Strzeżmy się myśli fałszywych!


„Gardzisz wszystkimi, którzy odstępują od ustaw twoich, bo myśli ich są fałszywe” (Ps. 119:118)
 

Słowo Boże jest słowem prawdy (J17:17; Ef. 1:17; Jak. 1:18). Zawiera ono prawdę oraz wyciąga słuszne wnioski z tej prawdy. Zawiera też wskazówki i zalecenia, których stosowanie jest dla człowieka pożyteczne i korzystne. Słowo Boże jest doskonałe, tzn. nie zawiera mankamentów, a przedstawione przez nie rozwiązania i instrukcje są optymalne i najwłaściwsze. Fakt ten wynika z tego, że pochodzą one z góry, od Boga, czyli z wyższej płaszczyzny bytu, od Istoty nieskończenie przewyższającej człowieka i jego mądrość pod każdym względem i w każdej dziedzinie. Daje to człowiekowi szansę podnoszenia się, wspinania na wyższe poziomy, sięgania po wyższe wartości, wyższą rangę i doskonałość. Nie jest to dążenie złe, gdyż Bóg wyraźnie zachęca nas i wzywa do pójścia tą drogą. Wzywa nas do doskonałości (Mat. 5:48; 2 Kor. 13:11; Kol. 4:12) i toruje do niej drogę. Droga ta prowadzi właśnie przez trzymanie się wskazówek i wzorców tego doskonałego zakonu (Ps. 19:8). Droga ta jest drogą do doskonałości (2 Tym. 3:17), do spełniania wszystkich Bożych pragnień i oczekiwań w stosunku do człowieka. To samo dotyczy biblijnego wzorca rodziny, biblijnego wzorca zboru i biblijnego wzorca Kościoła Chrystusowego jako całości. W im większej mierze zbliżymy się w praktyce życia do tych doskonałych wzorców Bożych, przedstawionych w Jego Słowie, w tym większej mierze w praktyce naszej przejawiać się będą cechy tej Bożej doskonałości, na chwałę Boga i dla dobra człowieka. Tak, dla dobra człowieka, gdyż właśnie ta droga przynosi człowiekowi prawdziwy obiektywny zaszczyt i stawia go wysoko w Bożej, obiektywnej skali wartości i ocen (Jan 17:22).

Z drugiej strony, każde odstępstwo od Bożych wytycznych, każde przeoczenie, zaniedbanie czy zlekceważenie biblijnych doskonałych wskazówek pozbawi nas części przewidzianej dla nas przez Boga chwały i zepchnie o nieco niżej tego ustanowionego dla nas przez Boga i możliwego do osiągnięcia poziomu. Im więcej takich przeoczeń, zaniedbań czy zlekceważeń, tym więcej w życiu naszym osobistym, rodzinnym, zborowym czy kościelnym będzie braków i luk, pozbawiających nas Bożej chwały i obniżających nasze prawdziwe, obiektywne znaczenie i naszą rzeczywistą rangę. Będzie to miało miejsce zawsze, kiedy w naszych ocenach, postawach i decyzjach nasz wybór padnie na rozwiązanie inne niż wytyczone w doskonałym Słowie Bożym. Przyczyną wyboru takich nietrafnych, subiektywnych, niedoskonałych rozwiązań są nasze naturalne, ludzie, związane ze światem myśli, inspirowane w dodatku przez Bożego wroga — szatana, który będąc zazdrosny o chwałę Bożą, darowaną człowiekowi, robi wszystko, co tylko może, aby przez skłonienie człowieka do pójścia drogą własnych rozwiązań pozbawić go tej chwały, a przez to, w dalszym następstwie, udaremnić plany Boże z człowiekiem i Kościołem. Jako ojciec kłamstwa posługuje się on oczywiście fałszerstwami. Oszustwo jego polega na umiejętnym sugerowaniu człowiekowi, że rozwiązania, odbiegające pod takimi czy innymi względami od rozwiązań, wskazanych przez Słowo Boże, są w danej sytuacji dla człowieka bardziej korzystne, że postępując według Słowa Bożego narazi się na straty, których można uniknąć, dopasowując nieco wskazówki biblijne do specyfiki konkretnej sytuacji. Oceniając sytuację po ludzku, wnioski takie wydają się nieraz jak najbardziej słuszne, a korzyści wynikające z nieznacznego odstępstwa od Bożych wytycznych niewątpliwe i ogromne.

Wiele wydarzeń biblijnych i wiele faktów z życia dowodzi, że wnioskowanie takie jest całkiem fałszywe. Zejście z Bożej drogi postępowania w ostatecznym rozrachunku, po zrobieniu pełnego bilansu okaże się niewątpliwie zawsze i wszędzie szkodliwe i zgubne. Zakon Pański jest doskonały i jeśli człowiek myśli, że w konkretnych sprawach zdoła go ulepszyć stosując rozwiązania bardziej doskonałe, ulega po prostu złudzeniu i naraża się na szkodę. Nasz tekst mówi o tych, którzy odstępują od zakonu Pańskiego, że myśli ich są fałszywe, wnioski ich są błędne, oparte na myślach z domieszką szatańskiego fałszu. Słowo Boże mówi, że skutkiem tego ludzie ci są przez Boga wzgardzeni. Jest tak właśnie dlatego, że te błędne wnioski doprowadzają ich do utraty chwały Bożej, strącają z poziomu duchowego wymaganego dla Bożej akceptacji, degradują i pozbawiają znaczenia. Wyrazem tego zamiast Bożego zadowolenia i upodobania jest Boża pogarda. Kto poszedł drogą swoich myśli, odstępując od wskazówek doskonałego zakonu Pańskiego ponosi więc przez to dotkliwą stratę, nawet choćby w ocenie ludzkiej wydawało się, że uzyskał jakieś doraźne korzyści. Na pewno korzyści te nie wyważą olbrzymiej straty chwały Bożej oraz godności i autorytetu, przeznaczonego dla dziecka Bożego.

Stan taki nie jest bynajmniej tylko teoretyczną możliwością i mowa o tym nie jest tylko przestrogą na wyrost. Przeciwnie, w życiu każdego chrześcijanina toczy się nieustanna walka duchowa o postać życia chrześcijańskiego, o kształt i wygląd Kościoła Bożego. Chrześcijanie są pod działaniem nieustannych ataków ze strony swego wroga, który poprzez wzorce z przeciwnego Bogu otoczenia stara się wywrzeć wpływ na myśli, a przez to na sposób postępowania ludzi Bożych. Chrześcijanin na bieżąco spotyka się z mnóstwem spraw różnego rodzaju, w których musi decydować, dokonywać wyboru rozwiązań i postaw, zarówno w sprawach osobistych, jak w sprawach Kościoła Bożego. Od całokształtu tego procesu, a ściślej mówiąc od stopnia obierania rozwiązań i postaw biblijnych zależy nasz aktualny poziom życia chrześcijańskiego i aktualny wygląd Kościoła Bożego.

Patrząc na ten poziom i wygląd i przymierzając się do wzorców Słowa Bożego, trudno zaprzeczyć stwierdzeniu, iż pod wieloma względami różnimy się znacznie od doskonałych Bożych wzorców, a są dziedziny, w których różnice te są przerażające. Zgodnie z omawianym tematem za stan taki winę ponoszą myśli fałszywe, odprowadzające nas od poleceń Bożych. Przeoczając lub pomijając Słowo Boże, a obierając rozwiązania naszym zdaniem lepsze, narażamy siebie i nasze dzieło na degradację i pogardę, choćbyśmy nawet robili to z najlepszymi chęciami i w najlepszej wierze. Z tej przyczyny stan tego, co zbudowaliśmy, nie nosi cech Bożych, cech niebieskich, lecz nasze ludzkie, i nie jest odblaskiem Bożej chwały, lecz jedynie naszej ludzkiej pomysłowości i zaradności.

Aby ten stan uzdrowić, potrzebny jest powrót do Biblii, powrót do Bożych wzorców i wskazówek. Potrzebne jest konsekwentne sprzeciwianie się i dawanie odporu myślom fałszywym, staranne sprawdzanie na podstawie Słowa Bożego naszej postawy i systematyczne odrzucanie sposobów postępowania, opartych na przekonaniach i postawach pochodzących z niechrześcijańskiego otoczenia. Walka ta o powrót do biblijnej praktyki życia chrześcijanina i życia Kościoła jest zarazem walką o odnowę i przywrócenie Kościołowi jego pierwotnej wspaniałości i chwały.

Podobnie jak w życiu materialnym, także i w życiu duchowym działają określone niezmienne prawa i związki przyczynowe. Określone przyczyny wywołują zawsze określone skutki. Biblia zawiera doskonałą i kompletną dokumentację na zbudowanie doskonale działającego Kościoła bez zmazy i bez nagany, a Boże zasoby zawierają wszystkie potrzebne do tego materiały i środki. Nie ma takiej bolączki, takiej ułomności lub schorzenia na ciele Kościoła, które nie miałoby swej przyczyny w postaci odejścia od jakichś konkretnych elementów tej Bożej dokumentacji w stronę poprawek i wzorców ludzkich; nie ma też takiego szczegółu i takiego elementu tej Bożej budowli, którego nie dałoby się przywrócić i odzyskać przez nawrót do Bożej dokumentacji, do Bożych instrukcji i wskazówek. Nie ulega wątpliwości, że właśnie ten powrót do pierwowzoru i oryginalnej koncepcji Bożej jest celem Bożego działania nad Jego ludem w czasach, w których żyjemy. Powrót ten poprzedza powtórne przyjście Chrystusa i od zrozumienia wagi tej sprawy zależy w znacznym stopniu nasz postęp duchowy. Szatan będzie się starał za wszelką cenę o zaciemnienie tej sprawy i utrzymywanie nas na drodze utartych i uświęconych tradycją szablonów i rutyny, zwłaszcza w tych sprawach, w których są one oparte na podsuniętych przez niego myślach fałszywych. Biblia mówi, że oblubienica Chrystusa „przygotowała się” (Obj. 18:7). To, o czym tu mówimy, jest właśnie częścią i sprawą owego przygotowania, gdyż cechy liczące się przed obliczem Chrystusa to właśnie nic innego, jak elementy tego niebiańskiego wzorca, warunkujące obecność Bożej chwały.

Gdy chodzi o sprawy konkretne, to zazwyczaj w takim kontekście poruszane są różne elementy stanu duchowego chrześcijanina i różne braki jego postępowania, a w przypadku Kościoła — różne odstępstwa od nauki biblijnej. Nie negując ważności tych spraw, chcielibyśmy na tym miejscu w charakterze przykładów poruszyć kilka mniej oczywistych sposobów, w jakie myśli fałszywe mogą się w pracy kościelnej przejawić.

W osobistym życiu duchowym jedną z wielce niebezpiecznych myśli fałszywych jest przekonanie człowieka, iż jego rozwój duchowy został w zasadzie zakończony, gdyż przeszedł on już przez wszystkie przewidziane w Słowie Bożym etapy przeżyć duchowych. Pod wpływem takiego przekonania człowiek nastawia się na luz oraz na służbę innych, do której czuje się już całkowicie przygotowany i wyposażony. Powodem tego przekonania może być niewłaściwe zwiastowanie, iż odrodzenie, chrzest Duchem Świętym i obdarowanie duchowe są uwieńczeniem pracy Bożej nad człowiekiem, zaś w przypadku pracowników powodem takiego przekonania mogą być sukcesy w pracy kościelnej i wyrazy uznania ze strony innych wierzących. Człowiek taki nie odczuwa już potrzeby starannego wgłębiania się w Słowo Boże ani motywacji do modlitwy, wsłuchiwania się w przejawy Bożego działania nad jego życiem. Skutkiem może być zastój duchowy, a nawet stopniowe cofanie się i utrata posiadanych już walorów nowego życia. Słowo Boże uczy wyraźnie, że przeżycia są wstępem do życia z Bogiem, jego początkiem, a nie zakończeniem, że poddając się Bożemu działaniu i pogłębiając swoją uległość względem Boga człowiek przez całe życie może i powinien wzrastać w poznaniu, doświadczeniach, mocy Bożej, mądrości duchowej, być przemieniany z chwały w chwałę, a w miarę kontynuowania tego procesu stale wzrastać może i powinna skuteczność i jakość jego usługi duchowej, jej zakres, głębia i owocność. Wytrwale dążył tą drogą apostoł Paweł (Flp. 3:12-14; 1 Kor. 9:26,27), gorąco polecał to swoim współpracownikom (1 Tym. 6:11-14; 2 Tym. 2:5; 1 Tym. 1:18,19) i zachęcał do tego wszystkich wierzących (1 Kor. 9:24,25; 2 Kor. 13:11l; Flp. 3:15-17, 1:9; Ef. 3:14-19; Kol. 1:10, 3:5; Hebr. 5:11-14).

Inną niebezpieczną myślą jest pewność człowieka co do jego zdolności prawidłowego określenia swojego własnego stanu duchowego. Takie przekonanie połączone z pozytywną, bezkrytyczną oceną samego siebie może prowadzić do odrzucenia napomnień, lekceważenia głosów ostrzegawczych, a nawet do napiętnowania i tępienia tych, którzy podnoszą wątpliwości, zastrzeżenia lub głosy krytyczne. Słowo Boże każe nam sprawować swoje zbawienie z bojaźnią i ze drżeniem (Flp. 2:12). Zarówno Stary jak i Nowy Testament stwierdzają zgodnie, że człowiek może łatwo mylnie oceniać swój stan i dlatego powinien być pod tym względem bardzo ostrożny i całkowicie uzależniony od Boga (Ps. 139:23,24; Przyp. Sal. 14:12; Jer. 17:9,10; 1 Kor. 4:4,5; 2 Kor. 10:18; Obj. 3:17). Kto chodzi przed Bogiem w czujności i pokorze i zważa na różne sygnały ostrzegawcze, uchroni się od przykrych błędów w tym zakresie.

Myślą fałszywą, spokrewnioną z poprzednią, jest przekonanie o samowystarczalności duchowej. Myśl ta opiera się na wniosku, że skoro prowadzi mnie Duch Święty, Bóg ma możliwość powiedzieć mi, cokolwiek zechce, i nie potrzebuje do tego innych ludzi. Fałsz w tej myśli polega na tym, że neguje ona wspólnotowy charakter Kościoła, nie uwzględnia faktu, że „ciało nie jest jednym członkiem, ale wieloma” (1 Kor. 12:14). Napominanie, strofowanie i udzielanie wskazówek jest właśnie zadaniem członków w ciele, a nie Ducha Świętego (Mat. 18:15-17; 1 Tes. 5:11,14; 1 Tym. 5:1; Jak. 5:19,20; Hebr. 3:13). Kto chce uniknąć przykrych skutków tej fałszywej myśli, winien ubiegać się o usługę duchową innych członków ciała w tym zakresie i szanować ich za nią (1 Tes. 5:12,13; Hebr. 12:11-15), gdyż podobnie jak plamy na naszej twarzy daleko łatwiej dojrzeć innym niż nam samym, tak i braki w naszym życiu duchowym daleko łatwiej zobaczyć i wskazać innym. Nawiasem mówiąc, usługa ta zobowiązuje wszystkich i zabójczą przysługę wyświadczają współbratu lub współsiostrze ci, którzy widząc ich braki wolą milczeć, lub co gorsza wychwalają ich obłudnie. Jest to szkodliwe dla danego człowieka i Kościoła. Całkowita szczerość połączona z chodzeniem w światłości i w miłości w tym zakresie jest niezmiernie skutecznym środkiem na wiele schorzeń duchowych jednostek i zborów.

Przechodząc do spraw zborowych chciejmy zwrócić uwagę jeszcze na kilka innych niebezpiecznych myśli fałszywych. Jedną z nich jest niebiblijny sposób wartościowania, oceny osób w zborze co do ich użyteczności, roli i znaczenia dla zboru. Polega on na stosowaniu kryteriów i ocen ludzkich, opartych na „żywiołach świata, a nie na Chrystusie” (Kol. 2:8). I tak, większą troskliwością, większym szacunkiem i większymi względami otaczani czasem bywają wykształceni niż prości, zamożni niż ubodzy, młodsi niż starsi, energiczni i zaradni niż wolni i ociężali, błyskotliwi i towarzyscy niż spokojni i powściągliwi, gadatliwi i weseli niż milczący i zamyśleni. Takie świeckie preferencje mogą łatwo nadać zborowi określony profil elitarny, który będzie dla wielu krzywdzący i spowoduje migrację czujących się obco, upośledzonych i lekceważonych. Taki sposób patrzenia na ludzi to bardzo destrukcyjna w skutkach myśl, całkowicie sprzeczna z duchem wspólnoty nowotestamentowej, która właściwie odbiera zborowi jego biblijny charakter, czyniąc go jakimś doborowym towarzystwem ludzi o określonych zainteresowaniach czy skłonnościach (Mat. 23:8-12; 1 Kor. 1:26-31; Jak. 2:1-9).

Inną fałszywą myślą, prowadzącą do wielce szkodliwych skutków w budowaniu Kościoła Bożego jest wprowadzanie kryteriów tego świata dla oceny przydatności osób do pracy zborowej. I tak może się zdarzyć, że do prac i funkcji zborowych wyszukiwani i preferowani są różni fachowcy i specjaliści w danej dziedzinie, ludzie, którzy ukończyli studia danej specjalności, dobrzy organizatorzy, z doświadczeniem w funkcjach świeckich, lub też posiadający specjalne udogodnienia jak samochód, obszerny dom, kontakty z osobami wpływowymi, bogatych krewnych za granicą itp. Jest to sprzeczne z biblijnymi wskazówkami i prowadzi do wielu ujemnych skutków. Zgodnie z Pismem Świętym do prowadzenia pracy zborowej potrzebni są ludzie pełni Ducha Świętego i wiary, nienaganni, mający powołanie duchowe, na najwyższym poziomie moralnym (Dz. Ap. 6:3; 1 Tym. 3:1-10; Tyt. 1:7-9; 1 Kor. 12:4-7). Fałszywa jest myśl, że mądrość Boża, uzupełniona mądrością tego świata, zyskuje na wartości. Owszem, Bóg zechciał użyć apostoła Pawła, ale zanim to nastąpiło musiał on wszystko ludzkie uznać za szkodę i śmiecie, i odrzucić (Flp. 3:7,8). Jeśli zbór do pracy duszpasterskiej zatrudnia psychoanalityków, do nauczania pedagogów, do pracy diakonijnej ekspertów od opieki społecznej, do usługi śpiewem artystów muzyków, do pracy administracyjnej zręcznych menadżerów, do prowadzenia nabożeństw utalentowanych konferansjerów, nie upewniwszy się, że ich życie zostało przeorane gruntownie pługiem Ducha, to w zborze takim wkrótce trudno będzie rozpoznać Kościół Chrystusowy. Jakakolwiek dziedzina pracy, przekazana z rąk ludzi pełnych Ducha Świętego w ręce fachowców, traci swój charakter duchowy i przyjmuje charakter świecki, czyli przechodzi właściwie spod zakresu władzy Głowy Kościoła pod zakres władzy księcia tego świata.

Innym niebezpiecznym zjawiskiem w życiu zborowym jest przesuwanie podstaw, fundamentów tej pracy z dziedziny duchowej w dziedzinę świecką, tj. bazowanie w pracy nie na środkach i sposobach duchowych, lecz na środkach i sposobach zaczerpniętych ze stosunków świeckich. Biblijny fundament pracy zborowej stanowią ludzie — członki ciała podporządkowane Głowie, która kieruje i posługuje się nimi przez Ducha. Istotne jest więc całkowite oddanie się Panu i uległość kierownictwu Ducha, obdarowanie duchowe, objawienie Ducha, wyposażenie, dary i urzędy duchowe, oraz osiągnięte dzięki nim zespolenie, wspólnota i współdziałanie członków (1 Kor. 12:8-13,28; Rzym. 12:5-8; Ef. 4:10-13). Jeśli zamiast cierpliwego i wytrwałego pielęgnowania i rozwijania tych atrybutów duchowych Kościoła idzie się po linii najmniejszego oporu, korzystając z podsuwanych przez otoczenie namiastek, łatwo może wykształtować się twór, bazujący na pieniądzach, pomocy zagranicznej, poparciu władz, na zapleczu budowlanym i technicznym, budynkach, sprzęcie elektronicznym i audiowizualnym, środkach przekazu itd. Niebezpieczeństwo polega na tym, że istnienie tego tworu uzależnione jest od tych rzeczy: pieniędzy, budynków, poparciu władz, najróżniejszej pomocy i dostaw, tzn. że bez tych materialnych, świeckich rzeczy twór ten nie może istnieć i działać. Lecz, co gorsza, może on istnieć i działać z powodzeniem bez wymienionych powyżej atrybutów duchowych Kościoła takich jak zdrowie duchowe członków ciała, kierownictwo Ducha, objawienie duchowe, obdarowanie duchowe, urzędy duchowe, wspólnota i współdziałanie. Jeśli coraz więcej atrybutów takiego „kościoła” nosi charakter świecki, a coraz mniej — duchowy, to powstaje pytanie, gdzie kończy się Kościół Chrystusowy, a gdzie zaczyna się księstwo tego świata; gdzie jest granica pomiędzy Oblubienicą Baranka a Wielką Wszetecznicą (Obj. 19:7,8, 17:4,5)?

Z zagadnieniem tym wiążą się metody stosowane w ewangelizacji — środki stosowane w pozyskiwaniu nowych członków zboru. Środkami biblijnymi są między innymi: zwiastowanie, w którym przejawia się Duch i moc (1 Kor. 2:1-5), usługa prorocza (1 Kor. 14:3,5,24,25,39), przykład życia (Jak. 3:13; 1 Ptr. 2:12), nienaganna opinia w otoczeniu (Dz. Ap. 2:47, 5:13; 1 Tym. 3:7), atmosfera miłości i wspólnoty w Duchu (Jan 13:35, 17:21,23; Ef. 4:16), składanie świadectwa o osobistych przeżyciach (Dz. Ap. 1:8, 13:31, 22:15). Może się jednak zdarzyć i nieraz zdarza się, że przywódcy zafascynowani przykładami ze świata sięgają do metod pozornie bardziej eleganckich i skuteczniejszych jak: wysoki poziom intelektualny ewangelisty, jego ogłada towarzyska, atrakcyjny wygląd i prezentacja, błyskotliwa wymowa, umiejętność zaciekawienia, rozbawienia i rozśmieszenia słuchaczy, a także poziom artystyczny muzyki, estradowy charakter nabożeństwa, występy artystyczne, życie towarzyskie w zborze, wystrój wnętrza, poziom architektoniczny budynku itp. Czy można coś zarzucić tym środkom, skoro okazują się one skuteczne i prowadzą do liczebnego wzrostu zboru? Są one niebezpieczne z tego powodu, że wpływają ujemnie na skutek ewangelizacji, lub nawet całkiem ją udaremniają. Jeśli bowiem ludzi wabi się poziomem intelektualnym, nazbiera się adoratorów intelektu; jeśli muzyką rockową — melomanów, miłośników takiej muzyki; jeśli życiem towarzyskim — ludzi spragnionych i szukających życia towarzyskiego; jeśli występami artystycznymi — ludzi żądnych wrażeń artystycznych i tak dalej. Dlatego jedynym właściwym sposobem na to, by pozyskać ludzi głodnych duchowo, potrzebujących ratunku i spragnionych miłości Bożej, jest rozdzielanie pokarmu duchowego, zwiastowanie ratunku w Chrystusie i okazywanie miłości Bożej, a najlepszym sposobem robienia tego jest korzystanie z mocy Ducha, a nie z różnych atrakcji świeckich, oddziałujących na człowieka zmysłowego.

Nie proponujemy przez to wcale zrezygnowania z dobrego poziomu fachowego naszej pracy, z pieniędzy, ze zwiastowania i muzyki na należytym poziomie, ze środków masowego przekazu, z budynków zborowych itd. Chodzi o to, że jako świeckie są to tylko rzeczy drugorzędne, wtórne, które w pewnym ograniczonym stopniu mogą być pomocne i przydatne w rozpowszechnianiu treści duchowych, ale które w żadnym wypadku nie mogą stać się punktem ciężkości pracy zborowej i od których praca zborowa w żadnym wypadku nie może być uzależniona. Jeśli bowiem nie pilnujemy tych warunków i należytych proporcji, rzeczy te wywierają swój zgubny wpływ na życie duchowe, ograniczające stopniowo, a nawet całkowicie wypierając z życia zborowego elementy duchowe. Są one wtedy legendarnym koniem trojańskim szatana na terenie Kościoła Bożego. W starożytności, po długotrwałym bezskutecznym obleganiu Troi, Grecy upozorowali odstąpienie swego wojska od tego miasta. Dzielnym obrońcom Troi sprezentowali na pożegnanie olbrzymich rozmiarów drewnianego konia. Kiedy mieszkańcy Troi wprowadzili go w triumfalnym pochodzie do miasta, z wnętrza konia wyroili się ukryci tam wojownicy greccy, spowodowali zamieszanie, otworzyli od wewnątrz bramy i podpalili miasto. W taki podstępny sposób Troja została zdobyta i zniszczona.

Możemy być pewni, że kiedykolwiek książę tego świata składa ludowi Bożemu jakiś prezent, nigdy nie kieruje się sympatią, lecz zawsze ma na uwadze wyłącznie swoje własne interesy. Jakakolwiek rzecz z tego świata, wprowadzona nieopatrznie na teren Kościoła Bożego, traktowana być musi z ostrożnością jako rzecz obca i niebezpieczna, w przeciwnym razie, z braku czujności, wywrze ona swój zgubny wpływ i spowoduje rozległe spustoszenia. Nie jest to ostrzeżenie na wyrost, lecz dzieje się to w praktyce Kościoła bez przerwy. Każda fałszywa myśl, podsunięta sprytnie przez szatana, niszczy Kościół i pozbawia go chwały Bożej. Dlatego strzeżmy się takich myśli, dajmy im zdecydowany odpór, odrzućmy szatańskie prezenty, poszukujmy i powracajmy konsekwentnie do biblijnych wzorców i rozwiązań, a chwała Pańska powracać będzie do Jego Kościoła.

Józef Kajfosz
 

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz