Prymat Rzymu z perspektywy historycznej

Co się wydarzyło w Kościele pomiędzy rokiem 48 a 65 (śmierć apostoła Piotra) – o czym w dodatku nie wspomina żaden fragment Nowego Testamentu – co zmieniło sposób zarządzania Kościołem z kolegialnego, na jednoosobowy? Sprawowany w dodatku przez Piotra, choć to Paweł na kartach Nowego Testamentu jest wyraźnie wiodącą postacią Kościoła – i to zarówno w wymiarze misyjnym (zakładania i wizytowania zborów), jak i teologicznym (tworzenia doktryny Kościoła).

Według katolickiej historiografii apostoł Piotr był nie tylko pierwszym biskupem Rzymu, ale i pierwszym papieżem. Nie wracając już do analizy nowotestamentowych tekstów mówiących jakoby o jednoosobowym przywództwie Piotra nad dopiero co powstałym Kościołem, chciałbym pokrótce przyjrzeć się historycznym aspektom prymatu papieskiego w świetle dziejów wczesnego Kościoła.

Serce Kościoła biło gdzie indziej

Zacznijmy od organizacyjnej sytuacji ówczesnego chrześcijaństwa. Jego zasięg w I wieku był jeszcze mocno ograniczony. Poza Palestyną były to przede wszystkim zbory zakładane w dużej mierze przez apostoła Pawła w Syrii, Azji Mniejszej i Grecji, a po-nadto w Italii i Egipcie. Wiodące lokalne Kościoły powstały w głównych miastach cesarstwa: Jerozolimie, Antiochii, Aleksandrii i Rzymie. W następnych wiekach zmalało znaczenie Jerozolimy, doszły zaś następne silne ośrodki kościelne w Kartaginie i Konstantynopolu. Wprawdzie zbór rzymski należał do najstarszych (apostoł Paweł kieruje tam swój list napisany ok. 57 roku), ale nic nie wskazuje na to, by jego rola w Kościele tamtego okresu (I-III wieku) należała do wiodących. Chociaż pobyt apostoła Piotra w Rzymie potwierdzany jest świadectwami wielu autorów żyjących w I i II w. (Klemensa Rzymskiego, Ignacego Antiocheńskiego, Dionizego, Tertuliana, Ireneusza z Lyonu), to już fakt stałego (w jakich latach?) kierowania przezeń zborem rzymskim (czyli sprawowania funkcji biskupa rzymskiego) budzi spore wątpliwości. Dość powiedzieć, że jeszcze na początku panowania cesarza Trajana (98 r.) Rzym jest jedynym poświadczonym źródłowo ośrodkiem chrześcijańskim na Za-chodzie (zob. mapka). Dlatego, choć z politycznego punktu widzenia Rzym był centrum cesarstwa rzymskiego, to z punktu widzenia chrześcijaństwa były to dalekie rubieże Kościoła. Gdyby przyjmować za historiografią katolicką, że biskup Rzymu w osobie Piotra już wówczas był „papieżem“, czyli zwierzchnikiem ówczesnego Kościoła – takie umiejscowienie centrum kierowniczego Kościoła byłoby działaniem całkowicie nielogicznym zważywszy na fakt, że w owym czasie większość zborów znajduje się na terenie Palestyny, Syrii i rzymskiej prowincji Azji (czyli dzisiejszej Turcji). Wprawdzie zgodnie ze starożytnym (choć nie chrześcijańskim) przysłowiem „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, ale z niego apostoł Piotr wszędzie miałby po prostu daleko.

Podobnie sytuacja wygląda w II wieku, choć przybyło zborów na terenie Italii, Galii i w rzymskiej prowincji, Afryce (na terenie dzisiejszej Tunezji) – czyli na ówczesnym Zachodzie, to jednak nadal zdecydowana większość zborów znajduje się na Wschodzie, tam też najbujniej rozwija się teologia i działalność misyjna Kościoła. Sytuacja zmienia się dopiero u schyłku III w., kiedy Kościół posiada już bardzo wiele zborów w Italii, północno-zachodniej Afryce, w Galii i Hiszpanii – choć jednocześnie nadal znacznie liczniejszy jest w Azji Mniejszej, Syrii, Palestynie i Egipcie. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w ciągu pierwszych trzech wieków serce Kościoła biło gdzie indziej – nie w Rzymie.

Kościół scentralizowany czy wspólnota Kościołów lokalnych?

Następną ważną kwestią wartą przeanalizowania jest fakt, czy Kościół ówczesny (I-III w.) był ciałem scentralizowanym, zarządzanym jednoosobowo i rozwijającym się w oparciu o jedno „centrum dowodzenia“.

Nowy Testament pokazuje nam Kościół jako ciało zarządzane kolegialnie. W 15 rozdziale Dziejów Apostolskich czytamy o tzw. (później) soborze jerozolimskim (lub apostolskim), na którym decydowała się kwestia relacji pomiędzy tzw. judeochrześcijaństwem a odcięciem się Kościoła od pewnych związków z judaizmem (Dz 15:1). Zgromadzili się więc apostołowie i starsi, aby tę sprawę rozważyć (Dz 15:6). Działo się to około 48 r. Rodzi się więc pytanie: co się wydarzyło w Kościele pomiędzy rokiem 48 a 65 (śmierć apostoła Piotra) – o czym w dodatku nie wspomina żaden fragment Nowego Testamentu – co zmieniło sposób zarządzania Kościołem z kolegialnego, na jednoosobowy? Sprawowany w dodatku przez Piotra, choć to Paweł na kartach Nowego Testamentu jest wyraźnie wiodącą postacią Kościoła – i to zarówno w wymiarze misyjnym (zakładania i wizytowania zborów), jak i teologicznym (tworzenia doktryny Kościoła).

Kościół od samego swego początku rozwijał się bardzo żywiołowo i nierzadko odrębnymi drogami. Kościół palestyński, syryjski, grecki, małoazjatycki – to były często odrębne organizmy, pozostające oczywiście ze sobą w jedności, ale wybierające swoje własne drogi rozwoju i funkcjonowania. Wykazujące się swoimi unikalnymi cechami w teologii, liturgii, czy nawet zasadach organizacyjnych. Od połowy II w. spotykano się na lokalnych zjazdach, zwanych synodami – od III wieku bardziej regularnych, choć zwoływanych w danym regionie (czasem jest to obszar dwóch prowincji cesarstwa), z reguły wtedy, gdy trzeba podjąć ważną decyzję dotyczącą pojawiających się błędów czy kontrowersji teologicznych. I jak widać, Kościół dobrze się czuje z takim systemem decentralizacji władzy[1], skoro pierwsze spotkanie przedstawicieli całego Kościoła odbywa się dopiero w 325 r. (sobór w Nicei – a i to zwołane z woli cesarza, a nie z inicjatywy lokalnych przywódców kościelnych. Nawet tam jednak ustalono powołanie jedynie trzech równorzędnych patriarchatów[2]: Antiochii (dla Kościołów azjatyckich i greckich), Aleksandrii (dla Egiptu, Libii i Petapolis) oraz Rzymu (dla Kościołów Zachodu – włącznie z północno-zachodnią Afryką) – zamiast ustalania jednej zwierzchniej władzy centralnej dla całego Kościoła.

Można powiedzieć, że instytucjonalna władza biskupów Rzymu pojawia się wraz z zupełnie nową sytuacją polityczną Kościoła w cesarstwie rzymskim, co wiąże się z tak zwanym przełomem konstantyńskim[3]. A i to przecież nie od razu, skoro w czasach Konstantyna Wielkiego to cesarz rezerwował dla siebie pozycję wiodącą w decydowaniu o sprawach Kościoła[4]. Ten ostatni jednak wchodząc na salony władzy potrzebował innej już struktury zarządzania i funkcjonowania, odpowiedniej do pozycji zajmowanej w cesarstwie rzymskim.

Stąd, aby z czasem móc się stawać coraz bardziej znaczącym partnerem władzy państwowej, potrzebował bardziej scentralizowanej struktury władzy – czego skutkiem są wspomniane wyżej decyzje soboru nicejskiego.

Biskup Rzymu – autorytet duchowy czy rozkazodawca?

Jednym z głównych argumentów, jakimi posługują się historycy i apologeci katoliccy w dowodzeniu istnienia prymatu Rzymu w Kościele starożytnym, jest fakt wydawania przez niektórych biskupów Rzymu orzeczeń doktrynalnych w korespondencji z innymi Kościołami lokalnymi. I tak pierwszym dowodem na to ma być list biskupa Rzymu Klemensa z ostatnich lat I w. skierowany do Koryntian, w którym upomina ich, aby przezwyciężyli niesnaski i podziały, jakie występują w ich zborze. Jest on jednak bardziej kategoryczny niż oba listy pisane do Koryntian przez apostoła Pawła, nakazuje bowiem posłuszeństwo lokalnemu biskupowi, którego Bóg ustanowił nad nimi (ale przecież nie sobie). Czy to oznacza, że uważał się za kogoś znaczniejszego w Kościele niż apostoł Paweł? Czy analogia z Pawłem piszącym napominające listy do zborów (apostoł Piotr takich listów nie pisał) miałaby znaczyć, że to właśnie on był „papieżem“ w poprzednim pokoleniu – wszak również męczeńsko miał zginąć właśnie w Rzymie[5]. A przecież nie jest to jedyny przykład z tego okresu, kiedy znaczniejsi biskupi (zwani później Ojcami Apostolskimi) piszą listy do innych zborów, także spoza swojego lokalnego Kościoła, upominając je, pouczając czy jedynie zachęcając. I tak na przykład biskup Antiochii Ignacy około 110 r. pisze siedem listów do zborów małoazjatyckich …oraz do zboru w Rzymie. A przecież, zważywszy na to, że biskup Rzymu miałby być jego zwierzchnikiem jako przywódca całego chrześcijaństwa – to do niego list powinien być adresowany.

Analizując pisma wczesnochrześcijańskie warto zwrócić uwagę na fakt, że jednym z tych, które najwcześniej wskazują na prymacjalną władzę Piotra w Kościele jest gnostycka (a więc z punktu widzenia ortodoksji chrześcijańskiej – wyraźnie heretycka) „Apokalipsa Piotra“ z ok. 160 r., która przyznawała mu pierwszeństwo we wspólnocie apostołów: „Ty zaś, Piotrze, stań się doskonałym razem ze mną ze względu na twe imię, gdyż to Ja cię wybrałem. Przez ciebie stworzyłem początek dla pozostałych, których zaprosiłem do wiedzy, aby [byli mocni]”[6].

Z 180 r. pochodzi słynny tekst Ireneusza z Lyonu na temat Kościoła rzymskiego. Dotrwał on jednak do naszych czasów jedynie w późniejszym przekładzie łacińskim. Ireneusz wskazuje tam na wielkość i starożytność tego Kościoła, fakt jego założenia przez apostołów Piotra i Pawła oraz to, że był powszechnie znany. I dalej pojawia się kluczowe zdanie: „Z tym bowiem kościołem (…) z powodu jego priorytetu musi się zgadzać każdy kościół, to jest ci wierni, którzy gromadzą się zewsząd. W nim bowiem zawsze zachowywali pochodzącą od apostołów tradycję ci, którzy się zewsząd gromadzili“[7]. Stwierdzenie to jednak może się odnosić zarówno do rzymskiego prymatu (jakkolwiek rozumianego), jak i dostarczania przez rzymski Kościół ilustracji tego, co znaczy być Kościołem wiernym tradycji apostolskiego nauczania[8]. Nawet przyjmując pierwszą interpretację tego tekstu należy zwrócić uwagę na fakt, że pismo to wyszło spod pióra autora piszącego w Galii, a dla Zachodniej Europy Rzym był w tym czasie bezsprzecznie wiodącą stolicą biskupią[9]. Ale już Cyprian (żył w latach 200- -258), metropolita Kartaginy, choć popiera możliwość władzy Rzymu wobec lokalnego Kościoła w galijskim Arles, nie uważa, aby władza biskupa rzymskiego miała sięgać jego Afryki. Kiedy opozycyjna część jego kleru zwróciła się o pomoc do biskupa rzymskiego Korneliusza (251-253), napiętnował to, jako nieuprawnione działanie. Nie uznawał też decyzji biskupa rzymskiego Stefana (254-257) w sporze o ważność chrztu heretyków, podkreślając wówczas autonomię biskupa w zarządzaniu Kościołem lokalnym. Stefan natomiast jednoznacznie pojmował ostateczną rację swego stanowiska w powyższym sporze. Było nią następstwo biskupa rzymskiego po Piotrze, na którym wznosi się fundament Kościoła. Kierowany tą świadomością był gotowy trwać przy swoim przekonaniu nawet za cenę zerwania jedności z biskupami afrykańskimi. Jak dotąd było to najbardziej znaczące okazanie prymacjalnego stanowiska Rzymu. Nie dla wszystkich jeszcze oczywiste. Nawet katolicki historyk w odniesieniu do tej sytuacji przyznaje: „Potrzebny był wszakże dłuższy czas wgłębiania się w idee prymatu i jej wyjaśniania, by powszechniej niż dotąd zrozumiano jej podstawy biblijne, dziejowy sens i potrzebę w Kościele[10].

Jednym z jej elementów składowych były listy biskupów danych Kościołów lokalnych następujących kolejno po apostołach, gwarantujących zachowanie ciągłości ich nauczania. Zgodnie z tą zasadą największe znaczenie miały Kościoły zakładane przez apostołów, w których apostołowie działali albo przynajmniej mieli swój grób[11]. Te Kościoły miały być w najmniejszym stopniu zagrożone zniekształceniem nauki Chrystusa i apostołów przez herezje. Zaliczały się do nich takie ośrodki chrześcijańskie jak Antiochia, Efez, Filippia, Korynt, Tesaloniki czy Rzym[12].

Nad nimi wszystkim jednakże Rzym miał zdecydowaną przewagę. Tamtejszy Kościół wiązano bowiem z działalnością dwóch najznaczniejszych apostołów: Piotra i Pawła (przy czym podkreślano rolę i znaczenie ich obu, nie wyróżniając żadnego z nich), którzy ponadto mieli być tam pochowani. Poza tym Rzym był jedynym Kościołem na Zachodzie, który mógł się pochwalić apostolską reprezentacją.

Dlatego też o żadnym innym Kościele nie rozpisywano się w tak pochwalnym tonie. Z III w. znany jest hymn Abercjusza z Frygii na cześć Kościoła rzymskiego, w którym porównuje się go do królowej w złotych szatach i złotym obuwiu, która oddziałuje swoją nauką na zachodnie i wschodnie prowincje cesarstwa. W drugiej alegorii zawartej w Liście Pseudoklementynskim z początku III w. pojawia się obraz Kościoła rzymskiego jako łodzi Piotrowej, która należy do Boga, a jej sternikiem jest Chrystus, busolą biskup, zaś podróżnymi chrześcijanie. Najtrudniejszą rolę pełni tu biskup, gdyż musi wsłuchiwać się w słowa Sternika i głośno powtarzać Jego polecenia. W tym samym czasie Tertulian pisze o Rzymie: „O jakże szczęśliwy ów Kościół. Jemu to Apostołowie całą naukę z krwią swoją wylali“ (De prescriptione haereticorum, 36, 3-4).

Cudze przekonanie o własnej wyjątkowości

Nic dziwnego, że w takiej sytuacji, mając przeświadczenie o swojej wyjątkowości z racji apostolskiego autorytetu założycieli i licznych tego potwierdzeń z różnych Kościołów lokalnych, co ambitniejsi biskupi Rzymu zaczęli przejawiać zakusy ku odgrywaniu należnej im w ich mniemaniu roli już nie tylko w wymiarze symbolicznym czy honorowym. Pierwszym z nich był Wiktor I (189-199), który w drugorzędnym sporze o dzień święcenia Wielkanocy[13] postawił sprawę na ostrzu noża i ekskomunikował te Kościoły.

Od III w. rośnie znaczenie Kościoła rzymskiego też ze względów czysto praktycznych. W tym czasie jest to już naprawdę duży Kościół lokalny, liczący około 30 tysięcy członków, co stanowi jakieś 5 procent mieszkańców miasta. Przy tym jest to Kościół sławny ze swego zaangażowania w troskę o miejscowych ubogich, jak również pomoc udzielaną innym biedniejszym Kościołom lokalnym. W dodatku przestaje być Kościołem peryferyjnym na Zachodzie, stając się centrum łacińskiego chrześcijaństwa, zręcznie wykorzystując przy tym zarówno fakt apostolskiego pochodzenia, jak i usytuowania w stolicy światowego imperium.

Ostoja prawowierności, choć nie bez skazy

Kolejnym czynnikiem, który przyczynił się do podniesienia roli biskupów Rzymu w całym Kościele, były wydarzenia związane z zagrożeniem herezją arianizmu w I połowie IV w. Kiedy 10 lat po soborze nicejskim arianie przejęli władzę na Wschodzie, obaleni przez nich biskupi wierni nicejskiemu wyznani wiary odwołali się do innych synodów (między innymi w Rzymie w 341 r.), powstał problem czy jedne synody mogą anulować decyzje innych synodów. Na Wschodzie uważano, że nie – stojąc na stanowisku autonomii Kościołów lokalnych, za Zachodzie zaś biskup rzymski Juliusz stał na stanowisku, że niektóre synody są ważniejsze od pozostałych i mogą anulować ich decyzje. Wprawdzie chodzi tu jeszcze o zasadę kolegialnej odpowiedzialności za Kościół („Trzeba było napisać do nas wszystkich, żeby wszyscy biskupi mogli postanowić to, co słuszne“), ale pojawia się również nie-dwuznaczna zapowiedź świadomości własnej przewagi nad tym kolegium biskupów („Mówię wam przecież to, co otrzymaliśmy od błogosławionego Piotra Apostoła“).

Ponadto, kiedy jakieś 30 lat później Kościół wreszcie uporał się z problemem ariańskim, trzeba było odbudować zerwane więzi pomiędzy lokalnym Kościołami, okazało się, że spośród wszystkich głównych stolic biskupich to Rzym okazał się być ostoją prawowierności i stabilności[14] – przejmując w ten sposób rolę głównego ośrodka pośredniczącego w odbudowie jedności Kościoła.

Wszystkie te wymienione wyżej „przewagi“ Rzymu, w połączeniu z dużymi ambicjami nie-których z zasiadających na rzymskim tronie biskupów przyczyniały się do stopniowego wynoszenia się ich ponad pozostałych.

Senatorzy wypierają rybaków

Paradoksalnie dobrze zrobiła biskupom Rzymu przeprowadzka cesarzy do Konstantynopola, dokonana na początku IV w. przez Konstantyna. Wprawdzie znaczenie polityczne Rzymu się zmniejszyło, za to zyskał na tym autorytet rzymskiego Kościoła. Patriarcha Konstantynopola stał się bowiem kimś w rodzaju „biskupa dworskiego“, często mocno uzależnionego od cesarza, natomiast na Zachodzie można było zażywać o wiele większej kościelnej wolności.

Druga ciekawa zmiana sytuacji rzymskiego Kościoła, jaka nastąpiła w IV i V wieku, związana jest z przyjęciem chrześcijaństwa przez miejscową arystokrację, dotąd silnie oddaną tradycyjnym religiom pogańskim. Senatorskie, wpływowe rody wnoszą do Kościoła „przede wszystkim swój sposób myślenia o prawie i porządku, przywódczy charyzmat, umiejętność negocjacji, trzeźwe podejście do praktyki, swój zmysł władzy (…) Tak, oto dochodzi do tego, że z tradycyjnej myśli Kościoła przyjmowane jest szczególnie to, co przetłumaczalne na prawo i ustawę: Piotr jako prawodawca; papież jako nadal żyjący Piotr i posiadacz zarówno dziedzictwa jego władzy, jak też plenitudo potestatis, najwyższego przywództwa nad wszystkimi Kościołami“[15]. Rzym przestaje być stolicą cesarstwa, staje się za to stolicą Kościoła. Na razie jedynie w zamyśle nawykłych do decydowania o wielkich sprawach przedstawicieli senatorskich rodów, którzy w Kościele odnajdują dla siebie świetne pole do działania na miarę swoich niemałych ambicji. Ale dzięki politycznemu doświadczeniu liczonemu w pokolenia, zamierzenia te skrupulatnie wcielane są w życie. To nie jest już Kościół ubogich rzemieślników, gorliwych kobiet, oddanych niewolników z czasów Piotra i Pawła. Oto rodzi się Kościół ludzi znających smak władzy, bogactwa i znaczenia.

Roszczenia i program, a nie rzeczywistość

Już biskup Rzymu Damazy I (366-384) posłużył się teorią o sukcesji apostolskiej po Piotrze, a innych biskupów zaczął nazywać synami, a nie jak dotąd braćmi. Nieco później Innocenty I (401-417) stwierdził, że żadne decyzje dotyczące zmian strukturalno-organizacyjnych w Kościele nie mogą być dokonane bez jego zgody. On też po raz pierwszy użył określenia papież (łac. papae – ojciec) w odniesieniu do biskupa Rzymu[16]. Następnie Leon I Wielki (440-461) stwierdził, że Piotr był nie tylko założycielem papiestwa, ale i prawodawcą. Jego następcy mają więc duchowy autorytet, ale i prawodawczą władzę. Właściwie to dopiero on może być uważany za pierwszego papieża w dzisiejszym zrozumieniu.

Na razie (w IV i V w.) wyglądało to jednak ciągle tak, że nawet na Zachodzie władza biskupów nad Kościołem jest raczej roszczeniem i programem niż realnością. Zarówno w Hiszpanii, Galii, jak i w Afryce północnej (głównych poza Italią Kościołach Zachodu) bieżące problemy rozstrzygano z reguły na szczeblu lokalnym, bez angażowania w nie biskupów rzymskich. Klaus Schatz[17] wyróżnia trzy ówczesne strefy wpływów Rzymu. Pierwsza to Italia suburbicaria czyli środkowa i południowa, gdzie biskup Rzymu rządził jako metropolita. Podobnie jak patriarchowie Aleksandrii czy Antiochii na swoim terenie. Drugą stanowiła tzw. Italia annonaria, czyli północna z głównymi ośrodkami kościelnymi w Mediolanie i Akwilei oraz Galia, Iliria i Grecja. Ten obszar charakteryzowało dosyć częste odwoływanie się do Rzymu z pytaniami czy wątpliwościami dotyczącymi porządku kościelnego czy moralności. Ale z drugiej strony warto też zauważyć, że bardzo często takie zapytania (i to nawet ze Wschodu czy Afryki Północnej) trafiają również do Mediolanu, szczególnie za czasów niezwykle poważanego biskupa Ambrożego (374-397). Co pokazuje na fakt, że w owym czasie osobowość biskupa liczyła się równie mocno jak autorytet czy uznanie danego ośrodka kościelnego. Trzecią sferę wpływów stanowiły Hiszpania i Afryka Północna. Przy czym ta pierwsza utrzymywała jedynie bardzo luźne kontakty, druga zaś pilnie strzegła swojej niezależności, świadoma swego znaczenia teologicznego[18] i siły organizacyjnej.

Jednym z koronnych argumentów na potwierdzenie prymacjalnej władzy biskupów Rzymu już w V w. jest słynne powiedzenie Augustyna z Hippony „Roma locuta causa finita“ („Rzym się wypowiedział – sprawa załatwiona“), mające jakoby świadczyć o definitywności orzeczeń Rzymu przyjmowanych przez inne Kościoły. Rzecz dotyczyła herezji Pelagiusza[19], która wprawdzie w 416 r. została potępiona na synodach północnoafrykańskich, jednak nie rozwiązało to do końca problemu, bowiem centrum tego ruchu był Rzym i dlatego ważne było, aby i tam odniesiono się do tego zagrożenia. I rzeczywiście w 417 r. biskup rzymski Innocenty I uznał i poparł decyzje owych synodów. I wówczas to Augustyn napisał: „Na temat tej sprawy już dwa synody wydały listy do Stolicy Apostolskiej. Potem nadeszły od niej orzeczenia. Sprawa jest załatwiona; oby tylko przestała istnieć błędna doktryna“[20]. Nie chodziło więc o to, że dopóki Rzym nie potępi Pelagiusza, orzeczenia synodów afrykańskich nie są wiążące, ale o to, że wraz z przyłączeniem się Rzymu do owych decyzji Pelagiusz nie ma już żadnego znaczącego autorytetu kościelnego, do którego mógłby się jeszcze odwoływać[21].

Potwierdzeniem silnego poczucia niezależności Kościoła północnoafrykańskiego od Rzymu są zakazy synodów w Kartaginie z 419 i 424 r. zwracania się tamtejszych kapłanów z apelacjami do Rzymu. Jeszcze w VI w. Kościół ten podkreślał swoją autonomię wobec Rzymu.

Właściwie do końca starożytności, mimo wspomnianych prób i deklaracji, biskupi Rzymu nie byli w stanie uzyskać powszechnego uznania dla swoich roszczeń. Na dobrą sprawę dopiero upadek zachodniego cesarstwa rzymskiego w 476 r. i powstanie przez to zupełnie nowej sytuacji politycznej w tej części Europy umożliwiły kolejnym biskupom Rzymu poszerzenie zakresu realnej władzy i zbudowanie tak duchowej, jak i świeckiej potęgi papiestwa. To wtedy papież Geleazy I (492-496) po raz pierwszy użył w stosunku do siebie tytułu „Namiestnik Chrystusa“. Zarówno Paweł jak i Piotr używali znacznie skromniejszych tytułów „sługi i apostoła Jezusa Chrystusa“ (Tt 1:1, 1 P 1:1).

Włodek Tasak


Przypisy:

  1. Które jest tym bardziej zrozumiałe, że od czasu do czasu targały nim prześladowania, nierzadko kierowane przede wszystkim przeciwko jego lokalnym przywódcom. W takiej sytuacji tworzenie z Kościoła instytucji z jednoosobowym przywódcą, w dodatku mającym siedzibę w stolicy cesarstwa, narażałoby Kościół na paraliż decyzyjny z powodu łatwej jego eliminacji przez prześladowców.
  2. Jeszcze na początku IV w. wszyscy biskupi formalnie byli sobie równi, ale w praktyce były ważniejsze Kościoły lokalne, te znajdujące się w głównych miastach cesarstwa: Aleksandrii, Antiochii, Rzymie, Kartaginie, Konstantynopolu. Konstantynopol uzyskał prawa patriarchatu w 381 r. na soborze w Konstantynopolu. Na początku VI w., w czasie tzw. schizmy akacjańskiej, pojawił się tytuł patriarchy ekumenicznego (w odniesieniu do biskupa Konstantynopola) – jako głowy Kościoła dla całego państwa. Dopiero cesarz Justynian w 545 r. ogłosił, że biskup Konstantynopola zajmuje w Kościele drugie miejsce, zaraz po biskupie Rzymu.
  3. Mianem tym określa się decyzję Konstantyna Wielkiego z 313 r. o nadaniu chrześcijaństwu pozycji religii de facto uprzywilejowanej (choć formalnie jedynie tolerowanej) i wiążące się z tym liczne konsekwencje polityczne i społeczne dla Kościoła.
  4. Czego przejawem jest m.in. używanie przez niego dość kuriozalnego tytułu „biskupa do spraw pozakościelnych”.
  5. “Z jakiego powodu Klemens, będąc rzymskim biskupem, pisze do korynckich chrześcijan z pozycji władzy? (…) Słyszał o podziale, a nawet otwartej kłótni wśród korynckich chrześcijan. A któż lepiej mógł przywołać ich do porządku i posłuszeństwa wobec przywódców niż biskup Rzymu – następca Piotra i Pawła, którzy kilka dziesięcioleci wcześniej ponieśli w tym mieście męczeńską śmierć?” – Roger E. Olson, Historia teologii chrześcijańskiej, Warszawa 2003, s. 55.
  6. Apokalipsa Piotra, 71, [w:] Apokryfy Nowego Testamentu, Listy i Apokalipsy chrześcijańskie, red. M. Starowieyski, Kraków 2001, s. 215.
  7. Cyt. za J.N.D. Kelly, Początki doktryny chrześcijańskiej, Warszawa 1988, s. 148.
  8. Dokładnej analizy tego tekstu dostarcza J.N.D. Kelty, dz. cyt., s. 148-149.
  9. Jednak w samej Europie Zachodniej w nieco późniejszym okresie powstaje silna metropolia w Mediolanie – przez pewien czas konkurująca z Rzymem.
  10. Ks. M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 1 Starożytność, s. 86.
  11. Ireneusz z Lyonu w Adversus haereses III 4, 1 (180 r.) pisze, że w przypadku powstania sporu należy „zwrócić się do najstarszych Kościołów, w których żyli apostołowie, i od nich brać to, co w dyskutowanym zagadnieniu jest pewne i jasne“. Bardzo podobnie około 200 r. pisze na ten sam temat Tertulian (De prescriptione haereticorum, 36, 1-4).
  12. Jerozolima straciła na znaczeniu po 70 r., kiedy w wyniku przegranego powstania Żydów przeciwko Rzymianom, miasto to na skutek represji okupantów mocno podupadło, a tamtejszy zbór został rozproszony.
  13. Na Wschodzie popularny był judeochrześcijański zwyczaj świętowania Wielkanocy według żydowskiego zwyczaju i kalendarza, czternastego dnia miesiąca nisan niezależnie od dnia tygodnia, na który był on wypadał. Natomiast druga tradycja, poganochrześcijańska, związana była ze świętowaniem niedzieli na pamiątkę dnia zmartwychwstania Chrystusa.
  14. Co wcale nie znaczy, że brakowało tam mniej chlubnych epizodów podczas trwania owego sporu. Np. następca Juliusza I, Liberiusz (352-366) pod naciskiem cesarza wyrzekł się nicejskiego wyznania wiary i zerwał wspólnotę kościelną z Atanazym – głównym i niezłomnym obrońcą ortodoksji na Wschodzie.
  15. Klaus Schatz, Prymat papieski od początków do współczesności, Kraków 2004, s. 57.
  16. Jednak już wcześniej występuje ono w dokumentach mówiących o szczególnie ważnym biskupie: był więc np. papae Cyprianus z Kartaginy i papae Athanasius z Aleksandrii.
  17. Klaus Schatz, op.cit., str. 58-59.
  18. Z tego środowiska wywodzili się przecież Tertulian, Cyprian, Augustyn.
  19. Negował on grzeszność natury człowieka i konieczność przyjęcia zbawienia z łaski, uważając, że człowiek sam może wybrać życie bez grzechu.
  20. Cyt. za Klaus Schatz, op. cit., str. 60.
  21. Faktycznie okazało się, że sprawa wcale nie jest jeszcze zakończona, bowiem Pelagiuszowi udało się zdobyć poparcie następcy Innocentego I Zosyma. W tej sytuacji Augustyn doprowadził do jeszcze jednego potępienia Pelagiusza przez synod w Kartaginie w 418 r. Tym razem już jedynie powiadomiono Rzym o tej decyzji, który się do niej przyłączył.
Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz