Rozwiążmy wreszcie ten konflikt

— O co w tym wszystkim właściwie chodzi? O co walczymy z sobą tak zażarcie, ostatnio już dosłownie aż do krwi? — Okazuje się, że różne odłamy społeczeństwa wyznają różne systemy wartości i, co za tym idzie, mają różne wizje i koncepcje tego, jak powinna wyglądać Polska. Te systemy wartości, koncepcje i wizje kształtowały się przez całe dziesięciolecia, a nawet przez wieki, nic więc dziwnego, że są w nas tak mocno zakorzenione. Głębokich różnic nie usuniemy, powinniśmy jednak badać istotę sprawy i poszukiwać sposobów zgodnego współdziałania lub przynajmniej współistnienia, gdyż wymaga tego nasze wspólne dobro. Poniżej przedstawię mój skromny, własny pogląd na sytuację, wiedząc oczywiście, że tylko część czytelników będzie skłonna go zaakceptować, podczas gdy reszta go odrzuci.

Widzę trzy główne źródła, skąd czerpać możemy inspirację w poszukiwaniu słusznych, wartościowych wzorców postaw społecznych. Jako pierwsze z tych źródeł, choć nie najważniejsze, wymienię oświecenie z jego hasłem wolności, równości i braterstwa wszystkich ludzi. Wiele dobra spłynęło na tereny, na których to hasło znalazło posłuch i uznane zostało za słuszne. Wiele dobra w postaci praworządności, demokracji, pluralizmu, ładu, sprawiedliwości, humanitaryzmu i wielu innych atrybutów społecznych spływa nadal z tego źródła, zarówno na nasz kraj, jak i na rozległe obszary cywilizacji Zachodu.

Drugim, a moim zdaniem najważniejszym źródłem dobra dla społeczeństwa jest chrześcijaństwo, a konkretniej zasady postępowania głoszone i prezentowane przez Chrystusa, a zapisane w Nowym Testamencie. Najważniejszym dlatego, że również oświecenie wyrosło na podłożu chrystianizmu i w nim ma swoje korzenie. Mocno wierzę i mógłbym to obszernie udokumentować, że postępy ludzkości od barbarzyństwa ku cywilizacji nie są rezultatem wysiłków człowieka, lecz głównie i w pierwszym rzędzie rezultatem wpływów Ewangelii.

I wreszcie, jako trzecie źródło, skąd możemy czerpać dobre wzorce dla naszych postaw społecznych, wymienię to, które znajduje się głęboko wewnątrz każdego z nas — sumienie. Z tych dwóch źródeł zewnętrznych czerpiemy poprzez wychowanie, edukację, studia i inne formy interakcji z otoczeniem. To wewnętrzne źródło dobra jest natomiast darem Stwórcy i zewnętrzne wpływy mogą je łatwo zdeformować, wypaczyć, przytępić lub nawet zniszczyć.

Szczęśliwym trafem żyjemy w kraju cywilizowanym i chrześcijańskim, dzięki czemu jesteśmy wystawieni na wpływ tych dwóch czynników zewnętrznych. Każdy z nas jest przez nie ukształtowany w mniejszym lub większym stopniu. Wynikiem tego jest jakiś, wyższy lub niższy poziom wrażliwości moralnej, czyli zdolności odróżniania dobra i zła. Ten stopień jest zależny od tego, czy z tych źródeł świadomie czerpiemy, czy też jesteśmy względem nich bierni. Stan stosunków społecznych jest średnią arytmetyczną tych naszych indywidualnych poziomów społecznej wrażliwości.

Nie zajmuję się polityką. Nie należę ani nigdy nie należałem do żadnej partii. Na kogo głosować, decyduję się za każdym razem na podstawie aktualnej oceny sytuacji. Patrzę więc na bieg wydarzeń w miarę bezstronnie. Dobro kraju nie jest mi jednak obojętne i dlatego staram się dociec, w czym tkwi sedno tego zażartego sporu, który teraz się toczy. Jako chrześcijanin staram się świadomie czerpać dobre wzorce z nauki Chrystusa i to one są dla mnie miernikiem w ocenie dobra i zła. Szanuję wszystkich ludzi, także i tych, którzy moim zdaniem znaleźli się pod wpływem jakiegoś zła. Uważam, że ludziom takim należy udzielać pomocy, by z tego zła mogli się wyzwolić.

Na aktualnej scenie politycznej największą uwagę skupia na sobie formacja o bardzo jasno i jednoznacznie sprecyzowanych celach, głoszonych z wielką determinacją i z wielkim naciskiem. Formacja ta chce innej Polski. Polski ideowej, w której obowiązywać mają te wartości, które są właściwe dla tej formacji. Pozostała część sceny politycznej to różnorodne ugrupowania, które łączy w zasadzie głównie to, że nie chcą takiej Polski, jaką lansuje wyżej wymieniona formacja. Między tą formacją a resztą polityków toczy się więc wojna słowna, wyborcza, parlamentarna, medialna, przy czym emocje jak na razie ciągle narastają.

— Jak to ocenić? Gdzie jest dobro, a gdzie jest zło? — Przede wszystkim chcę powiedzieć i podkreślić, że ja też chcę innej Polski. Napisałem nawet dosyć obszerny tekst pod tytułem “Powstań Polsko!” http://powpol.blog.onet.pl/ w którym przedstawiłem szczegółowo moją wizję. Polecam też krótki tekst mojego przyjaciela “O jakiej Polsce marzę?”, który trafnie streszcza nasze wspólne dążenia i cele http://www.docelu.biblia.info.pl/artykuly/mmop.htm . — Z powyższego wynikałoby, że blisko nam do tej energicznej formacji, która z taką determinacją dąży do zmiany stosunków w Polsce. — W pewnym sensie tak, należy jednak wziąć pod uwagę, że tych koncepcji “innej Polski” może być wiele i mogą się one od siebie dosyć znacznie, a nawet w sposób istotny różnić.

W moim przekonaniu, aby koncepcja “innej Polski” była słuszna i wartościowa, powinna spełniać pewne warunki. Konieczna jest życzliwość i szacunek do każdego człowieka. Konieczne jest też poszanowanie wolności wszystkich ludzi. Wszelkie zmiany muszą mieć zatem postać propozycji, które wolno przyjąć albo odrzucić. Mogą zostać zrealizowane tylko drogą pozyskiwania zwolenników przez przekonywanie ich o słuszności danej propozycji. Na żadnym etapie nie może więc być względem nikogo manipulacji, nacisków, przymusu, szantażu, zastraszania. Drogą do wielkości jest ofiarna służba innym i wytrwałe czynienie dobra. Tego wszystkiego wymagają zarówno zasady humanizmu, jak i podstawy Ewangelii. Tylko taka “inna Polska” może być ojczyzną dla wszystkich. Tylko w takiej wszyscy mogą czuć się dobrze i uważać ją za swoją, strzec jej i bronić.

Standardy ewangeliczne są jeszcze znacznie wyższe. Obejmują między innymi bezwarunkowe przebaczanie krzywdzicielom, miłość także i do nieprzyjaciół, czynienie wszystkim dobra bez warunku ich wzajemności, rezygnację nawet ze słusznych, należnych sobie praw w obliczu przemocy. Na ten poziom nie wzbiło się jeszcze właściwie żadne społeczeństwo, a szkoda, bo właśnie tutaj tkwi przeogromny potencjał dobra społecznego.

Przeciwieństwem opartej na takich zasadach koncepcji i wizji Polski jest postawa, w której stosunek do innych ludzi oscyluje między niechęcią, wrogością i nienawiścią; w której bez przerwy miotane są ciężkie zarzuty i oskarżenia; w której istnieje nieusuwalny podział na “my” i “oni”; w której każda zdobyta korzyść własna zostaje okupiona czyjąś krzywdą i stratą; w której własne grupowe “ego” toczy nieustanną walkę przeciwko wszystkim pozostałym grupom, dążąc do ich wyeliminowania z życia publicznego i unicestwienia. Drogą do wielkości jest eskalacja roszczeń i żądań oraz ich egzekwowanie wszelkimi środkami. Mentalność taka nosi w sobie elementy totalitaryzmu i jeśli znajdzie masową akceptację, może być zagrożeniem dla ładu społecznego i praworządności.

Na naszej aktualnej scenie politycznej spotykamy się z różnymi postawami. Mamy możliwość i okazję oceniać ich jakość i wartość według tych ogólnych kryteriów. I, dzięki Bogu, robimy to w miarę poprawnie. Mimo chwilowych wahnięć, w ogólnym rozrachunku cechy pozytywne i szlachetne zyskują nasze uznanie, a cechy nikczemne traktujemy z dezaprobatą. To bardzo dobrze o nas świadczy i daje otuchę i nadzieję na przyszłość. Chwała Bogu! Umiemy odróżniać dobre od złego. Naszych decyzji nie podejmujemy na ogół pod wpływem kampanii nienawiści prowadzonych przez niektóre media, choć takie istnieją, ani na skutek działań socjotechnicznych jakichś ośrodków politycznych, choć te również istnieją, lecz kierujemy się wrodzoną i nabytą wrażliwością na dobro i zło.

W trakcie kampanii wyborczej niektórzy wskazywali na to, że wyborców nie interesują programy gospodarcze. Trudno się temu dziwić, bo chociaż sposób zarządzania państwem jest bardzo ważny, daleko ważniejsze są te fundamentalne kwestie sumienia, dobra i zła, poczucia elementarnej słuszności i prawdy w relacjach. Nietrafny jest też zarzut, że pewne drobne potknięcia słowne poszczególnych polityków bywają celowo rozdmuchiwane, aby ich zdyskredytować. Wręcz przeciwnie, uważam, że w tych momentach różnych wpadek w trakcie wypowiedzi dany polityk bywa najsympatyczniejszy i można go polubić, bo na chwilę ukazuje swoje naturalne, piękne ludzkie oblicze, podczas gdy już w następnej chwili wchodzi znów w gruby pancerz swojej ideologii, budzącej niesmak i niemożliwej do zaakceptowania.

Kiedy słyszę te niektóre ekstremalne, nienawistne wypowiedzi, pozbawione jakichkolwiek śladów obiektywizmu, to zadaję sobie pytanie, czy są one rezultatem doprowadzonej do perfekcji perfidii i demagogii, czy też może raczej rezultatem grupowego egoizmu, tak głęboko wrośniętego w osobowość, że staje się on dla danego człowieka i danej grupy niedostrzegalny. Tak czy inaczej, postawa taka zasługuje na potępienie, ale jej nosiciel wymaga naszego współczucia, miłosierdzia i pomocy. Dezaprobata względem zła nie może oznaczać wrogości względem tych, którzy są jego nosicielami, gdyż to prowadziłoby do dalszej eskalacji zła.

Uważam, że te osoby, które znane są aktualnie z najbardziej skrajnych i niewyważonych wypowiedzi, spełniają doniosłą rolę. Być może są nawet jakimś dobrodziejstwem Opatrzności. Dzięki nim odrabiamy ważną lekcję historii, ucząc się, jak nie powinny wyglądać wzajemne relacje, jakie postawy są dla naszego wspólnego dobra niedopuszczalne i zgubne. Wierzę, że w miarę odrabiania tej lekcji szybko dojrzewają w nas wnioski, co i jak należy czynić, co zarzucić, a czego się uchwycić, aby wyjść wreszcie z tego całego zawirowania.

Są na naszej scenie polityczno-społecznej rzeczy cenne i rzeczy podłe. Są lansowane usilnie postawy, które nie spełniają ani standardów humanizmu, ani tym mniej standardów ewangelicznych. Postawy takie reprezentują także bardzo mierną jakość polskości, nie mówiąc już o patriotyzmie. Jako Polacy możemy być słusznie dumni z dorobku naszych wielkich Rodaków. Jest ich tylu, że wolę nie wymieniać nikogo. Obierajmy więc to, co najcenniejsze w europejskiej cywilizacji, w chrześcijaństwie i w naszej narodowej spuściźnie, i co podpowiada nam nasze sumienie. Dobro zwycięży, a niegodziwość przegra!

Zakończę przypomnieniem swoistego dekalogu autorstwa Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Oby stał się on dla nas nie tylko kryterium dla oceny wartości różnych postaw, lecz przede wszystkim programem naszego własnego, osobistego i społecznego postępowania. Jeśli się na to zdecydujemy, bez trudu zbudujemy wspólnie tę “inną Polskę”, szlachetną, wymarzoną, najjaśniejszą, która zadziwi Europę i cały świat.

Józef Kajfosz (Kraków 22 października 2010)

  1. Szanuj każdego człowieka, bo Chrystus w nim żyje. Bądź wrażliwy na drugiego człowieka, twojego brata.
  2. Myśl dobrze o wszystkich — nie myśl źle o nikim. Staraj się nawet w najgorszym znaleźć coś dobrego.
  3. Mów zawsze życzliwie o drugich — nie mów źle o bliźnich. Napraw krzywdę wyrządzoną słowem. Nie czyń rozdźwięku między ludźmi.
  4. Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj łez. Uspokajaj i okazuj dobroć.
  5. Przebaczaj wszystko — wszystkim. Nie chowaj w sercu urazy. Zawsze pierwszy wyciągnij rękę do zgody.
  6. Działaj zawsze na korzyść bliźniego. Czyń dobrze każdemu, jak byś pragnął, aby tobie czyniono. Nie myśl o tym, co tobie jest kto winien, ale co ty jesteś winien innym.
  7. Czynnie współczuj w cierpieniu. Chętnie śpiesz z pociechą, radą, pomocą, sercem.
  8. Pracuj rzetelnie, bo z owoców twej pracy korzystają inni, jak ty korzystasz z pracy drugich.
  9. Włącz się w społeczną pomoc bliźnim. Otwórz się ku ubogim i chorym. Użyczaj ze swego. Staraj się dostrzec potrzebujących wokół siebie.
  10. Módl się za wszystkich, nawet za nieprzyjaciół.

Artykuł pochodzi z serwisu Do Celu http://docelu.biblia.info.pl

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz