Plagi egipskie

2 Mojż. rozdz. 5-10

Aaron, powiadomiony przez aniołów, wyszedł na spotkanie swego brata, z którym tak długo był rozłączony. Spotkali się w pobliżu góry Horeb, na bezludnym pustkowiu. Tam rozmawiali ze sobą, a Mojżesz powiedział Aaronowi „wszystkie słowa Pana, który go posłał, i opowiedział mu o wszystkich znakach, których mu polecił dokonać” 2 MOJŻ. 4,28. Powędrowali razem do Egiptu, a gdy dotarli do ziemi Goszen, zaczęli gromadzić starszych Izraela. Aaron powtórzył im wszystko, co Bóg objawił Mojżeszowi, a następnie ukazano ludowi znaki, które Bóg dał Mojżeszowi. „I lud uwierzył. A gdy usłyszeli, że Pan ujął się za synami izraelskimi i że dojrzał ich niedolę, pochylili głowy i oddali pokłon” (w. 31).

Mojżesz miał jeszcze do przekazania poselstwo dla króla. Dwaj bracia weszli do pałacu faraona jako ambasadorzy Króla królów i powiedzieli w Jego imieniu: „Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Wypuść mój lud, aby obchodzili święto ku mojej czci na pustyni” 2 MOJŻ. 5,1.

„Któż to jest Pan, bym miał słuchać głosu jego i wypuścić Izraela?” — zapytał monarcha. „Pana nie znam, a Izraela nie wypuszczę” (w. 2).

Odpowiedzieli więc: „Bóg Hebrajczyków objawił się nam; chcemy odbyć trzydniową wędrówkę na pustynię i złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu, by nas nie dotknął zarazą lub mieczem” (w. 3).

Wieści o nich i o zainteresowaniu, jakie wzbudzili wśród swego ludu dotarły już wcześniej do króla. Jego gniew rozgorzał. „Dlaczego ty, Mojżeszu i Aaronie, chcecie oderwać lud od jego pracy?” — mówił. „Idźcie do waszych robót pańszczyźnianych!” (w. 4). Królestwo już poniosło straty z powodu pojawienia się tych obcych. Myśląc o tym, dodał: „Oto teraz, gdy są liczniejsi niż lud kraju, wy chcecie, żeby świętowali zamiast pracować?” (w. 5).

Izraelici w pewnym stopniu zatracili w niewoli znajomość prawa Bożego i sprzeniewierzyli się jego przykazaniom. Sabat był generalnie lekceważony, a jego święcenie pozornie uniemożliwiały żądania nadzorców. Mojżesz wskazał jednak ludowi, że posłuszeństwo Bogu jest pierwszym warunkiem wyzwolenia, a wysiłki zmierzające do przywrócenia zachowywania sabatu zostały dostrzeżone przez gnębicieli4.

Król, poruszony do żywego, zaczął podejrzewać Izraelitów o planowanie buntu w celu uwolnienia się od służenia mu. Ich bezczynność wywołała jego niezadowolenie, postanowił nie pozostawiać im czasu na niebezpieczne knowania. Natychmiast zastosował środki mające zacieśnić więzy ich niewoli i złamać ducha niezależności. Tego samego dnia wydane zostały rozkazy, które uczyniły ich pracę jeszcze bardziej okrutną i uciążliwą.

Najpopularniejszym materiałem budowlanym w tym kraju była suszona na słońcu cegła, budowano z niej ściany najpiękniejszych budowli, które następnie pokrywano kamieniem. Wytwarzanie cegieł wymagało pracy wielkiej liczby niewolników. Krótko pocięta słoma była mieszana z gliną, by nadać cegłom większą wytrzymałość, tak więc wielkie ilości słomy były potrzebne do pracy. Król więc polecił teraz, aby nie dostarczano słomy, robotnicy musieli ją zbierać sami, chociaż wymagano od nich wyprodukowania takiej samej ilości cegieł. []

Ten rozkaz wywołał wielką rozpacz wśród Izraelitów w całym kraju. Egipscy nadzorcy wyznaczyli hebrajskich inspektorów, by doglądali pracę ludzi, czyniąc ich odpowiedzialnymi za pracę wykonywaną przez podległych im robotników. Gdy żądanie króla zostało wprowadzone w życie, rozszedł się lud po całym kraju, by zbierać ścierń zamiast słomy, stwierdzili jednak, że nie są w stanie wykonać wyznaczonej pracy. Hebrajskich nadzorców karano za to okrutną chłostą.

Przypuszczali oni, że za ich ucisk odpowiedzialni są nadzorcy faraona, a nie sam król, udali się więc do niego ze skargami. Protest został przyjęty przez faraona z zarzutem: „Leniwi jesteście, leniwi i dlatego mówicie: Pójdziemy i złożymy ofiarę Panu!” (w. 17). Kazano im wrócić do pracy i oświadczono, że ich obowiązki nie zostaną zmniejszone. Wracając, spotkali Mojżesza i Aarona i zawołali: „Niech wejrzy Pan na was i osądzi, żeście nas tak zohydzili u faraona i jego sług. Włożyliście do ręki ich miecz, aby nas zabili” (w. 21).

Gdy Mojżesz usłyszał te narzekania, był bardzo zmartwiony. Cierpienia ludu znacznie się wzmogły. W całym kraju słychać było krzyk niedoli starych i młodych, a wszyscy go zgodnie oskarżali o spowodowanie tej nieszczęsnej zmiany swego położenia. Z goryczą w duszy przyszedł do Boga, wołając: „Panie! Dlaczego wyrządziłeś zło temu ludowi? Dlaczego mnie tu posłałeś? Wszak od tej chwili, gdy poszedłem do faraona, aby mówić w imieniu twoim, gorzej postępuje z tym ludem, Ty zaś nie wyratowałeś ludu swego” (w. 22.23). Odpowiedź brzmiała: „Teraz zobaczysz, co uczynię faraonowi, że zmuszony silną ręką wypuści ich i zmuszony silną ręką wypędzi ich z ziemi swojej” 2 MOJŻ. 6,1. Ponownie wskazano mu przymierze, które Bóg zawarł z przodkami, i zapewniono go, że zostanie ono wypełnione.

W czasie tych wszystkich lat niewoli w Egipcie byli wśród Izraelitów tacy, którzy trzymali się kultu Jahwe. Ludzie ci cierpieli niezmiernie, gdy widzieli, jak ich dzieci są codziennie świadkami obrzydliwości pogan, a nawet kłaniają się ich fałszywym bożkom. W rozpaczy wołali do Pana, prosząc o wybawienie z egipskiego jarzma, aby mogli zostać uwolnieni od tak zgubnego wpływu bałwochwalstwa. Nie kryli się ze swą wiarą, ale oświadczali Egipcjanom, że czczą Stwórcę nieba i ziemi, jedynego prawdziwego, żywego Boga. Wyliczali dowody Jego istnienia i mocy, od stworzenia aż do dni Jakuba. Egipcjanie mieli w ten sposób okazję zapoznać się z religią Hebrajczyków, gardząc jednak pouczeniami swoich niewolników starali się zwieść czcicieli Boga obietnicami nagrody, a gdy to nie przyniosło efektu, uciekali się do gróźb i okrucieństwa.

Starszyzna Izraela starała się podtrzymać zanikającą wiarę swych braci powtarzając obietnice złożone ich ojcom i prorocze słowa Józefa o ich wyswobodzeniu z Egiptu, jakie wyrzekł przed śmiercią. Niektórzy słuchali i wierzyli. Inni, patrząc na warunki, w jakich się znajdowali, tracili nadzieję. Gdy Egipcjanie dowiedzieli się, co się dzieje wśród niewolników, szydzili z ich oczekiwań i pogardliwie zaprzeczali mocy ich Boga. Wskazywali na sytuację, w jakiej się znaleźli jako naród niewolników i złośliwie mówili: „Jeśli wasz Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny, i posiada moc przewyższającą moc egipskich bogów, to dlaczego nie uczyni was wolnym ludem?” Zwracali uwagę na swoje własne położenie. Czcili bóstwa nazywane przez Izraelitów fałszywymi bogami, a jednak byli bogatym i silnym narodem. Oświadczali, że dobrobyt zawdzięczają błogosławieństwu swych bogów, którzy dali im Izraelitów jako sługi i chełpili się z tego, że mają moc uciskać i niszczyć czcicieli Jahwe. Sam faraon chwalił się tym, że Bóg Hebrajczyków nie może ich wyrwać z jego ręki.

Takie słowa zniweczyły nadzieję wielu Izraelitów. Wydawało im się, że naprawdę jest tak, jak przedstawiają to Egipcjanie. Prawdą było, iż znajdowali się w niewoli i musieli znosić wszystko, co ich okrutni nadzorcy im narzucali. Ich dzieci były tropione i zabijane, a im samym życie stało się ciężarem. Czcili jednak Boga niebios. Jeśli Jahwe rzeczywiście jest ponad wszystkimi bogami, to na pewno ich nie zostawi w niewoli bałwochwalców. Jednak ci, którzy pozostali wierni Bogu, rozumieli, że stało się tak wskutek odejścia Izraela od Niego — z powodu ich skłonności do zawierania małżeństw z poganami, co w konsekwencji prowadziło do bałwochwalstwa — dlatego Pan dopuścił, by stali się niewolnikami. Z całkowitą pewnością zapewniali swych braci, że wkrótce złamie On jarzmo ciemięzców.

Hebrajczycy spodziewali się, że uzyskają wolność bez jakiejkolwiek szczególnej próby wiary czy jakiegokolwiek rzeczywistego cierpienia lub trudności. Nie byli jednak jeszcze gotowi na wyzwolenie. Mieli słabą wiarę w Boga i nie byli chętni cierpliwie znosić swoich utrapień aż do chwili, gdy On uzna za stosowne działać dla nich. Wielu wolało raczej pozostać w niewoli niż znosić trudności towarzyszące wędrówce do obcego kraju, niektórzy do tego stopnia przejęli nawyki Egipcjan, iż woleli mieszkać w Egipcie. Dlatego Pan nie wyzwolił ich po pierwszym objawieniu swej mocy wobec faraona. Pokierował wypadkami tak, by jeszcze pełniej się przejawił tyrański duch egipskiego króla, a także by sam się objawił swemu ludowi. Widząc Jego sprawiedliwość, moc i miłość sami zechcą opuścić Egipt i poświęcą się służbie dla Niego. Zadanie Mojżesza byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby wielu Izraelitów nie uległo takiemu zepsuciu, iż nie chcieli opuścić Egiptu. []

Pan polecił Mojżeszowi, by jeszcze raz udał się do ludu i powtórzył obietnicę wyzwolenia z nowym zapewnieniem Bożej łaskawości. Poszedł, tak jak mu kazano, ale oni nie chcieli go słuchać. Czytamy w Piśmie Świętym: „Lecz oni nie słuchali Mojżesza z powodu upadku ducha i ciężkiej pracy” (w. 9). Jeszcze raz boskie polecenie doszło do Mojżesza: „Idź, powiedz faraonowi, królowi egipskiemu, by wypuścił synów izraelskich z kraju swego” (w. 11). W swym zniechęceniu Mojżesz odpowiedział: „Oto synowie izraelscy nie usłuchali mnie, jakże więc usłucha mnie faraon?” (w. 12). Mojżesz otrzymał więc polecenie, by zabrał ze sobą Aarona i poszedł do faraona ponownie żądając, „aby pozwolił wyjść synom izraelskim z ziemi egipskiej” (w. 13).

Powiedziano mu, że monarcha nie ulegnie, dopóki Bóg nie nawiedzi Egiptu swymi sądami i nie wyprowadzi Izraela wśród wyraźnych przejawów swojej mocy. Przed zesłaniem każdej z plag Mojżesz miał opisać jej charakter i skutki, aby król mógł się jej ustrzec, jeśli by tego zechciał. Za każdą zlekceważoną karą miała przyjść kolejna, bardziej surowa, aż jego dumne serce zostanie upokorzone i uzna Stwórcę nieba i ziemi jako prawdziwego i żywego Boga. Pan miał dać Egipcjanom okazję, by przekonali się, jak daremna jest mądrość ich potężnych ludzi, jak słaba moc ich bogów, kiedy przeciwstawili się rozkazom Jahwe. Miał On ukarać Egipcjan za ich bałwochwalstwo i uciszyć ich chełpliwość jakoby błogosławieństwa otrzymali od bezmyślnych bóstw. Bóg miał otoczyć chwałą swoje imię, aby inne narody usłyszały o Jego mocy i drżały na wieść o Jego potężnych czynach, i aby Jego lud odwrócił się od bałwochwalstwa i oddawał Mu nie splamioną cześć.

Ponownie Mojżesz i Aaron weszli do wspaniałej sali tronowej króla Egiptu. Tam, w otoczeniu potężnych kolumn i połyskujących ornamentów, wspaniałych malowideł i płaskorzeźb przedstawiających pogańskich bogów, przed monarchą najpotężniejszego królestwa owych czasów stało dwóch przedstawicieli narodu niewolników, powtarzających Boże polecenie uwolnienia Izraelitów. Król zażądał cudu na dowód tego, iż są posłani przez Boga. Mojżesz i Aaron zostali pouczeni, jak mają postąpić w wypadku takiego żądania, więc Aaron uniósł teraz laskę i rzucił ją przed faraonem. Laska zamieniła się w węża. Monarcha posłał po swoich „mędrców i czarowników” 2 MOJŻ. 7,11, a gdy oni przybyli, „każdy z nich rzucił laskę swoją i zamieniły się w węże. Ale laska Aarona połknęła laski ich” (w. 12.13). Wtedy król, bardziej zawzięty niż przedtem, oświadczył, że jego czarownicy dorównują mocą Mojżeszowi i Aaronowi, uznał sługi Pana jako oszustów i czuł się bezpieczny odrzucając ich żądania. Jednak chociaż wzgardził ich poselstwem, Boża moc powstrzymała go od uczynienia im krzywdy.

To ręka Boża, a nie ludzki wpływ czy moc, jakie posiadali Mojżesz i Aaron, dokonała cudów, które ukazali przed faraonem. Te znaki i cuda miały przekonać faraona, że wielki „Jestem” posłał Mojżesza, i że obowiązkiem króla jest wypuścić Izraelitów, aby mogli służyć żywemu Bogu. Czarownicy również dokonali znaków i cudów, ale czynili to nie tylko dzięki swoim umiejętnościom, ale mocą swego boga, szatana, który pomagał im w podrobieniu dzieła Jahwe.

Czarownicy tak naprawdę nie sprawili, że ich laski stały się wężami, ale dzięki magii, wspomaganej przez wielkiego zwodziciela, byli w stanie upozorować cud. Przemiana lasek w żywe węże nie leżała w mocy szatana. Książę zła, choć posiada całą mądrość i potęgę upadłego anioła, nie ma mocy stworzyć albo dać życie, jest to jedynie przywilej Boga. Szatan uczynił jednak wszystko, co mógł, popełnił oszustwo. W oczach ludzkich laski zamieniły się w węże. Faraon i jego dworzanie byli o tym przekonani. Wyglądem niczym nie różniły się od węża Mojżesza. Choć Pan sprawił, że prawdziwy wąż połknął fałszywe, nawet to nie zostało uznane przez faraona za przejaw mocy Bożej, ale jako rezultat pewnego rodzaju magii większej niż ta, jaką posłużyli się jego słudzy.

Faraon pragnął usprawiedliwić swoją krnąbrność w opieraniu się Bożym poleceniom, więc szukał pretekstu, by zlekceważyć cuda, jakich Bóg dokonał przez Mojżesza. Szatan dał mu to, czego chciał. Przez to, czego dokonali czarownicy, sprawił, iż Mojżesz i Aaron wydali się ludziom jedynie czarownikami i oszustami, a poselstwo, które przynieśli, nie można było uważać za poselstwo pochodzące od wyższej istoty. W ten sposób szatańskie oszustwo osiągnęło cel, rozzuchwaliło Egipcjan w ich buncie oraz sprawiło, że faraon zatwardził swoje serce i nie dał się przekonać. Szatan miał także nadzieję, że osłabi wiarę Mojżesza i Aarona w boskie pochodzenie ich misji, i że ci, którzy są narzędziami w jego ręku, zwyciężą. Nie chciał, by dzieci Izraela zostały wyswobodzone z niewoli, aby służyć żywemu Bogu. []

Książę zła miał jednak jeszcze bardziej przebiegły zamiar w tym, że dokonywał cudów, posługując się czarownikami. Dobrze wiedział, że Mojżesz, jako ten, który miał złamać jarzmo niewoli dzieci Izraela, symbolizował Chrystusa, który miał zniszczyć panowanie grzechu nad rodziną ludzką. Wiedział, że gdy Chrystus się pojawi, dokonywane będą potężne cuda, aby zaświadczyć światu, że Bóg Go posłał. Szatan drżał o swoją moc. Podrabiając dzieło Boże dokonane przez Mojżesza miał nadzieję nie tylko zapobiec wyzwoleniu Izraela, ale także wywrzeć wpływ, który w przyszłych wiekach zniszczy wiarę w cuda dokonywane przez Chrystusa. Szatan ciągle usiłuje podrabiać dzieło Chrystusa i umocnić swoją moc i żądania. Prowadzi ludzi do tego, by tłumaczyli cuda Chrystusa jako wynik ludzkich umiejętności i mocy. W wielu umysłach niszczy w ten sposób wiarę w Chrystusa jako Syna Bożego i prowadzi ludzi do odrzucenia łaskawej oferty miłosierdzia w planie odkupienia.

Mojżesz i Aaron otrzymali polecenie, by następnego ranka udali się na brzeg rzeki, gdzie król miał zwyczaj przebywać. Wylewy Nilu były źródłem pokarmu i bogactwa całego Egiptu, więc rzekę tę czczono jako bóstwo, a monarcha przybywał codziennie, by odprawić swoje modły. Tutaj obaj bracia ponownie powtórzyli mu poselstwo skierowane do niego, a potem wyciągnęli laskę i uderzyli w wodę. Święta rzeka zamieniła się w krew, ryby zdechły, a rzeka zaczęła cuchnąć. Woda w domach, w naczyniach, w zbiornikach, także przemieniła się w krew, ale „to samo uczynili czarami swoimi czarownicy egipscy” i „faraon odwróciwszy się, poszedł do swego pałacu i nie wziął sobie tego do serca” (w. 22.23). Plaga trwała siedem dni, ale faraon pozostał niewzruszony.

Ponownie laska została wyciągnięta ponad wodami, a żaby wyszły z rzeki i rozeszły się po całym kraju. Wchodziły do domów, do sypialni, a nawet do pieców i dzież. Egipcjanie uważali żaby za święte i nie zabijali ich, ale oślizgła plaga stała się teraz nieznośna. Żaby tłoczyły się nawet w pałacu faraona, a król nie mógł się doczekać, kiedy będą usunięte. Czarownicy pokazali, że są zdolni wyczarować żaby, ale nie potrafili ich usunąć. Widząc to faraon spokorniał nieco. Posłał po Mojżesza oraz Aarona i powiedział: „Wstawcie się do Pana, aby oddalił żaby ode mnie i od ludu mojego; wtedy wypuszczę lud, aby złożyli Panu ofiarę” 2 MOJŻ. 8,8. Przypomnieli oni królowi jego wcześniejszą chełpliwość, a następnie żądali, by wyznaczył czas, kiedy mają się modlić o usunięcie plagi. Król wyznaczył następny dzień, mając nadzieję, że żaby wcześniej wyniosą się same, co oszczędzi mu gorzkiego upokorzenia związanego z podporządkowaniem się Bogu Izraela. Plaga trwała jednak aż do wyznaczonego czasu. Wtedy żaby w całym Egipcie zdechły, a ich gnijące ciała, zalegające wszędzie, zatruwały powietrze.

Pan mógł sprawić, by w jednej chwili obróciły się w proch, ale nie uczynił tego, by po ich zniknięciu król oraz jego ludzie nie uznali plagi za wynik oszustwa i czarów podobnych do tych, których dokonali czarownicy. Żaby zdechły, a ich martwe ciała zgarniano na kupy. Król i wszyscy Egipcjanie mieli dowód, któremu ich próżna filozofia nie mogła zaprzeczyć, że ten cud nie został uczyniony przez czarowników, ale był karą zesłaną przez Boga niebios.

„A faraon, widząc, że nastała ulga, zaciął się w sercu swoim” (w. 15). Na rozkaz Boży Aaron wyciągnął swą rękę i proch ziemi zamienił się w komary w całej ziemi egipskiej. Faraon wezwał czarowników, by uczynili to samo, ale nie potrafili. W ten sposób okazała się wyższość dzieła Bożego nad szatańskim. Sami czarownicy uznali, że: „W tym jest palec Boży” (w. 19). Król jednak nadal pozostał niewzruszony.

Wezwania i ostrzeżenia nie odniosły skutku, więc kolejna plaga została zesłana. Czas jej wystąpienia został przepowiedziany, aby nie można było powiedzieć, że nastąpiła przypadkiem. Muchy napełniły domy i osiadły na ziemi, „a kraj cierpiał bardzo z powodu tych much” (w. 24). Muchy były duże i jadowite, a ich ukąszenia niezmiernie bolesne dla ludzi i zwierząt. Jak zostało zapowiedziane, plaga ta ominęła ziemię Goszen.

Faraon zaproponował Izraelitom, by złożyli ofiarę w Egipcie, ci jednak odmówili przyjęcia takich warunków. „Nie godzi się tak uczynić” — odpowiedział Mojżesz — „(…) jeżeli więc na oczach Egipcjan ofiarować będziemy to, co jest dla nich obrzydliwością, to czy nas wtedy nie ukamienują?” (w. 26). Zwierzęta, które Hebrajczycy byli zobowiązani ofiarować, uważane były przez Egipcjan za święte, cześć, jaką otaczano te stworzenia była tak wielka, że zabicie jednego z nich, nawet przypadkowe, uchodziło za zbrodnię karaną śmiercią. Było więc niemożliwe, by Hebrajczycy składali ofiary w Egipcie nie obrażając swych panów. Mojżesz jeszcze raz zaproponował, że odbędą trzydniową podróż na pustynię. Monarcha zgodził się i usilnie prosił sługi Boże, by błagali swego Boga, aby plaga ustała. Obiecali to uczynić, ale ostrzegli, by ich nie zwodził. Plaga ustała, lecz serce króla zatwardziło się w upartym buncie i nadal nie chciał ulec. []

Przyszło więc jeszcze straszniejsze uderzenie — pomór bydła Egipcjan pozostającego na polach. Zarówno święte zwierzęta jak i zwierzęta pociągowe — krowy, woły i owce, konie, wielbłądy i osły — zostały zniszczone. Wyraźnie zostało zapowiedziane, że plaga ominie Hebrajczyków, a faraon wysłał posłów do ziemi Izraelitów, by przekonać się, czy ta zapowiedź Mojżesza była zgodna z prawdą. „Z bydła Izraelitów nie zginęło nic” 2 MOJŻ. 9,6. Król jednak nadal był zawzięty.

Następnie Mojżesz otrzymał polecenie, by wziął popiół z paleniska i rozrzucił go ku niebu na oczach faraona (w. 8 BG). Ten gest miał głębokie znaczenie. Czterysta lat wcześniej Bóg ukazał Abrahamowi przyszły ucisk swego ludu, posługując się symbolem dymiącego pieca i płonącej pochodni. Oświadczył, że nawiedzi swymi sądami ich ciemiężców i wyprowadzi jeńców z wielkim dobytkiem. W Egipcie Izrael długo przebywał w piecu ucisku. Ten gest Mojżesza miał ich zapewnić, że Bóg pamiętał o swym przymierzu i że czas wyzwolenia nadszedł.

Kiedy Mojżesz rzucił popiół w stronę nieba, jego delikatne cząsteczki rozniosły się po całej ziemi egipskiej, a gdziekolwiek opadły, tam wywoływały „na ludziach i na bydle wrzody i pryszcze” (w. 10). Kapłani i czarownicy dotąd umacniali faraona w jego nieustępliwości, ale teraz spadła plaga, która ich także dotknęła. Porażeni wstrętną i bolesną chorobą, ze swą chełpliwą mocą, czyniącą ich jedynie godnymi pogardy, nie byli w stanie dłużej walczyć z Bogiem Izraela. Cały naród zobaczył, jaką głupotą było pokładanie ufności w czarownikach, którzy nie potrafili ochronić nawet samych siebie.

Serce faraona było jednak coraz bardziej zatwardziałe. Pan polecił więc przekazać mu takie oto słowa: „Tym razem ześlę wszystkie plagi moje na ciebie i na sługi twoje, i na lud twój, abyś wiedział, że na ma równego mi na całej ziemi. (…) Dlatego zachowałem cię przy życiu, by ci pokazać swoją siłę i by rozgłaszano imię moje po całej ziemi” (w. 14.16). Nie znaczy to, że tylko w tym celu Bóg powołał go do istnienia, ale Jego opatrzność tak pokierowała wydarzeniami, aby osadzić go na tronie właśnie wtedy, gdy nadszedł wyznaczony czas wyswobodzenia Izraela. Mimo że ten pyszny tyran wskutek swych zbrodni utracił łaskę Bożą, jego życie zostało zachowane, aby przez jego upór Pan mógł objawić swoje cuda w ziemi egipskiej. Bieg wydarzeń jest Bożym zrządzeniem. Mógł osadzić na tronie bardziej miłosiernego króla, który nie odważyłby się sprzeciwić imponującym przejawom mocy Bożej. W takim przypadku jednak zamiar Pański nie spełniłby się. Jego lud musiał doświadczyć miażdżącego okrucieństwa Egipcjan, aby nie został zwiedziony co do upodlającego wpływu bałwochwalstwa. W swym postępowaniu wobec faraona Pan ukazał, jak nienawidzi bałwochwalstwa i jak stanowczo jest zdecydowany na to, by ukarać okrucieństwo i ucisk.

Bóg powiedział o faraonie: „Znieczulę serce jego, tak że nie wypuści ludu” 2 MOJŻ. 4,21. To nie jakaś nadprzyrodzona moc zatwardziła serca króla. Bóg dał faraonowi najdobitniejszy dowód boskiej mocy, ale monarcha uparcie odmawiał przyjęcia światła. Każdy przejaw nieskończonej mocy odrzucony przez niego jeszcze bardziej utwierdzał go w buncie. Nasiona buntu, które zasiał, gdy odrzucił pierwszy cud, przyniosły swe żniwo. Gdy stopniowo nabierał odwagi w postępowaniu według własnego uznania, w coraz większym stopniu utwierdzając się w uporze, jego serce stawało się coraz bardziej zatwardziałe, aż musiał ujrzeć zimne, martwe twarze pierworodnych.

Bóg, udzielając ostrzeżeń i przestróg oraz ganiąc grzech, przemawia do ludzi za pośrednictwem swoich sług. Daje każdemu możliwość naprawienia swych błędów, zanim zostaną one utrwalone w charakterze, ale jeśli ktoś nie chce się zmienić, boska moc nie przeciwdziała tendencji do jego własnego działania. Takiemu człowiekowi coraz łatwiej jest postępować w ten sam sposób. Zatwardza swe serce na wpływ Ducha Świętego. Dalsze odrzucanie światła sprawia, że nawet znacznie silniejszy wpływ nie wywrze na nim trwałego wrażenia. []

Ten, kto raz uległ pokusie, łatwiej ulegnie jej następnym razem. Każde ponowne popełnienie grzechu zmniejsza siłę oporu, zaślepia oczy i przytępia sumienie. Każde wysiane ziarno pobłażliwości przyniesie owoc. Bóg nie uczyni cudu, by zapobiec żniwu. „Co człowiek sieje, to i żąć będzie” GAL. 6,7. Kto objawia zatwardziałość w swej niewierze, obojętność wobec Bożej prawdy, zbiera tylko żniwo tego, co sam zasiał. W ten sposób tłumy ludzi słuchają ze stoicką obojętnością prawd, które niegdyś poruszały ich dusze. Siali lekceważenie i opór wobec prawdy, i takie jest żniwo, które zbierają.

Ci, którzy uciszają obciążone winą sumienie, myśląc, że mogą zmienić złe postępowanie, jeśli tylko zechcą, i że mogą igrać z łaską, a jednocześnie zachować wrażliwość na nią, obierają takie postępowanie ku swojej zgubie. Sądzą, że po tym, jak całkowicie stanęli po stronie wielkiego buntownika, w momencie największej potrzeby, gdy niebezpieczeństwo zagrozi im poważnie, zmienią przywódcę, ale nie tak łatwo to uczynić. Doświadczenie, wykształcenie, wychowanie do życia w pobłażaniu grzechowi tak dogłębnie ukształtowało charakter, że nie mogą przyjąć podobieństwa Jezusa. Gdyby żadne światło nie oświeciło ich ścieżki, sprawa przedstawiałaby się inaczej. Bóg mógłby wkroczyć ze swoją łaską i dać im okazję przyjęcia miłosiernej oferty, ale jeśli światło przez długi czas było odrzucane i pogardzane, w końcu zostanie odebrane.

Faraonowi zagrażała teraz plaga gradu. Ostrzeżono go: „Każ więc teraz schronić bydło swoje i wszystko, co masz na polu; gdyż każdy człowiek i każde zwierzę, które znajdzie się na polu i nie zostanie spędzone do domu, zginie, gdy spadnie na nie grad” 2 MOJŻ. 9,19. Deszcz i grad były niezwykłym zjawiskiem w Egipcie, a takiej burzy, jaka została zapowiedziana, nikt nie był świadkiem. Wieść rozeszła się szybko, a wszyscy, którzy uwierzyli słowu Pana, spędzili swe bydło, natomiast ci, którzy wzgardzili ostrzeżeniem, pozostawili je na polu. W ten sposób w surowej karze przejawiło się Boże miłosierdzie, lud został poddany próbie i okazało się, jak wielu nauczyło się bać Boga wskutek objawienia się Jego mocy.

Burza nadeszła tak, jak zostało to przepowiedziane — grom i grad, zmieszane z ogniem, „bardzo groźny; czegoś podobnego nie było w całej ziemi egipskiej, odkąd była zamieszkana. Grad zabił w całej ziemi egipskiej wszystko, co było na polu, zarówno ludzi, jak i bydło; grad zniszczył też całą roślinność i połamał wszystkie drzewa na polu” (w. 24.25). Ruina i spustoszenie znaczyły drogę anioła zniszczenia. Tylko ziemia Goszen została oszczędzona. Było pokazane Egipcjanom, że żywy Bóg panuje nad ziemią i żywioły są posłuszne Jego głosowi, a bezpieczeństwo można znaleźć jedynie w posłuszeństwie Jemu.

Cały Egipt drżał po tym strasznym wylaniu boskiego sądu. Faraon śpiesznie posłał po obydwóch braci i zawołał: „Tym razem zgrzeszyłem; Pan jest sprawiedliwy, a ja i lud mój jesteśmy grzeszni. Wstawcie się do Pana, bo dosyć już było grzmotów Bożych i gradu. Wypuszczę was, nie pozostaniecie tu dłużej” (w. 27.28). Odpowiedź brzmiała: „Gdy tylko wyjdę z miasta, wyciągnę swe dłonie do Pana. Wtedy ustaną grzmoty i gradu już nie będzie, abyś poznał, że ziemia należy do Pana. Lecz co do ciebie i sług twoich, wiem, że jeszcze nie boicie się Pana, Boga” (w. 29.30).

Mojżesz wiedział, że walka jeszcze się nie skończyła. Wyznania i obietnice faraona nie były efektem radykalnej zmiany jego umysłu czy serca, ale raczej zostały wymuszone na nim pod wpływem przerażenia i udręki. Mojżesz obiecał jednak spełnić jego prośbę, aby nie dać mu żadnego pretekstu do trwania w uporze. Prorok wyszedł, nie bacząc na szalejącą burzę, a faraon i jego świta byli świadkami mocy Jahwe, który zachował swego posłańca. Gdy Mojżesz wyszedł za miasto, „wyciągnął dłonie swe do Pana; i ustały grzmoty i grad, a deszcz nie padał na ziemię” (w. 33). Jednak gdy tylko król otrząsnął się ze swego strachu, jego serce wróciło do poprzedniej przewrotności.

Wtedy Pan powiedział do Mojżesza: „Idź do faraona, gdyż to Ja sam przywiodłem do zatwardziałości serce jego i serce sług jego, aby czynić moje znaki wśród nich i abyś ty opowiadał dzieciom swoim i wnukom swoim, jak obszedłem się z Egipcjanami, i jakie znaki czyniłem wśród nich, byście poznali, żem Ja Pan” 2 MOJŻ. 10,1.2. Pan objawił swą moc, by wzmocnić wiarę Izraela w Niego jako jedynego prawdziwego i żywego Boga. Dał nieodparty dowód, iż czynił różnicę między nimi a Egipcjanami, i sprawić, aby wszystkie narody poznały, że Hebrajczycy, którymi pogardzali, i których uciskali, byli pod opieką Boga niebios.

Mojżesz ostrzegł monarchę, że jeśli nadal będzie się sprzeciwiał, zesłana zostanie plaga szarańczy, która pokryje cały kraj i pożre wszelką roślinność, jaka ocalała. Szarańcza napełni domy, a nawet sam pałac, będzie to taka klęska — powiedział — jakiej „nie widzieli ojcowie twoi i ojcowie ojców twoich, odkąd żyją na ziemi aż do dnia dzisiejszego” (w. 6). []

Doradcy faraona osłupieli. Naród poniósł ogromną stratę w wyniku pomoru bydła. Wiele osób zginęło od gradu. Lasy były powalone, a zbiory zniszczone. Szybko tracili wszystko, co zyskali dzięki pracy Hebrajczyków. Całej ziemi zagrażał głód. Książęta oraz dworzanie naciskali na króla i gniewnie żądali: „Jak długo będzie nam ten człowiek przynosił nieszczęście? Wypuść tych ludzi, aby służyli Panu, Bogu swemu. Czy jeszcze nie rozumiesz, że Egipt ginie?” (w. 7).

Mojżesz i Aaron ponownie zostali wezwani, a monarcha powiedział do nich: „Idźcie, służcie Panu, Bogu waszemu. Lecz którzy to mają iść?” (w. 8).

Odpowiedź brzmiała: „Pójdziemy z naszą młodzieżą i z naszymi starcami; pójdziemy z naszymi synami i naszymi córkami, z naszymi trzodami i naszym bydłem, gdyż mamy obchodzić święto Pana” (w. 9).

Gniew ogarnął króla. „Pan niech będzie z wami, jeżeli ja kiedykolwiek wypuszczę was i dzieci wasze. Patrzcie, jak złe macie zamiary. Nie tak! Idźcie wy, mężczyźni i służcie Panu, skoro tak tego żądacie! I wypędzono ich od faraona” (w. 10.11). Faraon usiłował wyniszczyć Izraelitów ciężką pracą, ale teraz udawał, że jest głęboko zainteresowany ich dobrem i czule troszczy się o ich dzieci. Jego prawdziwym zamysłem było jednak zatrzymanie kobiet i dzieci jako zabezpieczenie powrotu mężczyzn.

Mojżesz wyciągnął więc swą laskę nad krajem, po czym powiał wschodni wiatr i przyniósł szarańczę. „I szarańcza (…) osiadła w bardzo wielkiej ilości na całym obszarze Egiptu. Nie było przedtem takiej ilości szarańczy ani już nie będzie” (w. 14). Pokryła niebo tak, że w kraju pociemniało, i pożarła wszelką zieleń, jaka jeszcze pozostała. Faraon natychmiast posłał po proroków i powiedział: „Zgrzeszyłem przeciwko Panu, Bogu waszemu, i przeciwko wam. Przeto przebaczcie mi jeszcze tym razem mój grzech i wstawcie się do Pana, Boga waszego, by przynajmniej tę zagładę oddalił ode mnie” (w. 17). Uczynili tak, a silny zachodni wiatr odpędził szarańczę w stronę Morza Czerwonego. Król jednak nadal trwał w swym nieustępliwym postanowieniu.

Lud Egiptu był na skraju rozpaczy. Plagi, które dotąd na niego spadły, zdały się mu prawie nie do zniesienia, a ludzie byli napełnieni lękiem o przyszłość. Naród czcił faraona jako reprezentanta swego boga, ale wielu było teraz przeświadczonych, że faraon sam przeciwstawia się Temu, który wszystkie siły przyrody uczynił sługami swej woli. Hebrajscy niewolnicy, tak cudownie wyróżnieni, zaczynali ufać, że zostaną wyzwoleni. Ich nadzorcy nie odważyli się uciskać ich tak jak dotychczas. Cały Egipt opanowała tajemnicza trwoga, że ten zniewolony naród powstanie i pomści swe krzywdy. Wszędzie ludzie pytali wstrzymując oddech: „Co się jeszcze wydarzy?”.

Nagle ciemność ogarnęła kraj, tak gęsta i czarna, iż wydawało się, że „można jej dotknąć”. Ludzie nie tylko zostali pozbawieni światła, ale powietrze było tak duszne, że trudno było oddychać. „Przez trzy dni nie widział jeden drugiego i nikt nie mógł wstać z miejsca swojego; ale wszyscy synowie izraelscy mieli światło w siedzibach swoich” (w. 23). Egipcjanie czcili słońce i księżyc; w tej tajemniczej ciemności zarówno ludzie, jak i ich bogowie, zostali porażeni mocą, która ujęła się za niewolnikami5. Jednak chociaż było to straszne, plaga ta była dowodem Bożego miłosierdzia. Bóg nie chciał niszczyć. Dał ludziom czas na zastanowienie się i skruchę, zanim zesłał na nich ostatnią i najstraszniejszą z plag.

Trwoga zmusiła faraona do dalszych ustępstw. Pod koniec trzeciego dnia ciemności wezwał Mojżesza i zezwolił na wyjście ludzi, pod warunkiem, że zostawią stada i trzody. „Nie pozostanie nawet kopyto” — odparł rezolutny Hebrajczyk. — „Nie wiemy, co ofiarować Panu, dopóki tam nie przyjdziemy” (w. 26). Król przestał panować nad swoim gniewem. „Idź precz ode mnie!” — krzyczał — „A strzeż się! Nie zjawiaj się już przed moim obliczem, bo jeśli raz jeszcze zjawisz się przed moim obliczem, zginiesz” (w. 28).

Mojżesz odparł: „Dobrze powiedziałeś; już nigdy nie zjawię się przed twoim obliczem” (w. 29).

„Ów mąż, Mojżesz, był bardzo poważany w ziemi egipskiej, zarówno u dworzan faraona jak i u ludu” 2 MOJŻ. 11,3. Egipcjanie patrzyli na Mojżesza z trwogą. Król nie odważył się go skrzywdzić, gdyż ludzie uważali go za jedynego człowieka, który ma moc powstrzymać plagi. Pragnęli, by pozwolono Izraelitom opuścić Egipt. Tylko król i kapłani do końca sprzeciwiali się żądaniom Mojżesza.

Ellen G. White

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz