Śmierć i to, co poza nią

Stanowisko naukowców i lekarzy

Śmierć – największa tajemnica, przed którą stoi ludzkość. Co się dzieje gdy umieramy? Jakie jest nasze przeznaczenie? Świat duchowy, reinkarnacja czy zapomnienie?

Na skutek śmierci historia życia rozsypana jest jak porozrzucane fragmenty puzzli. Jesteśmy otoczeni różnymi dziełami ludzi, którzy odeszli z tego świata. Choć ich poszukiwania mogły być różne, to jednak wszyscy dochodzili do te samej konkluzji, jaką jest śmierć.

John Osteen rozmawiał z wieloma ludźmi stojącymi u progu śmierci, umierającymi. Śmierć jest tematem zwykle unikanym, na który patrzymy ze strachem, ale w końcu każdy z nas musi stanąć naprzeciw tego faktu. Dla niektórych śmierć jest po prostu wejściem do tradycyjnie pojmowanego nieba lub piekła, dla innych jest mostem do reinkarnacji lub przejściem na wyższy poziom bytu. Dla jeszcze innych śmierć to koniec, naukowe zakończenie istnienia. Wg. nich religia służy jedynie inspiracji moralnego zachowania lub by oszukać lęk, często towarzyszący śmierci. Wielu jest zbyt zajętych by zajmować się tym tematem.

Sigmund Freud (1856-1939) powiedział: „Tak naprawdę nikt nie wierzy we własną śmierć, ale podświadomie każdy z nas jest przeświadczony o własnej śmiertelności.”

Czy myślałeś kiedyś o swojej śmierci? Ona się zbliża i zasługuje na chwilę uwagi, nie na zasadzie chorobliwej obsesji, ale naturalnej ciekawości tego zjawiska, pełnego tajemnic zarówno teraz, jak i na początku. W naszym zaawansowanym technologicznie społeczeństwie ciągle jeszcze nie możemy określić co się dzieje gdy umieramy. Wg. sondaży 2/3 Amerykanów wierzy w życie po śmierci, ale czy ktokolwiek może nam powiedzieć jak to z tym jest naprawdę? Badając temat życia możemy nauczyć się czegoś nowego. W jaki sposób możemy przygotować się do śmierci? Może doświadczenia innych ludzi mogłyby nam pomóc?

Thomas Edison (1847-1931) – światowej sławy wynalazca, opatentował w swoim życiu ponad 1000 wynalazków. Wiele z nich rewolucyjnych, takich jak lampa elektryczna, gramofon i mikrofon. Człowiek, o którym jego pierwszy nauczyciel powiedział, że nigdy w życiu niczego nie osiągnie, wywarł ogromny wpływ na technologię naszych czasów. W późniejszych latach swojego życia zwykł pracować długimi godzinami w swojej pracowni w Orange w New Jersey. 01.08.1931 roku Edison upadł w swojej pracowni. Złożony chorobą leżał w domu aż do 14 października, kiedy to zapadł w stan śpiączki. Tuż przedtem wypowiedział swe ostatnie słowa. Patrząc do góry powiedział: „Tam jest bardzo pięknie”. Co miał na myśli tak mówiąc? Czy zobaczył coś przez okno? Wspominając te słowa, lekarz Edisona powiedział, że być może wielki wynalazca w ostatnim momencie swego życia zobaczył coś z poza świata. Niestety, możemy na ten temat jedynie spekulować. Trzy dni po śmierci Edisona na wezwanie prezydenta Herberta Clarka Hoovera miliony Amerykanów zapaliło lampki by oddać cześć jednemu z najbłyskotliwszych umysłów Ameryki.

Czyż nie jest to ciekawe jaki wpływ ma śmierć na tych, którzy jeszcze żyją? Wydaje się ona zaznaczać pewien punkt w czasie, tworząc niezatarty ślad w historii. Np. większość Amerykanów dobrze pamięta gdzie przebywali gdy podawana była wiadomość o zabójstwie prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Serce narodu zamarło w szlochu. Można wspomnieć inny przykład, jak zabójstwo Martina Kinga – obrońcy praw obywatelskich.

„Umrzeć znaczy zasnąć – może śnić…” – William Shakespeare. Śmierć jest tematem często podejmowanym przez teatr poprzez takie klasyczne sztuki jak: „Hamlet” czy „Romeo i Julia”. Shakespeare unieśmiertelnił śmierć. Mnóstwo filmów, baletów, oper i mitów kończy się sceną śmierci głównego bohatera, pozostawiając tych, którzy przeżyli w żałobie i świadomości, że jakoś będą musieli sami sobie poradzić. Myśl o pozostaniu samym po śmierci ukochanej osoby powszechnie wywołuje strach. Być może właśnie strach powoduje tworzenie się w nas negatywnych uczuć w stosunku do śmierci. Jak możemy sobie z tym poradzić?

Dr Elizabeth Coogler-Rouse – autorka książki o życiu i umieraniu zajmowała się tym tematem całe swoje życie. Poświęciła je pocieszaniu umierających pacjentów. Napisała wiele książek, brała udział w seminariach i rozwinęła programy edukacyjne przygotowujące ludzi na dojrzałe spotkanie ze śmiercią. Poczyniła ona pewne interesujące obserwacje. Powiedziała: „Nagle ludzie uzmysłowili sobie sprawę, że tego co cenili najbardziej nie mogą zabrać ze sobą po śmierci i mówią sobie: o Boże, żyłem, ale tak naprawdę to nie było życie. Wtedy nagle zmieniają się priorytety.” Jak inaczej wygląda życie, gdy patrzymy na nie z perspektywy śmierci. Co naprawdę jest ważne?

Dr Coogler-Rouse powiedziała: „Kiedy rozmawiasz z 20 tysiącami umierających ludzi, nie tylko dorosłych, ale i dzieci, to uświadamiasz sobie, że jedynie miłość jest istotą życia. Nie ten rodzaj miłości, w której nas wychowywano, ale miłość bezwarunkowa. Jedynie ona sprawia, że nie boisz się żyć ani umierać.”

Bezwarunkowa miłość – to ciekawe lekarstwo na strach przed śmiercią. Eksperci tacy jak dr Coogler-Rouse mówią, że najwięcej lęku budzi proces umierania, a nie sam moment śmierci. Tak więc co dokładnie dzieje się w momencie śmierci? Co dzieje się, gdy zatrzymuje się nasz czas?

Dr Rajmond Moody, wykładający na wydziale psychologii Uniwersytetu w West Georgia poświęcił swoje życie studiowaniu doświadczeń umierających. Opisał je w swoim bestselerze „Światło z poza”.

Dr R. Moody: „W ciągu 25 lat rozmawiałem z 3000 pacjentów, którzy przekroczyli próg śmierci i powrócili, opowiadając później o niesamowitych doświadczeniach, jakich doznali. Jednym z ciekawszych przypadków była kobieta, którą reanimowano z powodu niewydolności płuc. Po poważnej operacji nastąpiło wstrzymanie pracy serca. Lekarz zadecydował aby zawiadomić rodzinę chorej, zamieszkałą blisko szpitala, gdyż stwierdził, że pacjentka najprawdopodobniej umrze. Przyjaciółka tej kobiety, zajmująca się jej małą córką, pośpiesznie ubrała dziewczynkę w przypadkowo złapane rzeczy, które zupełnie do siebie nie pasowały i zabrała ją do szpitala. Pacjentkę w dalszym ciągu bezskutecznie próbowano reanimować, choć lekarz i pielęgniarka już prawie stracili nadzieję. Kobieta, którą reanimowano zauważyła, że zarówno lekarz jak i pielęgniarka nie widzą jej ani nie słyszą, więc opuściła pokój, w którym ciało jej było reanimowane. W poczekalni innej części szpitala zobaczyła swoją córkę ubraną w niedopasowane do siebie rzeczy. Była bardzo zaintrygowana dlaczego tak się stało. Próbowała o to zapytać swoją przyjaciółkę, która oczywiście ani jej nie widziała, ani nie słyszała. Zaraz potem, gdy odzyskała świadomość zapytała lekarza: Dlaczego moja córka jest tak ubrana? Kto ubrał moją córkę? Te rzeczy nie pasują do siebie.

Czasami pacjenci, którzy powrócili do życia mogą opowiadać o czymś, co zdarzyło się poza miejscem, w którym ciała ich były reanimowane, posługując się przy tym bardzo dokładnymi i szczegółowymi opisami, wskazującymi na to, że rzeczywiście przebywali poza ciałem.

Pewna kobieta, spokrewniona ze mną, obserwując swoje ciało z góry próbowała zapytać lekarza i pielęgniarki co się dzieje, ale okazało się, że oni jej nie widzą i nie słyszą. Opuściła pokój, w którym reanimowano jej fizyczne ciało i w korytarzu prowadzącym do poczekalni zobaczyła swego szwagra oraz resztę rodziny, oczekujących na jej śmierć. Kiedy pacjentka odzyskała przytomność i jej szwagier przyszedł z wizytą. Powiedziała mu: Wszystko słyszałam. Następnym razem gdy będę umierać, Bob, nie rezygnuj ze swego wyjazdu w interesach. Dam sobie radę.

Oczywiście wielu ludzi opowiadając o doznaniach związanych ze śmiercią przechodzi natychmiast do wyjaśnień i terminologii nadprzyrodzonej, aby przekonać innych, że te doświadczenia są wizją życia po śmierci.

Problem polega na tym, że życia po śmierci nie można udowodnić naukowo. Myślę, że temat ten w dalszym ciągu musi być przyjmowany głównie na podstawie wiary. Doświadczenia pośmiertne, jakkolwiek imponujące by one nie były, nie dają nam naukowych dowodów na to, że naprawdę żyjemy po śmierci. Niemniej jednak proponowane proste naukowe wyjaśnienia zjawisk, o których mówimy wg. mnie również nie są przekonywające. Te doświadczenia są dużo bardziej złożone. To zjawiska całkiem inne, niż te wywołane przez narkotyki, lekarstwa, czy nawet czynniki psychologiczne. Nie sądzę aby te doświadczenia były jedynie jakimiś fantazjami czy pragnieniami.

Z pewnych bardzo skomplikowanych powodów doznania te zmieniły życie wielu ludzi w bardzo pozytywny sposób. A tego nie dokonałyby żadne fantazje. Nie znam ostatecznego wyjaśnienia. Na dziś po prostu przyjmuję do wiadomości i akceptuję mniej lub bardziej dosłowne relacje o tym, że ci ludzie ujrzeli coś, co zawsze nazywało się życiem pozagrobowym lub życiem po śmierci. Nie jest to coś, co kiedykolwiek będzie udowodnione naukowo. To tylko moje osobiste przekonanie wyniesione z rozmów z 3000 ludzi, którzy to przeżyli.”

Doświadczenia pośmiertne – czy są one fantazjami, czy też historiami zmyślonymi – czy możemy zignorować fakt, że ci ludzie umarli, a potem podczas reanimacji powrócili do życia i opowiadają o tym co przeżyli.

Dr Moody przybliżył światu zachodniemu pojęcie doświadczeń pośmiertnych. Nie odkrył on tego zjawiska, ponieważ opisywano je już wcześniej, zarówno w literaturze, jak i sztuce. Obraz Bosch’a namalowany w XV wieku przedstawia cztery fazy doświadczenia pośmiertnego tak jak jest ono opisane w książce Moody’ego. Opuszczenie ciała, podróż przez tunel, a następnie wznoszenie się w towarzystwie niebiańskich istot ku wielkiej światłości. Na długo zanim Bosch namalował swój obraz opisano podobny przypadek w tybetańskiej księdze śmierci z 800 roku przed Chrystusem. Niektóre z opisów wędrówek duszy po śmierci fizycznej podobne są do tych wspomnianych w doświadczeniach pośmiertnych. Najstarszym fragmentem światowej literatury z 2500 roku przed Chrystusem jest egipska księga śmierci ze swoją ogromną kolekcją modlitw i zaklęć, mających na celu wprowadzenie zmarłego do drugiego świata. Kultura starożytnego Egiptu, jak żadna inna, osadzona była na głębokiej wierze w życie po śmierci. Faraonów składanych do grobu zaopatrywano w żywność, przedmioty codziennego użytku, a nawet niewolników grzebanych żywcem, by towarzyszyli swemu panu w następnym życiu. Stąd widzimy, że rozważanie tego problemu, jak i doświadczenia zdefiniowane przez dr Moody’ego wcale nie są czymś nowym. On nadał im jedynie nazwę. Trudno też ocenić reakcję świata medycznego na pracę dr Moody’ego. Wielu lekarzy nie chce się kalać jakimiś duchowymi spekulacjami.

Co skłoniło dr Moody’ego do badania zjawiska życia po śmierci?

Gdy studiował na Uniwersytecie Virginia jego profesor opowiedział mu historię o pewnym psychiatrze, który miał niesamowite doświadczenie ze śmiercią. Zmieniło ono radykalnie całe jego życie.

Był 01.12.1943 r. Szeregowy George Riche przebywał w jednostce w Barcley w Texas’ie. Właśnie został wytypowany do szkoły medycznej Uniwersytetu Virginia. Oczekiwał na oddelegowanie do Richmond, by rozpocząć naukę. Na tydzień przed wyjazdem zgłosił się do szpitala z powodu infekcji górnych dróg oddechowych. Na drugi dzień przed odjazdem jego stan pogorszył się, ale on koniecznie chciał udowodnić, że czuje się dobrze. Zbliżał się czas odjazdu ostatniego w tym tygodniu pociągu z Barcley. Gdyby Riche spóźnił się na ten pociąg, oznaczałoby to, że nie rozpocznie studiów medycznych. Riche spędził całą noc w atakach kaszlu i rosnącej gorączce. Zdawał sobie sprawę, że jego stan był poważny. Jako wykwalifikowany pielęgniarz doznał szoku gdy spojrzał na termometr. Wskazywał 42°C. Przybyła służba medyczna aby przenieść go do ambulatorium w celu prześwietlenia klatki piersiowej. W tym czasie stan zdrowia szeregowego załamał się i w ciągu 24 godzin sytuacja stała się beznadziejna. W końcu stwierdzono zgon. Na jego karcie napisano: Umarł z powodu obustronnego zapalenia płuc. Oficer wydał rozkaz aby przenieść ciało do kostnicy. Od tego miejsca George Riche sam opowie czego doświadczył po tym jak stwierdzono jego zgon.

George Riche: „Muszę powiedzieć Wam czego doświadczyłem z mojego subiektywnego punktu widzenia. Wiedziałem, że spóźniłem się na pociąg. Rozglądałem się po ciemnym pokoju, chcąc znaleźć mój mundur. Nie widząc go zdecydowałem, że nie mam czasu do stracenia. Kiedy wyszedłem na korytarz gotów by wyjść na zewnątrz, zobaczyłem nadchodzącego oddziałowego. Odwróciłem się żeby powiedzieć: patrz jak idziesz!, ale on po prostu przeszedł przeze mnie. To mnie zaszokowało, ale i tak byłem już zdecydowany dostać się jak najprędzej do Richmond i nic nie było w stanie mnie zatrzymać. Poszedłem w kierunku drzwi. Gdy tylko wyszedłem na zewnątrz nagle znalazłem się w powietrzu 500 metrów nad ziemią, pędząc z ogromną szybkością. W końcu doleciałem do wielkiej rzeki i zobaczyłem miasto po drugiej stronie. Wylądowałem naprzeciw oświetlonej nocnej kawiarni, gdyż zobaczyłem cywila, który zamierzał właśnie do niej wejść. Chciałem go zapytać czy zmierzam we właściwym kierunku by dostać się do Richmond. Po raz drugi inny człowiek zachował się tak, jakby mnie nie widział, ani nie słyszał. Chciałem oprzeć się o budkę telefoniczną, ale moja ręka przeszła przez ścianę. Wtedy nagle zrozumiałem, że zostawiłem coś w łóżku w Barcley. Wiedziałem też, że lepiej będzie wrócić i wziąć to coś ze sobą. Dokonałem też ważnego odkrycia związanego z istnieniem poza ciałem. Wtedy tak naprawdę robisz to, czego dusza chce. Czas i przestrzeń tak jak je naturalnie rozumiemy nie istnieją.

W krótkim czasie znalazłem się z powrotem przed szpitalem i zdałem sobie sprawę, że popełniłem tragiczny błąd, gdyż opuszczając szpital nie zwróciłem uwagi, z której izolatki wyszedłem. Przechodziłem z pokoju do pokoju. Widziałem żołnierzy leżących w łóżkach. Zwykle wydaje nam się, że wiemy jak wyglądamy, ale tak naprawdę nigdy nie widzieliśmy siebie samych z góry, prócz oglądania siebie w dwuwymiarowym przedmiocie zwanym lustrem. Widziałem wielu żołnierzy, którzy wyglądali tak jak ja, ale żaden z nich nie miał mojego charakterystycznego pierścionka na swoim palcu. Przechodziłem z pokoju do pokoju, z izolatki do izolatki, próbując znaleźć siebie. Byłem coraz bardziej zatroskany. W końcu wszedłem do małego oddzielonego pokoju, a tam leżało na łóżku ciało całe przykryte prześcieradłem. Zdałem sobie sprawę, że to ja, gdyż rozpoznałem mój pierścień. Jego czarny kamień był wyszczerbiony i nie było mowy o żadnej pomyłce. Całkowicie osłupiałem. Musiałem spojrzeć w twarz rzeczywistości. Zdałem sobie sprawę, że to ciało jest martwe, i że jestem zbyt młody by umierać. Miałem dopiero 20 lat.

Wtem w pokoju zapaliło się światło, którego intensywność zaczęła wzrastać tak, jak gdyby włączono milion żarówek. Trzy rzeczy zdarzyły się w jednym momencie. Coś głęboko w moim duchu, a nie w martwym ciele na łóżku powiedziało: Wstań, stoisz w obecności Syna Bożego! W tym samym momencie z tego jaśniejącego światła wyszła najbardziej zachwycająca postać, jaką kiedykolwiek widziałem. Mury szpitalne zniknęły. Ujrzałem każdy fragment mojego życia. Wszystko co uczyniłem publicznie czy też prywatnie począwszy od mojego przyjścia na świat poprzez cesarskie cięcie, aż do 20 roku kiedy to umarłem. I On zapytał mnie: Co zrobiłeś ze swoim życiem? Pomyślałem: jestem skautem, a On natychmiast odpowiedział: To chwalebne, i znowu zapytał: Co zrobiłeś ze swoim życiem? W tej rzeczywistości, w której stałem nie było miejsca na hipokryzję, bo człowiek od razu zdaje sobie sprawę, że ta Istota zna każdą myśl, więc nie można myśleć o jednym, a mówić o drugim. Nie ma też miejsca na nieporozumienie czy niezrozumienie. Ta Istota wiedziała o mnie wszystko, a co więcej, całkowicie mnie akceptowała i kochała.

To dotknęło mego serca. Potem Chrystus kazał mi podejść do siebie. Myślałem, że zobaczyłem już wszystko, ale to był dopiero początek. Nagle Chrystus otworzył przede mną całkiem inną rzeczywistość. Chciałem tam pozostać, ale zdałem sobie sprawę, że On woła mnie z powrotem do tego oddzielonego pokoju szpitala w Barcley.”

Śmierć szeregowego George’a Riche została potwierdzona przez doktora Donalda Traecy, kapitana pełniącego w tym czasie dyżur. Książka dr Riche pt. „Moje życie po śmierci” zawiera szczegółowe informacje o przeżyciach, które, jak twierdzi, przeżył. Jest ona dokładnym opisem spotkania człowieka ze śmiercią i tym co, jak Riche wierzy, następuje po niej.

Zgodnie z sondażami 16% badanych naukowców wierzy w życie po śmierci. Jest to poważny kontrast w stosunku do 6% ogółu badanych, którzy uważają życie po śmierci za fakt. Jednak żadne z proponowanych medycznych czy naukowych wyjaśnień nie udziela przekonywających odpowiedzi.

Dr Michael B. Saybyn, będąc zupełnym sceptykiem, rozpoczął badania na ten temat. Książka „Wspomnienie śmierci – medyczne dochodzenie” była poszukiwaniem naukowego wyjaśnienia doświadczeń pośmiertnych. Jaki był wynik jego badań? Pokazując niezdecydowanie nauki by w pełni odpowiedzieć na to ludzkie doświadczenie, dr Saybyn posuwa się dalej cytując Alberta Einsteina: „Każdy, kto jest poważnie zaangażowany w badania naukowe, dochodzi do przekonania, że we wszystkich prawach wszechświata manifestuje się Duch stojący wyżej od człowieka, przed którym my z naszymi skromnymi możliwościami winniśmy pochylić w pokorze nasze głowy.”

Współczesna medycyna pozwala przedłużyć czas trwania ludzkiego życia. Śmierć uważana jest za wroga, ale kiedy dochodzimy do próby zdefiniowania życia, niektórzy pacjenci i lekarze pozostawiają poza sobą osiągnięcia medycyny i jej definicje i sami za siebie podejmują decyzje. Zgodnie z sondażami życie, którego istnienie uzależnione jest od podłączenia do maszyny zawiadującej wszystkimi funkcjami organizmu nie powinno być podtrzymywane.

Czy można dokonać wyboru śmierci? Kiedy, kto może zdecydować o tym?

Powstaje wiele złożonych pytań, na które nauka odpowiada tylko częściowo.

Czytaj dalej, część 2 artykułu „Śmierć i to, co poza nią„.

Wybrała i opracowała
Barbara Głowacka

Podziel się tym artykułem

Dodaj komentarz