Używanie duchowego autorytetu

Wychowałam się w dolinie poza miastem i będąc małą dziewczynką korzystałam z takich przywilejów, z których rzadko korzystają miejskie dzieci.

Pamiętam długie spacery na wzniesienie za naszym domem i godziny przeleżane na plecach w gęstej trawie.

Niekiedy delikatne muśnięcie twarzy przez wietrzyk, wydawało się mi odpowiedzią od tego, do którego tęskniłam całą duszą, patrząc w błękit nieba.

Wspominając te dalekie, drogocenne dni, uświadamiam sobie, że należały one do mnie dlatego, iż byłam członkiem rodziny, która mogła mi je podarować. Mój ojciec pracował w stanie Wirginia, a ja, będąc jego dzieckiem, miałam dostęp do radosnych chwil w naszej okolicy. W żaden sposób nie mogłabym stworzyć tego otoczenia dla siebie. Było ono moim, gdyż byłam dzieckiem mojego ojca.

W podobny sposób Bóg pragnie, żeby jego dzieci odpoczywały w jego obecności, nasycały się czystym, świeżym oddechem jego Ducha i upajały się wszystkim, co On im dał, gdyż one są Jego dziećmi, Jego rodziną! Jakże smutno musi Mu być, gdy patrzy na to, jak jego dzieci wegetują w ciemnych suterenach życia, gdzie wdychają zgniłą woń szatańskiego kłamstwa, kiedy mogłyby przebywać na świeżym powietrzu, cieszyć się jego prawdą, kierować się Duchem Świętym i kąpać się w jego miłości.

Jezus powiedział kiedyś Swoim uczniom: „Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie, i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Jan 8:31-32).

Biblia – jest Bożą mapą, pomocną w znalezieniu wyjścia z tego błota (lub pustyni), w którym znajdujemy się. Duch prawdy życzliwie otwiera drzwi naszej sutereny, które zamknęliśmy za sobą, i wyprowadza nas na świeże powietrze i słoneczne światło życia, „ukryte wraz z Chrystusem w Bogu” (Kol. 3:3). Przez wiele lat mój mąż uczył mnie skomplikowanej sztuki czytania drogowych map. (Jak dla wielu kobiet, mapy oraz opisy są dla mnie zagmatwane i skomplikowane, szczególnie dlatego, że zawsze spieszymy się kiedy one są potrzebne).

W końcu Dick zapoznał mnie z zupełnie nowym pojęciem, które odsunęło raz na zawsze zamęt w tym zagadnieniu. Powiedział on: „Mapa pomaga tylko w tym przypadku, jeżeli wiesz, gdzie się znajdujesz!”.

Każdy narodzony na świat człowiek musi znaleźć swój punkt wyjścia na Bożej mapie, jeśli myśli kiedykolwiek odkryć obiecany kraj błogosławieństw. Każdy musi wiedzieć, gdzie się znajduje. A znajduje się w miejscu, które John Bunyan nazwał „Miastem zguby”. Pozostający w tym mieście giną. Z tego miasta jest tylko jedno wyjście, tylko jedna droga prowadzi z niego do wolności. Tą drogą jest Jezus Chrystus.

W odróżnieniu od założycieli innych religii, Jezus nigdy nie proponował ludziom wskazania drogi do Boga, ale powiedział, że On Sam jest drogą. „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan.14:6).

Kiedy religijny Nikodem, o wysokiej moralności, przyszedł do Jezusa kiedyś nocą, płonąc pragnieniem dowiedzenia się, jaka jest jego pozycja przed Bogiem, Pan powiedział mu wyraźnie, że musi narodzić się na nowo. Na pytanie Nikodema, czy to narodzenie musi być fizyczne, Jezus odpowiedział stanowczo, że początek duchowego życia tak samo jest potrzebny doświadczonemu we wszystkim nauczycielowi Izraela, jak było mu potrzebne narodzenie fizyczne. Fizyczne narodziny umieściły go na drodze ziemskiego życia, a duchowe umieszczą na drodze wiecznego życia. Duch Boży czyni, iż rodzimy się duchowo. Jezus porównał działanie Świętego Ducha do wiejącego wiatru. My nie widzimy wiejącego wiatru, ale widzimy jego następstwa w liściach drzew, w ruchu obłoków i wody itp. Bardzo podobnie do tego widzimy skutki działania Świętego Ducha w życiu człowieka, kiedy charakter przeobraża się po duchowym narodzeniu. „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5:17).

Kiedy Nikodem zetknął się twarzą w twarz z takimi zdumiewającymi faktami, zapragnął dowiedzieć się, jak przebiegają takie cudowne zjawiska. Jezus odpowiedział przykładem z historii izraelskiego ludu: „Od góry Hor wyruszyli potem ku Morzu Czerwonemu, aby obejść ziemię Edom. Lecz lud zniecierpliwił się w drodze. I zaczął lud mówić przeciw Bogu i przeciw Mojżeszowi: Po co wyprowadziliście nas z Egiptu, czy po to, abyśmy pomarli na pustyni? Gdyż nie mamy chleba ani wody i zbrzydł nam ten nędzny pokarm. Wtedy zesłał Pan na lud jadowite węże, które kąsały lud, i wielu z Izraela pomarło. Przyszedł więc lud do Mojżesza i rzekli: „Zgrzeszyliśmy, bo mówiliśmy przeciwko Panu i przeciwko tobie; módl się do Pana, żeby oddalił od nas te węże. I modlił się Mojżesz za lud. I rzekł Pan do Mojżesza: Zrób sobie węża i osadź go na drzewcu. I stanie się, że każdy ukąszony, który spojrzy na niego, będzie żył. I zrobił Mojżesz miedzianego węża, i osadził go na drzewcu. A jeśli wąż ukąsił człowieka, a ten spojrzał na miedzianego węża, pozostawał przy życiu” (4 Mojż. 21:4-9).

Nie jest trudno wyobrazić sobie to szemranie, które podniosło się w obozie z dwoma milionami ludzi, z których wielu zostało ukąszonych przez jadowite węże. Zaproponowany przez Mojżesza Boży ratunek spowodował zapewne dwojaką reakcję. Małe wysilenie wyobraźni pomoże nam wyobrazić sobie dokładnie to, co tam się działo.

Przypuśćmy, że dwoje ludzi, Ben-Ammi i Dawid, zostało ukąszonych przez jadowite węże. Wijąc się w swoich namiotach z widoczną opuchlizną kończyn, obaj słyszą głos kogoś biegnącego przez obóz z taką nowiną: „Bóg powiedział Mojżeszowi, jak wyzdrowieć z tych ukąszeń. Znajdźcie kogoś, kto pomógłby wam dotrzeć na pustynię, gdzie Mojżesz wywyższył miedzianego węża na drzewcu. Musicie tylko spojrzeć na niego, a zostaniecie uzdrowieni!”.

Żona Ben-Ammi posyła po nosze, ale on narzeka, wyzywa ją i krzyczy: „Nie trzeba noszy! Potrzebna mi jest surowica, a ten bałwan krzyczy, że trzeba patrzeć na jakiegoś tam węża na żerdzi! Zabieraj się stąd i postaraj się zdobyć dla mnie lekarstwo! Myślisz, że zupełnie zwariowałem?”.

W sąsiednim szałasie żona Dawida też posyła po nosze i dwóch mocnych mężczyzn, którzy mogliby jej pomóc zanieść męża na pustynię.

Dawid mówi zdziwiony: „Nie rozumiem, jak jedno spojrzenie na miedzianego węża może uzdrowić mnie, ale Bóg mówi, że może. Gotów jestem posłuchać się”.

Bez większej trudności można powiedzieć, że Ben-Ammi zmarł, a Dawid pozostał żywy. Dlaczego? Dlatego, iż Bóg powiedział, że kto posłuszny będzie Mojżeszowi, żyć będzie.

Dawid wybrał drogę wybawienia od śmierci i został uratowany od niej. Bóg otworzył tę drogę dla każdego, kto gotów jest spojrzeć z wiarą na to, co On wskaże.

Ben-Ammi zmarł w swojej niewierze… Ale tak samo, jak umierający Izraelita nie miał nadziei bez Bożego środka ratunku, tak każdy z nas nie ma nadziei na życie i pozostaje martwy duchowo do tej pory, dopóki nie spojrzy z wiarą na Jezusa Chrystusa, będącego na krzyżu, gdzie zmarł, ponosząc na Sobie naszą karę za grzech.

Faktycznie, miedziany wąż jest tylko typem tego, o czym czytamy w 2 Liście do Koryntian 5:2: „On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą”.

Nie tak dawno miałam możliwość podzielenia się tą poglądową przeciwnością z pewną młodą parą, której serca były przygotowane przez Pana. Mając zwyczaj przerywania w tym miejscu opowiadania, uczyniłam to też i teraz, pytając ich czy rozumieją, co to znaczy spojrzeć z wiarą i czy gotowi są to zrobić?

Nie namyślając się długo odpowiedzieli, że rozumieją i gotowi są przyjąć Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela i Pana. I tutaj Carol (tak nazywała się kobieta) opowiedziała mi i jej mężowi następującą, zadziwiającą historię.

Jedenaście lat temu, będąc na jednym z ewangelicznych zgromadzeń Billy Grahama, była gotowa na taki właśnie krok (to znaczy, poczuła, że musi przyjąć Chrystusa). Jednak będący tam z nią znajomy drwił z całego zgromadzenia i ona się zlękła, że będzie drwił też z niej, jeśli wyjdzie do przodu. Postanowiła zaczekać do jutra, żeby wtedy poświęcić swoje życie Chrystusowi, ale mimo jej starania, w żaden sposób nie mogła wierzyć z tą samą mocą, z jaką wierzyła tamtego wieczora. Zasłoniwszy twarz rękami przyznała, że do rozmowy ze mną nie rozumiała tego wszystkiego tak jasno i że za nic nie straci możliwości przyjęcia Chrystusa.

Radość, którą mieli tego wieczora, może być i twoją radością, jeżeli zrozumiesz sedno sprawy tak, jak ta młoda para, i oddasz swoje życie Chrystusowi w tej chwili. Nie myśl, że zrozumiesz wszystko jaśniej innym razem. Biblia mówi: „Oto teraz czas łaski, oto teraz czas zbawienia” (2 Kor. 6:2). I kto wie, czy będzie żył jutro?

W tym momencie, w którym Bóg posyła tobie światło, musisz zacząć chodzić w Nim. Jeżeli jeszcze nie powiedziałeś Jezusowi swojego ostatecznego, wiecznego „TAK”, to pochyl swoją głowę i powiedz Mu w przybliżeniu, co następuje: „Panie, ja wiem, że jestem grzesznikiem i wszystkie moje starania nie zmieniły mojego wewnętrznego stanu. Dziękuję Ci, że umarłeś za moje grzechy. Zapraszam Ciebie do swojego serca i proszę, zacznij Twoje zmartwychwstałe życie w nim. Oczyść mnie Twoją czystą krwią ze śmiertelnej trucizny grzechu”.

Bóg nie zwyczajnie posłużył się właśnie wężami, żeby ukarać Swój lud za grzechy. W ogrodzie Eden Ewa, którą Pismo nazywa matką wszystkich żyjących, przekazała swój duchowy stan wszystkim następnym pokoleniom, kiedy zwątpiła w słowo Boga i zaufała kłamstwu węża. Od tej pory ludzkość cierpi z powodu wężowych ukąszeń, z których tylko Bóg może uzdrowić.

Doskonała sprawiedliwość Boża żądała kary za grzech, lecz Jego doskonała miłość zmusiła Go do odstąpienia od sądu i zstąpienia do nas na ziemię w Chrystusie, żeby ponieść karę zamiast nas. W Liście do Hebrajczyków 9:22 mówi się: „Bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia”.

Jan Chrzciciel głęboko rozumiał tę prawdę i rozpoznał w Jezusie „Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata” (Jan 1:29).

Wszystkie niewinne baranki, złożone na starotestamentowych ołtarzach, były tylko typami i cieniem bezgrzesznego, nadzwyczajnego Baranka, który przelał krew za grzechy każdego, kto gotów jest w Niego wierzyć.

Zobaczywszy to oczami wiary, na zawsze odrzucamy wszelkie próby zbawienia siebie własnymi siłami. Nic nam nie pozostaje, jak pokornie podziękować Jezusowi Chrystusowi za jego zwycięstwo nad grzechem i śmiercią na Golgocie, i za potwierdzenie tego zwycięstwa przez zmartwychwstanie. Musimy się upamiętać, opuścić drogę, która prowadziła do śmierci i piekła, i zacząć iść w przeciwnym kierunku, w stronę nieba i wiecznego życia. Taka przemiana powoduje przede wszystkim zupełnie inny stosunek do wszystkiego, tak że to, co kochaliśmy, staje się znienawidzone, a znienawidzone staje się kochane. Niektórzy ludzie i miejsca na zawsze odejdą z naszego życia, gdyż byli oni częścią pozostawionego przez nas miasta zguby. Nie będą oni mieć żadnego pragnienia pójścia za nami. Lecz na naszej nowej drodze spotkamy zadziwiające etapy i ludzi, z którymi będziemy mogli dzielić się wszystkim, co nas napełnia.

Nasze nowe życie nie będzie puste, ale odwrotnie, o wiele pełniejsze niż moglibyśmy je sobie wyobrazić, będąc martwymi duchowo.

Mój dom znajduje się parę jardów od autostrady, łączącej Montreal z Nowym Jorkiem. Latem ruch jest bardzo wielki i droga zatłoczona jest nie tylko samochodami jadącymi do Kanady, ale także tymi, które kierują się do pięknych jezior na północy USA. Ludzie korzystają z tej drogi, gdyż ona jest najbezpieczniejsza i pozwala szybko osiągnąć miejsce przeznaczenia, co bardzo wyraźnie widać na każdej mapie.

Podobnie do tego, Pismo wskazuje na dobrą drogę tym, którzy narodzili się w Bożej rodzinie przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Korzystanie z innych dróg doprowadzi tylko do straty czasu, a w gorszym przypadku do katastrofy.

Dlatego należy nam szukać tej lepszej drogi na początku naszej podróży i poruszać się po niej do końca naszych dni. Prorok Izajasz nazywał tę drogę „drogą świętości”, a apostoł Paweł nazywał ją drogą nowego życia i sumuje swoje myśli o tym w taki sposób: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal. 2:20).

Podobne części mapy, pokazujące tę wspaniałą drogę, znajdują się w Liście do Rzymian, 6-8 rozdz., i w Liście do Efezjan 1-2 rozdz. Jest tu wielki Boży plan dla całkowitego zwycięstwa chrześcijan, wyłożony z wielką dokładnością. Te miejsca Pisma można nazwać wezwaniem wierzącego do zrozumienia tego faktu, że nigdy nie będzie mógł on żyć podobając się Bogu, nie pozostawiwszy wszystkich bezowocnych starań w tym kierunku. Ale musi on zrozumieć, że tylko Jezus Chrystus mógł żyć i żył, i będzie żyć podobając się Bogu.

Ale, jak jesteśmy związani z Nim na wieki przez wiarę, to musimy wiedzieć, że stary człowiek (nasza stara natura) został ukrzyżowany z Nim na krzyżu i musimy powoływać się na ten fakt przez całe nasze życie. Nasze stare „ja” umarło z Chrystusem, a Duch Święty niesie nam nowe życie. Zmartwychwstaliśmy z Jezusem i zostaliśmy posadzeni w okręgach niebieskich. „I wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Efez. 2:6).

Innymi słowy, dlatego że jestem w Chrystusie, Jego autorytet stał się moim autorytetem, żebym mógł korzystać z niego tutaj na ziemi. Jego Święty Duch daje każdemu wierzącemu prawo korzystania z Jego autorytetu. Możemy otrzymać tę moc Świętego Ducha po modlitwie.

Zależy ode mnie, czy będę w moim duchowym życiu biedakiem czy milionerem. Jeżeli pozwolę Duchowi Świętemu napełnić mnie mocą, będę żył w jedności z ukrzyżowanym, zmartwychwstałym, wywyższonym Chrystusem. Moje zwycięstwo będzie zależeć od mojej decyzji: skorzystać lub nie z tej mocy.

Miliony wierzących obecnie wierzy, że umarli oni w Chrystusie, zostali pogrzebani i zmartwychwstali, ale mało kto rozumie, że też wznieśli się z Nim na okręgi niebieskie i są tam posadzeni po prawicy Boga, żeby panować nad niewidzialnym światem.

Apostoł wiedział, że po to, żeby doświadczyć tej prawdy, trzeba specjalnego objawienia Bożego i prosił on o oświecenie dla swoich czytelników w swojej wspaniałej, szczerej modlitwie, w Liście do Efezjan 1:15-23.

Pan Jezus Chrystus całkowicie zwyciężył szatana Swoją odkupieńczą śmiercią na Golgocie, lecz od tej samej pory świat demonów postawił sobie za cel ukryć ten fakt przed Kościołem.

Wiele współczesnych kazań podkreśla, że wierzący otrzymuje wszystko, co mu potrzebne, w momencie nawrócenia i odrodzenia. Niestety, taka nauka nie mówi nic o tym, że otrzymujemy od Boga tylko to, co odpowiada naszej wierze, i że możemy i powinniśmy przedstawić nasze prawo do wszystkiego, co nam należy się według dziedzictwa, inaczej nie otrzymamy wszystkiego. W Ewangelii według Jana 1:12 czytamy: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dał moc, aby stali się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego” (BT).

Słowo „moc” oznacza w danym wypadku prawo i oznacza potencjalne panowanie. Po śmierci człowieka, kiedy jego sprawy zostaną przejrzane i jego majątek prawidłowo wyceniony, wszyscy spadkobiercy, których wymienia się w testamencie, otrzymają prawo do majątku. Jednak wiele banków trzyma znaczne sumy pieniędzy, które należą do spadkobierców, którzy nie przedstawili swoich praw do dziedzictwa. Niekiedy zdarza się to dlatego, że zawistni krewni nie powiadomili prawnych spadkobierców o dziedzictwie.

Podobnie do tego, złowieszcze, niegodziwe moce ciemności ukrywają przed dziećmi Bożymi prawdziwe rozmiary ich dziedzictwa w Chrystusie. Podstępne, wprowadzające w błąd duchy, wpływają na umysły wierzących tak, że im nawet do głowy nie przychodzi, żeby skorzystać z wszystkiego, co dla nich ma Bóg. Niewyczerpany zapas mocy władzy i radości, złożony w kasie oszczędnościowej nieba przez Jezusa Chrystusa, pozostaje nieznany dla wielu. I dlatego wielu umiera w duchowym ubóstwie, przeżywszy życie, nie podejrzewając, że do ich dyspozycji były nieprzebrane bogactwa.

Bóg chce, żeby Jego dzieci żyły pełnym, radosnym, szczęśliwym życiem, które charakteryzuje się dobrym fizycznym i duchowym zdrowiem.

Lecz ilu ludzi nigdy nie osiąga tego zwycięstwa tylko dlatego, iż nie wiedzieli, że ono należy do nich.

Wierzący często są skromnymi, uprzejmymi ludźmi, którzy nigdy nie zdobywają się na to, żeby narzucić się Bogu. W milczeniu przyjmują choroby, znękanie, niepokój i wiele innych nieprzyjemności, gdyż bojaźliwie założyli, że jest to wolą Bożą dla nich. Jakże dziwią się, kiedy się dowiedzą, że Bóg nigdy nic podobnego nie planował dla Swoich dzieci i nawet smuci się, kiedy przypisuje się Mu takie atrybuty.

Na samym początku Swojej ziemskiej służby Pan Jezus Chrystus powołał apostołów, „dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii, i żeby mieli moc wypędzać demony” (Mar. 3:14-15). Widocznie pragnieniem Chrystusa było, żeby zwiastowaniu towarzyszyły usługi uzdrawiania i uwalniania, i wcześniej wierzący trzymali się tej zasady.

W Ewangelii według Łukasza, 10 rozdział, czytamy, ze siedemdziesięciu uczniów zdziwiło się, kiedy zobaczyli, iż mogą wyganiać demony w imieniu Jezusa Chrystusa.

W 8 rozdziale Dziejów Apostolskich znów widzimy, że głoszeniu towarzyszyło wyganianie demonów i uzdrawianie chorych pod kierownictwem diakona Filipa. Apostoł Paweł wygonił demona z chodzącej za nim kobiety. Czytamy o tym w 16-tym rozdziale Dziejów Apostolskich.

Z tych wszystkich miejsc Pisma widzimy, ze używanie mocy Ducha Świętego w stosunku do mocy ciemności było w tamtym czasie zasadą, a nie wyjątkiem. Takie też jest jej przeznaczenie! „A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą,

Węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją” (Mar. 16:17-18).

Pomimo tego, że ten fragment Pisma z jakiegoś powodu zawsze był sporny, historia zna udokumentowane przypadki, które zdarzyły się w ciągu dwóch tysięcy lat.

Błogosławiony Augustyn pisał, że od wierzących w pełni można oczekiwać mówienia innymi językami, a przypadki uzdrowień i wyganiania demonów też zdarzają się często w historii Kościoła.

Z nowym wylaniem Ducha Świętego, w naszych czasach Kościół znów ma moc i prawo głosić radosną nowinę w jej pełni. Tam, gdzie wierzący ufają Jezusowi Chrystusowi na słowo, tam doświadczenie pierwszych chrześcijan staje się udziałem współczesnych. W obecnej Indonezji prawie wszystkie biblijne cuda powtórzyły się wielokrotnie, kiedy ci, którzy mieli dziecięcą wiarę, pozostawili Bogu swobodę działania w dziedzinie ewangelizacji ich kraju. Wskrzeszenie umarłych, mnóstwo uzdrowień i uwolnień od demonów, chodzenie po wodzie, przemienienie wody w wino – wszystko to przeżyli wierzący Indonezji na wyspie Timor. W obliczu tak bezspornych przejawów mocy Bożej, tłumy muzułmanów pozostawiły wiarę swoich ojców i uwierzyły w Chrystusa. To wszystko opisano w książce „Jak potężny wiatr” Mel Tari.

W ostatnich latach Południowa i Północna Ameryka też przeżyły znaczne przebudzenie. Cuda uzdrowień i uwolnień od złych duchów mają miejsce tutaj i w świecie zachodnim w miarę tego, jak Bóg przebudza tego wielkiego olbrzyma – Swój Kościół.

Powszechnymi stały się nie tylko wydłużenia kończyn, uzdrowienia i uwolnienia od demonów, lecz słyszymy o jeszcze bardziej niezwykłych cudach. Bebs i Bill Owens, moi przyjaciele z Eston (Maryland), opowiadali o tym, jak pewien skromny meksykański pastor pojechał z grupą starszych swojego zboru, aby modlić się nad dwunastoletnią dziewczynką. Była to córeczka jednego ze starszych. Została ona zabita przez wrogów Ewangelii. Kula weszła w jej głowę z przodu i wyszła z tyłu. Kiedy bracia włożyli na nią ręce i pomodlili się, zobaczyli jak otwory ran zabliźniły się na ich oczach i zupełnie znikły. Odłamki kości wypadły na poduszkę podczas cudu uzdrowienia. Dziewczynka ocknęła się, zwrócona do życia przez potężną moc imienia Jezusa Chrystusa.

Już pora, żeby Kościół Jezusa Chrystusa zaczął się zachowywać jak Jego ciało i nieść Jego chwalebne zbawienie umierającemu światu na Jego warunkach, a nie na naszych.

Oczywiście, przyjemnie jest wiedzieć, że Chrystus zmarł za nasze grzechy, ale jeszcze przyjemniej jest wiedzieć, że wziął On nas takimi, jacy jesteśmy, i przybił z Sobą do krzyża, wskrzesił nas z Sobą, uniósł się z nami na okręgi niebieskie i posadził po prawicy Bożej, położywszy wszystkich naszych wrogów nam do nóg (Ps. 8:6; 1 Kor. 15:27; Ef. 1:22, 2:6).

Nie na próżno Chrystus powiedział: „Oto dałem wam moc, abyście deptali po wężach i skorpionach i po wszelkiej potędze nieprzyjacielskiej, a nic wam nie zaszkodzi” (Łuk. 10:19).

Pat Brooks

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz