Trudności w osobistym życiu objawiają i kształtują nasz charakter. Kryzys o międzynarodowym zasięgu uwidacznia stan państwa, jego sprawność. Niepewność, co do jutra objawia nasz wewnętrzny stan duchowy. Podobnie wszelka próba dla Kościoła obnaża stan dojrzałości naśladowców Jezusa Chrystusa.

Jeden z listów Nowego Testamentu w Piśmie Świętym wskazuje na tę prawidłowość: „Dlatego cieszcie się już teraz, nawet jeśli musicie jeszcze odczuwać smutek z powodu różnych doświadczeń.
Są one potrzebne dla wypróbowania waszej wiary, o wiele cenniejszej od przemijającego złota, które przecież oczyszcza się w ogniu
.” (Pierwszy list Piotra 1,6-7).

Możliwe, że jako Kościół w Europie nie jesteśmy gotowi. Niewypróbowani. Na całym świecie według raportu Open Doors jest ok. 260 milionów prześladowanych w różnych sposób chrześcijan. To 260 milionów osób, które nie mogą swobodnie wyznawać swojej wiary, ale wciąż w niej trwają. Nam wydaje się, że odwołanie dwóch niedzielnych nabożeństw to świętokradztwo. Nasza perspektywa tego, co ważne, jest zamglona przez względny dobrobyt. Nasze duchowe ciało jest rozleniwione. Brak mu regularnych i niewygodnych ćwiczeń–takich, które powodują największy wzrost mięśni.

Nasz brak gotowości objawia się w prostym eksperymencie. Spróbuj zorganizować nabożeństwo w domu sam, albo w rodzinnym gronie. Pomódl się, poświęć czas na oddanie Bogu chwały, słuchaj Jego głosu, poprowadź rozważanie Jego Słowa. Jest wysoce prawdopodobne, że będzie nerwowo, poczujesz się niezręcznie. Ty i twoi bliscy będziecie przed sobą skrępowani. Jeśli tak jest, może to świadczyć o tym, że niemal nigdy tego do tej pory nie robiliście. Po prostu zawsze był ktoś, kto robił to za ciebie. Przecież uczestnictwo w zgromadzeniu Kościoła jeszcze nigdy nie było tak łatwe i tak mało absorbujące. Przychodzisz, siadasz, bierzesz gotowe, wychodzisz. Jak nie przychodzisz, to i tak możesz sobie zamówić on-line, i to jeszcze tą wersję, która bardziej ci odpowiada. Jak zwykle problem ujawni się wtedy, gdy nam takich ułatwień, do których jesteśmy przyzwyczajeni, zabraknie.

Kościół jest przekrojem społeczeństwa. Naturalne jest zatem, że poddaje się podobnym reakcjom. Możemy to zobaczyć na przykładzie stosunku do administracji państwowej. W obliczu zagrożenia władza zazwyczaj podlega procesom centralizacji. W ramach wspólnego wyzwania dostaje dodatkowy spory kredyt zaufania. Aby uprościć zarządzanie kryzysowe, daje się więcej uprawnień jeszcze mniejszej liczbie osób, tak żeby przyspieszyć procedury (warto dodać, że nie zawsze dobrze się to kończy).

Analogicznie takie same mechanizmy mogą teraz napędzać Kościół. W epoce wirtualnej tendencja wsłuchiwania się w głos liderów, szczególnie tych z charyzmą, wydaje się kusząca. Często w ten sposób szukamy pokrzepienia, słów otuchy, szczególnie wtedy, kiedy potrzebujemy pilnych odpowiedzi na tak palące problemy społeczne jak pandemia. Zamiast wykorzystać moment przymusowej duchowej mobilizacji, prościej wykorzystać utarte schematy i sięgnąć po komentarz w pigułce. Cierpliwość odczytywania bieżących wydarzeń w świetle Ewangelii Bożego Słowa nie jest naszą naturalną domeną. To powszechna i łatwiejsza droga. Jednak warto sobie zadać pytanie, czy w czasie takim jak ten bardziej przylgniemy do słów wybranego kaznodziei z Internetu, czy do Mistrza z Nazaretu?

Podobnie Wspólnota. Jest darem od Boga i jest niezbędna jako duchowa rodzina, wsparcie, zachęta. Ale często to właśnie Wspólnota niepostrzeżenie staje się naszym poczuciem bezpieczeństwa. Nasi przyjaciele, inni wierzący, ci, na których chcemy polegać. Apostoł Piotr zachęca do budowania na właściwym, niezniszczalnym fundamencie. „Niech będzie błogosławiony Bóg, Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa! On w swoim wielkim miłosierdziu zrodził nas na nowo do żywej nadziei przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa, abyśmy osiągnęli dziedzictwo niezniszczalne, nienaruszone i nieprzemijające. Ono jest wam zapewnione w niebie, a moc Boża strzeże was przez wiarę, abyście osiągnęli zbawienie, które się objawi na końcu czasów” (1 P 1,3-5). Chociaż Wspólnota ludzi wierzących jest powołana według Bożego planu jako konieczna dla naszego duchowego rozwoju, to ostatecznie Chrystus, będący głową tego Ciała, jest tym, na którym mamy polegać w każdej sytuacji.

Na przekór naszym wyobrażeniom historia Kościoła pokazuje, że najbardziej dynamiczne momenty jego rozwoju to te, w których jest on rozproszony, zazwyczaj w wyniku prześladowań bądź innego zagrożenia. Wtedy najszybciej dojrzewa. Uczy się samodzielności i wytrwałości. To taka przymusowa, zbiorowa terapia otrzeźwiająca. Chociaż boli, rodzi najlepsze owoce.

Tak jak właściciele bądź prowadzący obiekty użyteczności publicznej zobligowani są do przeprowadzania regularnych inspekcji gotowości operacyjnej w celu zbadania np. ochrony przeciwpożarowej, tak samo próbom poddawany jest Kościół Jezusa Chrystusa. Do takich testów można podejść dwojako: wykorzystać je, badając mankamenty systemu w celu ich usunięcia, bądź przygotować obiekt, ukrywając jego słabości jedynie po to, aby uzyskać pozytywny wynik.

Jeśli Kościół jest dzisiaj w czasie takiej próby lub jej namiastki, powinniśmy z radością przyjąć obnażone braki organizmu i stawić im czoła. Wersja z ukrywaniem często kończy się później tragicznie dla użytkowników. Na dodatek wszechmocny Bóg to nie znajomy inspektor. Nie przymknie oka, bo nas lubi, ale dokończy dzieła, bo nas kocha.

Gotowi?

#zostańwdomu
#zostańwpokoju


Artykuł pochodzi ze strony Społeczności Chrześcijańskiej Zachód.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz