„Przeto nie sądźcie przed czasem, dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc; a wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga”. 1 Kor 4,5

Nasze życie toczy się w dwóch sferach: jawnej i ukrytej. Obie ważne, obie rozległe. Sfera ukryta jest naszą tajemnicą, jest tylko dla nas. Sfera jawna natomiast jest „na sprzedaż”, dla innych. Dlatego dokładamy starań, by nasz „towar” był atrakcyjny i ładnie opakowany, żeby się dobrze sprzedał. Towar ten nie zawsze jest najlepszej jakości. Jest po prostu taki, jakimi sami jesteśmy. Ale można tu to i owo „podciągnąć”, więc dokładamy starań, by naszą bylejakość ładnie oprawić. Czynimy to przez gesty, słowa, dobrą minę, zachowanie pozorów.

Dlatego np. politycy zapewniają, że problemy wyborców są dla nich najważniejsze. Na spotkaniach witają się serdecznie, pozdrawiają, dużo obiecują, zapraszają na kampanię. Potem okazuje się, że zabiegają głównie, jeśli nie tylko, o własny interes. W pracy większość udaje ludzi zadowolonych, kochających rodzinę i żyjących dla niej. A potem tak niechętnie wracają do domu. Oficjalna strona życia gwiazd świata filmu czy polityki wygląda wspaniale, a rzeczywistość bywa bardzo ponura.

Świat wyszedł chyba z tego przekonania, że zamiast pokazywać okropność, hańbę i nędzę – lepiej oszukiwać samego siebie i raczyć się „obrazami – reklamami”. Dlatego żyjemy w świecie pozorów i nabieramy się na chwyty reklamowe, że prezentowane rzeczy są, najlepsze, najkorzystniejsze, najdoskonalsze i najpiękniejsze. Świat żyje w pełnej obłudzie.

Skłócone małżeństwa, często na krawędzi rozwodu, w niedzielny ranek idą pod rękę do kościoła. Uśmiechnięci eksportują swój szczęśliwy wizerunek. Taka obłuda jest realnym zagrożeniem również dla Kościoła i dla każdego wierzącego. W Biblii znajdujemy wiele tego przykładów, a „wzorcowym” jest zbór w Laodycei (Obj 3,17). Ich „towar” był przedniej marki, byli bardzo z siebie zadowoleni: „bogaty jestem, niczego nie potrzebuję„. A Boża ocena była przerażająca: „pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły„.

Słowo Boże poucza nas jasno i wyraźnie: Pan Bóg widzi kompleksowo sferę jawną i skrytą. I ważniejsza jest dla Niego sfera skryta. O dwóch groszach, wrzuconych do skarbnicy przez wdowę, mówi się do dziś. Pan Jezus wyróżnił tę ubogą kobietę, bo jawna strona jej życia była zgodna z ukrytą. Pan Bóg patrzy na to, co w sercu człowieka. „…ten lud zbliża się do mnie swoimi ustami i czci mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode mnie…” (Iz 29,13). Pan Bóg nie przyjął tak wyrażanej czci, bo to, co zewnętrzne, nie miało pokrycia z tym, co było wewnątrz.

Rozdzierajcie swoje serca, a nie swoje szaty” (Joela 2,13) – mówi Bóg, gdy pokuta „na eksport” nie pokrywała się ze stanem serca. Wielu wierzących jest dziś zadowolonych, bo ich jawna sfera dobrze się prezentuje, ma wysokie noty. Często jednak ich rzeczywiste duchowe życie, sfera ukryta przed ludźmi, przedstawia opłakany widok. Skoro wiemy, że „Bóg sądzić będzie ukryte sprawy ludzkie” (Rz 2,16), powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na nasze „ukryte sprawy”, pilnować swojego serca bardziej niż czegokolwiek na świecie (Prz 4,23).

Bóg wie, kto kłócił się rano w domu, a w kaplicy uśmiecha się do wszystkich i odgrywa rolę szczęśliwego, pełnego pokoju dziecka Bożego. Bóg wie, kto w sobotni wieczór pił z nieczystych źródeł tego świata, a w niedzielę sprawia wrażenie „pochwyconego przynajmniej do trzeciego nieba„. Bóg wie, kto w sercu nosi gniew i zazdrość, a oficjalnie jest uprzejmy i serdeczny. Bóg wie, kto przez cały tydzień zabiega wyłącznie o swój byt, o swoje interesy, a w niedzielny ranek „wyrywa” aż dwie godziny dla Pana Boga. Tylko Bóg to wie. Nikt więcej nie musi tego wiedzieć. I to wystarczy.

Boże Słowo zapowiada, że przyjdzie czas, gdy to, co było skryte, zostanie objawione, „co mówiliście w ciemności, będzie słyszane w świetle dziennym, a co w komorach na ucho szeptaliście, będzie rozgłaszane na dachach” (Łk 12,3). Wtedy ujawni się całość naszego życia: sfera jawna i skryta i na tej podstawie będziemy sądzeni. Ileż wtedy będzie wstydu, ile płaczu i trwogi!

Pewien człowiek miał widzenie: Oto skończył się czas jego wędrówki na ziemi i przyszedł do niego Jezus:

– Zobacz, Panie Jezu, ile świadczyłem o – rzekł ów chrześcijanin, prezentując spore poletko obsiane pszenicą.

– A to posiew moich modlitw za zgubione dusze, za współbraci, za rodzinę. Tu zaś posiew moich materialnych rzeczy, które łożyłem na Twoją sprawę – mówił wyczekując pochwały od Jezusa.

– Dobrze, synu. Ale chodź, chcę ci pokazać jeszcze inne pola. Też twoje – powiedział Jezus i zaprowadził go na wielkie pola porośnięte chwastami. Chrześcijanin zbladł. Odgadł, że to również jego posiew. Wiele razy chował w sercu urazę, pychę, nieczyste myśli, krytykował, obmawiał, plotkował… Nie przypuszczał, że to również wzejdzie…

Nie błądźcie. Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Gal 6,7). Za wierne i bogobojne skryte życie nie otrzymuje się pochwały od ludzi. Naszej wewnętrznej czystości nie dojrzą ludzkie oczy, lecz na pewno widzi ją Bóg. Czytamy, że oczy Pana przeszukują całą ziemię, by znaleźć tych, którzy szczerym sercem są przy Nim (2 Kr 16,9). Za prowadzoną w skrytości wytrwałą walkę z pokusami i pożądliwościami, nie dostaniemy medalu na tej ziemi, ale otrzymamy wieniec chwały z rąk Pana.

Nasze życie ma podobać się nie tyle ludziom, co Bogu. Dlatego naszą nieustanną modlitwą do Boga winno być wołanie o czystość serca, czystość myśli i czystość życia. Chodzi o to, by nasze wewnętrzne życie było odnowione, oczyszczone i uświęcone. Byśmy stawali się podobni do Jezusa Chrystusa. Nie chodzi o to, by być wielkim w oczach ludzi, raczej o to, by być miłym Bogu. Nieważne, co mówią o nas ludzie, ważne, co o nas myśli Bóg. Jeśli nasze skryte życie będzie zanurzone w Bogu, sfera jawna będzie to odzwierciedlać. Taka spójność przynosi chwałę Bogu, a nam zysk. Wtedy jesteśmy zapaloną świecą, którą stawia się na świeczniku, by świeciła innym (Mt 5,15). O tym, że Pan Bóg widzi i ocenia wszystko, wiedzieli nasi poprzednicy w wierze.

Dlatego Józef uciekł od grzechu nieczystości, Mojżesz zrezygnował z przemijającej rozkoszy grzechu w Egipcie, hebrajscy młodzieńcy zdecydowali się odrzucić potrawy stołu pogańskiego króla, a apostoł Paweł wszystko uznał za śmiecie, wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa. Nie warto zadowalać się tym, że w zborze nikt nie może nam niczego zarzucić, bo wtedy przychodzi pokusa, by sobie trochę pofolgować, zaniechać modlitwy i czuwania. Apostoł Paweł napisał: „Albowiem do niczego się nie poczuwam, lecz to mnie jeszcze nie usprawiedliwia, bo tym, który mię sądzi, jest Pan” (1 Kor 4,4).

Meta naszego duchowego biegu nie znajduje się tam, gdzie ludzie niczego już nie mogą o nas powiedzieć. Oni widzą tylko sferę jawną, a nie widzą naszego wnętrza. Nasza meta znajduje się tam, gdzie ujawni się różnica pomiędzy tymi, którzy poprzestają na stworzeniu dobrego wizerunku tylko w sferze jawnej, a tymi, którzy podporządkowują woli Bożej również swoje wnętrze. Wymowną tego ilustracją jest podobieństwo o dziesięciu pannach. Pięć głupich zadowoliło się tym, że ich lampy świeciły. Kiedy nikt z ludzi nie mógł im niczego zarzucić, zatrzymały się w swoim biegu.

Mądre panny wiedziały, że mieć dobre imię wśród ludzi, to za mało. One biegły wytrwale dalej. Gdy inni głośno święcili swoje duchowe sukcesy, one pracowały, nie ustając w modlitwie i uświęceniu. Być może często słyszały kpiny i żarty na temat swojej pobożności, ale nie przejmowały się tym. One dobrze wiedziały, gdzie kończy się ich bieg. To były naprawdę mądre panny. Jakże mądra i potrzebna również nam dzisiaj jest modlitwa Dawida: „Badaj mnie, Panie, i poznaj serce moje, doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną!” (Ps 139,23-24).

Drodzy! Świat nadal będzie sycił się obłudą, zakłamaniem, coraz większą nieczystością. Bo tylko to potrafi dać, gdyż nie ma nic lepszego. Ale w tym świecie, wbrew pozorom, jest wielu ludzi, którzy dość już mają życiowych fajerwerków i tym podobnych namiastek. Oni szukają prawdziwego światła, pochodzącego z jedynego źródła światła – Jezusa Chrystusa.

A my ten skarb mamy! Naszym największym skarbem jest „Chrystus w nas, nadzieja chwały„! Kl. 1,27 Dołóżmy więc starań, by doprowadzić do spójności dwie sfery naszego życia. By Chrystus był „w nas” – widoczny dla innych.

Waldemar Świątkowski

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz