś potężniejszy niż król Egiptu objawił się wśród nich.

Sługa Boży wciąż jednak był przytłoczony myślą o dziwnym i niesamowitym dziele, jakie miał wykonać. W swej rozpaczy i lęku podał jako wymówkę trudność w wysławianiu się: „Proszę, Panie, nie jestem mężem wymownym, nie byłem nim dawniej, nie jestem nim teraz, odkąd mówisz do sługi swego, jestem ciężkiej mowy i ciężkiego języka” (w. 10). Mojżesz żył tak długo z dala od Egipcjan, że już nie władał ich językiem tak swobodnie jak wtedy, gdy był wśród nich.

Pan powiedział do niego: „Kto dał człowiekowi usta? Albo kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan?” (w. 11). Do tych słów dodane zostało jeszcze jedno zapewnienie boskiej pomocy: „Idź więc teraz, a Ja będę z twoimi ustami i pouczę cię, co masz mówić” (w. 12). Mojżesz nadal prosił, aby wybrano bardziej kompetentną osobę. Te wymówki wynikały początkowo ze skromności i braku zaufania do siebie, ale potem, gdy Pan obiecał usunąć wszelkie trudności i dać ostateczne powodzenie, dalsze wzbranianie się i narzekanie na brak przygotowania byłoby przejawem braku zaufania do Boga. Zdradzałoby obawę, że Bóg nie będzie w stanie przygotować go i popełnił błąd w wyborze człowieka, którego powołał do tak wielkiego dzieła.

Mojżesz został skierowany do Aarona, swego starszego brata, który, używając na co dzień języka Egipcjan, mógł władać nim doskonale. Powiedziano mu, że Aaron już idzie, aby się z nim spotkać. Następne słowa Pana były kategorycznym rozkazem:

„Ty będziesz mówił do niego i włożysz słowa w usta jego, a Ja będę z ustami twoimi i z ustami jego i pouczę was, co macie czynić. On będzie mówił za ciebie do ludu, on będzie ustami twoimi, a ty będziesz dla niego jakby Bogiem. A laskę tę weź do ręki swojej, bo nią będziesz dokonywał znaków” (w. 15-17). Nie mógł już dłużej się opierać, gdyż wszelkie podstawy do wymówek zostały usunięte.

W chwili, gdy Mojżesz otrzymał boski rozkaz był człowiekiem niedowierzającym sobie, powolnej mowy i nieśmiałym. Dręczyło go poczucie własnej nieudolności w pośredniczeniu między Bogiem a Izraelem. Jednak gdy przyjął zadanie, przystąpił do jego wykonania z całym sercem, ufając całkowicie Panu. Wielkość tej misji wymagała zaangażowania wszystkich najlepszych przymiotów jego umysłu. Bóg pobłogosławił jego gotowość i posłuszeństwo, uczynił go elokwentnym, pełnym nadziei, opanowanym i dobrze przygotowanym do największego dzieła, jakie kiedykolwiek było zlecone człowiekowi. Jest to przykład tego, co czyni Bóg, aby wzmocnić charakter tych, którzy ufają Mu w pełni i poddają się całkowicie jego rozkazom.

Człowiek zyska moc i zdolność, gdy przyjmie odpowiedzialność, którą go Bóg obarcza i z całej duszy będzie dążył do tego, by przygotować się do właściwego jej poniesienia. Chociaż skromna jest jego pozycja a możliwości ograniczone, osiągnie prawdziwą wielkość, jeśli będzie ufać w Bożą siłę i starać się wiernie wykonać swoje dzieło. Gdyby Mojżesz polegał na swojej sile oraz mądrości i bez wahania przyjął wielkie zobowiązanie, okazałby całkowity brak przygotowania do takiego dzieła. Fakt, iż człowiek zdaje sobie sprawę ze swojej słabości jest przynajmniej pewnym dowodem tego, iż uświadamia sobie wielkość wyznaczonego mu dzieła, i że uczyni Boga swoim doradcą i swoją siłą.

Mojżesz wrócił do teścia i powiedział, że pragnie odwiedzić swych braci w Egipcie. Jetro wyraził na to zgodę i pobłogosławił go: „Idź w pokoju!” (w. 18). Wraz z żoną i dziećmi Mojżesz wyruszył w podróż. Nie odważył się wyjawić celu swojej misji, by pozwolono im towarzyszyć mu. Zanim dotarli do Egiptu, uznał jednak, że dla ich bezpieczeństwa najlepiej będzie odesłać ich do domu w Midianie.

Mojżesz w skrytości ducha obawiał się faraona i Egipcjan, których gniew przeciwko niemu zapłonął przed czterdziestu laty, i dlatego niechętnie wracał do Egiptu, ale gdy postanowił usłuchać Bożego rozkazu, Pan objawił mu, że jego wrogowie już nie żyją.

W drodze z Midianu Mojżesz otrzymał nagle straszne ostrzeżenie przed niezadowoleniem Pana. Pojawił się przed nim anioł w tak przerażającej postaci, jakby godził na jego życie i miał go zamiar zniszczyć. Nie udzielono mu żadnego wyjaśnienia, ale Mojżesz przypomniał sobie, że zlekceważył jedno z Bożych wymagań. Ulegając namowie swojej żony zaniedbał dokonania rytuału obrzezania swojego najmłodszego syna. Nie dopełnił warunku, przez który jego dziecko mogło dostąpić błogosławieństwa Bożego przymierza z Izraelem. To zaniedbanie ze strony wybranego przywódcy mogło osłabić w oczach ludu znaczenie przepisów Bożych. Syppora, bojąc się, że jej mąż zginie, sama dokonała rytuału, i anioł pozwolił Mojżeszowi kontynuować podróż. W czasie pełnienia misji u faraona Mojżesz miał się znaleźć w wielkim niebezpieczeństwie. Jego życie mogło zostać zachowane jedynie dzięki ochronie świętych aniołów. Jednak zaniedbując świadomie obowiązek nie mógł być bezpieczny, ponieważ aniołowie Boży nie mogli go strzec.

W czasie ucisku, tuż przed powtórnym przyjściem Chrystusa, sprawiedliwi będą zachowani dzięki służbie niebieskich aniołów, przestępcy prawa Bożego będą tej opieki pozbawieni. Aniołowie nie mogą chronić tych, którzy lekceważą choćby jeden z boskich nakazów.

ELLEN G. WHITE

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz