Od szeregu miesięcy jednym ze stale żywych tematów w naszym kraju jest tzw. wychowanie seksualne. Zdania ludzi są bardzo podzielone, zdania tych, którzy mają podejmować decyzje także. Chcielibyśmy podzielić się kilkoma uwagami na temat, jak my – jako chrześcijanie, ludzie na nowo narodzeni – mamy znaleźć nasze miejsce w tym wszystkim.

1

Zacznijmy od tego, że seksualność człowieka jest dziełem i darem Boga. To przecież Bóg stworzył nas tak, że dziewczyny i chłopcy reagują wzajemnie na siebie. Że się w sobie zakochują… że chcą się całować… że chcą się pobrać… i wreszcie, że pragną mieć dzieci… Po co to wszystko? Aby ludzie mogli być szczęśliwi i po to, żeby rodziły się następne pokolenia i ludzkość nie wyginęła.

Pismo Święte mówi w księdze Rodzaju zarówno: „Niedobrze, aby mężczyzna był sam…” (werset 2,18) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się…” (1,28).

2

Jednak wiele małżeństw ma duże problemy w tej dziedzinie. Tak samo bywa, że młodzi ludzie, jeszcze nie będący mężem, czy żoną – czują zmiany gdy dojrzewają fizycznie, odczuwają napięcia jakich wcześniej nie znali i nie bardzo wiedzą co z tym dalej zrobić. Na świecie są ogromne wynaturzenia i nadużycia. A jednocześnie wielu skarży się, że weszli w przeżywanie swojej seksualności nieprzygotowani, bądź nawet źle przygotowani i patrząc wstecz mówią np. „Dlaczego nam o tym nikt wcześniej nie powiedział?”.

Powstał postulat wprowadzenia „wychowania seksualnego” jako wychowania dotyczącego płci. Z pozoru jest to bardzo słuszne – wychowanie seksualne w zamyśle powinno pomóc im w przejściu przez tę fazę życia i przygotować do aktu małżeńskiego w przyszłości. Wielu młodych ludzi nie ma możliwości poważnie porozmawiać o swoich problemach z dorosłymi (niestety nawet dość często bywa, że rodzice unikają takich rozmów, gdyż sami nie byli do tego przyzwyczajeni przez swoich rodziców). I na tej nucie grają propagatorzy tzw. „edukacji seksualnej”.

3

Jednak seksualność nie jest wiedzą – nie można porównywać wychowania seksualnego do wychowania technicznego, wychowania fizycznego itd. – żądać umiejętności, czy stawiać oceny. Bo nasza płciowość jest bardzo delikatnym mechanizmem, którego nie można odłączyć od reszty człowieka. Dotyczy ona całej osoby. Dlatego narzucanie wychowania seksualnego młodemu człowiekowi, który nie jest jeszcze gotowy na przyjęcie tych treści – może niepotrzebnie go rozbudzać – tak, że sam zacznie wcześniej pragnąć zachowań przeznaczonych tylko dla męża i żony. Podobnie zbytnie informowanie o wszelkich złych rzeczach, jakie się dzieją na świecie może niszczyć naturalną wrażliwość i pozbawiać poczucia normalności.

Jeśli nawet Światowa Organizacja Zdrowia zmienia kwalifikację homoseksualizmu ze zboczenia na tzw. „inną orientację” – to nie znaczy, że wspomniane zjawisko staje się rzeczywiście czymś normalnym. Słowo Boże jasno określa współżycie osób tej samej płci jako zboczenie (np. Rz 1,27 i 1 Kor 6,9-10).

4

Kiedy młodzież jest w szkole podstawowej – to zaczyna od etapu luźnych znajomości. A potem jest przyjaźń, wreszcie chodzenie ze sobą. Potem przychodzi czas na tzw. „chodzenie na poważnie” czy wreszcie narzeczeństwo. Ale to wszystko prowadzi do jednego celu – założenia nowej rodziny. Ważnym elementem tej nowej rodziny jest płciowość, seksualność męża i żony. Bóg daje im specjalny dar – akt małżeński. Coś, co odróżnia tych dwoje od całego świata i ma im służyć. Pismo bardzo wyraźnie mówi w Rdz 2,24 że mąż i żona „stają się jednym ciałem”. To jest największy możliwy stopień intymności dwojga i Bóg zastrzegł go tylko dla małżeństwa.

5

Tymczasem programy wychowania seksualnego odrywają płciowość od reszty człowieka, traktują go jak maszynę. Sieją kłamstwo, że kontakt seksualny może być „mniej ważny” lub „ważniejszy”, że to nie dotyczy całego człowieka, że czystość i wierność to przeżytek a nawet mogą być szkodliwe, że nie ma już zboczeń, tylko są inne orientacje…

Pismo jasno się wypowiada np. Że nie ma mniej ważnych kontaktów seksualnych: ,,Czyż wziąwszy członki Chrystusa będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało?” (1 Kor 6,15n). Podobnie jest w innych ww. zagadnieniach (obszerniejszą analizę można znaleźć w naszej książce: „Jak w pełni wykorzystywać Boży dar płciowości? – czyli – Seks po chrześcijańsku”).

6

Mamy absolutne prawo i obowiązek chronić nasze dzieci przed zalewem fałszywych informacji. Mamy obowiązek uczyć je Bożej prawdy – w przeciwnym razie świat nauczy je swoich kłamstw. W księdze Powtórzonego Prawa 6,6-7 czytamy: „Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu.” To dotyczy każdej dziedziny, także i seksualności! I jest tym ważniejsze, im większe jest niebezpieczeństwo, że coś (np. fałszywe nauczanie) uczyni krzywdę naszym dzieciom.

7

Jak i kiedy rozmawiać z młodymi ludźmi o płciowości? Przede wszystkim jest to zadanie rodziny. Normalnym Bożym modelem jest, aby w naturalny sposób o płciowości dowiadywać się od rodziców, jako jeden z elementów wychowania. I absolutnie żadna organizacja (szkoła, państwo) nie ma prawa czynić niczego wbrew rodzicom.

Przykłady postaci biblijnych pokazują, że młodzi ludzie wchodzący w dorosłość byli uświadomieni. Kiedy w Pieśni nad pieśniami Szulamitka ma zostać żoną Salomona — szereg razy jasno mówi o ich przyszłym współżyciu jako czymś normalnym i pięknym, choć przecież do ślubu jest dziewicą. Kiedy anioł zwiastuje Marii w Łk 1,26-38 – ona wie skąd się biorą dzieci i dlatego pyta: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”

8

Jednak tego wszystkiego nie nazywajmy wychowaniem seksualnym, lecz mówmy: przygotowanie do życia w rodzinie. Dlaczego? Bo każde zachowanie dziewczyny lub chłopaka może pomóc lub przeszkodzić żyć w rodzinie, którą kiedyś założy. Czy dotyczy to kontaktów między chłopakiem a dziewczyną a potem pomiędzy mężem a żoną. A także o tym, jak powinien zachowywać się żonaty mężczyzna względem innych kobiet a jego żona względem innych mężczyzn. Nawet, gdy dotyczy to informacji o funkcjonowaniu organizmu – to wszystko nie istnieje samo dla siebie, ale jest przygotowaniem do życia w rodzinie.

A więc: nie ma samego wychowania seksualnego! Tematy o seksualności są częścią przygotowania do życia w rodzinie. A w nim zawiera się jeszcze dużo więcej: jak zaakceptować siebie, jak porozumiewać się z innymi, co to jest miłość, jak pojednać się i przebaczać, co to jest odpowiedzialne rodzicielstwo – i jeszcze wiele innych rzeczy… Przecież np. brak akceptacji siebie odbija się również na relacji najintymniejszej. A jak uniknąć nieporozumień – nie umiejąc słuchać czy przebaczać?

9

Wszyscy: jako rodzice czy jako wychowujący dzieci mamy prawo domagać się właśnie takiego profilu nauczania od tych, którzy w szkole są za ten przedmiot odpowiedzialni jako decydenci i jako wykonujący! Co więcej: szkoła nie ma prawa prowadzić tego przedmiotu bez naszej zgody na zaproponowany program i sposoby realizacji.

Bądźmy aktywni! Rozmawiajmy, domagajmy się, sprawdzajmy czym są karmione nasze dzieci. Proponujmy dobre programy. Z naszej strony możemy polecić:

  • dla szkół podstawowych: „Wędrując ku dorosłości” (podręcznik i program)
  • dla średnich: „Zanim wybierzesz” (podręcznik i program, którego jesteśmy współautorami)

Aby przekazywać młodzieży prawdę o płodności można zaprosić kogoś z Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny.

10

A na koniec przykład biblijny z Pieśni nad pieśniami. Kiedy Szulamitka była dziewczynką, jej bracia mówili: „Siostrzyczkę małą mamy, piersi jeszcze nie ma. Cóż zrobimy z siostrą naszą, gdy zaczną mówić o niej?” (Pnp 8,8). Oni wcale nie naśmiewają się z niej! Bracia zadają sobie trud zastanowienia się na temat przyszłego życia Szulamitki – przygotowują ją do małżeństwa, które kiedyś będzie jej udziałem: „Jeśli murem jest, uwieńczymy ją gzymsem ze srebra; jeśli bramą jest, wyłożymy ją deskami z cedru.” (8,9).

Mur – to coś niedostępnego. Brama – przeciwnie: zachęca do swobodnego wchodzenia. Bracia stosują wzorową zasadę wychowawczą: Jeśli Szulamitkę z natury cechować będzie nieśmiałość i niedostępność („mur”) – uwieńczą ją gzymsem ze srebra, czyli będą wzmacniać jej samowyobrażenia i postawę przez zachętę i pochwałę. Gzyms ze srebra dodaje blasku. Jeśli zaś zobaczą, że jest dziewczyna zbyt skora do chłopców („brama”) – dadzą jej ochronę, aby zmienić jej postawę i ustrzec przed natarczywością zalotników. Symbolem tego jest wyłożenie bramy niezwykle twardym drewnem, jakim jest cedr. Dziś nazwalibyśmy to „stawianiem szlabanu”. Ale tego Szulamitce nie było trzeba – sama mówi w wersecie 8,10: „Murem jestem ja…”.

Mariola i Piotr Wołochowicz
Autorzy artykułu prowadzą Misję Służby Rodzinie, która jest polską gałęzią służby, prowadzonej przez Waltera i Ingrid Trobisch. Tekst ukazał się w czasopiśmie Wiatr.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz