Prawda o Jezusie

Wielu liberalnych teologów chce grać rolę obiektywnych uczonych, ale zamiast egzegezą tekstu biblijnego posługują się w swych badaniach psychoanalizą i innymi instrumentami psychologicznymi o wątpliwej wartości. Stosują „hermeneutykę podejrzliwości”, przypisując autorom ksiąg biblijnych patologiczną chęć zniekształcenia prawdy historycznej , dając im wiarę tylko wtedy, gdy ich słowa mają niezbite potwierdzenie poza Biblią. Pismo Swięte jest więc winne, dopóki w każdym szczególe nie udowodni swej niewinności. Takiego podejścia nie podzielają historycy badający starożytne źródła. Trąci ono bigoterią.

Prym wśród myślicieli podchodzących do Pisma Świętego z takim nastawieniem wiedzie kilkudziesięciu teologów z tzw. Jesus Seminar (Seminarium o Jezusie), którzy odkrywają rzekomo prawdziwego, historycznego Jezusa, w miejsce Tego, którego znamy z Ewangelii, przypisując Mu zaledwie garść słów i czynów wymienionych w Nowym Testamencie. Od czasu do czasu zbierają się, aby zadeklarować upadek kolejnego filaru chrześcijaństwa, co media nastawione na sensacje odnotowują zawsze z solennością godną lepszej sprawy.

Uczeni z Jesus Seminar stwierdzili, że aż 82% wypowiedzi Jezusa w Ewangeliach nie pochodzi od Niego, bo Jezus był przecież zwykłym cieślą. Jak mógłby powiedzieć o sobie, że jest jedyną Drogą, Prawdą i Życiem, i że nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przez Niego? (J. 14:6).

Niektórzy z nich to dobrze wykształceni teolodzy, mający na koncie liczne publikacje. Moglibyśmy więc spodziewać się, że tak ważkie zarzuty, jakie stawiają Ewangeliom są produktem rzetelnej metodologii. Od teologów czy biblistów mielibyśmy chyba prawo oczekiwać takiego szacunku do Nowego Testamentu, jakim historycy darzą badane przez siebie starożytne źródła.

Tymczasem… uczeni z Jesus Seminar w powyższych kwestiach, po debacie nad danym fragmentem Ewangelii, głosują przy pomocy kolorowych flamastrów. Zaznaczają tekst Ewangelii jednym z czterech kolorów: czerwonym wypowiedzi, które uznają za Jezusowe; różowym możliwe; szarym wątpliwe; czarnym niemożliwe, a więc, których Jezus nie mógł ich zdaniem wypowiedzieć. O wynikach tych „badań” decyduje większość, przy czym panuje wśród nich reguła: When in sufficient doubt, leave ił out („Jeśli masz wątpliwości, usuń to z całości”). W efekcie tej prostej, żeby nie rzec prostackiej metody, tylko 2% wypowiedzi w Ewangeliach przyznano Jezusowi (podkreślone na czerwono), a 16% określono jako możliwe (zaznaczone na różowo). Prawie całą Ewangelię wg Jana zakreślono na czarno, ponieważ Jezus występuje w niej jako Zbawiciel świata i Bóg, którym według owych uczonych być nie mógł.

Na pocieszenie wszystkim wierzącym pozostaje to, że według kolorowanki uczonych z Jesus Seminar, aż dwa (!) słowa z Modlitwy Pańskiej rzeczywiście wypowiedział Pan Jezus. Jakie? „Ojcze Nasz”!

W gronie głosujących specjalistów z Jesus Seminar nie mogło zabraknąć filmowców z Hollywood. Jeden z nich, który ma na swym koncie naszpikowane tanim erotyzmem hity takie, jak Basic Instinct czy Showgirls, planuje film o Jezusie według wyobrażenia biblistów-renegatów z Jesus Seminar.

Wizerunek Jezusa ukształtowany przez tych liberalnych renegatów przypomina bardziej ich samych niż historycznego Jezusa, którego rzekomo poszukują. Taka jest niestety tendencja ludzkiego umysłu. Zwrócił już na nią uwagę Albert Schweitzer, pisząc: „Nie ma dzieła historycznego, które lepiej uzewnętrzniałoby prawdziwą naturę człowieka, niż Życie Jezusa… Każdy człowiek maluje Go bowiem na obraz i podobieństwo własnego charakteru.

Ci sami uczeni z Jesus Seminar, którzy odrzucają Jezusa opisane są przez czterech ewangelistów, chętnie akceptują Jego wizerunek oparty na mistycznych objawieniach, filozoficznych spekulacjach i źródłach trzeciorzędnych, często zależnych od kanonicznych Ewangelii, takich jak gnostyckie Ewangelie (np. Tomasza, Filipa czy Piotra).

Założenie niektórych z owych uczonych, że gnostycka Ewangelia wg Tomasza powstała wcześniej niż Ewangelie kanoniczne nie ma za sobą dotąd żadnego historycznego dowodu. Przeciwko sobie ma zaś fakt, że spisano ją w języku koptyjskim, a znaleziono w Egipcie. Nic nie wskazuje, żeby chrześcijaństwo zawitało do Egiptu przed połową I wieku, kiedy powstawały Ewangelie nowotestamentowe. Brak dowodów historycznych oraz to, że gnostycyzm zaczął zachwaszczać chrześcijaństwo dopiero w II wieku, sprawia, że prawie żaden ze znawców przedmiotu nie datuje Ewangelii wg Tomasza, Filipa czy Piotra przed połową II w. n.e.

Nietrudno dociec dlaczego liberalni uczeni preferują gnostyckie Ewangelie, mimo że zawierają one wiele nonsensu. Gnostycy nie wierzyli w inkarnację, a więc ludzkie wcielenie Chrystusa, ani w Jego zmartwychwstanie. Ich Ewangelie pozbawione są elementów nadprzyrodzonych, które liberalni teolodzy odrzucili jako późne mity i dodatki. Prof. Millar Bumows z uniwersytetu w Yale ujawnił tę ukrytą motywację, która zwykle towarzyszy dyskredytowaniu Ewangelii kanonicznych:

„Nadmierny sceptycyzm wielu liberalnych teologów nie bierze się z uważnej ewaluacji dostępnych danych, lecz ich ogromnego uprzedzenia wobec zjawisk nadprzyrodzonych”.

A przecież Ewangelie nie są wcale jedynymi starożytnymi księgami, które mówią o nadprzyrodzonych zjawiskach. Herodot uważany za „ojca historii” pisze o swej wierze w proroctwa wyroczni w Delfach, co w oczach historyków nie dyskwalifikuje jego dzieła jako historycznego. Nikt nie odrzuca też faktów z inskrypcji na skale Behistun tylko dlatego, że jej twórca, król Dariusz, wielokrotnie wymienia w niej perskiego boga Ahurę Mazdę!

William F. Albright, posiadał niezwykłe talenty lingwistyczne – znał ponad 25 języków i dialektów. Kiedy rozpoczynał karierę jako biblista, był związany z krytyczną szkołą Paula Haupta. W 1919 roku udał się do Jerozolimy, jako dyrektor American School of Oriental Research. Dziesięć lat pracy archeologicznej zmieniło jego zapatrywania co do wiarygodności przekazu biblijnego. Jego praca miała tak wielki wpływ, że uważa się, iż wszystkie napisane przed nim książki o historii starotestamentowej muszą być uznane za przedawnione.

Arogancją jest postawa tych, którzy ignorują dane historyczne i archeologiczne, zakładając z góry, że Ewangelie są w błędzie tam, gdzie nie zgadzają się z ich światopoglądem. A na takim założeniu powstała racjonalistyczno-liberalna krytyka Starego i Nowego Testamentu. Wielki uczony i archeolog W. F. Albright słusznie zaobserwował:

„Wszystkie dzisiejsze radykalne szkoły krytyki Nowego Testamentu powstały przed współczesną archeologią. Zbudowano je z powietrza, dziś już bardzo stęchłego.“

Ossuarium z kośćmi Kajfasza wydobyte w 1990 r. Podczas robót budowlanych 2km od Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie. W centrum grobowca były dwie urny z i wieku n.e. W jednej znaleziono kości czworga dzieci i kobiety, a w drugiej, pięknie zdobionej i podpisanej imieniem Józefa Kajfasza, były kości mężczyzny około 60 lat. Jego imię znamy z pism starożytnego historyka żydowskiego Flawiusza (Dawne dzieje Izraela 18, 2:2). Ozdobna urna, wiek, imię i nazwisko rodowe dowodzą, że ossuarium zawiera kości arcykapłana, który skazał na śmierć Jezusa. To niezwykłe znalezisko potwierdza historyczną wiarygodność Ewangelii, które wymieniają Kajfasza jako arcykapłana (Mt.26:57-63).

Alfred J. Palla
Fragm. „Sekrety Biblii”, wyd. Betezda 2002

Podziel się tym artykułem