Niebezpieczne przyzwyczajenie


Bóg tworząc świat, użył do tego jedynego środka, którym jest Słowo. Czytamy o tym w 1 rozdziale 1 Księgi Mojżeszowej: „I rzekł Bóg — i stało się tak”. Słowo, zgodnie z planem Najwyższego Pana, posiada moc Wszechmogącego. Gdy Pan mówi, to każde Jego Słowo jest wyrazem Jego woli. „Bo On rzekł — i stało się, On rozkazał i stanęło” (Ps. 33:9).

Wszystko to, co podporządkowuje się woli Bożej podporządkowuje się Jego Słowu. Przyroda, nie posiadająca woli, aby sprzeciwiać się woli Stwórcy — podporządkowuje się Jemu całkowicie. Jedno słowo Chrystusa uciszyło burzę, spowodowało uschnięcie drzewa figowego, uzdrowiło chore ciało, wróciło życie do rozkładającego się ciała Łazarza itd. W księdze proroka Jeremiasza 23:29 jest napisane: „Czy moje Słowo nie jest jak ogień — mówi Pan — i jak młot, który kruszy skałę?”. W księdze proroka Izajasza 55:11 jest napisane: „Tak jest z moim Słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem”. Dosłownie tak jest.

Po stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo swoje, Pan Bóg dał mu wolną wolę, możliwość wyboru dobra lub zła. Na tym polegał sens pokusy w raju. Bez pokusy człowiek nie miałby możliwości korzystania ze swej swobodnej woli. Wąż nie powiedział Ewie, aby postąpiła wbrew przykazaniu Pana Boga. On wiedział, że dopóki jej serce jest czyste, to ona z radością podporządkowuje się Bożemu Słowu i spełnia wolę Pana. Dlatego postanowił skłonić Ewę do nieposłuszeństwa przykazaniu Bożemu, aby zawładnąć jej sercem, za pomocą kłamliwych obietnic o wolności. Obiecał jej, że ona i Adam poznają dobro i zło i będą zrównani z Panem Bogiem. Szatan nie mógł zmusić Ewy, by jadła zabroniony owoc. On doprowadził do tego, że Ewa sama tego zapragnęła. Ewa dobrowolnie wzięła owoc i jadła, a także dała do jedzenia swemu mężowi. Tak został popełniony pierwszy grzech nieposłuszeństwa wobec Boga. Ta skłonność do samowoli i nieposłuszeństwa wobec Pana Boga objęła wszystkie pokolenia ludzkie. Pan Bóg nie unicestwia człowieka za nieposłuszeństwo, tylko dlatego, że nie ma „…upodobania w śmierci bezbożnego, a raczej by się bezbożny odwrócił od swojej drogi, a żył” (Ezech. 33:11). Słowo Boże nie traci swej mocy, chociaż ludzie nie podporządkowują się jemu i nie czynią tego, co ono nakazuje. Wymierzenie kary za naruszenie słowa zostało odłożone do czasu. Pan Bóg miłościwy dał ludziom jeszcze „dzień zbawienia”, chociaż oni w swym szaleństwie, nie uświadamiają sobie tego, a nawet wątpią w istnienie samego Boga.

W ostatnim wierszu 1-go rozdziału 1 Księgi Mojżeszowej jest napisane: „I spojrzał Bóg na wszystko co uczynił, a było to bardzo dobre”. Lecz grzech wszystko popsuł. W przyrodzie aż dotąd wszystko wzdycha i boleje (Rzym. 8:22). Wśród ludzi znalazł się tylko jeden Człowiek, który był „posłuszny aż do śmierci krzyżowej”. O Nim Pan Bóg mówi: „Ten jest Syn mój umiłowany, w którym mam upodobanie; Jego słuchajcie”. Gdzie grzech i bezprawie zniszczyły duchowe życie tam Słowo Boże ma moc nadzwyczajną. O narodzie izraelskim, który daleko odszedł od Pana Boga, lecz mimo tego poszukiwał Jego oblicza — Pan mówi: „Zabijałem ich Słowami moich ust” (Oz. 6:5). Każdy wierzący zna moc Słowa Bożego — gdy Pan Bóg napomina, Słowa wtedy działają jak uderzenia.

Błogosławiony człowiek, który jest posłuszny Słowu napominającemu go, nawet wtedy, gdy ono przynosi cierpienia! Dopóki Słowo działa, jest nadzieja na poprawę. Gdy sercem w pełni zawładnie grzech i nastąpi zmiana kierunku podporządkowania się, a społeczność z Panem ustanie, to świadomość swego grzechu przytępia się – wtedy Słowo Pana przestaje działać.

Lud Boży Starego Testamentu niejednokrotnie znajdował się w takim stanie. Opis tego jest wyrażony u Ezechiela rozdz. 33 w. 31-32: „I przychodzą do ciebie gromadnie jak lud na zgromadzenie, siadają przed tobą, słuchają słów, lecz według nich nie postępują, bo kłamstwa są w ich ustach, przytakują im, lecz serce lgnie do nieuczciwych zysków. I oto Ty jesteś dla nich jak piewca miłości z pięknym głosem i pełną wdzięku grą na strunach lutni; oni wprawdzie słuchają Twoich Słów, lecz według nich nie postępują”.

Z przyzwyczajenia ludzie mogą przychodzić tam, gdzie jest czytane i głoszone Słowo Boże, lecz ono nie działa na nich i nie prowadzi do przemiany w życiu, i wszystko pozostaje po staremu. Ludzie przyzwyczaili się do Świętych Słów i one przestały na nich działać. Jakież to zgubne przyzwyczajenie!

W 1 rozdziale księgi Izajasza opisane są skutki takiego przyzwyczajenia. Tylko z wyglądu cały naród formalnie stał się religijnym. Jest to stan gorszy od bezbożności. Pan Bóg mówi: „Co mi po mnóstwie waszych krwawych ofiar? Gdy przychodzicie aby zjawić się przed moim obliczem, któż tego żądał od was, abyście wydeptywali moje dziedzińce? Nie składajcie już ofiary daremnej. Waszych nowiów i świąt nienawidzi moja dusza, stały mi się ciężarem, zmęczyłem się znosząc je, a gdy wyciągacie swoje ręce, zakrywam moje oczy przed wami, choćbyście pomnożyli wasze modlitwy, nie wysłucham was” (Iz. 1:11-15).

Te Słowa rzeczywiście uderzają w serca. Niektórym swym naśladowcom Pan Jezus powiedział: „Dlaczego mówicie do mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię?” (Łuk. 6:46). Oni Jego słuchali, modlili się do Niego, lecz Słowa Jego nie miały wpływu na nich, nie pociągały ich do poprawy życia.

Mogą być różne przyczyny takiego stanu. Np. Słowo nie jest przyjmowane, gdy słuchaczowi wydaje się, że jest nieprawdopodobne, niemożliwe do wykonania, albo nie zgadza się z jego pojęciem. Aniołowie oznajmili Lotowi, że Pan Bóg posłał ich aby zniszczyli Sodomę i Gomorę. Lot przekazał tę wiadomość swym zięciom, lecz im „wydawało się, że Lot żartuje”. Kto to widział, aby coś takiego zdarzyło się? Nigdy takiego czegoś nie było i nikt się tego nie spodziewał. Jakże można temu wierzyć?

W domu Jaira, gdy umarła jego córka, obecne tam osoby płakały z tego powodu. Pan Jezus powiedział do nich: „Nie płaczcie, ona nie umarła, lecz śpi”. Lecz oni „wyśmiewali Go”. Sądzili, że lepiej wiedzą od Niego, że ona umarła. Przez to przejawili pychę umysłu i wiedzy! Według Chrystusa dziewczynka rzeczywiście „spała”, a On ją wkrótce wskrzesił, lecz oni nie zrozumieli znaczenia Jego słów i dlatego nie uwierzyli. Sceptyk i materialista mówią: „czego nie rozumiem, w to nie wierzę”.

Nawet o apostołach czytamy, że gdy niewiasty powiedziały im o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, to: „słowa te wydały im się niby baśnie, i nie dawali im wiary” (Łuk. 24:11). Zmartwienie na tyle przygniotło ich duchowe uczucia, że zapomnieli nawet o Słowach Pana Jezusa, dotyczących Jego śmierci i zmartwychwstania. Byli wierzącymi, lecz swą niewiarą zasmucili Pana. Niewiara w Słowa, czyni te Słowa pustymi — one wtedy nie działają. Taki człowiek usprawiedliwia swą niewiarę, lecz w oczach Bożych niewiara jest grzechem. Jest to grzech, o którym Duch Święty przekonuje ludzi na ziemi. Niewiara, jest to straszliwy grzech dlatego, że człowiek swą niewiarą obraża Boga tak jak gdyby Pan Bóg nie mógł uczynić tego, co mówi. Niewiara pochodzi od szatana. Kłamstwo jest dziełem szatańskim, ponieważ on kłamie, gdyż jest ojcem kłamstwa. Nie wierzyć Bogu, to znaczy, oskarżać Go o kłamstwo. Czyż nie jest to straszliwym grzechem? Dla niewierzącego jest jednak wyjście z tego nieszczęścia. Gdy wzrośnie w nim poznanie Pana Boga, to odrodzi się wiara w Słowo Boże.

Znacznie gorszy jest stan człowieka wierzącego, który doświadczył i poznał wielkość i dobroć Bożą, lecz mimo to Słowo Boże przestało działać na niego. Czyta Słowo Boże, lub słyszy je, lecz ono nie dotyka jego serca. Stopniowo dochodzi do tego, że zanika chęć czytania Biblii, uważa bowiem, że skoro ją już wielokrotnie przeczytał, to niczego więcej nie potrzebuje. W tym czasie umysłem swym uznaje Pana Boga, wie, że On jest wielki i nie występuje przeciw Niemu. W rozmowie wspomina, że kiedyś po nawróceniu, w czasie pierwszej miłości do Pana, nie mógł oderwać oczu od Biblii, ponieważ każde Słowo chwytało za serce. Będąc wtedy na zgromadzeniu, nawet nie myślał o tym, kto je głosi dlatego, że Słowo miało taką moc, że dusza napełniała się nim i nic innego nie mogło znaleźć tam miejsca. Jedno napomnienie ze Słowa Bożego wystarczyło, aby pokutować. Jedno słowo o miłości Bożej otwierało okna niebiańskie, a społeczność z Panem Bogiem była tak żywa, że całe wnętrze rozpływało się z radości. Jak lekko wtedy świadczyło się innym osobom o Panu Jezusie! Z obfitości serca mówiły usta. Sam świadczący wierzył w słowa Zbawiciela i dlatego one działały na serca słuchających go osób. Jego życie było światłością dla otoczenia dlatego, że on cały był napełniony Tym, który jest Życiem. Potem moc słów o Chrystusie, które czytał albo słyszał, zaczęła słabnąć. Doszło do tego, że nawet słowa o Golgocie i cierpieniach Pana Jezusa straciły moc, stały się mało znaczące.

Na czym polega sedno sprawy? Dlaczego nastąpiła taka zgubna przemiana?

Odpowiedź na to pytanie może dać tylko ten, kto przeżył taki upadek. Na początku serce było otwarte na każde Słowo Boże i dlatego wchodziło ono do serca, wykonując w nim Boże działanie. Nie było powodu, aby coś ukrywać przed Panem. Jaki błogosławiony był to czas! Nawet jeśli zdarzył się grzech, to Słowo szybko działało a człowiek ten wszystko doprowadzał do porządku.

To wszystko zmieniło się z chwilą, gdy wierzący nie podporządkował się Słowu Bożemu i sprzeciwiał się jego działaniu. Własna wola zamknęła wtedy serce do przyjęcia Słowa. Człowiek po raz pierwszy dał do zrozumienia Bogu: „To Słowo mi nie odpowiada; nie przyjmuję go dlatego, że w moich życiowych planach jest coś, co nie zgadza się z tym Słowem a ja nie chcę tego naprawiać”.

W ten sposób zostało oddalone Słowo upomnienia.

Pan Bóg nie od razu wymierzał karę za tę obelgę wobec Jego boskości. Urąganie Jego wysokości i świętości pozostało do czasu bezkarne. Wierzący doszedł do fałszywego wniosku, że można słyszeć Słowa Boże, lecz nie przyjmować ich i nie podporządkowywać się im, bo kary za to nie będzie. Krew Chrystusa wszystko zakryje. Następstwem tego jest bardzo łatwe przyzwyczajenie się do Świętych Słów.

Bóg, który nie pragnie śmierci grzesznika, ponownie posyła Słowo, lecz ono nie jest wpuszczane do serca i nie działa, wchodzi tylko do uszu i ulega zapomnieniu. W najlepszym przypadku z usłyszanych słów wybiera się tylko te, które człowiekowi podobają się i nie przeszkadzają żyć według własnej woli. Jedne słowa przyjmowane są jako pochodzące od Pana Boga, a inne uważane są za wymysł kaznodziei. Takie mniemanie, jeszcze bardziej uspokaja człowieka, będącego na drodze prowadzącej do zguby.

Gdy Duch Święty, posyłający Słowo, jest ciągle zasmucany, to przestaje działać, pozostawiając człowieka w samotności. Ze Słów Bożych już żadne nie działa. Tacy ludzie interesują się kaznodzieją, jego wiedzą, darem mowy, zewnętrznym wyglądem, stanowiskiem w społeczeństwie itp. Starają się wybierać sobie kaznodzieję, który schlebia ich uszom, bo oni nauki już nie przyjmują, a od prawdy słuch odwracają (2 Tym. 4:3-4). Do Biblii zaglądają tylko wtedy, gdy trzeba coś sprawdzić, szczególnie to, co inni powiedzieli, lub zbliża się czas, gdy samemu trzeba usłużyć w zgromadzeniu. Innymi słowy można powiedzieć, że Biblia straciła dla nich swą moc. Duchowe życie zamarło, a pozostało tylko przyzwyczajenie i forma religijna.

Ten wielki grzech nieuchronnie prowadzi człowieka do zguby. „Ty, Panie Boże, mów co chcesz, a ja będę myśleć i żyć po swojemu”. Tak urąga ten, kto nie podporządkowuje się Słowu Bożemu. „Chociaż spisałem jemu wiele moich wskazań, to jednak lekce je sobie ważyli jako coś obcego” (Oz. 8:12). Takie odnoszenie się do Słowa Bożego jest poniżaniem Boga w Jego majestacie, lekceważeniem Jego sprawiedliwości, deptaniem Jego miłości, obrażaniem Ducha Świętego — Nauczyciela, i niedocenianiem śmierci Pana Jezusa, który przelał swą drogocenną krew, aby żaden grzech nie władał sercem uświęconego człowieka. Jeśli mimo tego, człowiek umyślnie lekceważy Boże nakazy, to ten „grzech okazuje ogrom swej grzeszności” (Rzym. 7:13), szczególnie dla osoby, która głosi Słowo Boże. Jeśli Duch Święty nie może działać w niej, to nie może także działać przez nią; ponieważ Słowa Boże, które ona wypowiada, tracą „ducha i życie”, stają się tylko literą i zabijają, a nie ożywiają słuchaczy.

Traktowanie Świętych praw z przyzwyczajenia jest niebezpieczne dlatego, że wraz z tym przyzwyczajeniem zmniejsza się znaczenie Bożej świętości. Pojawia się ukryta myśl: „grzeszę, pozostaję w grzechu, nie podporządkowuję się Panu Bogu i — nic nie następuje. To znaczy, że Pan Bóg nie jest taki straszny, jak ja myślałem; widocznie On odnosi się do grzechu pobłażliwiej niż mi to mówiono; ile czasu już żyję tak, jak mi się podoba, i nic się nie stało. To znaczy, że i dalej można tak żyć, byleby zachować religijną formę i zbyt daleko nie odchodzić od Niego”.

Pan Bóg napomina takiego człowieka i objawia złe zamysły grzesznego serca: „Czyniłeś to, a ja milczałem, mniemałeś, żem tobie podobny” (Ps. 50:21). Pan Bóg został poniżony przez nieposłuszeństwo, autorytet Biblii pomniejszony, a wraz z tym pomniejszony sens życia.

Niektórzy oziębli wierzący, przyzwyczajeni do lekceważenia prawd Pisma Świętego, przekroczyli granicę „dla wygody”, stopniowo opracowali swe pojęcie o Bogu, o chrześcijaństwie, o życiu pozagrobowym, o Biblii, stworzyli religijną formę życia, weszli w nią i nie mogą sobie uświadomić, że są na drodze do wiecznej zguby.

Na szczęście i dla takich osób jest jeszcze wyjście. „U ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe” (Mat. 19:26). Chwała Panu Bogu za to słowo „wszystko”! Kiedyś naród Boży już to przeżył: „Szliśmy przez ogień i wodę, lecz wyprowadziłeś nas na wolność” (Ps. 66:12).

Jak wyjść z takiego stanu?

I. Pan Bóg może posłużyć się wybranym człowiekiem, aby upomnieć i wzbudzić duchowo śpiącego wierzącego. Tak było z Dawidem. Boży prorok — Natan — przyszedł do niego i mówił o kimś innym. Dawid przyjmował jego słowo, jako król; nawet wypowiedział swój wyrok wobec winnego. Gdy jednak Natan powiedział: „Ty jesteś tym mężem”, Dawid przyjął te słowa jako skruszony grzesznik. Nie prowadził sporu i nie usprawiedliwiał się. Pokutował i poprawił swe życie. Słowa współczucia i miłości działają jeszcze silniej.

O każdym Bożym Słowie można powiedzieć: „Jakże dobre jest Słowo we właściwym czasie!” (Przyp. Sal. 15:23). Słowo działa wtedy, gdy przechodzi przez szczerego człowieka, do którego letni wierzący ma zaufanie. Słowa poprzedza jego dobry osobisty wpływ. Słowa działają na tyle, na ile silny jest ten wpływ, na ile dobrego mniemania pozostało w napominanym wobec napominającego. „Jakże potrzebny mi jest człowiek, mogący powiedzieć takie Słowo, które może wstrząsnąć całą duszą moją” — wzdycha letni chrześcijanin. Niestety, jaka szkoda, że można spotkać dusze, w których grzech jest na tyle czerstwy, że na nie już nic nie działa.

Jedynym, co pozostaje jest to, aby takie Słowo wypowiedział kaznodzieja, lecz nie zawsze tak bywa. Szatan i ci, którzy poddali się jego wpływowi, wiedzą, jak silne są słowa, gdy słuchacz posiada ufność do tej osoby, która je wypowiada. Dlatego wszystkimi siłami stara się oczernić kaznodzieję, aby przez to poderwać zaufanie do niego i jego słów, a nawet do Słów Bożych, które on czyta lub wypowiada.

Prawdziwy sługa Boży nie powinien bać się ludzi, lecz śmiało mówić wszystko, co może przyczynić się do ich przebudzenia i zbawienia.

II. Pan Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz aby grzesznik odwrócił się od swej drogi i żył. Chwała Jemu, że On, z powodu swej wielkiej miłości i łaski zniża się ku temu „synowi opornemu” (Ef. 2:2).

Ponieważ Słowo Boże na niego już nie działa, dlatego Bóg dopuszcza różne doświadczenia. Jakże drogo kosztuje otrzymanie nowego pojęcia o sprawiedliwym Panu Bogu! Jakie uderzenia! Ile cierpień! Cierpienia te stają się udziałem nie tylko samej osoby zainteresowanej, lecz i jej bliskich.

Ten, który to przeżył, napisał: „Schły kości moje od błagalnego wołania przez dzień cały, bo we dnie i w nocy ciążyła na mnie ręka twoja, siła moja znikła jak podczas upałów letnich” (Ps. 32:3-4). Gdy Słowo nie działa, wtedy człowiek drogą gorzkiego doświadczenia dochodzi do wniosku: „Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego” (Hebr. 10:31).

W tym ciężkim doświadczeniu odnawia się w oziębłym wierzącym prawidłowe pojęcie o Panu Bogu. Ten, który opuścił Pana, przekonuje się, że życie chrześcijańskie to rzecz poważna, i że nie można lekceważąco odnosić się do Pana Boga i Jego Słowa — bo to jest równoznaczne z igraniem z ogniem „pożerającym”.

Gdy zmienia się postawa wobec Pana Boga i Jego Słowa, albowiem „bojaźń Pana jest początkiem mądrości” (Przyp. Sal. 1:7), to Duch Boży znów może posłużyć się Słowem. Biblia staje się znowu żywa. Poprzez jej Słowa Duch Święty szybko doprowadza oziębłego wierzącego do przekonania o upadku, skłania do pełnej pokuty oraz skruchy przed Panem, do pełnego i bogobojnego oddania się Panu Bogu. Jak drogie staje się wtedy każde Słowo „pochodzące z ust Bożych”! Wtedy wiele ono mówi! Wierzący chodzi wtedy w bojaźni przed Panem i jest wdzięczny za wybawienie go od zguby!

Jednak oba te sposoby nie zawsze osiągają cel. W pierwszym przypadku człowiek, który odpadł, stracił wiarę w Boga i Jego Słowo, nie będzie słuchał człowieka, jeśli nie chce słuchać nawet Pana Boga. Po drugie — cierpienia nie zawsze doprowadzają do pozytywnego rezultatu. Poprzez nie poznaje się moc Bożą, lecz nie zawsze rodzi się miłość do Boga. Moc może skruszyć i doprowadzić do pokuty, ale może też i zatwardzić serce. Gdy wraz z cierpieniem rozwija się świadomość, że ręka kochającego Ojca posyła cierpienie dla dobra grzeszącego człowieka, wtedy (i tylko wtedy) w duszy rozwija się prawidłowa postawa wobec Pana Boga i Jego Słowa. Wtedy zmartwychwstały z duchowej śpiączki, może wykrzyknąć razem z psalmistą: „Dobrze mi, że zostałem upokorzony; błądziłem, ale teraz strzegę Twego Słowa” (Ps. 119:67,71). Droga cierpień jest najbardziej ciężką i niebezpieczną, ale prowadzi do poprawy. Zarówno Pan Bóg, jak i ziemscy ojcowie, używają cierpień w ostatecznych przypadkach, jako jednego z ostatnich środków.

III. To dobrowolny powrót do Pana Boga, gdy człowiek świadomie pojmuje i odczuwa swój stan, oraz pragnie odzyskać utraconą łaskę. Pan Bóg dał swe Słowo aby było czytane i wykonywane.

Gdy ktoś otwiera Bożą księgę w tym celu, aby wprowadzić w życie to, co przeczyta w niej, to może być całkowicie pewnym, że wszystko w jego życiu ożyje, dlatego, że Pan Bóg jest wierny i stoi na straży, aby wszystko to, o czym mówi Jego Słowo spełniało się. Moc Słowa Bożego działa nie według tego jak je rozumiemy w myślach, lecz tak, jak je stosujemy w swym życiu.

Przykład: Człowiek wierzący, który stracił bojaźń Bożą i wiarę w moc Jego Słowa, przeczytał w Ewangelii Mateusza 6:33: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości”. Po przeczytaniu postanowił zastosować to w praktyce. Stawia poszukiwanie Królestwa Bożego i Jego prawdy na pierwszym miejscu i uważa to za ważniejsze od wszystkiego innego w życiu. Rano budzi się z tą myślą. Powstaje pytanie: „Cóż to jest Królestwo Boże?”, bierze Biblię, czyta i znajduje odpowiedź, że Królestwo Boże to: „sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym” (Rzym. 14:17). Lecz stwierdza, że w duszy nie ma ani pokoju, ani radości, ani sprawiedliwości. Co czynić? Skąd je wziąć? W minionym czasie człowieka tego nawet siłą trudno byłoby przyciągnąć do Biblii, a szczególnie do modlitwy. Człowiek ten zawsze miał różne pilne sprawy do załatwienia, lecz teraz zmienił swe postępowanie. W modlitwie przychodzi do Boga nie z przyzwyczajenia, jak to czynił poprzednio, lecz rzeczywiście szczerze z całego serca, i wkrótce przekonuje się, że Pan Bóg słyszy jego modlitwę. Podczas takiej modlitwy występują łzy. W czasie modlitwy przekonuje się, że Pan Bóg powiedział prawdę, gdy objawił przez swego sługę, że „ze szczerym postępuje szczerze a z przewrotnym surowo” (2 Sam. 22:26-27). Ponownie wyraźnie odczuwa realność i bliskość Boga. Ta świadomość nadaje nowy sens każdemu Słowu Biblii. Biblia znowu staje się dla niego Księgą Życia. Wszelkie wątpliwości znikają, jak mgła od wschodzącego słońca prawdy, którą on postanowił odszukać. W ciągu dnia odczuwa szczególną bliskość Pana Boga. Duch Święty objawia mu jego grzechy, jeden za drugim. Poprzednio poczucie grzechu ustało całkowicie; był na tyle duchowo oziębły, że Pan Bóg nie nakładał na niego żadnych brzemion, aby „trzciny nadłamanej nie dołamać i lnu tlejącego nie zagasić” (Mat. 12:20). Teraz znów ożył, zaczyna odbierać posilenie z wysokości i dlatego można takiego człowieka prowadzić do oczyszczenia i uświęcenia, które od dawna było mu potrzebne. Człowiek ten postawił prawdę Królestwa Bożego na pierwszym miejscu, a pokój i radość w Duchu Świętym nie może napełnić serca człowieka, dopóki to serce nie będzie oczyszczone od wszelkiego grzechu.

Pierwsze, co Duch Święty uczynił, to napomnienie, że popełnił grzech przeciwko jednemu z braci, którego w przeszłości, z powodu zawiści obmówił. Wcześniej Duch Święty kilka razy napominał go, lecz on — jak natrętną muchę — odpędzał myśl o pokucie. Stopniowo wzrastała złość (jak to zazwyczaj bywa) na brata, wobec którego był winny. Rozzłościł się i na tych, którzy ośmielili się napominać go o tym grzechu. Teraz jednak już nie może bronić się przed tym. Postanowił poszukiwać Królestwa Bożego i jego prawdy. Gdy tylko pomyślał o tym, problem został rozwiązany: trzeba pójść do brata i wszystko uporządkować.

Stare uczucie, które przyzwyczaiło się nim władać, przebudziło się i przemówiło: „Czy koniecznie trzeba iść?”. Lecz Pan Bóg widzi pragnienie poszukiwania przede wszystkim Jego prawdy i pomaga pokonać tę niemoc. Przeglądając Biblię przeczytał werset: „Każdy, kto nienawidzi brata swego jest zabójcą” (1 Jan 3:15). Słowa te jak miecz obosieczny wbiły się w jego duszę, przeniknęły aż do rozdzielenia duszy i ducha. „Słowa te oznaczają, że jestem w oczach Bożych zabójcą!” — pomyślał ze strachem. „przez wszystkie te miesiące byłem takim grzesznikiem, a Pan Bóg to widział. Jak On mógł mnie tolerować na tej ziemi?”. Cała dusza została wstrząśnięta tym odkryciem. Powstało nowe pojęcie o Panu Bogu. Zdziwienie wobec Jego surowości, miłości i cierpliwości, napełniło duszę do tego stopnia, że padł na kolana, prosząc Boga o przebaczenie i moc do pojednania się z bratem.

Błogosławieństwo, które przeżył, po uczynieniu tego, co zamierzał, dało tak wiele pokoju i radości w Duchu Świętym, że natychmiast postanowił usunąć wszelkie zło ze swego życia. Po zakończeniu modlitwy, Duch Święty objawił mu grzechy, które on popełnił. Zaczął zastanawiać się nad tym, jak mogło dojść do tego, że nie wiedział na jak niebezpiecznej drodze znajdował się poprzednio.

Słowa o poszukiwaniu Królestwa Bożego nabrały nowego sensu. „Czy treść całej Biblii jest podobna do tego wiersza?” — zawołał ze zdziwieniem. Biblię, którą poprzednio czytał z taką obojętnością, bierze teraz ze czcią i czyta z zainteresowaniem, nie mając siły, aby się od niej oderwać. Z przepełnionym sercem wznosi modlitwę do Boga z takim uczuciem, jakiego nie przypomina sobie nawet z okresu swego nawrócenia. Wtedy przyszedł do Chrystusa jako pokutujący grzesznik, teraz Pan przyjmuje go jako byłego odstępcę. O, jakaż to wielka radość z tak wielkiej miłości Chrystusowej! Teraz może rozmyślać: „U Pana jeden dzień jak tysiąc lat, a tysiąc lat, jak jeden dzień” (2 Ptr. 3:8). Prawdą jest — pomyślał — że w ciągu 1000 lat nie przeżyłbym bez Boga tego, co On dał mi przeżyć w tym dniu; wydaje się, że tego bogactwa wystarczy na tysiąc lat!”

To wszystko nie jest wymysłem, lecz zostało napisane w oparciu o przeżyte doświadczenia wielu wierzących. Można przecież wziąć werset nie tylko z Ewangelii Mateusza 6:33, ale jakikolwiek inny z Pisma Świętego, jako podstawę do rozważania, a rezultat będzie taki sam. Najważniejsze jest to, aby werset ten został przyjęty całym sercem dla posłuszeństwa, bez względu na to, jakie następstwa mogą z tego wyniknąć. Nie tylko przeczytać werset i powiedzieć, że on będzie wykonywany, lecz w rzeczywistości niezwłocznie zacząć naprawianie wszystkiego, co zostało naruszone. Gdy ufamy Słowu Bożemu i stosujemy je w praktycznym życiu, to sam Pan Bóg poręcza, że Jego Słowo zostanie spełnione.

Jeśli człowiek rozpocznie stosowanie w swoim życiu treści Pisma Świętego, to doprowadzi go to początkowo do poznania swego duchowego bankructwa, a następnie do poszukiwania Pana Boga objawionego w Jezusie Chrystusie i przyjęcia Go jako Zbawiciela. Jeśli uczynił to chłodny wierzący, który wcześniej poznał, jak dobry jest Pan, lecz utracił Bożą łaskę przez swe nieposłuszeństwo, to ponownie w pełni odda się Panu Bogu i przyjmie moc, którą daje Jego Słowo. Przez posłuszeństwo Słowu Bożemu każdy wierzący wzrasta i umacnia się w prawdzie; a więc jego świadectwo o Panu będzie wywierać pożyteczny wpływ na inne osoby. Ludzie zrozumieją też: „że on sam wierzy w to, o czym mówi”.

Nieposłuszeństwo wobec Słowa Bożego (choćby jednokrotne) osłabia wiarę i prowadzi do powstania niebezpiecznego przyzwyczajenia — słuchania i czytania Świętego Słowa literalnie, a nie jako Słowa Życia i Ducha, które działa w życiu i je uświęca. Droga do wyleczenia z tego prowadzi przez pełne posłuszeństwo Słowu!

„Jeśli kto chce pełnić wolę Jego, ten pozna, czy ta nauka jest z Boga” (Jan 7:17).
 

I.W. Nieprasz
Tłumaczył Józef Szauliński
 
 

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz