Wśród szerzącego się odstępstwa wierni czciciele Boga w dalszym ciągu błagali Go o wyzwolenie Izraela. Chociaż pozornie nie było żadnej odpowiedzi, chociaż rok za rokiem moc ciemiężyciela w coraz większym stopniu przygniatała ziemię, opatrzność Boża przygotowywała dla nich pomoc. Już w pierwszych latach ucisku Filistyńczyków narodziło się dziecko, przez które Bóg zaplanował upokorzyć tego potężnego wroga i zniszczyć jego moc. (Sędz. rozdz. 13-16)

Na granicy górzystego kraju, skąd rozpościerał się widok na równinę filistyńską, leżało niewielkie miasto Sorea. Mieszkała tam rodzina Manoacha, z pokolenia Dana, jedna z nielicznych rodzin, które wśród powszechnego odstępstwa pozostały wierne Jahwe. Bezdzietnej żonie Manoacha ukazał się „anioł Pański” z poselstwem, że będzie miała syna, przez którego Bóg rozpocznie dzieło wyzwalania Izraela. Z uwagi na to anioł dał jej wskazówki co do jej własnych nawyków, a także co do postępowania z dzieckiem. „Tylko teraz uważaj, nie pij wina i mocnego napoju ani nie jedz niczego nieczystego” SĘDZ. 13,4. Ten sam zakaz dotyczył również, od samego początku, dziecka, a ponadto miano mu nie ścinać włosów, ponieważ od narodzenia miało być poświęcone Bogu jako nazyrejczyk.

Kobieta odszukała swego męża i po opisaniu mu anioła, powtórzyła jego poselstwo. Wtedy on, w obawie, by nie popełnić błędu w tym ważnym dziele, które było im zlecone, modlił się: „O Panie mój! Niechaj ten mąż Boży, którego posłałeś, przyjdzie jeszcze raz do nas i niech nas pouczy, co mamy czynić z tym chłopcem, który ma się narodzić” SĘDZ. 13,8.

Gdy anioł ukazał się ponownie, pełen niepokoju Manoach dopytywał się: „Jaki ma być sposób życia tego chłopca i co ma robić?” Zostały mu powtórzone poprzednie zalecenia: „Niech się kobieta wystrzega wszystkiego tego, o czym jej powiedziałem. Niczego, co pochodzi z winorośli niechaj nie je, wina i mocnego napoju niech nie pije, niczego nieczystego niech nie je, niech przestrzega wszystkiego, co jej nakazałem” SĘDZ. 13,12-14.

Bóg miał dla obiecanego dziecka Manoacha ważne zadanie do wykonania, i aby zapewnić mu niezbędne kwalifikacje do tego dzieła, przyzwyczajenia zarówno matki, jak i dziecka były dokładnie ustalone: „Wina i mocnego napoju niech nie pije, niczego nieczystego niech nie je, niech przestrzega wszystkiego, co jej nakazałem”— brzmiała wskazówka anioła, dana żonie Manoacha. Przyzwyczajenia matki oddziałują na dziecko w dobry lub zły sposób. Jeżeli pragnie dobra dziecka musi się kierować pewnymi zasadami, musi ćwiczyć wstrzemięźliwość i samozaparcie. Niemądrzy doradcy będą przekonywać matkę o konieczności zaspokajania każdego pragnienia i impulsu, ale taki pogląd jest fałszywy i szkodliwy. Matkę rozkazem samego Boga zobowiązano w najbardziej uroczysty sposób do ćwiczenia opanowania.

Ojcowie, tak samo jak matki, ponoszą tę odpowiedzialność. Oboje rodzice przekazują dzieciom swoje własne cechy, umysłowe i fizyczne, swoje skłonności i smak. Wskutek niewstrzemięźliwości rodziców dzieciom często brakuje fizycznej, umysłowej i moralnej siły. Pijacy i palacze mogą przekazać, i przekazują, dzieciom, swoje nienasycone żądze, swą „roznamiętnioną” krew i podrażnione nerwy. Rozwiąźli często przekazują w spuściźnie swe bezbożne pragnienia, a nawet ohydne choroby swemu potomstwu. A oni, jako dzieci, mają mniej siły niż ich rodzice, by oprzeć się pokusie, i w każdym następnym pokoleniu upadają niżej i niżej. Rodzice są w wielkim stopniu odpowiedzialni nie tylko za gwałtowne żądze i wypaczone apetyty swych dzieci, ale również za cierpienia tysięcy tych dzieci, które urodziły się głuche, ślepe, schorowane lub nienormalne.

Każdy ojciec i matka powinni dociekać: „Jak mamy postępować z dzieckiem, które się nam narodzi?” Skutek, jaki wywołują czynniki wywierające wpływ przed urodzeniem przez wielu jest traktowany z lekceważeniem, ale wskazówka przekazana i dwukrotnie powtórzona przez niebo tym hebrajskim rodzicom w najbardziej wyraźny i uroczysty sposób, objawia, jak na tę sprawę zapatruje się nasz Stwórca.

Nie wystarczyło, żeby obiecane dziecko otrzymało dobry spadek po rodzicach. Musiało temu towarzyszyć staranne wychowanie i wyrabianie właściwych nawyków. Bóg polecił, by przyszły sędzia i wyzwoliciel Izraela od dzieciństwa był wychowywany w ścisłej abstynencji. Miał być od narodzenia nazyrejczykiem, tak więc obowiązywał go ciągły zakaz używania wina i mocnych napojów. Dzieciom od niemowlęctwa powinny być udzielane lekcje wstrzemięźliwości, samozaparcia i panowania nad sobą.

Rozkaz anioła brzmiał: „niczego nieczystego”. Podział artykułów spożywczych na czyste i nieczyste nie był jedynie obrzędowym i arbitralnym nakazem, ale opierał się na zasadach zdrowotnych. Przestrzeganie tego podziału mogłoby być odszukane, w znacznym stopniu, w godnej podziwu żywotności, która przez tysiące lat wyróżniała naród żydowski. Zasady wstrzemięźliwości to znacznie więcej niż tylko używanie napojów alkoholowych. Spożywanie pobudzających i niestrawnych pokarmów jest często także szkodliwe dla zdrowia, a w wielu przypadkach prowadzi do pijaństwa. Prawdziwa wstrzemięźliwość uczy nas powstrzymywać się całkowicie od wszystkiego, co szkodliwe i rozsądnie używać tego, co zdrowe. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo ich przyzwyczajenia dietetyczne wpływają na ich zdrowie, charakter, ich użyteczność w świecie i wieczne przeznaczenie. Apetyt zawsze powinien być zależny od moralnej i intelektualnej siły. Ciało powinno być sługą umysłu, a nie umysł sługą ciała.

Boska obietnica dana Manoachowi spełniła się we właściwym czasie, gdy urodził się mu syn, któremu nadano imię Samson. Gdy chłopiec wzrastał, stało się oczywiste, że posiadał nadzwyczajną siłę fizyczną. Nie było to jednak, o czym dobrze wiedzieli zarówno Samson, jak i jego rodzice, uzależnione od jego muskularnej budowy ciała, ale uwarunkowane tym, że był nazyrejczykiem, a symbolem tego były jego nie ostrzyżone włosy. Gdyby Samson był posłuszny boskim rozkazom tak wiernie jak jego rodzice, jego los byłby łaskawszy i szczęśliwszy, ale związanie się z bałwochwalcami zepsuło go. Miasto Sorea było położone blisko kraju Filistyńczyków. Samson przyszedł i nawiązał z nimi przyjazne stosunki. Tak więc zażyłość, która powstała jeszcze w jego młodości, rzuciła mroczny cień na całe jego życie. Młoda kobieta, mieszkająca w filistyńskim mieście Timna, zawładnęła uczuciami Samsona. Postanowił pojąć ją za żonę, a bogobojnym rodzicom, którzy starali się go odwieść od złego zamiaru, odpowiedział: „Ona wydaje mi się najodpowiedniejsza” SĘDZ. 14,3. Rodzice w końcu ulegli życzeniu syna i małżeństwo zostało zawarte.

Właśnie wtedy, gdy doszedł do wieku męskiego, wtedy, gdy miał spełnić boską misję — wtedy, gdy przede wszystkim powinien być wierny Bogu — Samson połączył się z nieprzyjaciółmi Izraela. Kiedy łączył się ze swoją wybranką, nie zastanawiał się, czy to przyczyni się do większej chwały Bożej, i czy sam nie stawia się w takiej sytuacji, że nie będzie mógł wypełnić celu, który miał osiągnąć w swoim życiu. Bóg obiecał mądrość wszystkim tym, którzy w pierwszym rzędzie pragną Go uczcić, ale nie ma żadnej obietnicy dla tych, którzy mają na uwadze własne przyjemności.

Jak wielu postępuje w ten sam sposób co Samson! Jakże często zawierane są małżeństwa pomiędzy wiernymi a niewiernymi, ponieważ namiętność kierowała wyborem męża czy żony! Narzeczeni nie pytają o radę Boga i nie dbają o Jego chwałę. Chrześcijaństwo powinno mieć decydujący wpływ na związek małżeński, ale zbyt często zdarza się, że motywy, które doprowadzają do takiego związku nie są w zgodzie z zasadami chrześcijańskimi. Szatan ustawicznie usiłuje wzmocnić swą władzę nad dziećmi Bożymi przez nakłanianie ich do zawierania przymierza z osobami jemu podwładnymi, i aby to osiągnąć, usiłuje wzbudzić w ich sercu grzeszne żądze. Pan jednak w swoim Słowie wyraźnie pouczył swój lud, aby się nie łączył z tymi, w których nie ma miłości Bożej. „Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami?” 2 KOR. 6,15.16.

W czasie uroczystości zaślubin Samson wszedł w zażyły związek z tymi, którzy nienawidzili Boga izraelskiego. Ktokolwiek chętnie wchodzi w takie związki, odczuje potrzebę dostosowania się, w jakimś stopniu, do zwyczajów i nawyków swych towarzyszy. Czas tak spędzony jest więcej niż stracony. Przychodzą myśli i wypowiadane są słowa, które zmierzają do rozwalenia twierdzy zasad i osłabienia cytadeli duszy.

Żona, przez którą — chcąc ją zyskać — przestąpił Samson rozkaz Boży, zdradziła swego małżonka zanim uczta weselna dobiegła końca. Samson, rozgniewany jej przewrotnością, opuścił ją i poszedł sam do swego domu w Sorea. Po jakimś czasie, gdy ochłonął, wrócił do swej oblubienicy, ale dowiedział się, że była już żoną innego. W zemście zniszczył wszystkie pola i winnice Filistyńczyków, prowokując ich do zamordowania jego żony, chociaż to ich pogróżki doprowadziły ją do oszustwa, od którego zaczęły się wszystkie kłopoty. Samson dał już dowód swej niezwykłej siły, gdy gołymi rękoma zabił młodego lwa, a następnie trzydziestu mężczyzn w Aszkalonie. Teraz, pobudzony do gniewu z powodu barbarzyńskiego zamordowania żony, napadł na Filistyńczyków i „urządził wśród nich rzeź okrutną”. Potem, pragnąc bezpiecznie się ukryć przed swymi nieprzyjaciółmi, zamieszkał w „pieczarze skalnej Etam”, w ziemi pokolenia Judy.

Aż tam ścigały go silne oddziały wroga, a mieszkańcy Judy, w wielkiej trwodze, nikczemnie zgodzili się go im wydać. Przeto trzy tysiące mężów z Judy poszło na górę po niego. Jednak nawet przy takiej przewadze nie ośmieliliby się zbliżyć do niego, gdyby nie byli pewni tego, że nie skrzywdzi własnych ziomków. Samson zgodził się, aby go związali i wydali Filistyńczykom, ale najpierw wyegzekwował od mężów z Judy obietnicę, że go sami nie napadną i w ten sposób nie zmuszą go do zabicia ich. Pozwolił się im związać dwoma nowymi powrozami i zaprowadzić do obozu nieprzyjaciół wśród przejawów wielkiej radości. Jednak gdy ich okrzyki rozbrzmiewały wśród gór, „ogarnął go Duch Pański”. Samson zerwał silne, nowe powrozy, jak gdyby to był len spalony w ogniu. Wtedy porwał pierwszą broń, jaką miał pod ręką, i chociaż to była tylko ośla szczęka, służyła mu skuteczniej niż miecz czy kopia. Zabijał Filistyńczyków, dopóki nie zaczęli uciekać w przerażeniu, zostawiając na polu walki tysiąc poległych mężów.

Gdyby Izraelici byli gotowi zjednoczyć się z Samsonem i wykorzystali zwycięstwo, mogliby wtedy wyzwolić się spod mocy swych ciemiężców. Byli jednak zniechęceni i tchórzliwi. Zaniedbali dzieło wypędzenia pogan, które Bóg im rozkazał wykonać. Zjednoczyli się z nimi w ich upodlających praktykach, znosząc ich okrucieństwo, i nawet tak długo aprobowali ich niesprawiedliwość, dopóki nie obróciła się przeciwko nim samym. Gdy sami się poddali pod moc ciemiężcy, potulnie znosili poniżenie, którego mogliby uniknąć, gdyby tylko byli posłuszni Bogu. Nawet wtedy, gdy Pan wzbudził im wyzwoliciela, nierzadko go opuszczali i jednoczyli się ze swymi nieprzyjaciółmi.

Po tym zwycięstwie Izraelici obrali Samsona na sędziego i rządził Izraelem przez dwadzieścia lat. Jednak jeden fałszywy krok przygotował drogę kolejnemu. Samson przekroczył rozkaz Boży, biorąc sobie za żonę Filistynkę, i znów odważył się wśród nich — teraz swoich śmiertelnych wrogów — pofolgować swoim grzesznym namiętnościom. Ufając swej olbrzymiej sile, która napawała Filistyńczyków takim przerażeniem, śmiało wybrał się do Gazy, by odwiedzić miejscową nierządnicę. Mieszkańcy miasta dowiedzieli się o jego obecności i zapałali żądzą zemsty. Ich wróg był zamknięty w murach miasta, które było najmocniej ufortyfikowane ze wszystkich ich miast. Byli pewni swej zdobyczy i czekali tylko ranka, by odnieść triumf. O północy Samson przebudził się. Odezwał się oskarżający głos sumienia. Miał wyrzuty sumienia, że jako nazyrejczyk złamał swój ślub. Jednak mimo grzechu łaska Boża go nie opuściła. Jego ogromna siła ponownie pomogła mu się wyzwolić. Udał się do miejskiej bramy, wyrwał ją z miejsca, i wraz z jej podwojami i sztabami zaniósł na szczyt góry na drodze do Hebronu.

Nawet uniknięcie o włos nieszczęścia nie powstrzymało jednak jego złego postępowania. Nie odważył się pojawić powtórnie wśród Filistyńczyków, ale w dalszym ciągu uganiał się za zmysłowymi rozkoszami, które go przywiodły do zguby. „Zakochał się w kobiecie (…) w dolinie Sorek” SĘDZ. 16,4, leżącej niedaleko jego miejsca urodzenia. Kobieta miała na imię Dalila —„Niszczycielka”. Dolina Sorek słynna była ze swych winnic, były one pokusą dla chwiejnego nazyrejczyka, który już folgował sobie w używaniu wina, a więc zrywał kolejne więzy, które go wiązały z czystością i z Bogiem. Filistyńczycy czujnie pilnowali każdego ruchu swego wroga i gdy sam siebie poniżył tą nową więzią, zdecydowali, że przy pomocy Dalili doprowadzą go do ruiny.

Do doliny Sorek wysłano delegację, w skład której wchodził jeden przywódca z każdej prowincji filistyńskiej. Nie pokusili się go schwytać, gdy miał tak wielką siłę, ale ich zamiarem było poznać, o ile to możliwe, tajemnicę jego ogromnej siły. Dlatego też przekupili Dalilę, by ją odkryła i wyjawiła.

Gdy zdrajczyni zasypywała pytaniami Samsona, oszukał ją, twierdząc, że osłabnie jak każdy inny człowiek, jeżeli użyje się pewnych metod. Kiedy wypróbowała je, oszustwo wyszło na jaw. Wówczas zarzuciła mu fałsz, mówiąc: „Jak możesz mówić: Kocham cię, skoro sercem nie jesteś przy mnie? Oto już trzy razy okpiłeś mnie i nie powiedziałeś w czym tkwi twoja wielka siła” SĘDZ. 16,15. Trzy razy miał Samson wyraźny dowód, że Filistyńczycy sprzymierzyli się z jego „czarodziejką”, by go zgładzić. Gdy jednak jej zamiar spełzł na niczym, obróciła całą sprawę w żart, a on bez zastanowienia rozproszył swe obawy.

Dzień za dniem Dalila nalegała nań, aż „życie mu już zbrzydło”, ale jakaś niewidzialna siła trzymała go przy niej. Pokonany w końcu Samson wyjawił jej swą tajemnicę: „Brzytwa nie przeszła jeszcze po mojej głowie, gdyż jestem nazyrejczykiem Bożym (…) jeśliby mnie ogolono, odeszłaby mnie moja siła i osłabłbym i stałbym się jak każdy inny człowiek” SĘDZ. 16,17. Posłaniec został natychmiast wysłany do książąt filistyńskich, przynaglając ich, by niezwłocznie przybyli do niej. Gdy Samson spał, ciężka masa włosów została usunięta z jego głowy. Wtedy, tak jak to czyniła już trzykrotnie przedtem, zawołała: „Filistyńczycy nad tobą, Samsonie” SĘDZ. 16,20. Przebudzony nagle Samson myślał, że użyje swej mocy tak jak przedtem i zniszczy ich, ale jego pozbawione siły ramiona odmówiły posłuszeństwa i wówczas zrozumiał, że „Pan odstąpił od niego”. Gdy go ostrzyżono, Dalila zaczęła nękać go i sprawiać mu ból, poddając próbie jego siłę, bowiem Filistyńczycy nie ośmielili zbliżyć się do niego, zanim całkowicie nie upewnili się, że utracił swą siłę. Wtedy schwytali go, wyłupili mu oboje oczu i uprowadzili do Gazy. Tam, w więzieniu, zakutego w kajdany zmusili do ciężkiej pracy.

Jakaż to zmiana dla tego, który był sędzią i obrońcą Izraela — teraz stał się słaby, oślepiony, uwięziony, poniżony, zmuszony do niewolniczej pracy! Stopniowo gwałcił warunki swego świętego powołania. Bóg znosił to długo, ale gdy tak dalece poddał się mocy grzechu, że zdradził swą tajemnicę, Pan odstąpił od niego. Jego długie włosy same w sobie nie miały żadnej mocy, ale były znakiem jego wierności wobec Boga. Gdy ten symbol został poświęcony folgowaniu namiętności, błogosławieństwa, których jego włosy były znakiem, także zostały utracone.

W cierpieniu i poniżeniu, będąc rozrywką dla Filistyńczyków, Samson nauczył się więcej o własnej słabości niż kiedykolwiek przedtem o tym wiedział, a jego utrapienia doprowadziły go do skruchy. W miarę jak odrastały jego włosy, powracała stopniowo jego siła, jednak nieprzyjaciele widząc w nim zakutego w kajdany, bezbronnego więźnia, nie mieli żadnych obaw.

Filistyńczycy przypisywali zwycięstwo swoim bożkom, i rozradowani, przeciwstawiali się Bogu izraelskiemu. Urządzono święto na cześć Dagona, boga ryb, „opiekuna morza”. Zebrał się lud i książęta z miast i wiosek całej filistyńskiej równiny. Tłumy czcicieli wypełniły obszerną świątynię i tłoczyły się na galeriach pod dachem. Miało to być święto radości. Po wystawnych świętych obrzędach przyszła kolej na muzykę i ucztę.

Wtedy przyprowadzono Samsona jako koronną zdobycz mocy Dagona. Jego pojawienie się przywitano okrzykami triumfu. Lud i książęta szydzili z jego niedoli i składali hołd bożkowi, który pokonał „niszczyciela ich ziemi”. Po chwili Samson, udając zmęczenie, poprosił o pozwolenie oparcia się o dwie główne kolumny, na których wspierał się dach świątyni. I cicho wzniósł modlitwę: „Panie, Boże, wspomnij na mnie i wzmocnij mnie jeszcze ten raz, Boże, abym mógł się zemścić na Filistyńczykach choćby za jedno z dwojga moich oczu” SĘDZ. 16,28. Z tymi słowy otoczył kolumny świątyni swymi potężnymi ramionami, i z okrzykiem: „Niech zginę razem z Filistyńczykami”, pochylił się i zaparł. Dach runął z trzaskiem, miażdżąc w jednym chwili całe to wielkie mnóstwo ludzi. „A było zabitych, których przyprawił o śmierć sam ginąc, więcej niż zabitych, których uśmiercił za swego życia” SĘDZ. 16,30.

Bożek i jego czciciele, kapłan i wieśniak, wojownik i szlachetnie urodzony byli razem pogrzebani w ruinach świątyni Dagona. Wśród nich leżało olbrzymie ciało tego, którego Bóg wybrał na wyzwoliciela swego ludu. Gdy wieści
o strasznym zniszczeniu dotarły do ziemi izraelskiej, krewni Samsona zeszli ze swoich wzgórz i nie napotykając na żaden opór zabrali ciało zmarłego bohatera. „Wydobyli go i przenieśli, i pogrzebali pomiędzy Sorea a Esztaol w grobie Manoacha, jego ojca” SĘDZ. 16,31.

Obietnica Boża, że przez Samsona zacznie On „wybawiać Izraela z ręki Filistyńczyków”, spełniła się, ale jakże mroczny i przerażający jest zapis z jego życia, które mogło być uwielbieniem Boga i chwałą narodu! Gdyby Samson pozostał wierny swemu boskiemu powołaniu, zamiar Boży mógłby być wypełniony z honorem i radością. Jednak on uległ pokusie, dowiódł, że nie jest godny zaufania, dlatego jego misja zakończyła się klęską, niewolą i śmiercią.

Fizycznie, Samson był najsilniejszym człowiekiem na ziemi, ale w panowaniu nad sobą, czystości i stanowczości był jednym z najsłabszych. Wielu błędnie uważa silne namiętności za silny charakter, jednak prawda jest taka, że ten, kto jest opanowany przez namiętności jest słabym człowiekiem. Prawdziwa wielkość człowieka jest mierzona siłą uczuć, które on kontroluje, a nie przez te, które jego kontrolują.

Samson był pod Bożą opatrznościową opieką, był przygotowany do wypełnienia dzieła, do którego został powołany. Od samego początku życia miał sprzyjające warunki do rozwoju fizycznej siły, intelektualnej mocy i moralnej czystości. Pod wpływem złego towarzystwa przestał się opierać na Bogu, który jest dla człowieka jedyną ochroną, i został porwany przez falę zła. Ci, którzy pełniąc obowiązki są poddawani próbie, mogą być pewni, że Bóg ich ochroni, ale jeśli ludzie świadomie ulegają pokusom, prędzej czy później upadną.

Szatan używa swej największej mocy, by sprowadzić na manowce właśnie tych, których Bóg zamierza użyć za swoje narzędzia do specjalnego dzieła. Atakuje nas w naszych najsłabszych miejscach, i przez ujemne strony charakteru chce zdobyć kontrolę nad całym człowiekiem. Wie, że jeśli te wady będą pielęgnowane, odniesie sukces. Jednak nikt nie musi być pokonany. Człowiek nie jest pozostawiony sam sobie, nie musi pokonywać moc zła własnymi słabymi wysiłkami. Pomoc jest tuż obok i będzie dana każdej duszy, która rzeczywiście jej pragnie. Aniołowie Boży, wstępujący i zstępujący po drabinie, którą Jakub zobaczył w wizji, będą pomagać każdej, pragnącej wspiąć się nawet do najwyższego nieba, duszy.

ELLEN G. WHITE

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz