Sprzeczności w Ewangeliach?

Jezus nie pozostawił po sobie żadnej księgi, podobnie jak Sokrates. Nauki Sokratesa znamy wyłącznie z pism jego uczniów, którzy przekazali różne, sprzeczne z sobą wizerunki tego filozofa. Mimo to nikt nie kwestionuje ich, tak jak krytyczni teolodzy powątpiewają w treść Ewangelii, ze względu na prawdziwe czy domniemane różnice między nimi

Historycy nie kwestionują historyczności wydarzenia tylko dlatego, że tacy starożytni pisarze jak Liwiusz czy Polibiusz różnią się w jego opisie, tak jak czasem Mateusz czy Łukasz. Doświadczony sędzia, policjant czy agent ubezpieczeniowy wie, że zeznanie kilku osób będzie różnić się w szczegółach, mimo że widzieli to samo i są rzetelnymi, uczciwymi świadkami. Od świadków nie oczekuje się 100% zgodności, ponieważ percepcja każdego człowieka jest inna.

W tytule każdej Ewangelii, obok imienia, znajdziemy przyimek „według”, który podkreśla, że jest jedna Ewangelia, ale w czterech ujęciach. Każda opisuje Jezusa w sposób prawdziwy, żadna w pełny. Tak jak fotografia odzwierciedla wiernie tylko jedno ujęcie człowieka, zaś dobry portret ukazuje jego charakter i osobowość, tak Ewangelie nie są fotografiami Jezusa, lecz portretem. Mateusz ukazuje Jezusa jako Króla, który wypełnia mesjańskie zapowiedzi, Marek jako cierpiącego Sługę Bożego, Łukasz jako Przyjaciela i Zbawiciela grzeszników, Jan jako Syna Bożego, który przyszedł, aby objawić Boga Ojca.

Indywidualności ewangelistów oraz potrzeby środowisk, do których kierowali swe słowa, rzucają wiele światła na różnice między nimi, które często przytacza się na dowód braku natchnienia Ewangelii. Inaczej pisał Mateusz do Judejczyków, inaczej Łukasz do Greków, a jeszcze inaczej Marek do Rzymian. Dlatego, gdy Mateusz przytacza słowa Jezusa w sprawie rozwodu (Mt. 19:9), mówi tylko o mężczyźnie odprawiającym żonę, gdyż w żydowskiej kulturze rozwód był wyłączną prerogatywą mężczyzn, Ewangelia wg Marka natomiast odnosi słowa Jezusa do mężczyzn i kobiet (Mk. 10:11-12), gdyż w Rzymie o rozwód mogły się ubiegać obie strony. Zauważmy, że obaj ewangeliści przedstawili prawdę wygłoszoną przez Jezusa, ale każdy z nich odniósł ją do kultury, która była odbiorcą jego Ewangelii.

Zamiast więc doszukiwać się chronologicznej harmonii Wydarzeń opisanych w Ewangeliach lub też oczekiwać, że ewangeliści cytować będą Jezusa słowo w słowo, lepiej porównać je z sobą. Pozwoli to dojrzeć zbieżności i różnice między nimi. Zobaczymy wtedy, że ich autorzy niekiedy streszczali lub poszerzali, pomijali lub uwypuklali czyny i nauki Jezusa, aby podkreślić zamierzony sens lub skuteczniej trafić do mentalności środowiska, które było adresatem.

Nie przypadkiem, gdy Tacjan w II wieku próbował zharmonizować cztery Ewangelie, jego dzieło Diatessaron, nie cieszyło się zbytnią popularnością. Pierwsze pokolenia chrześcijan rozumiały, że Ewangelie nie są biografią Jezusa. Nie są też tylko wyrazem wiary wczesnego Kościoła, jak sądzili sceptycy. Zawierają oba te elementy. Ewangeliści byli nie tylko kronikarzami życia Jezusa, ale i pisarzami, którzy pod natchnieniem Ducha Świętego dokonali selekcji spośród ogromu nauk i wydarzeń z życia Jezusa. I bynajmniej się z tym nie kryli (J. 21:25; Ek. 1:2-3).

Niektóre różnice między Ewangeliami są iluzoryczne. Wynikają z naszej nieznajomości starożytnych realiów. Weźmy na przykład historię o niewidomym Bartymeuszu, często braną pod uwagę jako argument przeciw natchnieniu Ewangelii. Marek napisał bowiem, że Jezus uzdrowił go: „gdy wychodził z Jerycha” (Mk. 10:46), zaś Łukasz: gdy „przybliżał się do Jerycha” (Łk. 18:35-43). Badania ujawniły, że Jerychem nazywano wówczas dwa miejsca: częściowo opuszczone miasto starotestamentowe oraz kurort zbudowany nieopodal przez Heroda. Bartymeusz siedział zapewne przy drodze prowadzącej od jednego do drugiego, dlatego rację mieli obaj ewangeliści.

Podobnym przykładem są dwie genealogie Jezusa. Obie wywodzą Go od Dawida, z tym że jedna przez Salomona, a druga przez Natana, innego syna Dawida. Jedna mówi, że Józef, ziemski ojciec Jezusa, był synem Helego, a długa, że był on synem Jakuba. Łukasz napisał: „A Jezus… był jak mniemano, synem Józefa, syna Helego” (Łk.3:23), zaś Mateusz: „A Jakub był ojcem Józefa, męża Marii, z której narodził się Jezus” (Mt. 1:16). Niezgodność jest pozorna. Użyte przez Mateusza słowo „był” dosłownie brzmi „zrodził” (gr. egennezen). Skoro Józef był biologicznym synem Jakuba, to czy mógł być jednocześnie legalnym synem Helego? Tak, gdyż był jego synem przez małżeństwo z Marią, córką Helego. Nie jest to odosobniony przypadek w Biblii. Noemi nazwała swoją synową „córką” (Rt.3: l), Dawid nazwał Saula „ojcem”, a Saul zwał go „synem” (I Sm. 24:12.17). Rodowód Jezusa podany w Ewangelii wg Łukasza jest więc faktycznie genealogią Marii, zaś rodowód przedstawiony przez Mateusza zawiera genealogię Józefa.

Jezus i apostołowie mówili po aramejsku, toteż ich nauki musiały być przetłumaczone na język grecki, w którym spisano Nowy Testament. Wyjaśnia to niektóre różnice między Ewangeliami. Na przykład Mateusz cytuje Jezusa mówiącego: „Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest” (Mt. 5:48), a Łukasz: „Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz” (Łk. 6:36). W języku aramejskim Jezus zapewne użyl słowa shelim, które posiada znaczenie doskonałości i zarazem miłosierdzia. Obaj ewangeliści przetłumaczyli je poprawnie, choć inaczej. Mateusz jako „doskonały”, a Łukasz jako „miłosierny”.

Inny podobny przykład: Jezus według Łukasza powiedział: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki… nie może być moim uczniem” (Ek. 14:26); a według Mateusza: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt. 10:37). Na pierwszy rzut oka Mateusz stonował wypowiedź Jezusa, ale znajomość języków semickich pozwala wyjaśnić, że słowa „miłość” i „nienawiść” używane były przez Hebrajczyków w podobnym znaczeniu, jak nasze: „lubię” i „nie lubię” (Rdz. 29:30-31; Pwt. 21:15-17), dlatego tę wypowiedź Jezusa można było oddać na oba sposoby.

Najwięcej sprzeczności zdaje się zawierać relacja o zmartwychwstaniu. Sprawozdanie z Ewangelii wg Jana rozpoczyna się w niedzielę, gdy jeszcze było ciemno (J. 20:1). Maria Magdalena przyszła do grobu, ale gdy zobaczyła odsunięty kamień, pobiegła po Piotra i Jana (J. 20:2). Natomiast pozostali ewangeliści podają, że Maria Magdalena przybyła do grobu z innymi kobietami wczesnym rankiem, gdy było już jasno (Mk. 16:2; Mt.28:l). Niewiasty w pustym grobowcu zobaczyły aniołów: według Mateusza jednego, który wcześniej odwalił głaz (Mt. 28:2.5), według Marka młodzieńca w białej szacie (Mk. 16:5), a według Łukasza dwóch aniołów w jaśniejących szatach (Łk. 24:4). Jan mówi o dwóch aniołach, ale pisząc o spotkaniu z nimi, wymienia samą tylko Marię Magdalenę (J.20: 12). Łukasz napisał, że niewiasty poszły ze słowami aniołów do apostołów (Łk. 24:4-9), co potwierdził Mateusz (Mt. 28:5-8), natomiast Marek podał, że „uciekły od grobu, ogarnął je bowiem lęk i zdumienie, i nic nikomu nie mówiły, bo się bały” (Mk. 16:8).

Zacznijmy od pory tego niedzielnego poranka, kiedy kobiety udały się do grobu, aby namaścić ciało Jezusa. Czy była jeszcze noc czy wczesny poranek, gdy Maria przybyła do grobu? Niewiasty, które miały dokonać namaszczenia, mieszkały w różnych miejscach. Maria Magdalena pochodziła, jak się wydaje z Betanii, a więc miała przed sobą 2 km drogi. Jeśli umówiła się z nimi przy grobie o świcie, to musiała wyjść z domu, gdy jeszcze było ciemno, jak napisał Jan, zwłaszcza że użył czasownika, który może znaczyć „przychodzi” lub „udaje się”. Tak więc podany przez niego czas — „gdy jeszcze było ciemno” — odnosił się raczej do jej wyjścia z domu i podróży, niż do przybycia na miejsce (J. 20:l).

Czy Maria była sama, jak mogłoby się wydawać z lektury Ewangelii wg Jana? Wygląda na to, że Maria wybrała się w drogę z „drugą Marią”, dlatego u Mateusza czytamy: „O świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób” (Mt. 28:l). Czy przyszły razem do grobu, tego nie wiemy, ale jeśli nie, to owa „druga Maria” mogła pójść po maści przygotowane przez nie przed sabatem (Łk. 23:56) albo po wonności zakupione w sobotę wieczorem (Mk. 16:1) i przyjść z nimi w towarzystwie innych niewiast, gdyż czytamy, że „wczesnym rankiem, przyszły do grobu, niosąc wonności, które przygotowały” (Łk. 24:l).

Czy w pustym grobie Jezusa był jeden anioł czy dwóch? Prawdziwa sprzeczność istniałaby, gdyby Mateusz napisał, że nie było dwóch aniołów. Pisząc, że był jeden, nie zaprzeczył Łukaszowi czy Janowi, którzy wymienili dwóch, gdyż w dwóch zawiera się także jeden. Innymi słowy, skoro było dwóch aniołów, to musiał być także i jeden.

Apostoł Jan koncentruje się w swym sprawozdaniu na Marii Magdalenie, ale nie znaczy to, że zaprzecza pozostałym ewangelistom. Napisał, że Maria widząc odwalony kamień, od razu pobiegła po Piotra i Jana mówiąc: „Wzięli Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położyli” (J.20:2). Użyta przez nią liczba mnoga („nie wiemy”) potwierdza obecność innych kobiet przy grobie, a więc zgadza się z relacjami pozostałych ewangelistów.

Po odejściu Marii Magdaleny, niewiasty zajrzały do grobu i zdjął je strach (Mk. 16:6-7). Ujrzały aniołów w ludzkiej postaci (Łk. 24:4-7), od których otrzymały polecenie, aby przywołać apostołów, co też uczyniły (Mt. 28:5-8; Łk. 24:9-10). Marek napisał, że uciekły od grobu „i nic nikomu nie mówiły, bo się bały” (Mk. 16:8). Sprzeczność ta może być pozorna. Kobiety były przejęte bojaźnią, o czym wspomina nie tylko Marek, ale podczas gdy on na tym kończy, to Mateusz i Łukasz podają, że niewiasty poszły przywołać apostołów. Po takim przeżyciu potrzebowały nieco czasu, aby ochłonąć, zanim poszły i opowiedziały o wszystkim apostołom (Mt. 28:8; Łk. 24:10; J. 20:18).

Piotr i Jan, powiadomieni przez Marię Magdalenę, szybko pobiegli do grobu (J. 20:4), co potwierdza Łukasz (Łk. 24:12), po czym powrócili „do domu” (J. 20:10). Maria poszła za nimi i pozostała przy pustym grobie płacząc. Kiedy zajrzała do środka zobaczyła dwóch aniołów w ludzkiej postaci, co potwierdza relacja Marka i Łukasza (Łk. 24:4; Mk. 16:5).

Maria musiała być zapłakana lub mieć opuszczoną głowę, bo początkowo wzięła stojącego w pobliżu Jezusa za ogrodnika, mówiąc: „Panie! Jeśli ty go wziąłeś, powiedz mi, gdzie go położyłeś, a ja go wezmę” (J. 20:15). Wystarczyło słowo Jezusa „Mario”, aby Go rozpoznała: „A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy Nauczycielu!” (J. 20:16). Wtedy i Maria poszła, aby oznajmić wszystkim uczniom, że widziała zmartwychwstałego Pana (J 20:18).

W sprawozdaniu czterech ewangelistów dotyczącym zmartwychwstania trudno dokładnie określić kolejność wszystkich wydarzeń i zharmonizować ze sobą wszystkie szczegóły. Ale, podczas gdy filozofowie i liberalni teolodzy wykorzystują te pozorne czy rzeczywiste nieścisłości jako argument przeciwko natchnieniu i wiarygodności Biblii, to historycy widzą w nich dowód autentyczności ich relacj. Pisze o tym niemiecki historyk Hans Stier:

„To, że źródła omawiające zmartwychwstanie Jezusa zawierają nieścisłości w pewnych szczegółach, jest dla historyka dowodem ich wiarygodności. Gdyby bowiem były wytworem Kościoła czy innej grupy ludzi, wówczas relacja byłaby kompletna i zgodna. Z tego powodu każdy historyk jest szczególnie sceptyczny, gdy sprawozdania o wydarzeniu wyjątkowej wagi są pozbawione jakichkolwiek nieścisłości.”

Alfred J. Palla
Fragment książki „Sekrety Biblii” wyd. Betezda.

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz