Dwa razy wypowiadał Zbawiciel tę modlitwę. Pierwszy raz wobec ludu w Kazaniu na Górze, zaś kilka miesięcy potem po raz drugi tylko przed uczniami. Pewnego razu uczniowie opuścili na krótki czas swego Pana, a wróciwszy, zastali Go zatopionego w rozmowie z Bogiem. Jakby nie zauważając ich obecności — Zbawiciel modlił się dalej na głos. Oblicze Jego promieniowało niezwykłą jasnością. Wydawało się, iż znajduje się w bezpośredniej obecności Najwyższego, a taka żywa siła biła z Jego słów, jakby osobiście rozmawiał z Bogiem.

Uczniowie byli do głębi wzruszeni. Już dawniej zauważyli, że ich Mistrz w samotności spędza na modlitwie długie godziny. Praca całego dnia, w którym służył ludowi tłoczącemu się wokół Niego, często wyczerpywała Jego siły, tak iż matka, bracia i uczniowie obawiali się o Jego zdrowie.

Kończąc dzień pełen trudu, Jezus udawał się na rozmowę z Ojcem, poświęcając na modlitwę długie godziny nocne. Po wspólnie z Bogiem spędzonych chwilach szedł Zbawiciel znowu każdego ranka nieść ludziom światło z nieba. Uczniowie stąd wnioskowali, że potęga Jego słów i czynów ma związek z modlitwą więc słuchając teraz Jego żarliwych modłów ucieszyli się i byli pełni szacunku dla Mistrza. Przekonani o własnej wielkiej potrzebie prosili Go potem: „Panie, naucz nas modlić się” ŁUK. 11,1. Jezus nie dał uczniom żadnego nowego wzoru modlitwy. Powtórzył tylko to, czego ich przedtem nauczył, jakby chciał powiedzieć: zrozumcie to, co wam przedtem powiedziałem, bowiem to, co powiedziałem, ma głębokie znaczenie, a znaczenia tego nie zbadaliście gruntownie.

Jednakowoż Zbawiciel nie ogranicza nas do tych słów. Zespolony z ludzkością przedstawia jej swój własny ideał modlitwy, słowa tak proste i łatwe, że małe dziecię może je zrozumieć, a jednocześnie tak głębokie, że znaczenia ich umysły ludzkie jeszcze niezupełnie pojęły. Uczy nas przychodzić do Boga z dziękczynieniem, wyjawiać Mu nasze potrzeby, wyznawać grzechy i — opierając się na Jego obietnicach — prosić Go o łaskę.

„GDY SIĘ MODLICIE, MÓWCIE: OJCZE NASZ” ŁUK. 11,2

Jezus uczy nas nazywać swego Ojca naszym Ojcem, sam zaś nie wstydzi się nazywać nas braćmi HEBR. 2,11. Serce Jego jest gotowe i tak chętne do uznania nas za członków rodziny boskiej, iż zaraz w pierwszych słowach, którymi mamy się posługiwać przy zbliżaniu do Boga, daje nam zapewnienie pokrewieństwa z Bogiem — „Ojcze nasz”.

Jest to zwiastowanie cudownej prawdy, pełne zachęty i pociechy, że Bóg kocha nas tak samo, jak swego Syna, co też zostało potwierdzone przez Jezusa w Jego ostatniej modlitwie za uczniów: „Że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” JAN 17,23. Świat, do którego szatan rościł sobie pretensje i którym władał jak tyran, Syn Boży otoczył swą miłością i złączył znów z tronem Boga. Gdy triumf ten zapewniono, wszyscy mieszkańcy nieupadłych światów i aniołowie śpiewali Bogu i Barankowi hymny pochwalne. Radowali się, że dla upadłego rodzaju ludzkiego została otwarta droga zbawienia, że świat będzie odkupiony od przekleństwa grzechu. O ileż więcej powinni radować się ci, którzy są przedmiotem tak cudownej miłości?

Jak moglibyśmy teraz jeszcze wątpić i czuć się sierotami? Wszak z miłości dla tych, którzy przestąpili prawo, przyjął na siebie Jezus naturę ludzką i stał się nam równy, abyśmy mieli na wieki pokój i pewność. Mamy bowiem Orędownika w niebie, a kto Go przyjmie jako osobistego Zbawiciela, ten nie pozostanie sierotą obciążoną grzechami.

„Dziećmi Bożymi jesteśmy. A jeśli dziećmi, to i dziedzicami Bożymi, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli tylko razem z Nim cierpimy, abyśmy także z Nim uwielbieni byli” RZYM. 8,17. „Ale się jeszcze nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, gdyż ujrzymy Go takim, jakim jest” I1JANA 3,2.

Pierwszym krokiem w zbliżeniu się do Boga jest poznanie miłości, „którą Bóg ma do nas” 1 JANA 4,16, i wiara w nią, gdyż przez Jego miłość zostajemy pociągnięci do Niego.

Poznanie miłości Bożej prowadzi do wyrzeczenia się samolubstwa. Nazywając Boga naszym Ojcem, uznajemy wszystkie Jego dzieci za swych braci. Wszyscy jesteśmy częścią jednego wielkiego rodu ludzkiego, wszyscy członkami jednej rodziny. Nasze prośby powinny obejmować tak naszych bliźnich, jak i nas samych, gdyż kto prosi o błogosławieństwo, tylko dla siebie, ten nie modli się właściwie. Chrystus daje nam przywilej zbliżenia się do nieskończonego Boga i nazywania Go imieniem „Ojcze”. Rozważcie, co to znaczy. Żadni ziemscy rodzice nie wstawiali się nigdy w modlitwach tak gorliwie za swoimi błądzącymi dziećmi, jak On wstawia się za grzesznikami. Bóg mieszka w każdym domu i słyszy każde wymówione słowo. Przysłuchuje się każdej modlitwie, zna kłopoty i rozczarowania każdej duszy, zważa na zachowanie się wobec ojca, matki, brata, siostry, przyjaciela i sąsiada. Troszczy się o nasze potrzeby, a Jego łaska płynie ustawicznie, aby je zaspokoić.

Nazywając Boga naszym Ojcem, uznajemy się za Jego dzieci, które dają się prowadzić przez Jego mądrość i są Mu we wszystkim posłuszne, wiedząc, że Jego miłość jest niezmienna. Przyjmujemy Jego plan dla naszego życia. Jako dzieci Boże będziemy uważać cześć, charakter, rodzinę i dzieło naszego Ojca za rzeczy godne największego zainteresowania. Uznanie i uszanowanie pokrewieństwa z naszym Ojcem i z każdym członkiem Jego rodziny sprawi nam wielką radość. Z przyjemnością uczynimy wszystko, co pomnoży Jego cześć i dobro naszych współbliźnich.

„Któryś jest w niebie”. Ten, do którego Chrystus poleca nam zwracać się jako do Ojca, „jest w niebie, czyni wszystko, co zechce” PS. 115,3. Pod Jego opieką możemy bezpiecznie spoczywać mówiąc: „Ilekroć lęk mnie ogarnia, w tobie mam nadzieję” PS. 56,4

„ŚWIĘĆ SIĘ IMIĘ TWOJE” MAT. 6,9

Uczczenie imienia Bożego wymaga, by słowa o Najwyższej Istocie wymawiać z uszanowaniem. „Święte i straszne jest imię jego” PS. 111,9. Nie powinniśmy nigdy i w żaden sposób lekkomyślnie wymawiać tytułów i godności Boga.

W modlitwie przestępujemy progi sali przyjęć Najwyższego, przed którym powinniśmy stawiać się ze świętą czcią. Aniołowie zakrywają swe oblicza w Jego obecności, a do tronu Jego zbliżają się z uroczystym szacunkiem. O ile więcej my, słabe i grzeszne istoty, powinniśmy przychodzić z głębszą pokorą przed naszego Pana i Stworzyciela. Uczczenie imienia Pana Boga znaczy jednak jeszcze o wiele więcej. Podobnie jak Żydzi za czasów Chrystusa, możemy i my okazywać zewnętrznie największe uszanowanie Bogu, a jednak imię Jego ustawicznie zniesławiać. Imię Jego jest: „miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność (…) odpuszczający winę, występek i grzech” 2 MOJŻ. 34,6.7. O Kościele Chrystusowym jest napisane: „Oto imię, którym je będą nazywać: Pan sprawiedliwość nasza” JER. 33,16. Imię to otrzyma każdy naśladowca Chrystusa, gdyż jest ono częścią dziedzictwa dzieci Bożych. Rodzina nosi zawsze imię ojca. Prorok Jeremiasz modlił się w czasie wielkiego ucisku i nawiedzenia Izraela: „Twoim imieniem jesteśmy nazwani, nie opuszczaj nas!” JER. 14,9.

Imię to czczą święci aniołowie w niebie i mieszkańcy nieupadłych światów. Jeżeli się modlisz: „Święć się imię Twoje”, tedy prosisz, aby imię to było uświęcone w tym świecie i w tobie. Bóg uznał cię przed ludźmi i aniołami za swe dziecię, więc Go proś, abyś nie zhańbił „imienia, które jest wzywane nad wami” JAK. 2,7 BG. Bóg posyła cię w świat jako swego przedstawiciela; każdą czynnością swego życia masz objawiać imię Boga, musisz więc posiadać Jego charakter. Nie możesz święcić Jego imienia ani reprezentować Go w świecie, jeżeli nie posiadasz Jego charakteru; możesz to osiągnąć tylko przez przyjęcie łaski i sprawiedliwości Chrystusowej.

„PRZYJDŹ KRÓLESTWO TWOJE” MAT. 6,10

Bóg, Ojciec nasz, który nas miłuje i opiekuje się nami jak swymi dziećmi, jest jednocześnie wielkim Królem wszechświata. Sprawy Jego królestwa są zatem i naszymi, więc razem z Nim mamy pracować przy jego budowie.

Uczniowie Chrystusa wyglądali rychłego przyjścia królestwa Jego wspaniałości, ale ucząc ich tej modlitwy, wskazał Jezus, że królestwo to teraz jeszcze nie przyjdzie; mieli więc o Jego przyjście prosić jak o zdarzenie mające nastąpić w przyszłości. Prośba ta zawierała jednak dla nich obietnicę, bo jakkolwiek przyjścia królestwa nie mieli oglądać za swych dni, to fakt, że Jezus zalecił im modlić się o nie, dowodził niewątpliwie jego przyjścia w czasie przeznaczonym przez Boga.

Teraz buduje się królestwo łaski Bożej, gdy serca dotąd pełne grzechu codziennie oddają się pod panowanie Jego miłości, ale zupełne przywrócenie królestwa chwały Bożej nie odbędzie się przed powtórnym przyjściem Chrystusa na tę ziemię. „Królestwo, władza i moc nad wszystkimi królestwami pod całym niebem będą przekazane ludowi świętych Najwyższego” DAN. 7,27. „Odziedziczą Królestwo przygotowane im od założenia świata” MAT. 25,34, a Chrystus sam obejmie to wielkie państwo i będzie nim rządził. Bramy niebieskie znów się otworzą i z tysiącami świętych przyjdzie nasz Zbawiciel jako Król wszystkich królów i Pan wszystkich panów. Wówczas Bóg będzie „Królem całej ziemi” ZACH. 14,9. Wtedy będzie tylko jeden Pan i jedno imię. „Przybytek Boga” będzie z ludźmi i Bóg „będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem Jego, a sam Bóg będzie z nimi” OBJ. 21,3. Przed powtórnym przyjściem, mówi Jezus, „będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom” MAT. 24,14. Królestwo Jego nie przyjdzie dopóty, dopóki radosne poselstwo o łasce Zbawiciela nie będzie zaniesione do wszystkich części ziemi. Przyspieszamy przyjście królestwa Jego na ziemię, gdy oddajemy się Bogu i pozyskujemy dla Niego dusze. Tylko ci mogą szczerze prosić: „Przyjdź Królestwo Twoje”, którzy poświęcają się służbie Jego zupełnie, mówiąc: „Oto jestem, poślij mnie!” IZ. 6,8. „Aby otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi” DZ. 26,18.

„BĄDŹ WOLA TWOJA, JAK W NIEBIE TAK I NA ZIEMI” MAT. 6,10

Wola Boża wyrażona jest w świętym zakonie (w dziesięciu przykazaniach), a zasady tego zakonu są zasadami nieba. Aniołowie niebiescy nie osiągają wyższego stopnia umiejętności nad poznanie woli Bożej, a najwyższą służbą, jaką mogą się zajmować, jest wykonywanie tejże woli.

W niebie nie czyni się żadnej usługi z przymusu. Dla aniołów myśl o prawie była czymś zupełnie nowym, gdy szatan powstał przeciwko zakonowi Bożemu. Nigdy bowiem o tym nie myśleli. W usługiwaniu swym czuli się nie jak słudzy, lecz jak synowie; między nimi a ich Stwórcą panowała zupełna jedność. Posłuszeństwo nie było dla nich żadnym ciężarem, gdyż miłość do Boga sprawia, że każda usługa dla Niego wykonywana jest z radością. Tak ma się też sprawa z każdą duszą, w której mieszka Chrystus. Wyrazem tego są słowa: „Pragnę czynić wolę twoją, Boże mój, a zakon twój jest we wnętrzu moim” PS. 40,9. Prośba „bądź wola twoja, jak w niebie tak i na ziemi” jest modlitwą o ukończenie panowania zła, o zniszczenie grzechu i wzniesienie królestwa sprawiedliwości. Wówczas będą na ziemi jako i w niebie wypełnione „wszystkie dobre zamierzenia” 2 TES. 1,11.

„CHLEBA NASZEGO POWSZEDNIEGO DAJ NAM DZISIAJ” MAT. 6,11

Pierwsza część modlitwy, której nas Jezus nauczył, stosuje się do imienia, królestwa i woli Boga: aby było czczone Jego imię, ustanowione królestwo i wykonana Jego wola. Jeżeli w ten sposób pojęliśmy służbę Bożą jako naszą powinność, wtedy możemy Go też prosić o zaspokojenie naszych potrzeb. Jeżeli wyrzekliśmy się naszego własnego ja i oddaliśmy się Chrystusowi, to jesteśmy członkami rodziny Bożej i wszystko w domu Ojca należy do nas. Wszelkie skarby Boże stoją do dyspozycji człowieka, tak skarby tego, jak i przyszłego świata. Usługi aniołów, dar Ducha Bożego, praca sług Bożych — to wszystko jest dla nas, o ile to służy dla naszego dobra; nawet nieprzyjaźń złego stanie się dla nas błogosławieństwem przez to, że wychowuje nas dla nieba. „Wyście zaś Chrystusowi”, „wszystko bowiem jest wasze” 1 KOR. 3,23.21.

Jesteśmy jak dzieci, które nie objęły w posiadanie swego dziedzictwa. Bóg nie powierzył nam jeszcze naszego wspaniałego dziedzictwa, żeby szatan przez swą przebiegłość nie oszukał nas, jak to uczynił z Adamem i Ewą w raju. Chrystus, zachowuje je dla nas, i to tak, aby je niszczyciel nie naruszył. Podobni do dzieci, które swego dziedzictwa jeszcze nie objęły, otrzymujemy tyle, ile nasza codzienna potrzeba wymaga, ale co dzień powinniśmy prosić: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” i nie należy się zniechęcać, jeżeli nie da nam Bóg od razu i na dzień następny. Mamy zapewnienie Jego obietnicy: „Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę” HEBR. 13,5. Dawid mówi: „Byłem młody i zestarzałem się, a nie widziałem, żeby sprawiedliwy był opuszczony, ani potomków jego żebrzących chleba” PS. 37,25. Ten Bóg, który wysłał kruki, aby żywiły Eliasza przy potoku Kerit, nie przejdzie obojętnie obok wiernego i pokornego dziecka. O tym, który postępuje w sprawiedliwości, jest napisane: „Ten ma pod dostatkiem chleba i nie wysychają jego wody” IZ. 33,16. „Nie będą zawstydzeni w złym czasie, a w dniach głodu będą nasyceni” PS. 37,19. „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego?” RZYM. 8,32. Ten, który ujął trosk i ciężarów swej owdowiałej matce i pomógł jej w staraniu się o utrzymanie w Nazarecie, ma miłosierdzie dla każdej matki, pracującej ciężko na chleb dla swych dzieci. Kto się zlitował nad ludem, gdy był „utrudzony i opuszczony” MAT. 9,36, ma i dzisiaj litość nad cierpiącymi, biednymi i wyciąga swą błogosławiącą rękę ku nim, a nas nawet i w modlitwie, której uczył swych uczniów, upomina, byśmy pamiętali o biednych.

W modlitwie: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” prosimy o chleb tak samo dla innych, jak i dla siebie i przyznajemy, że co nam Bóg daje, to nie przeznacza jedynie dla nas. Bóg powierza nam dobra, abyśmy nakarmili łaknących. Pokrzepia ubogich swymi darami PS. 68,11 i mówi: „Gdy dajesz obiad albo wieczerzę, nie zwołuj swoich przyjaciół, ani swoich braci, ani swoich krewnych, ani bogatych sąsiadów, żeby cię czasem i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś już odpłatę. Lecz gdy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych, ślepych. I będziesz błogosławiony, bo nie mają ci czym odpłacić. Odpłatę bowiem będziesz miał przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych” ŁUK. 14,12-14.

„A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć”. „Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie” 2 KOR. 9,8.6. „Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki” JAN 6,51. Nasz Zbawiciel jest chlebem żywota, a jeżeli podziwiamy Jego miłość i napawamy się nią, wtedy spożywamy ten chleb, który przyszedł z nieba. Chrystusa przyjmujemy przez Jego słowa, Duch Święty zaś pomaga nam zrozumieć Słowo Boże i wpaja jego prawdy do serca. Trzeba się co dzień modlić, by Bóg przy czytaniu Pisma Świętego raczył nam dać swego Ducha, aby nam objawił prawdy pokrzepiające duszę dla sprostania wymaganiom dnia.

To dla naszego dobra Bóg uczy nas, abyśmy każdego dnia prosili Go w modlitwach o zaspokojenie naszych potrzeb, tak cielesnych, jak i duchowych. Pragnie bowiem, byśmy poznali naszą zależność od Jego ustawicznej opieki i dlatego stara się przyprowadzić nas do obcowania ze sobą. Przez społeczność z Chrystusem w modlitwie i przez badanie wielkich i drogich sercu prawd zawartych w Jego Słowie będziemy nakarmieni i pokrzepieni ze źródeł żywota.

„I ODPUŚĆ NAM NASZE WINY, JAK I MY ODPUSZCZAMY NASZYM WINOWAJCOM” MAT. 6,12

Jezus uczy nas, że możemy otrzymać od Boga odpuszczenie grzechów wówczas, gdy i my drugim odpuszczamy. Jest to miłość Boża, która nas pociąga do Niego; miłość ta nie może wzruszyć naszych serc bez wzbudzenia w nas miłości do współbliźnich. Po ukończeniu swej modlitwy dodał Jezus jeszcze słowa: „Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych” MAT. 6,14.15.

Kto nie jest gotów do odpuszczenia, ten sam zamyka sobie źródło, z którego jedynie może otrzymać miłosierdzie. Nie powinniśmy nigdy myśleć, że mamy prawo nie odpuścić innym, gdy nie przyznają się do wyrządzonej nam krzywdy. Powinni wprawdzie upokorzyć się przez skruchę i wyznanie, ale i my powinniśmy mieć litość nad tymi, którzy zgrzeszyli przeciwko nam, bez względu na to, czy wyznali swe przestępstwo, czy nie. Nawet, gdyby nas bardzo obrazili, nie powinniśmy żywić w sobie żadnego uczucia smutku lub litować się nad sobą, ale wszystkim, którzy przeciwko nam grzeszą, tak odpuścić, jak byśmy chcieli, aby nam Bóg odpuścił winy popełnione względem Niego.

Odpuszczenie znaczy o wiele więcej niż niektórzy przypuszczają. Bóg obiecując nam odpuszczenie, podaje następujące słowa, jakby ta obietnica przechodziła nasze pojęcie: „Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje — mówi Pan, lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze” IZ. 55,8.9. Odpuszczenie Boże nie jest tylko aktem prawnym, przez który uznaje On nas za wolnych od potępienia. Bóg nie tylko odpuszcza grzech, ale też uwalnia nas od niego. Wielka zbawienna miłość przemienia serca. Dawid doznał tego, gdy modlił się: „Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie?” PS. 51,12. A dalej mówi: „Jak daleko jest wschód od zachodu, tak oddalił od nas występki nasze” PS. 103,12.

Bóg sam oddał się w Chrystusie za nasze grzechy. Poniósł straszną śmierć krzyżową, dźwignął ciężar grzechu, „sprawiedliwy za niesprawiedliwych”, aby mógł objawić swoją miłość ku nam i przyciągnąć nas do siebie. Potem mówi: „Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie” EFEZ. 4,32. Niechaj Chrystus, Boski żywot, mieszka w was i przez was niech przejawia miłość niebieską, tchnącą nadzieją i pokojem niebieskim na zgnębione grzechem serca. Zbliżając się do Boga otrzymujemy od Niego odpuszczenie grzechów, ale tylko wtedy, gdy sami jesteśmy chętni do przebaczenia innym.

Aby otrzymać odpuszczającą miłość Bożą i móc obdarzyć nią innych, konieczne jest poznanie i uwierzenie w miłość Bożą do nas 1 JANA 4,16. Szatan nie skąpi kłamstwa, by nam przeszkodzić w poznaniu tej miłości; chce w nas wyrobić przekonanie, że nasze błędy i przestępstwa są za wielkie, aby Bóg mógł zważać na nasze modlitwy, błogosławić nas i ratować. Sami w sobie nie widzimy nic innego, jak tylko słabości, nie spostrzegamy nic takiego, przez co mielibyśmy prawo do łaski Bożej, nadto jeszcze szatan podszeptuje, że wszystkie usiłowania nasze są daremne i nigdy nie zdołamy zmienić swego charakteru. Jeżeli chcemy zbliżyć się do Boga, wtedy nieprzyjaciel szepcze nam: czyś nie zgrzeszył przeciwko Bogu i czy nie postępowałeś wbrew Jego woli? Twoja modlitwa jest bezcelowa, czyś nie popełnił wiele złego? Śmiało możemy jednak powiedzieć nieprzyjacielowi: „Krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” 1 JANA 1,7. Gdy czujemy, że zgrzeszyliśmy i nie możemy się modlić, to właśnie wtedy jest stosowna pora do modlitwy.

Zawstydzeni i głęboko upokorzeni powinniśmy się modlić i wierzyć. „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy” 1 TYM. 1,15. Odpuszczenie i pojednanie z Bogiem nie jest nagrodą za dobre uczynki lub za zasługi grzesznych ludzi, lecz darem opartym na nieskazitelnej sprawiedliwości Chrystusa.

Nie powinniśmy nigdy starać się zmniejszać swych przewinień, tłumacząc się z grzechów. Mamy oceniać grzech tak, jak Bóg go ocenia, choć jest to dla ludzi trudne. Jedynie Golgota może nam objawić straszny ciężar grzechu. Gdybyśmy mieli nieść swoje grzechy sami, wówczas zostalibyśmy przygnieceni tym ciężarem, ale bezgrzeszny zajął nasze miejsce i poniósł naszą nieprawość. „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” 1 JANA 1,9. Wspaniała prawda! Jezus stosuje się do własnego prawa i jest zarazem usprawiedliwieniem wszystkich, którzy w Niego wierzą: „Któż jest, Boże, jak Ty, który przebaczasz winę, odpuszczasz przestępstwo resztce swojego dziedzictwa, który nie chowasz na wieki gniewu, lecz masz upodobanie w łasce?” MICH. 7,18.

„I NIE WÓDŹ NAS NA POKUSZENIE, ALE NAS ZBAW ODE ZŁEGO” MAT. 6,13

Pokuszenie jest wabieniem do grzechu, lecz nie pochodzi od Boga, ale od szatana i zła, które jest w naszym sercu. „Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy do złego ani sam nikogo nie kusi” JAK. 1,13.

Szatan usiłuje nas zwieść pokusą, aby zło ukryte w naszym charakterze objawiło się przed ludźmi i aniołami, i żeby następnie mógł nas wziąć na własność. W obrazowym proroctwie Zachariasza stoi szatan po prawicy anioła Pańskiego i oskarża Jozuego, arcykapłana, mającego nieczyste szaty; sprzeciwia się dziełu, które anioł chce wykonać dla Jozuego. Prorok pokazuje tu stanowisko szatana względem każdej duszy, którą Chrystus chce pociągnąć do siebie. Nieprzyjaciel przyprowadził nas do grzechu i obwinia nas przed całym wszechświatem, jako niegodnych miłości Bożej. „Wtedy anioł Pana rzekł do szatana: Niech cię zgromi Pan, szatanie, niech cię zgromi Pan, który obrał Jeruzalem! Czyż nie jest ono głownią wyrwaną z ognia?” A do Jozuego rzekł: „Oto ja zdjąłem z ciebie twoją winę i każę cię przyoblec w szaty odświętne” ZACH. 3,2-4.

Bóg chce w swej wielkiej miłości rozwinąć w nas cenne dary swego Ducha. Zezwala na to, żeby nam stawiano przeszkody, byśmy musieli przechodzić trudy i prześladowania, lecz to nie ma być dla nas przekleństwem, lecz błogosławieństwem. Każde wytrwanie w pokusie, wszystkie dzielnie przezwyciężone trudy dają nam nowe doświadczenia i wspierają rozwój naszego charakteru. Dusza, opierająca się pokusie przez moc boską, objawia ziemi i niebu, że łaska Chrystusowa jest stale zwycięska.

Nie powinniśmy się lękać pokusy, choćby i największej, winniśmy się jedynie modlić, aby Bóg zechciał nas zachować przed takimi okolicznościami, w których nasza słabość mogłaby nas wprowadzić w grzech. Odmawiając modlitwę, której nas Chrystus nauczył, oddajemy się pod przewodnictwo Boga i prosimy Go, by prowadził nas bezpiecznymi drogami. Nie możemy się modlić z gorliwością, a zarazem decydować się na chodzenie własnymi drogami. Powinniśmy raczej czekać, by nas prowadziła Jego ręka i uważać, żeby usłyszeć Jego słowo: „To jest droga, którą macie chodzić!” IZ. 30,21.

Nie powinniśmy się zatrzymywać nad rozważaniem korzyści, które szatan przedstawia naszej duszy. Grzech jest nieszczęściem i hańbą dla każdej duszy, która mu ulega. Tak zaślepia i jest tak zwodniczy, że wabi nas do siebie. Jeżeli ośmielimy się wstąpić na grunt szatański, to nie mamy pewności obrony przed jego potęgą. Więc, o ile tylko możemy, powinniśmy zamknąć każde wejście, przez które kusiciel mógłby mieć do nas wstęp.

Modlitwa „nie wódź nas na pokuszenie” zawiera w sobie obietnicę. Jeżeli oddajemy się Bogu, wtedy mamy zapewnienie: „Lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” 1 KOR. 10,13.

Jedyną obroną przeciwko złemu jest zamieszkanie Chrystusa w naszym sercu przez wiarę w Jego sprawiedliwość. Pokusy dlatego mają moc nad nami, ponieważ samolubstwo jeszcze mieszka w naszym sercu, ale jeśli poznamy wielką miłość Bożą, to samolubstwo okaże się nam w całym swoim odrażającym i odpychającym charakterze i zapragniemy wyrzucić je z duszy. Gdy tylko Duch Święty rozjaśni pojęcie o Chrystusie, nasze serca stają się czulsze na Jego wpływ, pokusy tracą swą moc, a łaska Chrystusowa przekształca nasz charakter.

Chrystus nie opuści nigdy naszej duszy, za którą poniósł śmierć. Chyba, że dusza sama opuści Go i zostanie pokonana przez pokusy; ale Chrystus nie odwróci się nigdy od tych, za których zapłacił okup swoim własnym życiem. Gdybyśmy posiadali duchowy wzrok, widzielibyśmy dusze, które obciążone kłopotami, znękane troskami i zniechęcone pragną śmierci; widzielibyśmy też aniołów spieszących z pomocą kuszonym i stojącym nad przepaścią, odpychających złe duchy otaczające te dusze i prowadzących je na pewny grunt. Wielkie walki, które te dwie armie między sobą staczają, są tak rzeczywiste, jak walki wojsk ziemskich, a od ich wyniku zależy wieczny los.

I do nas stosują się słowa skierowane do apostoła Piotra: „Szatan wyprosił sobie, żeby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja” ŁUK. 22,31.32. Panu niechaj będą dzięki, że nie jesteśmy osieroceni, gdyż Ten, który tak „umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny” JAN 3,16, nie chce nas opuścić w walce ze złem. Mówi więc: „Oto dałem wam moc, abyście deptali po wężach i skorpionach i po wszelkiej potędze nieprzyjacielskiej, a nic wam nie zaszkodzi” ŁUK. 10,19. Żyjcie w łączności z żywym Bogiem, wówczas będzie was trzymał silnie za rękę i nie puści was. Poznawajcie miłość i wierzcie w nią, w miłość, którą ma Bóg ku nam, a będziecie pewni, że ta miłość jest niezwyciężoną bronią, mimo wszelkich planów i zabiegów szatana. „Imię Pana jest mocną wieżą; chroni się do niej sprawiedliwy i jest bezpieczny” PRZYP. 18,10.

„TWOJE JEST KRÓLESTWO I MOC, I CHWAŁA” MAT. 6,13

Ostatnie zdanie modlitwy Pańskiej wskazuje, tak samo jak pierwsze, na naszego Ojca jako na Tego, który ma moc i panowanie nad wszystkim i jest wywyższony ponad wszystkie imiona. Zbawiciel nie taką widział przyszłość swych uczniów, jaką sobie oni wyobrażali — w blasku światowego bogactwa i czci ziemskiej, lecz widział ich otoczonych nienawiścią ludzką. Wśród zaburzeń świata widział uczniów otoczonych na każdym kroku niebezpieczeństwem i pełnych bojaźni. Mieli oni widzieć, jak Jeruzalem zostanie zburzone, świątynia zrównana z ziemią, i ofiary w niej na zawsze zniesione, a Izrael rozproszony po wszystkich krajach, podobny do okrętu rozbitego na samotnym wybrzeżu. Jezus mówił: „Potem usłyszycie o wojnach i wieści wojenne. Baczcie, abyście się nie trwożyli, bo musi się to stać, ale to jeszcze nie koniec. Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu, a będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi. Ale to wszystko dopiero początek boleści” MAT. 24,6-8. Naśladowcy Chrystusa nie powinni się jednak obawiać, że nadzieja ich jest daremna, lub lękać się, że Bóg ich opuści. Uczniowie Chrystusa otrzymali w tej modlitwie pouczenie, że mimo zła należy ufać Panu Bogu, którego królestwo rozciąga się ponad wszystko, i który po wszystkie czasy jest ich Ojcem i przyjacielem.

Zburzenie Jerozolimy jest obrazem końca historii świata. Proroctwa, które częściowo wypełniły się w zburzeniu Jerozolimy, znajdą swe bezpośrednie zastosowanie w czasie ostatecznym. Znajdujemy się na progu wielkich i uroczystych wydarzeń, w stanie takiego duchowego przesilenia, w jakim świat dotychczas jeszcze nie był. Ale jak niegdyś pierwszym uczniom, tak i nam dane, jest zapewnienie, że królestwo Boże będzie panowało nad wszystkim. Stworzyciel nasz trzyma losy świata w swej ręce; Majestat nieba ma pod własną kontrolą tak losy narodów, jak i sprawy swego Kościoła. Boski nauczyciel uwzględnia każdego w swym planie zbawienia, tak jak o tym rzekł niegdyś do Cyrusa: „Ja ci przypinam pas, chociaż mnie nie znasz” IZ. 45,5.

Prorokowi Ezechielowi ukazała się w widzeniu ręka pod skrzydłami cherubina, miało ono pouczyć sługi Boże, że będą mieli powodzenie, gdy będą działać w mocy boskiej. Ludzie, których Bóg wysyła jako posłów, nie powinni sądzić, że dzieło Boże jest od nich zależne. Istoty ograniczone nie są obarczone odpowiedzialnością za dzieło Boże, gdyż ten, który nie śpi, jest ustawicznie zajęty wykonywaniem swych planów i wspiera sam swe dzieło. Zniszczy zamiary ludzi złych i wprowadzi zamieszanie w ich radę. On, Król i Pan wszystkich zastępów, siedzi między cherubinami i ochrania swe dzieci wśród walk i zaburzeń narodów. Ten, który panuje na niebiosach, jest naszym Zbawcą dopuszczającym pokusy i czuwającym nad doświadczeniem każdej duszy.

„Twoją Panie, jest wielkość i moc, i majestat, i sława, i chwała, gdyż wszystko, co jest na niebie i na ziemi, do ciebie należy (…) Ty władasz nad wszystkim, w twojej ręce jest siła i moc, w twojej ręce jest to, aby uczynić kogoś wielkim i mocnym” 1 KRON. 29,11.12.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz